ycipk-9v2fsh

Maciej Konopiński, aktor teatru Wybrzeże: "Nasze środowisko zachowuje się tak, jak księża"

Przemocowość, przekraczanie granic intymności, nawet łamanie prawa w naszym środowisku nie ma płci ani orientacji seksualnej. Robią to mężczyźni i kobiety, heteroseksualni i homoseksualni, o ile tylko znajdują się wyżej w hierarchii – mówi Maciej Konopiński, aktor teatru Wybrzeże, który zaapelował o samooczyszczenie środowiska.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Maciej Konopiński, aktor teatru Wybrzeże
Maciej Konopiński, aktor teatru Wybrzeże (Materiały prasowe)
ycipk-9v2fsh

Marcin Ręczmin: Napisałeś na swoim profilu na FB "Drodzy Koledzy i Koleżanki, czy my jako środowisko nie zachowujemy się bliźniaczo do księży, milcząc i bagatelizując (to słowo tu wyjątkowo pasuje) temat nadużyć w naszej pracy? Mnie również podobne sytuacje spotykały. Nazwijmy niektóre zachowania po imieniu i powiedzmy, do czego jesteśmy zmuszani w imię sztuki." Do czego?

Maciej Konopiński, aktor teatru Wybrzeże, wykładowca Studium Wokalno-Aktorskiego w Gdyni: Jakiś czas temu kolega remontował mi mieszkanie. Wracam wieczorem i on pyta, co robiłem cały dzień. A ja, że całowałem się z dziewczynami. "Ale super" – mówi do mnie. A ja odpowiadam, że właśnie nie super. To moje koleżanki. Znam je, znam ich rodziny. I to wszystko, co robiłem tego dnia, oznacza przekraczanie granic intymności oraz wychodzenie ze strefy komfortu.

ycipk-9v2fsh

Taki wybraliście zawód. Tu intymność ma chyba inne znaczenie.

Tak, taki zawód. Ale chodzi o to, że granica między tym, co konieczne, bo jest aktorstwem, a nadużyciem jest niezwykle trudna do uchwycenia. I często każe nam się ją przekraczać – niby w imię sztuki. Przykład: gdy byłem w szkole teatralnej, profesorowie wiele razy publicznie powtarzali, że muszę, po prostu muszę być z kolegą z roku, że jesteśmy dla siebie stworzeni.

Być w związku jako partnerzy?

Jako kochankowie. Bo byliśmy dla nich jak Rimbaud i Verlaine. Bo to byłoby takie artystyczne. Takie uduchowione. Bo to służyłoby rzekomo rozwojowi naszego aktorstwa. A to były tylko ich fantazje na nasz temat.

ycipk-9v2fsh

I co zrobiliście?

Nic. Ale to w jakiś sposób zaważyło negatywnie na naszej przyjaźni. My byliśmy dorosłymi facetami z określoną seksualnością. Ale są ludzie, którzy mogą uwierzyć, że trzeba słuchać podobnych rad, by zostać artystą. Że żeby zostać artystą trzeba realizować czyjeś fantazje erotyczne na swój temat. System kształcenia aktorów w Polsce powoduje, że takie sytuacje się zdarzają. Niestety nie ma pewności, czy osoby uczące oprócz tego, że są wyjątkowymi artystami, są stabilne emocjonalnie. Znam kilkoro, co do których mam spore wątpliwości.

Co ci się nie podoba w tym systemie kształcenia?

