Zwrotnik nocy

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Możemy porozmawiać? - spytał Paz. - Jeżeli jest pani bardzo zajęta, to wrócę później albo gdzieś się z panią umówię.
- Możemy teraz, ale nie tu - odparła doktor Salazar.
W jej tonie i postawie wyczuł czujność zbiega, charakterystyczną dla złodzieja sklepowego lub kieszonkowca. Przyszło mu na myśl, że doktor Salazar przed czymś ucieka.
- Możemy iść na kawę - zaproponował. - Na Le Jeune jest mnóstwo kawiarni...
- Wolę klub dla wykładowców - odparła. - Kawa nie jest tam za dobra, ale nikt nam nie przeszkodzi. Usiedli przy cichym stoliku z widokiem na jezioro w kampusie i przez kilka minut gawędzili po hiszpańsku. Paz z rozmysłem mówił wyraźniej i starannie dobierał słowa, żeby dorównać jej gratin - językowi wykształconych warstw przedrewolucyjnej Hawany.
- Powiedziała pani... Kto miałby nam przeszkodzić? - spytał po krótkiej pauzie.
- Och, wie pan... niemili ludzie. Kiedy poprzednim razem jadłam w restauracji, jakiś mężczyzna napluł mi w talerz. Wolę unikać takich sytuacji.
Spojrzał na nią pytająco.
- Nie śledzi pan na bieżąco nastrojów politycznych wśród tutejszych Kubańczyków? Nie, bo po co. Polityka w kubańskiej diasporze niewiele ma wspólnego z ludźmi, którzy wyglądają jak pan. Muszę wyjaśnić, że moja nienawiść do Fidela i jego reżimu uważana jest za niedostateczną. Podpisałam na przykład petycję o zniesienie embarga na import leków i odżywek dla niemowląt. Byłam też na tyle nieostrożna, że udzieliłam wywiadu, który pokazano w kubańskiej telewizji. Nie mówiłam o polityce, tylko o mojej dziedzinie wiedzy, ale i tak uznano to za poparcie dla wroga. Przyjaźniłam się z Fidelem także po tym, gdy przestało to być mile widziane, to znaczy, kiedy zaczął odbierać majątki bogatym.
- Znała pani Fidela?!
- Wszyscy go znali - odparła. - Kuba to mały kraj, a on nie krył światła pod leninówką. Poza tym chodziliśmy razem na uniwersytet.
Dostrzegł, że jej wzrok uciekł na chwilę, tak jak często uciekał wzrok jego matki, kiedy stawał jej przed oczami jak żywy zaginiony świat dawnej Kuby.
- Ale przecież nie szukał pan mnie, żebym wspominała zamierzchłą przeszłość. Chciał się pan skonsultować ze mną... w sprawie?
- Poleciła mi panią Lydia Herrera. Odwiedziłem ją, ponieważ na miejscu pewnego morderstwa znaleźliśmy to.
Wyjął orzech opele i położył go na stoliku. Spojrzała na orzech, ale go nie wzięła.
- Poza tym to morderstwo... Zachodzi podejrzenie, że miało tło rytualne. Ciało ofiary nafaszerowano egzotycznymi środkami. Narkotycznymi i psychotropowymi.
- Sądzicie, że ma ono jakiś związek z santerią? - spytała.
- A pani?
- Ze zorganizowaną santerią, która istnieje w Stanach i na Kubie? W żadnym razie. W santerii nie ma tradycji stosowania używek, nie licząc kilku rytuałów związanych z piciem rumu. Nie ma też oczywiście ofiar z ludzi.
- Ale są ofiary ze zwierząt - rzekł Paz. Spojrzała na niego bystro.
- Owszem. A katolicy spożywają podczas komunii swojego Boga. Symbolicznie, bo przecież nikt nie sądzi, że naprawdę zaczną spożywać Jego ciało i krew. Kto jak kto, ale pan powinien o tym wiedzieć.
- Dlatego że jestem czarnym Kubańczykiem? Pani wybaczy, ale to równie mylne przypuszczenie jak to, że jako biała Kubanka popiera pani fanatyków z Alpha 66.
Przez krótką, nieprzyjemną chwilę Paz wyrzucał sobie, że zraził osobę mogącą udzielić mu informacji, ale ku jego zaskoczeniu doktor Salazar uśmiechnęła się.
- Oto w skrócie odpowiedź na pytanie, dlaczego Fidel wciąż rządzi na Kubie, a my siedzimy w Stanach. Jesteśmy małymi, złośliwymi kłótnikami. Przepraszam za mój nieuzasadniony osąd, na dodatek zatrącający rasizmem.
