Trwa ładowanie...

Bili, poniżali, mówili, że zbawiają. To najbardziej wstrząsająca książka tego roku

Życie w katolickiej szkole z internatem imienia Świętej Anny było jak film. A konkretnie "Pasja" Mela Gibsona. Było kilka różnic. Najważniejsza to ta, że kiedy skóra na plecach pękała od uderzeń bicza i grzbiet zalewał się krwią, Jezus miał 33 lata. A Louis tylko 10.

Share
Bili, poniżali, mówili, że zbawiają. To najbardziej wstrząsająca książka tego roku
Źródło: 123RF
d3h04ak

Zachwycamy się Kanadą, jej wielokulturowością i Justinem Trudeau w kolorowych skarpetkach. Ale prawda o państwie nie nadaje się do lajkowania, o czym pisze w swojej debiutanckiej książce - "27 śmierci Toby’ego Obeda" - Joanna Gierak-Onoszko. Na dwa lata przeniosła się do Kanady. Jeszcze w Polsce usłyszała, że powinna przyjrzeć się sprawie katolickich internatów, w których zamykano dzieci rdzennych mieszkańców.

- Wiesz, raz czy drugi bez problemu możesz się obejść bez kolacji. Ale nawet jeśli wiadomo, że jesteś najgorszym, niegodnym dzieckiem, to jednak nie chcesz być ciągle głodny. Z dzieckiem można zrobić wszystko. Wystarczy nie dawać za dużo jedzenia – mówi Polce jeden z mężczyzn, który w szkole mającej zbawiać, przeszedł największy koszmar.

Zobacz: Prolog. Max Czornyj

Piekło pięciolatka

Sprawa wyglądała tak. Europejczycy kolonizowali Kanadę zamieszkałą przez rdzennych mieszkańców. Były różne klany, każdy miał swoje wierzenia, tradycje i generalnie inny światopogląd od tego, który wyznawali przyjezdni. O dusze niewiernych walczył Kościół katolicki i protestancki. Zakony zakładały szkoły, by tam uczyć dzieci rdzennych mieszkańców. "Naprawiać ich" po swojemu, przekazywać jedynie słuszne prawdy, język, wiarę w Boga.

Część rodzin godziła się na to bez wielkich oporów. Bo dobrze wiedzieli, że w szkołach z internatem dzieciaki będą zawsze miały co jeść, będą się uczyć angielskiego. Część rodzin nie chciała oddawać swoich maluchów. Jedni byli zastraszani, że w ten sposób stracą zasiłek (coś na kształt istniejącego w Polsce tzw. rodzinnego), więc posyłali dzieci. Jeszcze inni wiedzieli, że po powrocie z takiej szkoły dzieci wracają odmienione.

d3h04ak

Szkół było przeszło 136, a zamknięto w nich co najmniej 190 tys. dzieci. Formalnie trafiały tam głównie 5-latki, ale przyjmowano też 2-latki - koniec szkoły przypadał na 15. rok życia. Co działo się za murami?

Dzieci były głodzone, poniżane, nie mogły mówić w swoich dialektach, były regularnie bite, a część cielesnych kar przypominała średniowieczne praktyki znęcania się nad skazańcami. Pozbawiano ich nawet imienia. Dzieci miały numery i właśnie tak "przedstawiane" są w papierach szkół. Nie były nigdy szczepione na "europejskie choroby" typu odra. W książce są fragmenty historii o dzieciach, które umierały, bo nikt nie chciał ich leczyć. Co więcej, gdy w szkole było zbyt wiele dzieci, kocyki tych chorych na odrę przekazywano zdrowym. Umierały po kilku dniach po zarażeniu się.

