Trwa ładowanie...

Zrezygnowała z showbiznesu na rzecz rozwoju duchowego. Teraz Agnieszka Maciąg pisze książki dla kobiet

W 2006 r. postanowiła całkowicie zmienić swoje życie. Przestała udzielać się medialnie, wyszła za mąż i urodziła drugie dziecko. Choć trudno w to uwierzyć, 9 maja skończyła 49 lat. Specjalnie dla nas zdradza, co działo się z nią w ciągu ostatniej dekady.

Share
Zrezygnowała z showbiznesu na rzecz rozwoju duchowego. Teraz Agnieszka Maciąg pisze książki dla kobiet
Źródło: Robert Wolański
d3wblty

Nie było łatwo umówić się z nią na wywiad. Mimo tego, że nie jest już modelką, to wciąż dużo pracuje: pisze, prowadzi bloga oraz warsztaty rozwojowe dla kobiet. Kiedy w końcu ustaliłyśmy konkretny dzień i godzinę wywiadu, przerwała rozmowę, bo jej córkę bolało ucho. W kolejne dni też się nie udało. Okazało się, że Helenka ma wirusa. Potem Agnieszka była w Opolu, a kolejnego dnia świętowała swoje 49 urodziny. Mimo to, nie odpuszczałam, bo moim zdaniem to jedna z największych i najbardziej tajemniczych metamorfoz w świecie celebrytów.

Pewnego dnia napisała smsa: "Umówmy się na czwartek. Mam nadzieję, że teraz nam się uda, tak po prostu". Dzwoniąc w ustalonym terminie modliłam się w duchu, żeby odebrała. Godzinna rozmowa z autorką siedmiu bestsellerowych książek pokazała mi jednak, że warto było poczekać.

Wczoraj miała Pani urodziny. Jak je Pani spędziła?

Pięknie i spokojnie. Kiedyś świętowałam z przyjaciółmi, najczęściej tanecznie. Teraz świętuję inaczej. Urodziny to dla mnie czas podsumowania i wdzięczności. Zawsze tego dnia staram się być w ważnym dla mnie duchowo miejscu. Wczoraj pojechałam do Sanktuarium Maryjnego pomodlić się i podziękować za to, że mogę być w tym momencie życia, w którym teraz jestem.

d3wblty

To zupełnie odwrotna tendencja do tej, którą widzimy dziś w mediach. Sławne aktorki i celebrytki po 40 roku życia panicznie boją się starości i wszelkimi sposobami starają się odmłodzić wizerunek. Pani natomiast wydaje się być oazą spokoju.

Czuję, że teraz zaczęła się lepsza część mojego życia, bardziej autentyczna i spełniona. Nie żyję na pokaz, nie interesuje mnie robienie wrażenia na innych. Większą uwagę przykładam do jakości spędzonego czasu. Moja przemiana zaczęła się w 2006 roku, po śmierci mojego taty, który chorował na raka. Zaczęłam wtedy przewartościowywać priorytety. Teraz koncentruję się na słuchaniu swojego serca i na zdrowym życiu, a nie na showbiznesie. W zasadzie już od 12 lat stopniowo i w naturalny sposób odchodziłam od tego świata, ponieważ ja się zmieniałam. "Odcięcie” to mocne słowo. Od niczego nie można definitywnie się odcinać.

A co najbardziej pani przeszkadzało w świecie showbiznesu?

Nie chciałabym mówić, że coś mi przeszkadzało, bo nie chcę krytykować stylu życia innych osób. Przecież ja sama żyłam w takim świecie. Powiem tyle: bardzo łatwo jest się pogubić w blasku fleszy, który daje złudne poczucie siły, szczęścia i bycia kimś ważnym. Myślę, że wiele osób, które odniosło sukces uśmierzało ból używkami, bo czuli silny niepokój wewnętrzny. Ja zmieniłam kompletnie styl życia: od wielu już lat nie piję alkoholu, nie palę papierosów, więc trudno jest mi dobrze się czuć w towarzystwie ludzi, którzy głośno się zachowują na równie głośnych imprezach. To już nie jest mój świat. Jesteśmy w innej przestrzeni. Nie mam potrzeby koncentrowania uwagi na sobie, w zasadzie unikam tego. Dziś bardzo cenię sobie prywatność. Przestało mnie interesować opakowanie a zaczęłam zwracać uwagę na wnętrze drugiego człowieka.

Rok później (w 2007 r.) wydała pani swoją pierwszą książkę z nowej serii "Smak życia”.

To była książka, którą mi odradzano. Niektórzy mówili, że nie powinnam tworzyć książki kulinarnej. Ten temat nie był wtedy tak popularny jak obecnie. Ale świat kulinariów był dla mnie formą skutecznej terapii. To wtedy uczyłam się być w tu i teraz. Celebrowałam zapachy przypraw, wygląd warzyw, jadanie posiłków z bliskimi. Prawdziwe szczęście odnalazłam w najprostszych przyjemnościach. Chciałam pokazać kobietom, że możemy odnaleźć radość w małych rzeczach, jeśli zmienimy sposób myślenia na ich temat. Szczęścia nie musimy szukać na zewnątrz, w blasku reflektorów i fleszy – bo jego tam nie ma. Szczęście może być tylko tu i teraz, w naszym prostym, normalnym życiu. Miałam intencję przetarcia szlaku na drodze nowego myślenia i sądzę, że mi się to udało.

