ycipk-1zq6n0

Kobieca przyjaźń trwalsza od obozowych murów. Nieznana historia

- Dziewczyn było więcej, tysiące dziewczyn, całe morze dziewczyn. Nie miały broni ani siły, lecz jeszcze były - pisze Magda Knedler. 8 maja 1945 roku zakończyła się w Europie II wojna światowa. Wspomnienia byłych więźniów wciąż porażają.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
O takiej przyjaźni powinien powstać niejeden film.
O takiej przyjaźni powinien powstać niejeden film. (East News)
ycipk-1zq6n0

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Mando publikujemy fragmen książki "Moje Przyjaciółki z Ravensbruck" Magdy Knedler. Powieść inspirowana świadectwami byłych więźniarek.

Kiedy Bente zjawia się w ich baraku, jest już po apelu i wszystkie kładą się spać. Sabina zauważa ją pierwsza i po prostu wie. Maria tyle im naopowiadała o tym, co robiły z Bente w kunszcie, że nie może być żadnych wątpliwości. Ostatecznie niewiele jest takich, które nigdy nie zaliczyły wpadki. Wystarczy spojrzeć na Marię. Po niej ciągle widać.

Bente nadal przypomina siebie. Ten sam wzrost i gibkość, ta sama drobna twarz i wielkie oczy. Z drugiej strony – one wszystkie mają teraz wielkie oczy, bo tak działa głód. Nie wiadomo, czy to cecha wrodzona. Ale w Bente jest także coś nowego. Coś lękliwego i skurczonego, nawet jeśli pozostaje dobrze ukryte.

ycipk-1zq6n0

Zobacz: Maria Paszyńska o "Instytucie Piękności". Niesamowita historia, której nikt nie odkrył

Serce bije Sabinie szybciej, kiedy Bente dostaje cios pałką w plecy.

– Czego tak tu stoi?! – wrzeszczy aufzejerka. – Niezadowolona z warunków lokalowych?!

ycipk-1zq6n0

Bente chwieje się i Sabina boi się, że upadnie. One już wiedzą, że lepiej nie padać, bo wtedy można mocniej oberwać. Jak człowiek się trzyma prosto, ma większe szanse. Tutaj kopanie leżącego jest widokiem, do którego można się przyzwyczaić.

– Wytrzymaj, ruda, wytrzymaj – szepcze ze swojej pryczy.

Podnosi się Maria. Kaszle trochę, oczy zachodzą jej łzami i dopiero po chwili widzi, co się dzieje. Sabina odrywa wzrok od Bente i kiwa głową, a Maria wychyla się, blednie, broda jej drży. Chce płakać, ale Sabka oczywiście interweniuje. Szturchnięcie, delikatny kuksaniec w żebra i Maria bierze głęboki wdech. Sabka wie, że Marii płacz nie posłuży. Są tu takie, które nie potrafią przestać płakać, jak już zaczną. A później nie ma z czego się pozbierać, bo wszystko się rozpada. I albo kończy się z własnej woli na drutach, albo dostaje się karteczkę "niezdolna do pracy" i idzie na rozwałkę.

Może i Helga dobrze zrobiła, że się wtedy rozwrzeszczała na lagerplacu? Może tak powinny zrobić one wszystkie. Drzeć się, kopać, walczyć, złorzeczyć. I gdyby tak wszystkie zrobiły – jak by zareagowali tamci? Dziewczyn było więcej, tysiące dziewczyn, całe morze dziewczyn. Nie miały broni ani siły, lecz jeszcze były. Nie wygrałyby, ale to nic, bo nie zawsze chodzi o fizyczną przewagę.

ycipk-1zq6n0

Saba myśli czasem o aufzejerkach, o młodych dziewczynach w dopasowanych kostiumach i oficerkach. Takie schludne panny. Bywa, że aufzejerka patrzy Sabie prosto w oczy, na przykład na apelu, podczas liczenia. Nigdy nie wiadomo, co jej się może nie spodobać. Niektóre drażni, jak więźniarka sprawia wrażenie inteligentnej. Trzeba znaleźć sposób, by się dowartościować, wiadomo. Więźniarki dawno już się przekonały, że aufzejerki to nie jest elita intelektualna Niemiec.