Jak odejść z zakonu? Byłe zakonnice opowiedziały swoje historie 123RF
Jak odejść z zakonu? Byłe zakonnice opowiedziały swoje historie Źródło: 123RF

Ewangelizacyjny ogień

Jedną z osób, do której dotarła Polka, jest Louis Knapaysweet. Przeżył szkołę Świętej Anny w Fort Albany, na północy prowincji Ontario. Wspomina, że któregoś wieczoru jedna z sióstr wybrała sobie chłopczyka, który miał 6, może 7 lat.

- Zachowywał się za głośno, więc zakonnica zdjęła mu ubranie – koszulkę, portki i majtki – i kazała mu się położyć na metalowym łóżku brzuchem do dołu. Pozostałym dzieciom poleciła, by ustawiły się dookoła i wyciągały dla siebie wnioski – czytamy.

d3h04ak

- Chłopiec na łóżku posikał się. Szarytki to nie opamiętało, nie ustawała w biciu i wkrótce dormitorium wypełnił inny zapach. Pod wpływem ciosów chłopiec na łóżku załatwił się. – Widzicie, do czego mnie doprowadziliście? – Dopiero wtedy zakonnica się uspokoiła. Dzieci poproszono, by wyciągnęły z tej lekcji odpowiednią naukę i w skupieniu przystąpiły do wieczerzy […] Dopiero wtedy chłopcy mogli zacząć działać. Kilku powlekło pobitego do mycia, ale byli za mali. Nie dawali sobie rady. Myć i tamponować trzeba go było na leżąco – opowiada.

Louis wspomina biskupa Jules Leguerriera, młodego księdza, który "miał w sobie ewangelizacyjny ogień". Leguerrier zmarł w 1995 roku, a po jego śmierci okazało się, że policyjne notatki na temat czynów księdza wobec dzieci zajmowały ponad 3 tys. stron.

Louis wspomina, że Leguerrier miał pejcz, którego każdy ogon był zakończony kulką lub gwoździkiem "dzięki temu każdy ze świstów oznaczał dla dziecka nie tylko cięcie skóry i uraz tkanek, ale też grad dziurawiących plecy ukłuć". - Bił mnie i mówił, że wymierza mi karę za grzechy w imię Jezusa Chrystusa, Pana naszego, amen! - płakał, rozmawiając z Joanną.

Inne wspomnienie. Z zakończenia roku. Jeden z księży przypiął Louisa do krzesła elektrycznego, by dać pokaz innym dzieciom – "rozrywka personelu katolickiej szkoły Świętej Anny w Fort Albany, po którym zostanie wiele wspomnień, lecz ani jedno zdjęcie".

Twitter/ Justin Trudeau podczas konferencji przeprosił ocaleńców za lata krzywdy. Na zdjęciu z Tobym Obedem, tytułowym bohaterem książki
Źródło: Twitter/ Justin Trudeau podczas konferencji przeprosił ocaleńców za lata krzywdy. Na zdjęciu z Tobym Obedem, tytułowym bohaterem książki

"Kładli nam ręce na nieostygłym palniku"

Prąd pamięta też Edmund Metatawabin, znany wtedy jako nr 15. Próbował uciekać ze Świętej Anny razem z kolegą, Tomem. Za to przypięto ich do drewnianej skrzynki uwalniającej prąd. Dzieci najpierw krzyczały, potem gryzły wargi, wyprężały całe ciało i mdlały.

Edmund następnego dnia nie był w stanie jeść. Parzyło go całe ciało. Wymiotował przy śniadaniu. Siostra Anna Wesley (wspominana w książce wiele razy) kazała mu zjadać to, co zwrócił. A potem Gierak-Onoszko opisuje sytuację, którą nawet trudno sobie wyobrazić. Bo następnego dnia chłopiec nie dostał jedzenia. Siostra uparła się, że najpierw musi zjeść to, co zwymiotował dzień wcześniej.

d3h04ak

- W zeznaniu, które trafi do sądowych akt, Edmund opowie też o innym śniadaniu. Był wtedy chory na grypę. Rozstrojony żołądek niczego nie przyjmował i Ed zwrócił owsiankę wprost do miski. Siostra Wesley odprawiła go od stołu, kazała iść się położyć w chłopięcej sypialni. Ed gorączkował tam przez trzy doby. Kiedy wstał z łóżka, czekało na niego tamto zwymiotowane śniadanie. Anna stała nad nim tak długo, aż chłopiec wszystko zjadł (…) Szybko trafił do przyszkolnego szpitala. Przyznał też pielęgniarce, że siostra Wesley kazała mu jeść wymiociny. – Jeszcze jeden – westchnęła kobieta.

