Trwa ładowanie...
Para weźmie ślub 19 maja
Para weźmie ślub 19 maja (East News)

Związek Harry'ego i Meghan to współczesny mezalians. A tych było w rodzinie królewskiej kilka

"Związek Harry’ego sprowokował kilka pachnących rasizmem komentarzy w brytyjskiej prasie" - pisze Marek Rybarczyk w "Skandalach angielskich dworów". Nie jest też tajemnicą, że królowa niechętnie udzieliła aprobaty temu związkowi. Meghan nie będzie miała łatwo.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

"Skandale angielskich dworów. Prywatne życie arystokracji", to książka Marka Rybarczyka, który od lat publikuje teksty na łamach "Newsweeka". Autor zna się na rzeczy jak nikt inny. Do tej pory wydał już trzy ksiażki na temat Windsoru, a ta jest jego czwartą. Rybarczyk nie nie pominął oczywiście wątku o Harrym i Meghan. Dzięki uprzejmości wydawnictwa "Prószyński i S-ka" publikujemy fragment jednego z rodziałów.

* Efekt Meghan *

Związek Harry’ego to historyczny mezalians, przynajmniej jak na standardy konserwatywnego brytyjskiego dworu. Można go porównać ze związkiem króla Edwarda VIII z rozwódką Wallis Simpson, który doprowadził do jego abdykacji w 1936 roku. Oczywiście czasy się zmieniają, ale na dworze Windsorów zegary chodzą wolniej. Wystarczy posłuchać lekko rasistowskich żartów męża królowej albo spojrzeć na uroczyste zdjęcia Elżbiety II, Filipa i Karola z żoną − w pokracznych strojach rodem z kostiumowego historycznego filmu − by zrozumieć, co oznacza dla Windsorów perspektywa małżeństwa jednego z nich z piękną czarnoskórą Amerykanką z Hollywood. Tandem książę Harry−Meghan już przez samo swoje istnienie będzie zmieniać tysiącletnią monarchię Elżbiety II. Wkrótce może sprawić, że pękną jej skostniałe ramy. Harry i Meghan wzmacniają tak zwany efekt Kate. Tak znawcy brytyjskiego dworu określali rozluźnienie, jakie wprowadziła na dworze urocza Kate Middleton, pierwsza od 350 lat żona przyszłego króla Anglii bez arystokratycznego rodowodu (choć z bogatej rodziny brytyjskiej, należącej do klasy średniej). Brat Harry’ego William i jego żona, córka "zwykłych” biznesmenów, to dla wielu Brytyjczyków, już od lat, para niemal idealna. Sondaże wskazują jednak, że Harry jest jeszcze popularniejszy od brata.

Te obyczajowe zmiany następują w przełomowej chwili. Królowa wie, że nie da się powstrzymać biegu historii. Ma jeden cel: w XXI wieku stara się ocalić swoją ukochaną monarchię. Dlatego nie stawia oporu, zgadza się na rozluźnienie protokołu. Zdaje sobie sprawę, że opór wobec małżeństwa z rozwódką był czymś nie na miejscu już w latach pięćdziesiątych (kiedy stanęła na drodze własnej – zakochanej − siostrze Małgorzacie, uniemożliwiając jej ślub z rozwodnikiem Peterem Townsendem). Dzisiaj takie zachowanie byłoby w oczywisty sposób szkodliwe dla prestiżu jej ukochanej "firmy”. Tym bardziej że monarchię i tak czeka rejs przez mocno wzburzone wody. Wkrótce rozegra się największa pałacowa bitwa w historii dynastii od 80 lat. Po odejściu Elżbiety II w Londynie walczyć będą ze sobą pałace − Clarence House, obok pałacu Buckingham, gdzie rezyduje były mąż Diany, oraz pałac Kensington, w którym mieszkają Harry i William ze swoimi partnerkami. Po walce dwóch tandemów młodych z parą książę Karol−Kamila otrzymamy odpowiedzi na fundamentalne pytania: Kto i na jak długo zostanie monarchą po odejściu Elżbiety II? Czy królowa abdykuje? A może będzie trwać aż do samego końca?