Domyślny opis zdjęcia na stronę główną Wikimedia Commons CC0
Podziel się

Co innego blokowe. Tutaj, w Ravensbrück, blokowa wiele może. W jej zasięgu są rzeczy złe i dobre, jest walenie więźniarek długim kijem i pomaganie im. Walenie kijem pozwala poczuć, że się ma władzę, ustawić się wyżej w hierarchii heftlingów, spowolnić proces umierania. Pomaganie jest ryzykowne, można wpaść, stracić funkcję, trafić do bunkra, stać się na powrót kimś zwykłym, kimś z trzeciaka, na którym się śpi w piątkę. To kwestia wyboru, decyzji, co się woli.

Tutejsza blokowa ma na imię Hanna, jest polską Niemką albo niemiecką Polką, trudno stwierdzić. Mówią na nią "Hana". Są gorsze blokowe, ta nie jest zła. Mało się odzywa i nie wydaje się wredna. I pomaga. Sabina widziała to na własne oczy.

ycipk-1zq6n0

Maria na pryczy wyciąga szyję, drży w dziwny sposób, chyba chce, by Bente na nią spojrzała. Sabina wie, że nie trzeba się tak znowu żyłować, czekoladowa rzeźbiarka i tak przyjdzie do nich, bo odkąd zabrali Helgę, mają wolne miejsce na pryczy. W obozie nie może istnieć coś takiego jak wolne miejsce. Czasy, kiedy heftling nie był jeszcze zawszony i miał pryczę dla siebie albo przynajmniej dzielił ją tylko z jedną koleżanką, bezpowrotnie minęły. W ich baraku śpi się na zakładkę, głowa przy łydce.

Bente idzie w stronę ich pryczy. Maria nie może się powstrzymać, siada, wyciąga ramiona. Blokowa Hana nic nie mówi, tylko tam stoi, a później krąży dookoła jak ćma. Jest cicha, dyskretna. Może już poszła. Bente i Maria padają sobie w objęcia.

– Co tu robisz? Co ty tu robisz, do cholery! Mówiłam! Przecież mówiłam, że masz uważać, że masz zostać tam, gdzie jesteś! I dlaczego nie zostałaś?

Maria jest zrozpaczona i chora z bezsilności. Sabinie robi się przykro na ten widok. Maria i Bente poznały się w Kunstgewerbe, warsztacie, w którym do pracy zagoniono dziewczyny artystycznie utalentowane, większość Polek. Maria i Bente do nich pasowały. Bardziej Bente, bo przecież urodziła się w Polsce, chodziła do polskiej szkoły, a polski był dla niej językiem tak samo ważnym jak duński. Ale i Maria, choć zdaniem Sabki każdej Polce cierpnie skóra, kiedy ta wymawia "rozprzestrzenić", "strzelec" i "warsztat artystyczny", wszystkie jej dziąsłowe dźwięki można by wykorzystać jako wyrafinowane narzędzie tortur.

ycipk-1zq6n0

Maria jednak ma swoją historię, w której występuje Polak, co to lubił mówić o polskiej historii Breslau i rozwodzić się nad pochodzeniem nazwy miasta od imienia Wrocisław. Ten Polak, od którego uczyła się języka i pożyczała książki i który miał syna, Jerzego. Syn wolał, by go nazywać Georgiem. Wielka miłość Marii. To on na nią doniósł. Na nią i na jej ojca. Polki z Kunstgewerbe były wstrząśnięte. Można nawet powiedzieć, że przeżyły szok. Współczuły jej. Bente także jej współczuła.