W książkach pisze pani właśnie do kobiet pokazując im, że można żyć inaczej. Spokojnie, radośnie, świadomie, bez lęku. Powtarza pani, że chce by kobiety się zaakceptowały, rozwijały a jednocześnie nie odcinały od swoich korzeni i tworzyły ciepłe gniazdo rodzinne. Co na to feministki?

Ależ ja jestem feministką, absolutnie! Myślę, że każda inteligentna osoba jest feministą i feministką. A książki kieruję do kobiet, bo znam kobiecą duszę, kobiece rozterki i obawy, kobiecy lęk o zdrowie dzieci, kobiecą troskę o starzejących się rodziców, wieczne zamartwianie się o przyszłość. Marzę by wspierać kobiety i pokazywać im, że można żyć inaczej, że można wyjść z nieszczęścia i naprawdę siebie pokochać. Dzisiaj wiele kobiet popada w nałogi, pracoholizm, w obsesyjne uprawianie sportu - które jest przecież odwróceniem uwagi od własnego wnętrza - od bólu który tam tkwi, bo po prostu siebie nie akceptuje.

Robert Wolański
Źródło: Robert Wolański

A z czego to wynika? Zwłaszcza Polki mają bardzo niskie poczucie własnej wartości…

To wynik wychowania w niewłaściwym modelu kulturowym. Kobiety zostały pozbawione swojej wartości, bo media i świat kreują nasz wizerunek przez pryzmat wyglądu. Kultura patriarchalna natomiast zniekształciła dodatkowo ten obraz umniejszając naszą rolę do służącej, podczas gdy powinnyśmy być szanowane i cenione za nasze wyjątkowe cechy, dary i talenty. Dobre zarządzanie rodziną wymaga przecież zdolności kierowniczych, organizatorskich, a nawet menadżerskich. Czasem nie chcemy tego przyznać, ale jesteśmy niesamowicie silne! To, co powaliłoby niejednego mężczyznę, my jesteśmy w stanie udźwignąć i podołać wielu trudnym zadaniom naraz.

d3wblty

Skojarzyło mi się to z włoską matroną, która większość życia spędza w kuchni a jednak jest silną postacią, która rządzi domem i jednoczy całą rodzinę.

Myślę, że do współczesnej kobiety nie pasuje już ten wizerunek. Tworzymy teraz całkowicie nową jakość, nowy model kobiety, która nie chce całego życia spędzić w domu, ale ma głęboką potrzebę rozwoju na wielu poziomach. Kobiety nie tylko zarządzają ogniskiem domowym, ale pracują zawodowo, a przy tym są też artystkami i kapłankami życia. Czasem, gdy wyjeżdżam w sprawach służbowych, to mimo tego, że mój mąż świetnie zajmuje się domem, to jednak sam przyznaje, że czegoś tam brakuje- kobiecej ręki- tak to nazywam. Bez kobiety dom jest niepełny. Książkę "Pełnia życia” napisałam głównie dla kobiet, ale jak się okazało czytają ją również świadomi i otwarci mężczyźni. To znaczy, że zaczynają się zmieniać, dostrzegać nasz ogromny wkład w ich życie i rozwój. Bardzo mnie to cieszy.

Państwo macie nietypową historię związku. Jesteście ze sobą już 22 lata, ale ślub był stosunkowo niedawno bo w 2010 roku. Co sprawiło, że po tak długim czasie zdecydowaliście się na zawarcie aktu małżeństwa?

Ślub nie był nam nigdy do niczego potrzebny. To był po prostu romantyczny gest, na który zdecydowaliśmy w pewnym momencie.

A byliście wtedy po poważnym kryzysie…

Tak, mówiłam otwarcie, że kilka lat wcześniej mieliśmy kryzys, ale przepracowaliśmy to. Było to związane z moją zmianą kierunku w życiu. Najważniejsze dla mnie było to, że partner zdecydował się iść ze mną w tą samą stronę, stał się otwarty na rozwój, przemianę i kompletna zmianę stylu życia. Obydwoje weszliśmy na nową ścieżkę. życia.

I zdecydowała się Pani na ponowne, późne macierzyństwo. Dwa lata później pojawiła się Helenka.

To nie jest tak, że zdecydowałam o tym. Dziecko chcieliśmy mieć już znacznie wcześniej. Ona pojawiła się, gdy oboje staliśmy się na to gotowi.

d3wblty

Czym różni się wczesne macierzyństwo od tego po 40 roku życia?

