Trwa ładowanie...
recenzja
11-05-2015 14:51

Jak Karol zdobywał Berlin

Jak Karol zdobywał BerlinŹródło: "__wlasne
d255xi2
d255xi2

Bohaterem powieści, od której rozpoczęła się kariera literacka Hansa Fallady (dwa pierwsze utwory, opublikowane w latach 20 XX w., nie spotkały się z uznaniem; trzeci, również na polski nietłumaczony, musiał już jednak być godzien uwagi, bo znalazła się o nim wzmianka w pismach krytycznych Kurta Tucholsky’ego i Marcela Reicha-Ranickiego; ale sława przyszła dopiero z tym czwartym), był „szary człowiek” – taki poczciwina, który od życia za wiele nie wymaga, stara się robić, co mu każą, nie wchodzi nikomu w drogę, ale też ani nie ma szczególnych zdolności, ani wysoko postawionych protektorów, którzy by mu pomogli w zmaganiach z życiowymi przeciwnościami.

Mogłoby się wydawać, że Karol Siebrecht, bohater napisanego dużo później, a wydanego już po śmierci autora Człowieka z aspiracjami, powieli los biednego Hansa Pinneberga, albo nawet wyląduje w jeszcze większym dołku. Bo przecież Karol już na starcie znajduje się na pozycji, jaka dla wielu ludzi byłaby jednoznacznie przegraną: nawet wtedy, gdy jeszcze ma z czego żyć, w oczach całego miasteczka „to chłopak mistrza murarskiego Siebrechta, tego, który zbankrutował”. A kiedy w szesnastym roku życia zostaje sierotą, bez szans na to, by w rodzinnej miejscowości zdobyć jakiś samodzielny fach, nie mówiąc już o dalszej nauce, cóż go może czekać? Miałby „się płaszczyć przed wujem Ernestem, sprzedając mydło i powidło w jego kramie”, w zamian – w najlepszym razie – za skromny wikt i nieustanne nawoływania do okazania wdzięczności dobroczyńcy? Cóż… Hans pewnie byłby wybrał tę właśnie drogę… ale Hans to Hans, nieomal przepraszający na każdym kroku, że istnieje i że chciałby mieć co dać jeść żonie i dziecku, a Karol to
Karol, pragnący „zostać kimś” i „coś osiągnąć”, ba, to jeszcze mało – „zdobyć Berlin”! Karol na pewno nie poprzestanie na pokornym czekaniu – nawet wtedy, gdy na pierwszej swojej posadzie dostanie bolesną nauczkę za ujęcie się za chorymi nędzarzami. Będzie planował, będzie obmyślał strategiczne fortele, będzie szukał protekcji, ale też będzie wyciągał wnioski z niepowodzeń. No, prawie ze wszystkich, bo jednak do końca nie uwierzy w to, że ludzie mogą tak po prostu oszukiwać i krzywdzić innych – z zawiści, z zemsty za jakieś drobne uchybienia, a nawet z czystej złośliwości. A najwięcej czasu zabierze mu zrozumienie, że można też kogoś skrzywdzić, zupełnie nie mając złych intencji – i że on sam zrobił to niejeden raz… W pewnym sensie „zdobycie Berlina” mu się uda, ale czy będzie to osiągnięcie warte swojej ceny?

Ten „berliński wariant amerykańskiego snu”, jak kiedyś określono tę powieść w Berliner Zeitung, to – tak samo jak pozostałe dzieła Fallady – ogromna porcja prawdy o ludzkiej naturze, perfekcyjnie wpasowana w realia historyczne (obszerniejsze, niż w przypadku Co dalej, szary człowieku? – tu akcja rozpoczyna się pod koniec roku 1909, a kończy u schyłku lat 30). Choć autor nie należy do pisarzy uwodzących czytelnika drobiazgowymi opisami, stawiając na dialog jako najważniejszy element tekstu (w tym przypadku z doskonałą indywidualizacją wypowiedzi, osiągniętą za pomocą dialektu berlińskiego, którym mówi Rika i jej ojciec – świetnie oddanego i w polskim tłumaczeniu), bez trudu można sobie wyobrazić każdą postać, każdy element scenerii, każdą trasę pokonywaną przez Karola i pozostałych bohaterów. Czy przejmą nas ich losy, to inna sprawa: Karol chwilami może się wydawać zbyt uparty i zbyt oschły, Rika zanadto prostacka, Kalle nazbyt ślamazarny, Herta za bardzo humorzasta, żeby dać się polubić. Ale z drugiej
strony, to nie melodramatyczny romans ani też powieść przygodowa, w której czarne charaktery stają przeciw białym; nie trzeba się angażować emocjonalnie w losy poszczególnych figur, lecz raczej skupić się na sytuacjach, w których demonstrują one swoje przewagi lub słabości. W tym Fallada jest świetny; każda postać, nawet tak marginalna, jak Kalubrigkeit, panna Palude czy „dziadek” Kürass, jest autentyczna i pełna wyrazu, każda czegoś dowodzi lub o czymś przypomina. I jeśli nawet jego powieści nie są w stanie nas natchnąć optymizmem, mówią wiele o kondycji moralnej człowieka i o tym, jaki wpływ ma na nią historia – a to jest w literaturze nie do przecenienia.

d255xi2
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d255xi2