Trwa ładowanie...
holderName
Recenzje

Korporacyjni dręczyciele doczekają się sprawiedliwej kary

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Korporacyjni dręczyciele doczekają się sprawiedliwej kary
(Inne)
holderName

Budżet kształtuje świadomość. Tak można byłoby strawestować słynną, a w wielu aspektach ponadczasowo słuszną myśl Karola Marksa. Ale powiedzieć, że pieniądze oddziałują na sposób myślenia i postrzegania świata, to mało. One określają realne wpływy – niezależnie od ustroju społecznego i deklaracji ideologicznych. Jeśli przyjmiemy takie założenie, wtedy określenie, jakie podmioty sprawują rzeczywistą władzę w naszym świecie, nie nastręcza trudności.

Wystarczy sięgnąć po oficjalne dane dotyczące finansów największych korporacji i porównać je z analogicznymi danymi dotyczącymi państw. Spostrzeżemy wtedy, że poza pierwszą dziesiątką najpotężniejszych gospodarczo krajów, z pozostałymi ponadnarodowe korporacje konkurują już skutecznie.

Dla przykładu budżet Polski (38. miejsce wśród państw) wynosi niespełna 90 mld dolarów, co w zestawieniu z przychodami takich gigantów, jak Royal Dutch Shell, sięgającymi ponad 470 mld dolarów, czy jak Exxon Mobil – 433 mld dolarów, nie prezentuje się zbyt imponująco. Choć przyjęta metoda nie jest wolna od uproszczeń, jasno wskazuje, że we współczesnym świecie rola państw jako ośrodków decyzyjnych maleje na rzecz kierujących się wyłącznie własnymi interesami przedsiębiorstw. Głównym celem działalności tych ostatnich jest oczywiście zysk. W tym kontekście wszelkie zasoby, w tym również ludzkie, stają się jedynie narzędziem do osiągania tego celu. I nie trzeba być marksistą, żeby z taką diagnozą się zgodzić.

holderName

Marksistą nie jest również bohater powieści Marcina Przybyłka noszącej tytuł „CEO Slayer”. Mieszkający w Warszawie Rodney Pollack to self made man, który jak ryba w wodzie czuje się w kapitalistycznym świecie połowy XXI wieku. Jako wolny strzelec w branży szkoleń biznesowych, zajmuje się nauczaniem kadry zarządzającej oraz pracowników poważnych korporacji. Z racji tej pracy i szerokich kontaktów w świecie biznesu, ma wiele informacji na temat tego, jak nieludzko i bezdusznie niektórzy menedżerowie traktują swoich podwładnych. Dla tych przedstawicieli najwyższej kadry kierowniczej praktyczne realizowanie firmowej polityki maksymalizacji zysku jest okazją do pomiatania innymi, ich dręczenia i poniżania.

Rodney jest nie tylko znawcą psychologii, który ma świadomość, że traktowanie ludzi z szacunkiem i stwarzanie im pozytywnej motywacji jest skuteczniejszym sposobem osiągania pożądanych wyników ekonomicznych, niż niszczenie presją i zastraszanie. Bohater jest również człowiekiem wrażliwym na krzywdę innych i trudno mu przejść obok niej obojętnie. Ubolewa, że drapieżny kapitalizm w konfrontacji z daleką od doskonałości naturą człowieka, jednych zamienia w niewolników, a drugich – w ich okrutnych nadzorców. W efekcie odczuwanego dysonansu, Rodney bierze wymierzanie sprawiedliwości we własne ręce. Przyjmuje na siebie rolę sędziego i kata, wymierzającego złoczyńcom dotkliwą karę.

