Trwa ładowanie...
d1xtlaz

Życie u boku Księcia. Była żona wydaje książkę o muzyku

To nie tylko wielki talent, który odcisnął swoje piętno na muzykę i twórczość innych artystów, to także niesamowity życiorys. 20 czerwca na polskim rynku wydawniczym ukazała się książka "The most beautiful. Moje życie z Prince’em" napisana przez Mayte Garcię – byłą żonę muzyka.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Prince zmarł w kwietniu 2016 roku. (ONS.pl)
d1xtlaz

"The most beautiful. Moje życie z Prince’em" to szczera, momentami wręcz intymna opowieść o związku i życiu z Księciem. Autorką książki jest Mayte Garcia – była żona muzyka. I choć kojarzony był on z wieloma kobietami, to swoje serce oddał tancerce i drugiej wokalistce w jego zespole. Garcia została jego żoną 14 lutego 1996 roku i od tego dnia towarzyszyła mu w codziennym życiu. Niestety bycie razem nie było im pisane. Para rozwiodła się w 1999 roku. Jednak Mayte nigdy nie przestała go kochać. W dniu śmierci powiedziała magazynowi "People":_ Kochałam go kiedyś, kocham go dziś i będę go kochać zawsze. Jest teraz z naszym synem._

Publikujemy jej fragmenty.

Dzień ostatni
21 kwietnia 2016 roku rozpoczął się tak jak każdy inny czwartek.
Odwiozłam Cię do mojego taty i włączyłam się do ulicznych korków w Los Angeles, jadąc do schroniska Baldwin Park Animal Care Center w San Gabriel Valley na zajęcia z pielęgnacji psów, dzięki czemu – według naszego nauczyciela – mieliśmy nie odczuwać presji podczas ćwiczeń. Ja uważałam inaczej – to ja ponosiłam pełną odpowiedzialność za zwierzęta. Chciałam, żeby prezentowały się jak najlepiej, kiedy przyjdą ludzie, którzy mogliby je adoptować. Dla wielu zwierząt pierwsze wrażenie w takim momencie czasami jest kwestią być albo nie być. Trudno jest ludziom wyobrazić sobie pupila jako członka rodziny, jeśli nie prezentuje się zbyt dobrze. Nie miałam zamiaru tego spieprzyć.
– Jeśli przyniosę mojego kota, pokażesz mi, jak go właściwie pielęgnować? – zapytałam nauczyciela. – Jasne. Jednak mój kot Willy wpadł w dziką furię, wydobywał z siebie wrzaskliwe dźwięki już w czasie drogi na zajęcia. Tak głośno wyrażał niezadowolenie, że ledwo usłyszałam dźwięk wiadomości od Ma- nueli. Łączy nas specyficzna więź, ale o tym opowiem później. W tym momencie ważne jest to, że Manuela Testolini jest drugą żoną Prince’a i że nie używa zbyt często telefonu, dlatego zdziwiłam się, kiedy kątem oka zobaczyłam wiadomość od niej.
zadzwoń do mnie teraz
Pomyślałam, że odezwę się zaraz po zajęciach, ale w końcu coś mi powiedziało, żeby zatrzymać się i od razu oddzwonić.
– Cześć, dziewczyno – przywitałam się, starając się nie okazywać zniecierpliwienia. – Co tam?
– Chciałam ci coś powiedzieć – jej głos łamał się, dławiła się łzami – zanim usłyszysz to w wiadomościach. Prince nie żyje.
– Co?
– Ja… ja tu wariuję. Zaraz mam prezentację z okazji Dnia Ziemi w szkole córki, a on… a on nie żyje. Znaleźli go w windzie w Paisley.
Kiedy jej słowa do mnie docierały, najpierw nastąpił wewnętrzny szok, a potem poczułam, jakbym została wciągnięta do leja kondensacyjnego, a wszystko wirowało wokół mnie – hałaśliwe korki uliczne, skomlący Willy na tylnym siedzeniu i niebo zapadające się tuż za przednią szybą. Usłyszałam samą siebie, jak krzyczę: „Nie, nie, nie, nie, nie…”.
Nie on. Nie w ten sposób. Nie sam. Nie teraz.

