Trwa ładowanie...

Franciszek nie jest papieżem, czyli fantazje watykanisty

Share
Franciszek nie jest papieżem, czyli fantazje watykanisty
Źródło: Inne
d138503

Obok najnowszej książki włoskiego dziennikarza i pisarza Antonio Socciego trudno przejść obojętnie. Jest to wręcz niemożliwe, skoro autor forsuje szokujące tezy, jakoby Benedykt XVI został zmuszony do rezygnacji z Piotrowego Tronu, a jego następca, Franciszek miałby bezprawnie objąć stanowisko głowy Kościoła.

Ale zacznijmy od początku. Socci to ceniony znawca tematyki kościelnej, watykanista. W języku polskim ukazały się takie jego pozycje, jak „Tajemnice Jana Pawła II”, „Czwarta Tajemnica Fatimska”, „Tajemnice Medjugorie” czy „Śledztwo w sprawie Jezusa”. Jego publikacjom zwykle towarzyszy posmak sensacji, jak choćby w przypadku przedostatniej książki „Czas burzy”, gdzie autor snuje wizje nadciągającej klęski Kościoła katolickiego, dla którego ratunkiem ma być jedynie powrót do pism Marii Valtorty (o ich nadprzyrodzonym autorstwie krytycznie wypowiadała się Stolica Apostolska).

d138503

To nie Franciszek?

Nie inaczej jest w przypadku najnowszej publikacji, w której Socci wprost – już w tytule! – stawia pytanie, czy papież Franciszek rzeczywiście jest głową Kościoła katolickiego, a tym samym podważa autorytet Ojca Świętego. Wątpliwy dla pisarza jest sam wybór kard. Jorge Bergoglio na Stolicę Piotrową. Jego zdaniem, podczas konklawe mogło dojść do nieprawidłowości, które świadczyłyby, że hierarcha z Argentyny objął najważniejszy urząd w Kościele nieprawomocnie.

Autor dość szczegółowo opisuje przebieg konklawe, powołując się przy tym na... dziennikarskie relacje z tego wydarzenia. A przecież, jak wiadomo, wynoszenie jakichkolwiek tajemnic poza Kaplicę Sykstyńską jest grzechem ciężkim, za który może grozić nawet ekskomunika.

W ogóle cała książka Włocha sprawia wrażenie doskonale udokumentowanej, a przez to niezwykle rzetelnej – większości stawianych tez towarzyszą obszerne cytaty, przypisy, zestawienia z odpowiednimi dokumentami kościelnymi czy pismami doktorów Kościoła. Sęk w tym, że autor bardzo często powołuje się na... prasowe doniesienia, chętnie cytując kolegów po fachu. To oczywiście nie jest niczym złym, ale w tak delikatnej materii, jak na przykład wspomniane „rewelacje” z konklawe, warto zachować dystans do prasowych wycinków rzeczywistości.

Nie ca*łuje papieskiego pierścienia*

d138503

Publikacja Socciego zamyka się wokół trzech głównych wątków. Pierwszym z nich jest poddawanie w wątpliwość rezygnacji Benedykta XVI z tronu papieskiego. Autor sugeruje, że kard. Ratzinger zrobił to pod naciskami. Co więcej, tak buduje argumentację, by udowodnić, że prawnie sprawującym urząd papieża nie jest Franciszek, ale właśnie Benedykt XVI – a w „najlepszym” przypadku, mamy na tronie św. Piotra dwóch papieży równocześnie. Tyle tylko, że niektóre argumenty pisarza zakrawają o śmieszność. Tak jest na przykład kiedy wspomina o spotkaniu papieża-emeryta z Franciszkiem w Castelgandolfo, podczas którego „obejmują się jak bracia i nie ma najmniejszej aluzji do ucałowania pierścienia rybaka”. Ten fakt skłania autora do zadania pytania, który z hierarchów jest papieżem...

Podobnej wagi argumentami zdają się być chętnie przywoływane przez Socciego takie gesty Franciszka, jak wyjście na balkon św. Piotra bez paramentów papieskich, przedstawienie się jako „biskup rzymski” i brak paliusza w herbie papieskim. Równie dobrze można powiedzieć, że papież jest mniej papieski, bo wychodząc w dniu konklawe do wiernych na placu św. Piotra powiedział „świeckie” buona sera (co zresztą z uporem maniaka wypominają niektórzy polscy publicyści).