Domyślny opis zdjęcia na stronę główną
Źródło: PAP
Domyślny opis zdjęcia na stronę główną

Gra koron

To ta bitwa, którą biograf Windsorów Christopher Anderson nazywa grą koron, odsłoni największą tajemnicę najpotężniejszego z dworów Anglii: Czy ten, kto zostanie królem, będzie naprawdę panował, czy tylko grał drugie skrzypce na tle rosnącej popularności młodszych Windsorów? Transformacja księcia Harry’ego − z playboya w męża stanu − z pewnością pomoże wzmocnić monarchię w kolejnym tysiącleciu. Po okresie nastoletnich burz Henry Charles Albert David Wales (tak brzmi nazwisko, którego używa) powolutku zaczął się statkować. Dzisiaj razem z wybranką swego serca (w chwili pisania tych słów jeszcze narzeczoną) jest największą nadzieją królestwa. Młodemu Harry’emu jednak nikt nie wróżył, że kiedykolwiek stanie się tak ważny i mało kontrowersyjny. Podczas nauki w Eton − ekskluzywnej szkole dla młodzieńców z dobrych (albo bezwstydnie bogatych) domów − wsławił się grą w unikatową wersję rugby, tak zwaną Eton wall game. Gorzej było ze świadectwem. Skończył szkołę ze słabą trójką z geografii, nawet ze sztuki dostał ciągniętą za uszy czwórkę. Świetnie za to jeździł na motorze (tak jak William) i ganiał na koniu podczas meczów polo. W przeciwieństwie do Williama jego brat szybko polubił życie w armii. Jednocześnie nie rezygnował z opisywanych przez tabloidy eskapad z przyjaciółmi i dużych ilości alkoholu. Podczas jednego z takich wypadów rzucił niewyszukaną frazą "our little Paki friend”, określając tak kolegę pochodzącego z subkontynentu indyjskiego. Kiedy wieść o tym trafiła do mediów, książę został oskarżony o rasizm i grubiaństwo. Przez parę dni służący bali się podawać rano gazety królowej i księciu Filipowi. Harry’ego obsztorcował wówczas nawet premier David Cameron.

Źródło: East News

Amor czarnej owcy

Wystarczyło jednak kilka lat, żeby Harry − czarna owca rodziny − wyrósł na zaskakująco wyluzowanego, "normalnego” młodzieńca. Fakt ten doceniały zwłaszcza jego rówieśnice. Książę wsławił się serią burzliwych i ekspresowych romansów. Wyjątkiem był nieco dłuższy związek z Chelsey Davey (córką biznesmena miliardera z Zimbabwe). Wszystko wskazywało na to, że Harry jest o krok od oświadczyn. Zamiast o nich wkrótce prasa rozpisywała się o rozstaniu pary. Przyczyną (zapewne niejedyną) była pasja Harry’ego do wojaczki. Windsorowie, jak to często bywa z dziećmi z utytułowanych rodzin, cierpią na kompleks wyobcowania. Wojsko zrównuje wszystkich i daje okazję do nawiązania autentycznych relacji, co bardzo się podobało Harry’emu, cierpiącemu w dzieciństwie na samotność (połączoną z wmawianą mu wyjątkowością jego rodu). Poza tym w koszarach młodzi książęta − wojsko lubi też William − nareszcie nie muszą się obawiać, że za każdym drzewem czyhają na nich paparazzi. Nie muszą też się bać, że ktoś potajemnie pobierze od nich próbkę DNA. To marzenie tabloidów − wiele z nich pisało, że rudy Harry to tak naprawdę syn Jamesa Hewitta, kochanka księżnej Diany. Fakt faktem, że kiedy został poczęty, w małżeństwie trwały niekończące się awantury, a Diana rozpoczęła romans z Hewittem jakiś czas przed narodzinami Harry’ego (w 1982 r.). Większość historyków i znawców monarchii twierdzi, że podobieństwo Harry’ego do Hewitta jest przypadkowe, odrzucając tę konspiracyjną teorię. Sam Harry dawno zapomniał o tych plotkach, choć kiedy był młodym chłopakiem, musiały być dla niego bardzo bolesne. Książę musi ułożyć sobie życie i właśnie stawia milowy krok na tej drodze. Do lata 2017 roku jednak nic nie wróżyło stabilizacji…

