Trwa ładowanie...
recenzja
10-09-2012 18:27

Absolutny brak pewności w kwestii Absolutu

Share
Absolutny brak pewności w kwestii AbsolutuŹródło: Inne
d16ygaj

Transmigracja Timothy’ego Archera okazała się ostatnią powieścią Philipa K. Dicka, guru science fiction, którego popularność od śmierci w 1982 roku nie maleje, głównie za sprawą kolejnych ekranizacji jego oryginalnych dzieł. Post factum książkę uznano więc za swego rodzaju twórczy testament pisarza, podsumowanie jego intelektualnych dociekań i filozoficzno-religijnych poszukiwań, rozliczenie z życiem. Transmigracja... wieńczy nietypową i nieformalną trylogię, do której zaliczane są także * Valis* i * Boża inwazja. *Choć została nominowana do branżowej nagrody Nebula, praktycznie pozbawiona jest charakterystycznych dla twórczości Dicka motywów science fiction.

Ostatnie dzieło kalifornijskiego pisarza z jednej strony jest zapisem kolejnych osobistych, ludzkich tragedii oraz odczuć i zachowań tych, których one doświadczają. Z drugiej strony stanowi zaś (podobnie jak poprzednie tomy „trylogii”) kalejdoskop refleksji i dociekań z pogranicza psychologii, filozofii, metafizyki, teologii. Tym razem główną postacią, a jednocześnie alter ego Dicka, jest tytułowy biskup kościoła episkopalnego, wzorowany na osobie autentycznej (kontrowersyjnym Jamesie Pike’u), a duchowo pisarzowi niezwykle bliskiej.

Archera ma niezwykle charyzmatyczną osobowość, z łatwością przekonuje ludzi do niego samego i jego poglądów. Te ostatnie jednak wciąż ewoluują, ponieważ bohater ma umysł wątpiący i poszukujący, a dodatkowo w starożytnych pismach odkrywa przesłanki podważające prawdziwość podstaw wyznawanej przez niego religii. Rozpaczliwie rzucając się w wir poszukiwań prawdy, oświecenia, namacalnego kontaktu z Bogiem, traci nie tylko urząd, pozycję społeczną i ludzkie zaufanie, ale również zaniedbuje swoich najbliższych, a z metafizycznej obsesji nie wyrywają go nawet śmierć syna i kochanki. Ostatecznie jego poszukiwania prowadzą go do samotnej śmierci na pustyni judejskiej.

d16ygaj

Przebieg tych wydarzeń poznajemy z perspektywy Angel Archer, synowej biskupa, a powieść ma formę jej pełnej emocji relacji prowadzonej w pierwszej osobie. Pomimo noszenia takiego, a nie innego imienia, Angel jest z gruntu niewierząca. Jako wykształcona intelektualistka nie potrafi zrozumieć kryzysu wiary teścia ani niezwykłych zjawisk, które inni uznają za ostrzeżenia przekazywane z zaświatów. Z kolei nadmierna wrażliwość i uzależnienie od narkotyków czynią z niej osobę coraz bardziej zagubioną, zaś śmierć męża i teścia naznaczają życie dodatkowa traumą. Z czasem Angel staje się bardziej biernym obserwatorem wydarzeń niż ich uczestnikiem czy współkreatorem. W dniu śmierci Johna Lennona bohaterka decyduje się zasięgnąć porady znanego guru. Obca jej natura tego doświadczenia skłania ją zaś do głębokiej retrospekcji, która stanowi oś fabularną powieści.

Jak to zazwyczaj u Dicka, poplątane, często wręcz wyrywające się spod twórczej kontroli wątki fabuły, służą przedstawieniu różnorodnych problemów, z którymi zmagał się pisarz we własnym życiu. Obsesja poszukiwania prawdy, sensu i celu, próba dostrzeżenia w świecie wiary, nadziei i miłości, a także dominujący w Transmigracji..., wciąż pogłębiający się strach przed śmiercią, po literackim obrobieniu stanowią treść jego prozy. Można powiedzieć, że jest ona swoistym, bo przefiltrowanym przez racjonalizujący intelekt, wołaniem o pomoc człowieka zagubionego w rzeczywistości i krańcowo zdesperowanego. Patrząc z innej perspektywy, książka stanowi również pewien dokument swojej epoki, miejsca i czasów, w których powstała, odzwierciedlenie nastrojów panujących w latach 60. XX wieku w środowisku studentów, artystów i domorosłych mistyków zamieszkujących w Kalifornii.

Ostatnia powieść Dicka jawi się nam się dzisiaj jako próba ukazania człowieka w całym jego psychologicznym i duchowym bogactwie i nędzy, zabłąkanego w labiryncie życia i wciąż poszukującego odpowiedzi na najważniejsze dla siebie pytania, dociekającego prawdy o sobie samym i świecie, spragnionego kontaktu z Absolutem, zrozumienia sensu swojej egzystencji i jej nieodwołalnego końca. Czy to wszystko to przymioty człowieka szalonego, za jakiego uchodził zarówno sam pisarz, jak i jego bohaterowie? Wielu odpowie, że i owszem. Ale czy nie bardziej szalone jest marnowanie życia na kolekcjonowanie przedmiotów i gromadzenie majątku, z których nie będziemy mieli żadnego pożytku po przekroczeniu bram śmierci? Albo też wszystko inne, czym wypełniamy jakże boleśnie ograniczony, przeznaczony nam czas na tym świecie? Warto czytać książki Dicka, aby zadawać sobie tego rodzaju pytania, a może i doszukać się odpowiedzi na nie...

d16ygaj
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d16ygaj
d16ygaj