- Nie szkodzi - odparł Paz. - Tak czy owak, jeśli chodzi o santerię, jestem ciemny jak tabaka w rogu. Matka była wrogo do niej nastawiona. Uważała, że jest prymitywna.

Matka. Powróciło wspomnienie. Przyszedł do domu ze szkoły z kartką informującą, że w piątej klasie będzie chodził na zajęcia wyrównawcze. Zajęcia dla tumanów, wyjaśnił. Matkę to zaskoczyło. „Przecież umiesz dodawać i odejmować w głowie - powiedziała. - Od dziecka nie masz kłopotów z czytaniem. Co to za szkoła, dlaczego to robią?” Krępował się zdradzić jej prawdziwy powód. Może przeoczyła ten składnik amerykańskiej kultury. Wzruszył ramionami. Nie odpowiedział. Ale matka była mądrzejsza, niż sądził. Do restauracji przychodził dziennikarz „Heralda”, zakochany w jej kuchni, a trochę także w kucharce. Któregoś dnia podeszła do jego stolika i opowiedziała mu o szkole. „To mądry chłopak, dlaczego chcą go wpakować do klasy estupidos?” Dziennikarz wiedział, dlaczego. Nie mogąc sobie pozwolić na jawną segregację rasową, system szkolnictwa sięgnął po zbliżone narzędzie, gwarantujące, że mali czarni nie będą chodzić do jednej klasy z małymi białymi, czyli po amerykańską wiarę w to, że „oni nie są za bystrzy” i dlatego
„nie dają sobie rady w życiu”. Artykuł o niesprawiedliwości tak zwanych ścieżek edukacyjnych sprawił, że Jimmy trafił do klasy dla uzdolnionych i wraz z Oprah i Colinem znalazł się w Dziesiątce Młodych Talentów, a Amerykanie od nowa nabrali przekonania, że w dziedzinie szkolnictwa w ich kraju wszystko jest cacy. „Czy coś mi umknęło?”, zadał sobie pytanie Paz, spostrzegając, że doktor Salazar dziwnie mu się przygląda.
- Przepraszam, zamyśliłem się - rzekł. - Co pani powiedziała?
- Że powinnam pogodzić się z tym, iż każda głęboka wiara może prowadzić do zbrodni. Kilka lat temu w Matamoros grupa mężczyzn nazywających siebie santeros zamordowała, prawdopodobnie podczas rytuałów, kilkanaście osób. Ale miało to tyle wspólnego z religią, co potworny masowy mord w Jonestown, i tyle wspólnego z chrześcijaństwem, co ten straszny fanatyk z Waco. A zatem bardzo możliwe, że macie do czynienia z szaleńcem, który dla własnych chorych celów wypaczył kult santerii. Jaki rytuał towarzyszył temu morderstwu?
Paz zdał jej relację, jak zwykle pomijając część ważnych szczegółów. Doktor Salazar bardzo spoważniała. Ze ściągniętą twarzą wzięła plastikową torebkę z orzechem opele.
- Afrykański - powiedziała.
- Wiem. To coś zmienia?
- Tak. Bardzo możliwe, że sprawca to nie Kubańczyk ani Afrokubańczyk, tylko Afrykanin, praktykujący pierwotną wiarę, z której wywodzą się rozmaite religie Nowego Świata.
- Taką ze składaniem ofiar z ludzi?
- Jeśli w grę wchodzi Afryka, kto wie? Na pewno nie ja. W bardzo wielu kulturach składano ofiary z ludzi. Najsłynniejszy przykład to Aztekowie, ale mamy też Kartagińczyków, thagów w Indiach, łowców głów na południowym Pacyfiku. Podobne kulty mogą występować w Afryce. Z nieoficjalnego raportu wynika, że na pewno praktykowało ten zwyczaj plemię Ibo, sąsiadujące z plemieniem Joruba, skąd wywodzi się santeria. Pewien były tak zwany kapłan dżudżu opublikował relację o śmierci białego, zamęczonego, żeby dopomóc w karierze Idiemu Aminowi. Czy prawdziwą? Kto wie? Nigdy jednak nie słyszałam, żeby w tradycyjnej religii Jorubów praktykowano tortury. Wspomniał pan o narkotykach, tak? W takim razie macie do czynienia nie z religią, lecz z czarami.
- Co je różni?
Spojrzenie głęboko osadzonych oczu doktor Salazar niespodziewanie stwardniało.
- Celem czarów albo czarnoksięstwa jest zdobycie władzy, celem religii - dostąpienie łaski. Wierny zwraca się z prośbą do sił nadprzyrodzonych i modli o dobra duchowe. Czarownik dąży do podporządkowania sobie ciemnych mocy. Wierny się modli, czarownik manipuluje.
- Ale w religiach występuje składanie ofiar, czasem ofiar z ludzi.
- Owszem, jednak tylko w ramach ustalonego porządku wszechświata. Santeria zajmuje się głównie wróżbami i bezpośrednim przeżywaniem świętości. Santero, babalao i członkowie ile są suplikantami. Wierzą, że zajmują swoje miejsca w świecie, którym włada Olodumare. Świat ten nasycony jest asze, duchową energią. Wierni pragną się jej podporządkować, oddając cześć przodkom, kontaktując się bezpośrednio z orisza, duchowymi istotami - aspektami bóstwa, oraz poprzez wróżby. Właśnie dlatego santeria jest z definicji religią. W świecie czarów natomiast nie ma podobnego ładu. To chaos, pełen gwałtownych, często złych mocy, które czarownik chce zrozumieć, by je sobie podporządkować. Podporządkować, rozumie pan? Tak przynajmniej głosi teoria.

Zamilkła, a jej spojrzenie odpłynęło. Paz czekał, zachowując neutralną minę. Gdy wreszcie podniosła wzrok, wydało mu się, że czyta w jego myślach.
- Pan nie jest wierzący, prawda, panie Paz? - spytała.
- Szczerze mówiąc, nie.
- No cóż, nie każdemu i nie stałe dany jest dar wiary. Powinnam jednak zaznaczyć, że granice pomiędzy czarami a religią są płynne. Poddanie się woli Boga nigdy nie było powszechne. Większość z nas woli mieć na Niego jakiś wpływ albo wiedzieć, co nas z Jego strony czeka. Można rzec, że santeria zaspokaja te potrzeby wiernych, którzy z nazwy są katolikami. Może ona niezauważalnie zmieszać się z czarami i wówczas pojawiają się narkotyki, klątwy, napoje miłosne. W tym właśnie kierunku poszło wudu, które ma tych samych przodków, co santeria. Przypominam sobie wywody sugerujące, że na obrzeżach kultury Jorubów mają miejsce ciemne praktyki. Tour de Montaille’a i innych.
- Słucham?
- To nazwisko. Charles Apollon de la Tour de Montaille był francuskim oficerem, który na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku dokonał opisów etnograficznych wielu ludów Afryki Zachodniej. W serii krótkich artykułów napisał o odkryciu wyznawców kultu, twierdzących, że to od nich plemię Joruba nauczyło się wróżbiarstwa Ifa. Ta sama grupa wspierała klan niezwykle potężnych czarowników. Nie pamiętam jej nazwy, ale przypominam sobie, że był tam rytuał, w którym składano ofiarę z ciężarnej kobiety. Nie wspomniał pan o tym, ale proszę powiedzieć: czy płodowi wycięto mózg?
- Tak - odparł Paz i po czaszce przebiegł mu zimny dreszcz. - A więc to okaleczenie kojarzy się pani z kultowym plemiennym rytuałem, opisanym przez francuskiego antropologa przed około stu laty?
- Tak. Niestety, nie pamiętam więcej szczegółów, wie pan, czytałam o tym na studiach, blisko wiek temu. - Zaśmiała się. - A przynajmniej takie mam wrażenie. Ale coś panu powiem. Znacznie później pojawił się artykuł. Zaraz, w czym? - Uderzyła się dłonią w skroń. - Mój Boże, początki sklerozy. Nie, nie ukazał się drukiem. Przysłało mi go do oceny pewne czasopismo i pamiętam, że cytowano w nim Tour de Montaille’a. Autor... och, jak on się nazywał? Nie przypomnę sobie. W każdym razie twierdził, że natrafił na ten sam kult, który Tour de Montaille opisał dawno temu. Wie pan co? Zaintrygował mnie pan, młody człowieku. Poszukam, może uda mi się odnaleźć ten referat. To coś pomoże?
- Na pewno. Będziemy bardzo wdzięczni. Przy okazji, czy jest pani w stanie scharakteryzować człowieka, którego szukamy? Co może lubić, a czego nie? Na przykład, czy ubiera się wyłącznie na granatowo i nie jada hamburgerów. Zakładając, że uważa się za czarownika tego typu.
- Rozumiem. No cóż, człowiek ten na pewno utrzymuje kontakty z Afryką i prawdopodobnie długo przebywał w Afryce Zachodniej. Nie lubi być fotografowany, sam sobie obcina włosy. Bardzo władcza osobowość, może stać na czele małej grupy, powiedzmy politycznej, albo na czele wielopokoleniowego rodu. Ważna jest dla niego liczba szesnaście.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