"27 śmierci Toby’ego Obeda” wstrząsa co kartkę bardziej. Raz czytamy o siostrach zmuszających dzieci do gwałcenia się nawzajem. Innym razem o długim biciu pejczem. Padają konkretne nazwiska księży, biskupów i zakonnic, którzy krzywdzili dzieci. Jak o ojcu Arthurze Lavoie.

- W dokumentach sądowych mowa jest o raporcie policyjnym na temat ojca Lavoie – zapiski o jego czynach wobec nieletnich mieszczą się na dziewięćdziesięciu sześciu stronach. Dwadzieścia trzy lata po śmierci, w 2015 r., Lavoie zostanie uznany za seryjnego przestępcę seksualnego. Gazety napiszą, że jako lubrykantu używał wody święconej – pisze Gierak-Onoszko.

Piekło dzieci przypadało na lata 50., 60. i 70. Duchownych nigdy wcześniej nie osądzono. Dopiero Komisja Prawdy i Pojednania w raporcie z 2015 r. przedstawiła 37 951 przypadków uszkodzeń ciała i wykorzystywania seksualnego dzieci.

d3h04ak

Cytat z książki: "Gdy mieli gorszy dzień, kładli nam ręce na nieostygłym palniku. Zamykali w komórce, bez światła i bez jedzenia. Nie dawali też nocnika. Za karę chodziliśmy potem okutani w zabrudzone prześcieradła. W dziecięcej sypialni wiecznie śmierdziało wydzielinami i strachem".

Inny: "Pewnej nocy stanęła przy moim łóżku postać ubrana na biało, jej głowa była w kapturze, a twarz niewidoczna. Powiedziała mi: twój brat już nie żyje, chodź się z nim pożegnać. Dziewczynka wstała, weszła za człowiekiem w bieli do pokoju, ale ciała brata tam nie było. Zamiast tego czekali na nią dwaj mężczyźni. Przytrzymali ją. Została związana. Podczas gwałtu – dusili ją. Rano zakonnica zobaczyła jej puste łóżeczko w dormitorium, wkrótce znalazła dziewczynkę w innym skrzydle szkoły. Dziecko dostało dwadzieścia razów za oddalenie się z sypialni. Pouczono ją, że jeśli komuś opowie, co stało się w nocy, dostanie czterdzieści batów".

Gierak-Onoszko pokazuje Kanadę, jakiej nikt nie znał. I pewnie nikt nie chciałby o tym dalej wiedzieć. A historie dzieci to tylko część książki. Joanna pisze o mordowanych rdzennych kobietach, o potężnym rasizmie, który skazywał na śmierć tysiące ludzi, o jeszcze większej traumie, z której ocaleńcy nie są w stanie sobie poradzić. Tę książkę trzeba przeczytać. Bez wątpienia jest to najbardziej szokująca historia, jaką opisano w tym roku.

Jeden z bohaterów książki mówi Joannie tak: - Jeśli jesteś z Polski, to może mi wytłumaczysz. Jak katolicki papież może się na to godzić? Jak może nas nie przeprosić? Wszyscy papieże po kolei umywali ręce. A przecież każdy z nich miał chyba dostęp do Biblii? Powiedz mi, co w tej Biblii jest takiego, że zabrania Kościołowi powiedzieć: przepraszam?

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe
d3h04ak

Podziel się opinią

Share
d3h04ak
d3h04ak