Trwa ładowanie...

Karina Obara rzuciła papierami. Mówi, co się dzieje w Polska Press

Była dziennikarką regionalnej gazety ukazującej się na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Kilka tygodni temu napisała dramatyczny post na Facebooku, w którym informowała o zmianach w redakcji po przejęciu jej przez Orlen. Zdecydowała się zwolnić z pracy. Na łamach Wirtualnej Polski Karina Obara opowiada szczegółowo o tym, co ją spotkało i jak zmienia się sytuacja w redakcjach przejmowanych przez koncern.

Share
Karina Obara mówi o odejściu z Polska PressKarina Obara mówi o odejściu z Polska PressŹródło: Archiwum prywatne, East News
dzqw050

Przemek Gulda: Dlaczego zrezygnowałaś z dotychczasowej pracy?

Karina Obara: Pracowałam w "Gazecie Pomorskiej", należącej do grupy Polska Press. Formalnie więc moje teksty ukazywały się we wszystkich tytułach grupy. Zajmowałam się dotąd komentowaniem życia politycznego, rozmawiałam z ekspertami z różnych dziedzin, politologami, socjologami, psychologami, działaczami społecznymi, ekspertami z bogatym dorobkiem naukowym, ludźmi o szerokich horyzontach. Oczywiście pisałam też reportaże, teksty społeczne, przeprowadzałam rozmowy z pisarzami, ciekawymi ludźmi, którzy wnoszą szczególny wkład w życie społeczno-kulturalne.

I co się stało?

Po przejęciu Polski Press przez Orlen nie miałam już swobody doboru ekspertów i zabroniono mi komentować polską rzeczywistość polityczną. To był dla mnie wielki szok, zwłaszcza że w polityce dzieje się tak dużo i tak wiele jest nieprawidłowości.

dzqw050

Miałam narastające uczucie klinczu i coraz większą świadomość, że nowy właściciel nie przestrzega prawa prasowego. A ono jasno mówi o tym, że zgodnie z konstytucją prasa korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania. A przy tym do jawności życia publicznego, kontroli i krytyki społecznej. Nie wolno więc utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki. Nas stłumiono i utrudniano pracę.

Zobacz wideo: Czystki w mediach przejmowanych przez PiS. Polityk ostrzega

Jak zmieniła się twoja praca po przejęciu "Gazety Pomorskiej" przez Orlen? Zgłaszane przez ciebie tematy były odrzucane? Cenzurowano czy odrzucano twoje teksty?

Już w czerwcu dostałam zakaz komentowania życia politycznego. Zaraz potem zakaz rozmów z ekspertami o życiu publicznym. Czasem mogłam rozmawiać o polskiej czy zagranicznej polityce, ale z ekspertem sympatyzującym z obozem władzy. Gdy zgłaszałam tematy ważne dla zwiększania świadomości społecznej, istotne z punktu widzenia rzetelnego informowania czytelnika, słyszałam jedynie: masz o tym nie pisać, szef nie chce tego tematu. Niektóre teksty w ogóle się nie ukazały.

dzqw050

Jakie?

O podziałach w Polsce, o uchodźcach, o drażliwych sprawach dotyczących afer w PiS, o marnotrawieniu publicznych pieniędzy czy o sądownictwie. Nowi przełożeni uważali, że rozmawiamy agresywnie, pytając np. o pedofilię w Kościele. Mało tego, życzyli sobie, aby na koniec takiej rozmowy "było coś optymistycznego".

Przyznam, że nigdy nie spotkałam się z takim postępowaniem właściciela mediów. Żadna władza nigdy nie dyktowała dziennikarzom, jak mają pisać i jak zadawać pytania. Efekt zmrożenia, jakiego doświadczaliśmy, podobnie zresztą jak sędziowie, nauczyciele, jest oczywisty. Bardzo trudno jest podjąć decyzję o odejściu. Każdy ma rodzinę, rachunki do opłacenia i potrzebę bezpieczeństwa. Nie mogłam jednak przedłużać tej sytuacji. Czułam się tak, jakbym nie była już dziennikarką, tylko niewolnicą obozu rządzącego, która pozwala na to, by nie szanowano czytelników.

Jak to się przekładało w praktyce na twoją pracę?

Przekaz był głównie ustny – sprytnie, nie zostawia śladów na papierze. Zgłaszane przeze mnie tematy były odrzucane. Chcąc ograniczyć takich dziennikarzy jak ja, nowi właściciele wymyślili, że teraz stawiamy na lokalność, mimo że badania czytelnictwa wielokrotnie pokazywały, że czytelnicy chcą czytać w gazetach regionalnych o polityce ogólnopolskiej i światowej.

dzqw050

W przeszłości inni właściciele też stawiali na lokalność, zresztą zawsze na nią stawialiśmy, ale szanowaliśmy potrzeby czytelników, którzy domagali się dużo analiz i komentarzy politycznych. Zajmując się wcześniej polityką, kulturą i psychologią, miałam poczucie, że robię coś wartościowego dla lokalnych społeczności. Dostawałam wiele sygnałów od czytelników, że szanują gości, których zapraszałam na łamy, bo ci objaśniają im złożone problemy współczesnego świata i zachowań, których dotąd nie rozumieli. To wszystko ustało.

Wspominałaś też o zakazie rozmów i uzyskiwania komentarzy od niektórych osób. Czy była jakaś "czarna lista" nazwisk czy tylko ogólne zalecenie?

Były ustne zalecenia, ale też dostałam listę nazwisk osób z tytułami naukowymi, które miały rozmawiać z dziennikarzami w taki sposób, by władza zyskiwała popularność i glejt, że słusznie postępuje.

