Z Adrianem Mole’em poznaliśmy się, gdy sama miałam gdzieś tak pod trzynaście lat. W telewizji był wtedy popularny serial pod podobnym tytułem, jak dobrze pamiętam: „Sekretny dziennik Adriana Mole’a”. Był... powiedzmy, że średni, ale jak na tamte czasy określało się go jako hit sezonu. Perypetie dorastającego nastolatka zakochanego, początkowo bez znajomości, w cudownej Pandorze, targanego wewnętrznymi, zbyt inteligentnymi, jak na ten świat emocjami, podbiły serca czytelników. Z książki, przetłumaczonej na kilkadziesiąt języków, stworzono nie tylko serial, ale i sztukę teatralną oraz grę komputerową, a sama autorka napisała jeszcze trzy książki z Adrianem w roli głównej. Niestety serial telewizyjny oparł się głównie na dojrzewaniu płciowym bohatera, pomijając bardzo ważne problemy rodzinne, które wpłynęły nie tylko na jego dojrzewanie psychiczne, ale w szczególności, później, na samo życie dorosłe. Może dlatego odstraszał niektórych.
Codzienne mierzenia długości penisa stały się symbolem chłopięcych, wstępnych dorosłości. Ale jaki jest naprawdę Adrian Mole? Taki jak większość nastolatków w jego wieku. Hormony szaleją, zdają się władać jego światem, a wszystko wokoło sprzymierza się przeciwko niemu. Niestety kłopot w tym, że chłopiec nie może zająć się w spokoju własnymi problemami, gdyż sam musi zajmować się całą rodziną. Najpierw nieświadomy, taki strasznie dziecinny, wraz z odejściem matki w ciągu kilku dni staje się dorosły. Może wpływ ma na to Pandora, a może staruszek Bert, którym się opiekuje, bynajmniej rzucenie go na głęboką wodę, przydaje mu skrzydeł.
Adrian dorasta w dziwny, zabawny, ale częściej refleksyjny sposób. Chce dać z siebie jak najwięcej, być kimś, wyrwać się z angielskiej ulicy, i ma nadzieję... i naprawdę ma więcej do powiedzenia, niż wydawało mi się po serialu. A może po prostu będąc już nie nastolatkiem, staram się zobaczyć i wyczytać więcej? To książka do połknięcia w ciągu jednej godziny. Książka by pośmiać się i wzruszyć, by zastanowić się i przypomnieć swoje własne dorastanie. Czyż nie było zwariowane? Przyznajmy się do szaleństwa własnym pociechom... może im łatwiej będzie wkraczać w mętną i pełną pułapek dorosłość.