Drugą forsowaną przez Socciego tezą jest wspomniane już twierdzenie, że kard. Jorge Bergoglio nie tylko znalazł się na tronie piotrowym przypadkowo, ale sprawuje ten urząd nieprawnie! Można się spodziewać, że na poparcie tak mocnej i szokującej opinii czytelnik otrzyma niezbite dowody. Socci nie zaspokaja jednak tego oczekiwania, kiedy pisze, że Bergoglio po prostu „nie spełnia wymogów”. Aż ciśnie się na usta pytanie – czyich wymogów – Socciego?

S*łabe CV kard. Bergoglio...*

d138503

Autor, zamiast udzielić konkretnej odpowiedzi, porównuje przedpapieski życiorys Bergoglio zcurriculum vitae jego dowolnego poprzednika z ostatnich czterdziestu lat. Franciszkowi zarzuca powierzchowne wykształcenie, brak znajomości języków, brak znajomości „wielkiego świata” („nigdy nie wyjeżdżał poza Amerykę Łacińską”) czy nieskończoną dysertację doktorską z teologii. Jak widać, to wszystko nie stanowiło przeszkody dla gros kardynałów, którzy właśnie takiego kandydata wybrali na Ojca Świętego!

Problemem stanowi jednak dla Socciego, który – jak się zdaje – za wszelką cenę pragnie zdyskredytować obecnego papieża. Zaślepienie pisarza w zbieraniu „dowodów” antypapieskości Franciszka naraża go na śmieszność. Trudno traktować go jako poważnego publicystę, kiedy na przykład zarzuca Ojcu Świętemu, że ten... nie klęka przed Najświętszym Sakramentem czy nie bierze udziału w procesji Bożego Ciała. Włochowi nie podoba się też, że... Franciszek jest lubiany, także przez media i prasę (trafia na jej okładki, to prawdziwy skandal). A przecież poprzedni papieże nie cieszyli się taką sympatią, byli krytykowani. To więc musi być spisek!

Socci z nieskrywanym obrzydzeniem pisze o „franciszkomanii”, mitologizacji, hołubieniu Bergoglio przez media i wielkich tego świata. Jako kontrargument podaje m.in. cytat z Pisma Świętego o błogosławionych, których ludzie znienawidzą. Do tego opisu, rzecz jasna, bardziej pasuje mu Benedykt XVI. Ale sympatia, którą cieszy się Franciszek, to nie jest jego największe„przewinienie”. Trzecim wątkiem w książce Włocha jest rewolucja, w obliczu której ma stać dziś Kościół. Nie trudno się domyślić, że obecny Ojciec Święty, według autora, stoi na jej czele, a wszystko skończy się zmianą nauczania i praktyki Kościoła. Papieskie wizje najważniejszych problemów można oczywiście poddawać dyskusji, ale w żadnym miejscu Franciszek nie dał do zrozumienia, jakoby miał rewolucjonizować nauczanie Kościoła!

Zawodowe samobójstwo

Argumenty Socciego, jak wspomniałam, trudno traktować poważnie. To czyste spekulacje, medialne fakty, wycinki prasowe usilnie układane tak, by udowodnić z góry założoną tezę. Właściwie nie ma większego sensu podejmowanie z nimi polemiki, bo to jedynie nadaje im rangę ważności. Książka Włocha wydaje się jednak niebezpieczna z jednego powodu – stanowi pożywkę dla środowisk tradycjonalistycznych w Kościele, które nie patrzą z entuzjazmem na Franciszka (delikatnie mówiąc!), nakręca spiralę niechęci do obecnie urzędującego papieża oraz podsyca teorie spiskowe na temat jego pontyfikatu. Efekty tego deprecjonowania już widać w polskiej prasie – w listopadzie 2015 roku Sławomir Cenckiewicz z zachwytem rozpływał się nad publikacją Socciego na łamach „Plus Minus”.

d138503

„Mamy więc do czynienia z książką tyleż szokującą w swojej odwadze i opisie faktów, co zainspirowaną troską pobożnego dziennikarza o los Kościoła katolickiego” – pisał historyk. Sam Socci mówi o „wołaniu sumienia”, „poświęceniu materialnym” i „duchowym cierpieniu”, jakie miało towarzyszyć pisaniu książki. Dodaje też, że publikacja może być dla niego„zawodowym samobójstwem”. Dobrze przynajmniej, że dyrektor Szkoły Dziennikarskiej(!) w Perugii zdaje sobie z tego sprawę.

d138503

Podziel się opinią

Share
d138503
d138503