*Sto procent singla *

Po ślubie swojego brata w 2011 roku Harry oświadczył, że woli pozostać "na sto procent singlem”. Nie przeszkadzało mu to oczywiście w czerpaniu z życia pełnymi garściami. Jedną z jego kolejnych kobiet objawień była "Pchełka” − Florence Brudenell-Bruce, modelka specjalizująca się w reklamach bielizny i strojów kąpielowych, była partnerka kierowcy wyścigowego Jensona Buttona. Z czasem Harry coraz bardziej pasjonował się działalnością charytatywną w Afryce. Od wielu lat, wspólnie z księciem Seeiso, finansuje fundację Sentable w Lesotho. To organizacja pomagająca dzieciom osieroconym przez rodziców zmarłych na HIV i AIDS. Harry coraz częściej odwiedzał Lesotho, składał wizyty rodzinom dotkniętym epidemią AIDS, grał z dziećmi w rugby i piłkę nożną. Patrząc na jego zdjęcia z tych wypraw, można odnieść wrażenie, że bardzo przypomina swoją matkę. Potrafi nieść radość obcym ludziom. Jest autentyczny i ciepły, jakby całkiem zapomniał o wycelowanych w niego obiektywach aparatów. No i wspomniane już wojsko − druga, a raczej pierwsza twarz księcia Harry’ego. Wprost uwielbia służbę dla kraju. Brał udział w organizacji − i reklamie − olimpiady dla żołnierzy inwalidów. Rudowłosy Windsor mógłby zagrać w filmie o Jamesie Bondzie. Lata helikopterem (w 2011 r. został nagrodzony oznaką Apache Flying Badge), był też dowódcą czołgu i dosłużył się stopnia kapitana. W 2007 roku uparł się, by służyć w Afganistanie − na pierwszej linii frontu z talibami. Jego misję w niebezpiecznej prowincji.

Helmand zniweczyła jednak niedyskrecja jednej z australijskich gazet – ujawniła ona, że książę rozpoczął służbę. Ze względu na bezpieczeństwo księcia (i nie tylko jego) wysłano go pierwszym samolotem do Londynu. Bardziej dojrzały Harry w końcu porzucił marzenie o ucieczce na bezludną wyspę z długonogą blondynką. Postawił na efektowną, ale inteligentną brunetkę. I tym razem nie chodziło tylko o to − tak samo jak u Williama i Kate − że w żyłach jego wybranki nie płynie błękitna krew (tak w XVI w. w Hiszpanii, sangre azul, określano arystokratów o bladej skórze, przez którą widać było niebieskie żyły).

Źródło: East News

Dwurasowa narzeczona

Meghan Markle pochodzi z rodziny dwurasowej (tak określają to Amerykanie) − jej matka jest ciemnoskóra, a ojciec biały. W XXI wieku na szczęście prawie nic z tego nie wynika. A przynajmniej nie powinno, bo w praktyce to trochę pozory, nawet na liberalnych i ślepych na kolor skóry Wyspach. Związek Harry’ego sprowokował kilka pachnących rasizmem komentarzy w brytyjskiej prasie (choćby sugestie, że Meghan wychowała się w dzielnicy Los Angeles, którą rządzą "murzyńskie gangi”). Niektóre konserwatywne media jakby nie były w stanie znieść perspektywy, że oto w rodzinie Windsorów mogą się urodzić dzieci o śniadej skórze! Do tego doszły feministyczne poglądy Markle i jej niezależność, a nawet – o zgrozo! − lekko lewicowe poglądy polityczne (z pewnością nie jest wielbicielką Donalda Trumpa).

W reakcji na niewybredne ataki Harry bronił wybranki jak lew. Zorganizował specjalną konferencję prasową i zagroził żurnalistom z prawicowych tabloidów krokami prawnymi. Brytyjski liberalizm rasowy nie rozciąga się do końca na arystokrację (ani na specyficzną niższą klasę średnią, wielbicieli brukowców)! Kiedy parę lat temu, w 2013 roku, wicehrabia Weymouth, dziedzic posiadłości Longleat, ożenił się z ciemnoskórą Emmą McQuiston, matka pana młodego spytała go wprost, czy jest pewien, że chce zniszczyć czystą linię rasową rodu, którego historia sięga 400 lat. Tak naprawdę tacy arystokraci jak Wey mouth i książę Harry idą w ślady pierwszej "globalizacji rasowej”, którą zawdzięczano Brytyjczykom już w XIX wieku.

Źródło: Materiały prasowe
d25jubd

Podziel się opinią

Share