Prince z żoną Mayte Garcią

Nasz syn
Kiedy nadszedł czas na rozmowę o imionach, zahipnotyzował mnie i zapytał:
– Jak ma na imię nasze dziecko?
– Amiir – powiedziałam.
– Amiir? – Po arabsku oznacza „Prince”.
– Amiir – wyszeptał do mojego brzuszka. – Idealne.
Och – co proszę? Co powiedziałam? Widzieliście w internecie, że mój syn miał na imię Boy Gregory (Chłopiec Gregory)? Wybaczcie, ale musicie wiedzieć, że wiele z tego, co się publikuje w internecie, to fikcja. Kiedy jest się sławną osobą – lub jego żoną czy dzieckiem – nie możesz zameldować się w hotelu lub szpitalu pod prawdziwym nazwiskiem, bo dziennikarze z tabloidów się zorientują. Więc kiedy urodził się mój syn, byłam zameldowana w szpitalu jako Mia Gregory. Kiedy rodzi się dziecko w szpitalu, do momentu wypełnienia certyfikatu urodzenia na łóżeczku lub inkubatorze dziecka znajduje się oznaczenie: „Chłopiec” lub „Dziewczynka” oraz nazwisko matki. Stąd się wzięła historia o imieniu „Boy Gregory”. Ktoś, kto nie miał prawa podawać żadnych informacji na temat mojej rodziny, próbował sprzedać zdjęcie mojego syna dziennikarzowi z tabloidu, który widział ten podpis na jego inkubatorze i idiotycznie napisał, że mój syn ma na imię Boy Gregory. Do dzisiaj powtarzają to w kółko, co mnie obraża i rani, bo za każdym razem kiedy to widzę, oprócz druzgocącej straty naszego kochanego synka, czuję, jakby ktoś mi dowalił, naruszając naszą prywatność. Kiedy byłam w ciąży, [love sign] udzielił wywiadu „Forbesowi”, w którym powiedział, że nie chce podawać do wiadomości publicznej imienia i płci swojego dziecka. Patrzył krzywo na celebrytów, którzy sprzedawali zdjęcia dzieci magazynowi „People” lub innemu, nawet jeśli oddawali pieniądze na cele charytatywne. W przeszłości fani śledzili go i narzucali się – mowa tu o fanatykach, a nie miłośnikach muzyki i koncertów, o których eufemistycznie mówił „przyjaciele”. Chciał, żeby nasze dzieci były bezpieczne z dala od szaleństwa popularności, i wtedy nie żartował. Na początku ciąży, kupiłam uroczy, stary wózek dziecięcy – w Wielkiej Brytanii nazywali go pram – i następnego dnia znalazłam go w Garderobie. Mój mąż powiedział im, żeby otoczyli wózek czarną plandeką. – Dziecko potrzebuje słońca – powiedziałam delikatnie. Plandeka poszła w odstawkę, ale rozumiałam jego obawy. Nie chciał, żeby ktokolwiek skrzywdził nasze dziecko z powodu jego wystawienia na widok publiczny. Chcieliśmy być normalnymi rodzicami i żeby nasze dzieci były zdrowe, ciężko pracowały i okazywały innym szacunek i życzliwość.
Wtedy nie wydawało się, że to prośba o zbyt wiele. Kolejna część mojej historii jest trudna do opowiedzenia, więc proszę was o cierpliwość. Nigdy wcześniej się tym nie dzieliłam, bo mój mąż chciał zachować szczegóły dotyczące syna z dala od innych, a ja szanowałam jego życzenie, kiedy żył.

"Jestem obok, nic złego się nie wydarzy
W noc przed cesarką moje ciało wkroczyło w stan porodu. Z godziny na godzinę cierpiałam coraz bardziej, lekarze próbowali złagodzić mój stan środkami przeciwbólowymi. Mąż siedział przy mnie, ściskając za rękę. Dopiero kiedy pogładził mój policzek i wprowadził mnie w hipnozę, delikatnie szepcząc mi do ucha, poczułam ulgę. – Przejdziemy przez to i wszystko będzie w porządku. Kocham cię. Jestem obok. Nic złego się nie wydarzy. Poprosiłam, żeby to pielęgniarka Angela była przy porodzie. Potrzebowałam tej pozytywnej, opiekuńczej energii. Roześmiałam się, kiedy mi powiedziała:
– Ten twój facet będzie tutaj w fartuchu.
Powiedziałam mu: „Pan tu nie rządzi, ja tu rządzę”.
– Nie wierzę.
– A właśnie, że tak.
Ogolili mnie, przygotowali i zawieźli na salę, a ja wybuchnęłam śmiechem, kiedy zobaczyłam go w fartuchu, butach na obcasie i dużej czapce.
– Ślicznie wyglądasz – powiedziałam.
– Wiem – odparł, po czym zapytał lekarkę:
– Czy te wszystkie światła muszą być włączone?
– Niestety tak.
Podeszła do mnie korpulentna pielęgniarka, przedstawiła się, po czym powiedziała:
– Znienawidzi mnie pani. Do jej obowiązków należało przytrzymywanie mojej głowy, kiedy będą mi robili znieczulenie zewnątrzoponowe.
– Proszę powiedzieć, kiedy będzie bolało jak ból zęba – powiedziała lekarka.
– To znaczy… Och! O Boże. Okej. Dobra.
– Czuje to pani? A to? A w tym miejscu?
– Tak. Tak. Czuję wszystko.
– W porządku, jest gotowa. – Czuję! Czuję wszystko!
– Będzie pani czuła – powiedziała. – Będzie Pani czuła, ale nie będzie bolało.
Mąż ścisnął moją rękę, kiedy mnie rozcinali. Jego twarz była blisko mojej, mówił delikatnym głosem, uspokajając i motywując mnie, innym razem zaczął się wygłupiać, jakby nie potrafił oddychać za tą maską, dopóki nie ubłagałam go:
– Och, przestań mnie rozśmieszać.
Wydawało się, że wszystko trwa strasznie długo. Nastąpiło dziwne szarpnięcie. Jakby rozpinali sukienkę, która jest zbyt ciasna. W tle grała delikatna muzyka – harfy, gitary, muzyka typowa dla spa – ale usłyszałam dźwięk cieczy. Zasysanie. Klik narzędzi. Czułam, jak wyciągnęli ze mnie dziecko.
–To chłopiec!
Nie wiem, jak opisać wyraz twarzy mojego męża. Czysta radość. Czysta miłość. Czysta wdzięczność. Widziałam jego minę, kiedy stał przed 48 000 tysiącami krzyczących fanów na stadionie. Widziałam, jak jego albumy osiągały status platyny i otrzymywał najważniejsze nagrody w branży. Widziałam, jak doświadcza ekstazy kreatywnego geniuszu. Żadna z tych rzeczy nie równała się wyrazowi jego twarzy w momencie, w którym został ojcem.
A potem podnieśli dziecko do tego brutalnego światła. Przez zatrzymaną w miejscu sekundę nie widziałam nic poza piękną duszą mojego syna. Nie słyszałam nic poza jego perfekcyjnym milczeniem. Nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Moje serce wypowiedziało jego imię. Amiir.
Czysta radość na twarzy mojego męża zmieniła się w czyste przerażenie.

d1xtlaz

Podziel się opinią

Share

d1xtlaz

d1xtlaz