Kto był na tej liście? Liście osób, z którymi mogłaś rozmawiać?

Nie chcę podawać nazwisk, bo opowiadając o całej tej sprawie, kieruję się nie tym, aby kogoś napiętnować czy ukarać, ale tym, by pokazać zjawisko. Media nie mogą być pod butem władzy, bo nie spełniają swojej podstawowej funkcji. Nie bez kozery wolność prasy zaliczana jest do praw człowieka. W kraju tak bardzo podzielonym jak Polska przejęcie giganta jakim jest Polska Press przez Orlen to dramat idei dziennikarstwa i odcięcie od rzetelnej, ale i pogłębionej informacji milionów ludzi.

dzqw050

Dlaczego nie chciałaś komentarzy tych osób w swoich tekstach?

Bo znałam ich wcześniejsze wypowiedzi i biografie. Nie przyczyniały się do poszerzania horyzontów czytelników, nie skłaniały ich do samodzielnego myślenia, wyrabiania własnego zdania, tylko były przedłużeniem języka obecnej władzy.

Co ostatecznie sprawiło, że zdecydowałaś się odejść? Jaka kropla przepełniła czarę?

Bezsenne noce, narastający konflikt wewnętrzny. Wprawdzie nie zrobiłam niczego, za co miałabym się wstydzić, ale zyskiwałam poczucie, że swoją obecnością w Polska Press i milczeniem przyczyniam się do tego, że władza będzie robiła, co chce. Zniszczy i tak kruche struktury państwa demokratycznego, jakie udało nam się dotąd zbudować i pogłębi społeczne lęki.

dzqw050

PiS postawił słuszną diagnozę, że wszystkie dziedziny życia w Polsce wymagają odnowy, ale niemal wszystko, co zrobił, przyczynia się do jeszcze większych społecznych podziałów i niszczy wiele z trudem wypracowywanych wartości. Najgorsze jest to, że poprzez manipulacje i obrażanie się zaszczepia w wielu przekonanie, że można nie ponosić konsekwencji za swoje czyny przez bardzo długi czas.

Mam 47 lat, pracuję w dziennikarstwie 23 lata i nigdy nie spotkałam się z tym, aby politycy nie odpowiadali na pytania zadawane w mailach czy podczas konferencji prasowych. Obóz PiS robi to notorycznie. Chcę, by Polacy o tym wiedzieli.

Jakie reakcje docierały do ciebie po twoim wpisie?

Bardzo dużo wsparcia i mnóstwo hejtu. Niektórzy wysyłali mnie do pracy w chlewni, w burdelu, życzyli jak najgorzej. Większość jednak zrozumiała, o czym napisałam w mediach społecznościowych. A powiedziałam przecież, że media były w złej kondycji wcześniej z powodu bezwzględnego kapitalizmu, co nazwałam dżumą, a teraz doświadczają cholery. To, co robi PiS, nie jest na pewno troską o wolność słowa, lecz troską wyłącznie o wygranie kolejnych wyborów. I właśnie zaprzągł do tego wszystkie gazety i portale Polski Press.

Czy po wpisie formalnie zwolniłaś się z pracy? Jak zareagowali twoi przełożeni na wpis i na zwolnienie?

Tak, złożyłam wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym. Od 10 listopada nie jestem już dziennikarką Polski Press. Odeszłam w nicość, nie dostałam żadnej odprawy po 18 latach pracy w gazecie, bo odeszłam sama. Koledzy z pracy, a pracuje tam wielu wspaniałych ludzi, łącznie z przełożonymi, rozumieją, jak trudne jest życie w konflikcie wewnętrznym. Przełożeni na "najwyższym szczeblu" powiedzieli w mediach, że kłamię, bo żadnych nacisków nie było. Cóż, wystarczy otworzyć gazety, żeby zobaczyć, jak teraz wyglądają.

dzqw050

Co robiłaś potem? Jaka jest dziś twoja sytuacja zawodowa?

Szukam pracy. Dużo maluję, piszę, niedługo wydam kolejną książkę. Będzie to esej pt. "Jak odzyskać duszę". Historia mojego życia w kontekście, w jakim przyszło mi żyć, pracować w mediach, tworzyć, kochać i rozumieć coraz więcej. Napisałam go po śmierci Wojtka, próbując pojąć, co się stało. Z nim, z ludźmi, z Polską. Myślą przewodnią tego eseju jest miłość, ale także to, że nawet w największej niewoli, zawsze możemy wybrać naszą postawę. Ta myśl prowadzi mnie całe życie. Do końca roku ta książka ma się ukazać. Z moim obrazem olejnym na okładce.

Co w tobie zostało po tej całej sytuacji? Jak się dziś czujesz po tym wszystkim?

Najtrudniej jest podjąć decyzję. Po jej podjęciu pojawia się wspaniałe uczucie uwolnienia stłumionych emocji. Ciało odwdzięcza się odejściem bólu fizycznego, wraca spokojny sen. Przekonujesz się, że wokół ciebie jest wielu ludzi, którzy chcą dla ciebie dobrze, wspierają cię, którzy chcą wolnej, nowoczesnej Polski, tak samo jak ty.

Musiałam powiedzieć głośno o bezprawiu, kneblowaniu i niszczeniu mediów, bo jestem dziennikarką, a nie maszynką do zarabiania pieniędzy czy tubą propagandową. Życie w zgodzie ze sobą daje poczucie bycia żywym. Daje ogromną siłę. Tak się czuję.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
dzqw050

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dzqw050
dzqw050