Mamy cztery główne szkoły aktorskie: w Krakowie, we Wrocławiu, w Warszawie i filmówkę w Łodzi. Jeśli się tam dostaniesz, trafiasz do elity. Ale jeśli nie pochodzisz z rodziny z artystycznymi tradycjami, tylko na przykład jak ja z blokowiska, to jesteś w stanie zrobić bardzo dużo, żeby tam zostać i żeby przyjęto cię jak swojego. Jednocześnie w tej elicie obowiązuje ściśle określona hierarchia i poczucie obowiązywania innych zasad niż u "zwykłych ludzi". Wszystko zaczyna się na pierwszym roku, szczęśliwcy, którzy zdali są sprowadzani do parteru przez studentów starszych lat. Dowiadują się, że są niczym i nikim. Ten, kto wyłamie się z tego układu, jest straszony, że zostanie wykluczony z systemu. Studenci pierwszego roku są de facto wciąż traktowani jak kandydaci na studentów, bo w szkołach istnieją oficjalne regulaminy tak zwanej "fuksówki". "Fuksówka" to pozostałość po komunie. To fala, która decyduje, jak młodzi mają się zachowywać, jak wypełniać polecenia starszych.

ycipk-9v2fsh

Zobacz: Aktorka przez lata milczała. "Byłam naga, dyrektor związał mnie liną"

O jakie polecenia chodzi?

Teoretycznie to dotyczy np. wspólnych zajęć, ćwiczenia etiud i scen. A więc jest tu uzasadnienie, że robimy to, by się aktorsko rozwijać, uczyć się pracy w grupie. W praktyce młody musi zaakceptować rzeczy, które do niczego aktorowi nie są potrzebne. Picie wódki z talerza łyżką jakby to była zupa czy golenie dziewczynom głowy na zero. W skrócie uczniowie poddają się eksperymentowi Philipa Zimbardo – podziałowi na więźniów i strażników - ze wszystkimi przynależnymi mu elementami.

ycipk-9v2fsh

I ty też brałeś w tym udział?

Tak. Po obu stronach.

Kto znajduje się na następnym szczeblu hierarchii?

Napisałem na FB, że powinniśmy dać przykład i się oczyścić, bo to przypomina nieco sytuację w Kościele. Żeby była jasność nie chodzi mi o aferę pedofilską, bo mówimy o osobach dorosłych. Sytuację w Kościele pod względem zamknięcia środowiska, i pod względem hierarchiczności i w poczuciu oderwania od realności. Wyżej są wykładowcy – jak proboszczowie, a potem reżyserzy – niczym biskupi, a na szczycie kardynałowie, czyli dyrektorzy teatrów. Są też papieże aktorskiego kościoła – szare eminencje, u których każdy chce zagrać, nie bacząc na koszty. I dla nich aktor niespecjalnie jest niezależną jednostką. Jest tworzywem, które kształtują, by uzyskać swoją wizję i by spełnić się artystycznie.

ycipk-9v2fsh

To brzmi dość ogólnikowo.

To masz konkret. Pierwsze spotkanie aktorów, ze znaną feminizującą reżyserką. I od razu słyszymy: "Rozebrać się do naga". Nie mam problemu z nagością, gdy ona jest uzasadniona. Ale to jest po prostu kaprys. Pokazanie, kto tu rządzi. Wszyscy mamy się rozbierać z powodu niezdrowej zachcianki. Innym razem, gdy chcę porozmawiać z reżyserem, słyszę, że dyskusja nie wchodzi w grę: "Jesteś tylko aktorem". Nie wytrzymałem i odpowiedziałem: "A ty tylko reżyserem". I to poskutkowało. Przeprosił. Ale o czym to świadczy? O tym, że ten człowiek jest odklejony od rzeczywistości, ma się za demiurga, nieomylnego dogmatyka. Żeby była jasność. Ta przemocowość w naszym środowisku nie ma płci ani orientacji seksualnej. Robią to mężczyźni i kobiety, heteroseksualni i homoseksualni, o ile tylko znajdują się wyżej w hierarchii. A przecież są metody pracy, które nie muszą narażać naszej godności. Do tego są wydziały aktorskie i reżyserskie, żeby takich metod uczyć.

Ale to wciąż zupełnie co innego niż sytuacja, która miała miejsce w teatrze "Bagatela". Lizanie po szyi w sekretariacie, klepanie po pupie, wulgarne, seksualnie nacechowane odzywki nie są w żaden sposób związane z próbą tworzenia sztuki. Dlaczego milczenie trwa w takich sprawach tak długo?