Wikimedia Commons CC0
Podziel się

Teraz obie trzęsą się i płaczą, a Sabka przewraca oczami. Każe im szybko smarkać w rękawy i uspokoić się. Maria jest jeszcze słaba, silne emocje jej szkodzą. Bente ma siniaka pod okiem i spuchnięty policzek. Kiedy mówi, widać, że dopiero co straciła lewą górną trójkę. Dziąsło wciąż krwawi.

– Różne rzeczy roznosiłam – chlipie. – Po barakach. No… po staremu wszystko.

– Tyle to się domyślam. Ale więcej niż dawniej ze mną?

– Kunsztu już nie ma. Mnie wzięli najpierw do szwalni, później do kuchni, bo dobrze sobie radzę z nożykiem, jestem szybka. Ktoś tak mnie ponoć polecił. Wylądowałam w obieralni. To dobre miejsce. Duszne, ale dobre.

– Ano dobre – przyznaje cicho Saba, która też już zaliczyła obieralnię.

– Ale co się stało? – nie daje za wygraną Maria.

– A jak ci się wydaje? Organizowałam. Jedzenie z kuchni SS, jak Sabina wcześniej. Marchewka w gaciach i inne… Królom zanosiłam i chorym dziewczynom.

– Świetnie.

– Nie mów, że cię to nagle zaczęło martwić. Nic nowego dla ciebie.

– Coś jeszcze?

– Oczywiście. Miałam już swoje sposoby, więc brałam szmaty od dziewczyn ze szwalni, jak dawniej. Słomy trochę. Zabawki dla tych maluchów od Cyganek, te, które strugałam sama, i jeszcze od innych.

Materiały prasowe
Podziel się

Papier, ołówki. I kilka wierszy. Czyli to, co zwykle, co dawniej, przecież wiesz. Nic się nie zmieniło, ciebie zabrali, ale ja nie miałam zamiaru siedzieć bezczynnie. I raz tak się zdarzyło, że wpadłam. Raz wystarczy, prawda? Zwłaszcza kiedy się wpadnie z esesmańskim jedzeniem. Rzeszę okradłam.

– Jezu – mówi Maria w osłupieniu. Ona ma już to doświadczenie na swoim koncie, wie, jak dalej potoczy się opowieść.

– Tak. Ja wpadłam i jeszcze jedna Polka. Z tych harcerek, wiesz.

– Wiem, ale…

– Co ale? Jakie tu może być ale? I tak byłam krótko w bunkrze, trzy tygodnie, batów na tyłek nie dostałam, tylko mnie Binz trochę stłukła po gębie.

– Trochę?

– Ty też oberwałaś. Za to samo. Bardziej. I dłużej byłaś… I nie mów mi teraz… I ja już myślałam, że ty… Ja ciągle pamiętam… – zacina się Bente.

– Tak. Dlatego miałaś grzecznie dziergać hafty i strugać zabaweczki. Albo obierać kartofle i nad wiadrem opowiadać swoją piękną polszczyzną o Ogierze Duńczyku. Polki by się ucieszyły, szybciej by wam robota szła. To nie.

– Nie mogłam tak długo – burmuszy się Bente. Stroi fochy jak krnąbrna dzierlatka, a nie dopiero co pobita w bunkrze więźniarka konspiratorka.

– Dalej to robicie, prawda? Sabotażyki i… inne takie rzeczy? – odzywa się znowu Maria, wymawiając słowa cicho, delikatnie poruszając pobielałymi wargami.

– Tak, dalej.

Później dziewczyny wspominają, padają nazwiska, rysują się kształty niedawnych zdarzeń, słychać urywane chichoty, ale nie radosne, a raczej nabrzmiałe smutkiem i tęsknotą. "Szydłowska to zaczęła, pamiętasz". "A Pociłowska dalej rzeźbi". "Mówię ci, Maryś, jak ona rzeźbi". "Ty ją już przecież zdążyłaś zobaczyć w akcji". "Teraz to się rozrosło, naprawdę".

PRZECZYTAJ: Pola Nireńska: Była żoną Jana Karskiego, ale kochała inne kobiety

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1zq6n0

ycipk-1zq6n0
ycipk-1zq6n0