Tych, na których wykonuje wyroki, wybiera spośród najbardziej obmierzłych korporacyjnych szuj. Wcześniej inwigiluje każdego, by poznać jego przyzwyczajenia i słabości. Potem w wybranym miejscu i czasie atakuje, bijąc go do nieprzytomności i tatuując w widocznym miejscu kompromitujące wyznania. Każdą akcję przygotowuje starannie, aby zachować anonimowość, co nie jest łatwe w świecie przyszłości, w którym różne formy nadzoru elektronicznego osiągnęły niezwykle wysoki poziom zaawansowania. Aby je zmylić, bohater korzysta nie tylko z powszechnie używanego facenetu zmieniającego rysy twarzy, ale również z przebrania i mechanicznego wspomagania oraz ze środków niszczących ślady DNA. Po nocnej walce ze złem, chowa służący do niej sprzęt do szafy, by w dzień powrócić do swojej oficjalnej tożsamości. Skojarzenia z Batmanem nasuwają się same...

Pozostające w rękach korporacji media nazywają tajemniczego mściciela terrorystą i zakłamują jego wizerunek. Pojawiają się jednak siły, dzięki którym prawda o jego działaniach zostaje ujawniona, co przynosi mu duże poparcie w zniewolonym społeczeństwie. Bohater zyskuje też miano CEO Slayera – pogromcy prezesów czy też dyrektorów (z ang. Chief Executive Officer – osoba piastująca najwyższe stanowisko zarządcze w firmie). Jednak jego antagoniści również nie zasypiają gruszek w popiele. Organizują się, ustalają budżet i do odnalezienia swojego pogromcy wynajmują najlepszego detektywa w Warszawie. To znaczy najlepszą detektyw – Agnieszkę Madey. Wobec tej wielostronnej rozgrywki nie pozostaje też obojętna policja w osobach funkcjonariuszy Brunona Czarnego i Grzegorza Rączki.

holderName

W nowej książce Przybyłek wraca do korzeni, a więc do kameralnej opowieści sensacyjnej z wyrazistymi, ludzkimi bohaterami, w której piętnuje grzechy naszego świata. Podobnie jak we wczesnych utworach o gamedeku, fabuła z elementami kryminału i fantastyki staje się dla niego pretekstem do analizowania funkcjonowania rzeczywistości i poszukiwania w niej właściwego miejsca dla człowieka. Miejsca, które pozwoli temu człowiekowi na wszechstronny rozwój, życie godne, sensowne i szczęśliwe. W swoich ocenach pisarz bywa bezkompromisowy i radykalny, zapewne dlatego, że opisywane przez niego związki przyczynowo-skutkowe wydają mu się jasne i bezdyskusyjne, a większość społeczeństwa zdaje się tego nie dostrzegać.

Autor powtarza tezy oczywiste, ale powszechnie ignorowane, np. tę, że firmom farmaceutycznym i lekarzom nie opłaca się skutecznie wyleczyć chorego. Opłaca im się leczyć go jak najdłużej, bo wtedy osiągają zyski, innymi słowy – w ich interesie jest, żeby ludzie byli jak najbardziej i przez jak najdłuższy czas chorzy. Jak wiadomo, sponsorowana przez branżę medyczną propaganda wmawia społeczeństwu coś zupełnie przeciwnego. Analogiczne przykłady można by mnożyć. Szczególnie mocno dostaje się w powieści branży finansowej, która przedstawiona zostaje jako zinstytucjonalizowany system okradania społeczeństwa i wpędzania go w pętlę zadłużenia.

Dla każdego, kto ma niemiłe doświadczenia wyniesione z pracy w korporacyjnej machinie i spotkał się z szykanami ze strony wrednego szefa, książka Przybyłka jest oknem do lepszego świata. Stanowi odskocznię od beznadziejnej rzeczywistości i budzi nadzieję na nastanie sprawiedliwości – zadośćuczynienie doznanym krzywdom i ukaranie winnych. W tym kontekście spełnia funkcję w pewnej mierze terapeutyczną. Z drugiej strony – dla kadry menedżerskiej i innych mających władzę nad bliźnimi – stanowi ostrzeżenie przed zemstą uciskanych, która może przybrać ekstremalne formy, przez buntem korporacyjnych niewolników i utratą uprzywilejowanej pozycji społecznej, wpływów, dochodów. Autor bezwarunkowo opowiada się po stronie gnębionych. A tego, na ile postać Rodneya jest jego alter ego, możemy się jedynie domyślać...

holderName

Podziel się opinią

Share
holderName
holderName