Po pierwsze jest mi przykro jako mężczyźnie. Jestem maskulinistą i takie zachowania obrażają prawdziwych mężczyzn. Po drugie, jeżeli te sytuacje miały faktycznie miejsce, to mamy do czynienia z oblechem, ewidentnie zaburzonym mężczyzną, który wykorzystuje swoją pozycję. Czemu tak długo? A co ma wobec takich zachowań zrobić jednostka? Do kogo się zwrócić? Kogo o tym poinformować? Trudno mi mówić w imieniu dziewczyn, ale skoro masz w Krakowie kilka teatrów repertuarowych, to boisz się zapewne, że już w żadnym nie dostaniesz pracy, gdy narazisz się dyrektorowi jednego z nich. Członkowi wyższej niż aktorska kasty.

A ty się nie boisz tego mówić? Też pracujesz w teatrze.

Boję się. Tylko, że chcę przestać się bać. Ja mam wsparcie, bo akurat mój dyrektor wie, jakie mam poglądy. I je popiera. A nawet jeżeli mamy różne zdania, to się szanujemy. Wiatr wolności wieje od morza.

W swoim wpisie zawarłeś też apel: "Może oczyśćmy się i dajmy dobry przykład." Ilu znajomych aktorów cię poparło?

Niewielu.

Czyli nie będzie samooczyszczenie środowiska?

Nie wiem. Ja po przeczytaniu relacji aktorek "Bagateli" poświęciłem cały dzień zajęć ze studentami rozmowom o tym, co jest dopuszczalne, a co nie. Sam nie zawsze to wiem. Nie wiem, czy naciskając studenta do tego, by przestał się kontrolować na scenie, nie naruszam jego granic. Poprosiłem, żeby wszyscy głośno mówili o sytuacjach, które są dla nich dwuznaczne. Żeby - jak to nazywam - zapalać światło. Żebyśmy nie zostawiali tego w mroku niedopowiedzeń. Żeby nikt nie pozostał z myślami, że usłyszał seksualną aluzję i nic nie zrobił. Że został dotknięty w niewłaściwy sposób. Że wykładowca albo reżyser stosuje przemoc psychiczną i celowo publicznie poniża aktora. Opowiedziałem o swoich trudnych i niejasnych sytuacjach, których doświadczyłem.

I jak zareagowali?

Powiedzieli, że poczuli ulgę, że cieszą się, że rozmawiamy. Że ważne jest dla nich poczucie, że nie muszą pozbywać się godności. Mamy w szkole zaufaną osobę, do której można się zwracać z takimi tematami. Ale to tylko mały krok. Musi nas być więcej. I musimy pomyśleć o stworzeniu jakiejś instytucji, samorządu, który będzie zajmował się przypadkami oskarżeń o nadużycia. Komisji etyki aktorskiej, może przy Związku Zawodowym Aktorów Polskich. Miejsca, do którego mogą bezpiecznie się zwrócić osoby nękane. Bo gdzie mogły się zwrócić kobiety z Bagateli? Wiem, że są w Polsce aktorzy wielkiego formatu, prawdziwe autorytety, którym system przemocy psychicznej i seksualnej też przeszkadza. Myślę, że byliby w stanie pociągnąć za sobą większą część środowiska i zachęcić do zmian.

Kto na przykład?

Nie chcę teraz podawać nazwisk, to aktorzy starszego pokolenia. Wiem od nich, że to zjawisko nie było tak ostre i tak powszechne 30 czy 40 lat temu. Ostatnio na planie produkcji Netflixa rozmawiałem z Grzegorzem Damięckim, on przywoływał w rozmowie wspaniałe idee i pozytywny przykład wielkiej klasy aktorskiej i ludzkiej Gustawa Holoubka. Poczułem ulgę, kiedy go słuchałem. Takich ludzi i takich tradycji nam potrzeba. W tej chwili mamy jedynie bezwzględną pogoń za sukcesem środowiskowym.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-9v2fsh

ycipk-9v2fsh
ycipk-9v2fsh