Czasami śmiejemy się z Michałem (26-letni syn Agnieszki), że jego mama i mama Helenki (córeczka lat 6), to dwie zupełnie różne kobiety. I choć pomiędzy moimi dziećmi jest dwadzieścia lat różnicy, to często czuję się młodsza niż wtedy, gdy wychowywałam pierwsze dziecko. A to też zasługa mojej drogi i stylowi życia.

Robert Wolański
Źródło: Robert Wolański

Ten nowy kierunek, który pani obrała wiąże się z filozofią Wschodu: joga, ajurweda, medycyna chińska. Skąd ta fascynacja? Czy ma pani nauczycieli?

Nie nazwałabym tego fascynacją, ale raczej osobistym sprawdzeniem metod, które świetnie działają. Jestem osobą bardzo praktyczną – chcę być zdrowa, szczęśliwa i spełniona. Joga i ajurweda to narzędzia które pozwalają lepiej żyć, a przede wszystkim odnaleźć spokój, harmonię i dobre samopoczucie, witalność. A zaczęło się od mojej nauczycielki jogi, która mimo, że los jej nie oszczędzał, stała się niesamowicie spokojną, radosną i spełnioną osobą.

Ludzie zaczęli zwracać się ku swoim korzeniom. Zostawiają miasto, przeprowadzają się na wieś, zmieniają dietę i styl życia. Myśli pani, że to nowy trend czy nadal jest to spacer pod prąd?

Faktycznie, jest to trend, ale wyłącznie pozytywny, bo ludzie są coraz bardziej świadomi. Nie chcemy już gnać, sami decydujemy się opuścić ten szybko jadący pociąg, który zmierza donikąd.

d3wblty

Ale jak to połączyć z pracą i zarabianiem pieniędzmi? Dorosłe życie niejednokrotnie wymaga od nas pracy na pełnych obrotach. Jak znaleźć czas na takie rzeczy jak joga czy zdrowa kuchnia?

Ja wstaję bardzo wcześnie rano i praktykuję między 5:00 a 6:00 rano. To mi daje siłę i napęd, abym poradziła sobie z wszystkimi zadaniami w ciągu dani, których jest mnóstwo. Ja też muszę opłacać rachunki, pracować, zająć się domem. Myślę, że gdyby nie joga i medytacja, nie byłabym w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Mój dzień nie polega na siedzeniu na poduszce medytacyjnej. Medytuję właśnie po to, aby mieć siłę, zapał i klarowny umysł, aby unieść wszystkie zadania, które mam w ciągu dnia. Właściwie to nigdy wcześniej nie pracowałam tak dużo jak teraz. Ten mój nowy styl życia daje mi niesamowicie dużo energii i zapału. Teraz moja praca jest moją pasją, wiec jest to inna jakość. Kilka lat temu podjęłam decyzję, że będę żyła inaczej, że rezygnuję z pracy w mediach. To była dla mnie bardzo trudna decyzja, ponieważ z tego żyłam. Nie miałam zgromadzonego jakiegoś dużego kapitału, a mój mąż też uprawia wolny zawód. Obydwoje żyliśmy więc w lęku o finanse. A lęk wynika z potrzeby wiecznej kontroli. Jednak im dłużej żyjemy, tym coraz wyraźniej widać, że poczucie kontroli jest zwykłą ułudą.

To często staje się widoczne w momencie, gdy tracimy zdrowie, lub ktoś bliski umiera.

Najwięcej uczą nas choroby. To one dają nam pokorę, dzięki której uzmysławiamy sobie, że nie mamy wpływu na wszystko. Czasami poprzez nią możemy zatrzymać się i zawrócić z drogi, która kompletnie jest nie dla nas. Choroba i śmierć taty była bardzo ważną częścią mojego życia, bo w jakiś sposób mnie przetransformowała. Gdy zobaczyłam, że odchodzi człowiek, który w moim odczuciu był silniejszy, mocniejszy i potężniejszy niż ja sama, to dało mi to do myślenia. Nagle zdałam sobie sprawę, że życie jest kruche i nietrwałe. Zrozumiałam również, jak bardzo jest cenne. Trzeba mieć odwagę, aby robić to, co kochamy, aby iść własną ścieżką, która jest czasem pod prąd. Życie jest tak krótkie! Takie rzeczy, o ile są głęboko i uważnie przeżyte, zawsze transformują.

Jest pani w trakcie przygotowania kolejnej książki. Zdradzi pani o czym?

Będzie miała tytuł „Rozmaryn i róże – podróż do samej siebie”. Będzie oparta o naszą wspólną wyprawę do Włoskiej Ligurii, na Lazurowe Wybrzeże i do Prowansji, którą odbyliśmy dokładnie rok temu. Ale tak naprawdę będzie to opowieść o podróży do… kobiecej duszy. Premiera jest zaplanowana na 4 lipca.

Życzę zatem, by tak jak poprzednie tytuły, okazała się bestsellerem. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Kamila Gulbicka

d3wblty

Podziel się opinią

Share
d3wblty
d3wblty