Joanna J. udusiła noworodka w reklamówce. Przypadki dzieciobójczyń nie są rzadkie

- Nie są odpowiedzialne, zbyt rozumne, nie mają poczucia macierzyństwa, choć bywa, że mają dzieci. Wie pani, co jeszcze jest tu ważne? Nie przypominam sobie historii, że za taką dzieciobójczynią stał ojciec dziecka – komentuje w rozmowie z WP Helena Kowalik, autorka książek i reportaży o polskich zbrodniach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Podczas posiedzenia sądu przyznała się do winy
Podczas posiedzenia sądu przyznała się do winy (WP.PL)
WP

Makabryczne odkrycie, historia, o której dziś głośno w mediach. Pracownice opieki społecznej w powiecie kluczborskim podejrzewały, że jedna z kobiet we wsi Ciecierzyn mogła zrobić coś swojemu dziecku. Widziały ciężarną, ale potem nikt nie zgłosił narodzin dziecka. Policjanci ustalili: 30 listopada na świat przyszła dziewczynka. Tego samego dnia została uduszona w reklamówce.

WP.PL
Podziel się
WP

Jej mama – Joanna J. – początkowo nie przyznawała się do zabicia dziecka. Natomiast podczas posiedzenia sądu przyznała się do winy. Potem okazało się, że ciał noworodków w pobliżu jej domu może być więcej. - Na razie mogę tylko powiedzieć, że prokuratura wszczęła i prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa noworodka płci żeńskiej. Na tę chwilę nie mogę potwierdzić doniesień medialnych dotyczących kilku innych noworodków. Zarzut dotyczy jednego dziecka, mogę jednak powiedzieć, że sprawa ma charakter rozwojowy - mówi WP Anita Dąbrowa-Derda, prokurator rejonowa w Kluczborku.

PRZECZYTAJ TEŻ: Tłumaczyła, że w brzuchu ma wodę. We wsi widziano kolejne ciąże, ale nikt nie pytał gdzie są dzieci

W sieci pojawiły się komentarze, że to zbrodnia bardziej okrutna od tego, co przed laty zrobiła Katarzyna W., ochrzczona przez media "matką Madzi z Sosnowca".

WP

- Po tylu latach chodzenia do sądu, póki nie poznam akt ze śledztwa i procesu, nie jestem w stanie ocenić żadnej sprawy. Zwłaszcza sprawą sądu jest weryfikowanie wszystkich okoliczności tragedii. Pozwólmy mu na to. Oby tylko zrobił to dociekliwie – mówi nam Helena Kowalik. Jako reporter z ławy dla publiczności obserwuje głośne procesy, a potem pisze o nich książki i reportaże. O dzieciobójczyniach z Polski pisała w "Miłość, zbrodnia, kara".

Forum/ Helena Kowalik
Podziel się
WP

Kryminał nasz powszechny

Sprawa Joanny J. dopiero zacznie się w sądzie. Śledczy zbierają wszystkie dowody. W sieci nie brakuje już komentarzy na temat tego, jaką była kobietą i jakie życie prowadziła oskarżona. Przewijają się opinie sąsiadów i mieszkańców wioski.

WP.PL
Podziel się
WP

Helena Kowalik przestrzega jednak przed zbyt pochopnym osądzaniem Joanny J. Jej zdaniem bardzo łatwo może dojść do powtórki z tego, co działo się w mediach i społeczeństwie przed skazaniem Katarzyny W.

- W przypadku Katarzyny W. było zbyt wiele ingerencji z zewnątrz. Każdy chciał upiec jakiś interes na tym procesie. Prokurator swoje, dziennikarze swoje, Katarzyna W. swoje, detektyw Rutkowski też. On zresztą zrobił bardzo złą robotę, aby zyskać na popularności. Prokuratura w końcu zatraciła trzeźwą ocenę sytuacji. Gazety wykreowały Katarzynę W. jako heroinę na koniu. I jeszcze zwykli ludzie zaangażowali się w sprawę. Do sądu napływały liczne listy. Pół Polski wiedziało, jaka jest prawda. To bardzo zaszkodziło procesowi w pierwszej instancji. Dobrze chociaż, że później, w apelacji, przyszło opamiętanie – wspomina Kowalik.

Dziennikarka wydała cztery książki o procesach sądowych. Obserwowała setki rozpraw. W "Miłość, zbrodnia, kara" skupiła się na sprawach dzieciobójczyń. Pisze nie tylko o Katarzynie W.

- Przypadki dzieciobójczyń nie są rzadkie – mówi Kowalik.

WP

- Co nimi kieruje? – pytam.

- Tu jest najtrudniejsza odpowiedź. Tak różne są okoliczności, które doprowadzają te kobiety do zbrodni. Na pewno nie mają głębszej uczuciowości. Nie są odpowiedzialne, zbyt rozumne, nie mają poczucia macierzyństwa, choć bywa, że mają dzieci – mówi ekspertka.

- Co jeszcze jest tu ważne? Bliższe przyjrzenie się na etapie śledztwa ojcu dziecka. Często psychicznie uczestniczył w zbrodni, a mimo to pozostaje bezkarny.

Zabiła dziecko w szpitalu, po pracy

Kowalik wspomina sprawę pielęgniarki, która zabiła swoje dziecko krótko po porodzie.

- Ciało wyrzuciła do śmietnika, wychodząc z dyżuru. Dostała dwa lata więzienia w zawieszeniu. Trudno mi było się z tym pogodzić. Nie pisałam o swoich odczuciach, ale wyrok nie dawał mi spokoju. Pielęgniarka, z wyższym wykształceniem, żona lekarza... Podczas procesu mówiła, że bała się, że mąż ją odrzuci, że dominował nad nią. Co wydawało się dziwne, bo widziałam tego mężczyznę podczas procesu i absolutnie nie wyglądał na dominującego człowieka – opowiada.

W trakcie procesu wyszło na jaw, że kobieta wmawiała opiece społecznej, że nie jest w ciąży. Sfałszowała nawet w tym celu dokumentację od ginekologa. Wkrótce potem urodziła jeszcze jedno dziecko. Niski wyrok sędzia tłumaczył tym, że skazana jest matką i ktoś musi opiekować się dzieckiem. Dodatkowo w związku ze zmianą kodeksu karnego można było zamienić wyrok na niższy.

- Mąż pielęgniarki, która udusiła swoje dziecko, odpowiadał w sądzie na intymne pytania. Czy sypia z żoną? Tak, nawet kilka razy dziennie. Czy w łóżku śpią w piżamach? Nie, nago. Ale przy tym wszystkim nie zauważył, że żona jest w ciąży. Tak twierdził i dalej sąd już nie dociekał – podkreśla Kowalik.

Jak trudne są to sprawy dla sądu, Kowalik przekonała się także w jeszcze jednym przypadku.

- Dziewczyna ze Śląska utopiła dziecko w rzece. Młody sędzia sądu rejonowego bardzo zaangażował się w wyjaśnienie tej sprawy. To były lata 60. Dziś powiedzielibyśmy, że przekroczył swoje kompetencje. Niczym reporter ruszył śladem tej kobiety. Dotarł do wsi, w której mieszkała, odnalazł jej bliskich. Przekonał się, że to była bardzo zagubiona dziewczyna. Mąż ją bił, maltretował. Sędzia współczuł tej kobiecie. Ale odbył się proces. Choć miał wiedzę o jej życiu, skazał ją na więzienie – wspomina.

Sędzia nie miał argumentów przeciwko prokuratorowi. Sama oskarżona nie powiedziała o mężu sadyście złego słowa.

- Wspominam o tym, bo sprawy o dzieciobójstwo powinny być trudne dla sądów, a często proces toczy się po linii najmniejszego oporu. Biegły sądowy stwierdzi szok poporodowy i to wystarczy, aby wydać wyrok – wyjaśnia. W sprawie z Ciecierzyna proces dopiero ruszy. Na wyrok i osądzenie Joanny J. trzeba poczekać do wyjaśnienia całej sprawy.

Helena Kowalik ukończyła polonistykę na Uniwersytecie we Wrocławiu. Studiowała też dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Jest autorką zbiorów reportaży o tematyce społecznej oraz współautorką w kilkunastu antologiach reportaży. Publikowała też swoje literackie reportaże w seriach: "Ekspres Reporterów" oraz "Białe Plamy". Otrzymała liczne nagrody za całokształt pracy dziennikarskiej. Od kilku lat wydaje reportaże z sali sądowej. Ukazały się: Warszawa Kryminalna I, "Warszawa Kryminalna II", "Hipokrates przed sądem" i ostatnio "Miłość, zbrodnia, kara". Jest też autorką dwóch powieści: "Człenio" oraz "Córka Kaina". Redaguje poświęcony reportażowi portal internetowy www.helenakowalik.pl. Jest wiceprzewodniczącą Rady Etyki Mediów.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP