WP

Znajoma ks. Jankowskiego: za poważny na ganianie dziewczynek po piwnicach

Pani Marta Mężyk z mężem znali ks. prałata Jankowskiego przez 40 lat. Kobieta pomagała na plebanii św. Brygidy. Gotowała, szyła, prasowała. Mówi WP: - Jankowskiego nie pilnowałam, ale molestowania nieletnich nie było.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ks. prałat Jankowski został pośmiertnie oskarżony o molestowanie dziewczynek
Ks. prałat Jankowski został pośmiertnie oskarżony o molestowanie dziewczynek (East News)
WP

Sebastian Łupak: Jak pani poznała księdza prałata Jankowskiego?
Marta Mężyk: Ja miałam 17,18 lat i byłam jego wychowanką. To był przełom lat 60. i 70. Chodziliśmy na religię w kościele św. Barbary i ks. Jankowski się młodzieżą zajmował. Uczył nas w salce katechetycznej, bo religia nie była wtedy w szkole. On nas uczył, zabierał na wycieczki, do Sopotu, na pielgrzymki. Organizował nam tutaj dyskoteki na Sylwestra. Koza tam była do podgrzewania, na niej podgrzewaliśmy jedzenie, warunki kiepskie. Ja mam 68 lat i do dziś tu mieszkam – na Angielskiej Grobli.

Pamięta pani z młodości, że 16-letnia Ewa z sąsiedztwa wyskoczyła z okna, bo była w ciąży z księdzem?
Żadnego wypadku nie pamiętam, żeby ktoś wyskoczył oknem, żeby się zabił. Przecież by było o tym głośno wtedy! Nie ma gdzieś zapisów? Przecież ktoś by na milicję zgłosił? Wysnute z palca!

Nie wierzy pani w zeznania pani Barbary Borowieckiej z Australii opisane w „Wyborczej”?
Dlaczego wcześniej ta pani tego nie mówiła? Raptem teraz, jak przyjechała z Australii i zobaczyła pomnik, po 50 latach, to jej się pamięć odnowiła? Przecież on na pomniku inaczej wygląda. A jej się jeszcze skojarzył ze św. Barbarą, gdzie on był jeszcze młodym chłopakiem i był zupełnie inny.

WP

Dzieci przed nim na ulicy Łąkowej uciekały do piwnic?
Gdzie? Jakie piwnice? Tam nie było żadnych piwnic! Gdzie by tam ganiał? On był za poważny facet, bardzo kulturalny.

Wasza znajomość z księdzem przetrwała nawet jak przeniósł się ze św. Barbary do św. Brygidy…
Biskup Gocłowski go do Brygidy przeniósł. Jankowski poszedł ją odbudowywać. Mój mąż był tam budowniczym, potem był kierowcą, potem był w kuchni. Ja też pomagałam. Mój mąż tam spędził 40 lat życia i ja też. Mąż nieraz był zmęczony, już nie miał siły wrócić do domu, to u góry można było odpocząć.

Jak pani wspomina ten okres?
Imprezy niesamowite. Przychodził Wałęsa. Robiliśmy tam obiad dla Margaret Thatcher. Prałat był zawsze elegancki. Stroił się? Tak powinien wyglądać mężczyzna, a nie zaniedbany chodzić. Komu co do tego, jak kto się ubierał? On dobrze wyglądał i to było jego zaletą. Niech krytykanci spojrzą na siebie! Ja nigdy nie zazdrościłam nikomu ciuchów.

Młodzi chłopcy tam podawali do stołu?
Byli potrzebni: jak półmisek był na pół stołu, to przecież ja tego nie zaniosę i nie obsłużę. Jak była Thatcher, to nie było szwedzkiego stołu, tylko się każdemu podchodziło i dawało. Elegancko, jak w restauracji. Zarzuty co do chłopaków są więc bezpodstawne.

WP

Więc nic tam z młodymi chłopcami podejrzanego się nie działo?
No pewnie, że nic! To jest wyssane z palca.

Przecież w 2004 roku prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie „doprowadzenia do obcowania płciowego”. Chodziło o Sławka, nastoletniego „przyjaciela” Jankowskiego, który pomieszkiwał na plebanii i dostawał od prałata prezenty i pieniądze…
Nic nikomu nie udowodniono i śledztwo umorzono. Matka Sławka sprzątała na plebanii, a on przychodził, pomagał i stołował się. Przychodzili się najeść ludzie, bo ksiądz był gościnny.

Pomoc u Jankowskiego to była dla pani i męża jedyna praca?
Ja normalnie pracowałam zawodowo w zakładach mięsnych i dochodziłam tylko do pomocy. A mój mąż tam pracował prawie jak wolontariat, bo mało zarabiał. Ksiądz mężowi mało płacił. Ksiądz uważał za to, że możemy zjeść na plebanii. Mieszkaliśmy wtedy w rodzicami, dwoje dzieci mieliśmy.

Nie protestowaliście?
To się robiło dla idei, nie dla zarobku. To były inne czasy. Okres Solidarności. Nikt nie pracował dla pieniędzy.

WP

Plotek o pedofilii nie było?
Żadnych.

Może wszystkiego pani nie wiedziała? Ksiądz mógł mieć drugie życie…
Jak ktoś żyje przez 40 lat prawie wspólnie na plebanii, to dużo wie. Ja ks. Jankowskiego nie pilnowałam, ale wiem, co się działo. Była tam też pani Truda, łóżko mu ścieliła, prasowała. Mój mąż prasował, nieraz ja prasowałam. Przyszywałam nieraz guzik w sutannie, jak była potrzeba. Niech sobie ktoś wymyśla, co się tam działo podczas nocy, bo ja nie wiem – ja już szłam do domu. Ja nie byłam cieniem księdza. Tylko mówię, co widziałam. Teraz ludzie sobie dopowiadają: co było, co mogło być, co nie było. Dla mnie to bzdury! Teraz można dużo mówić, bo prałat nie żyje.

Niedawno w "Dużym Formacie" ukazał się reportaż Bożeny Aksamit, w którym Barbara Borowiecka postanowiła opowiedzieć o swojej relacji z nieżyjącym już księdzem Henrykiem Jankowskim, późniejszym kapelanem "Solidarności". Twierdzi, że była przez niego molestowana. Jej koleżanka z podwórka miała popełnić przez niego samobójstwo. Jak podkreśla, dzieci o tym nie mówiły, bo "wszystkich paraliżował wstyd".

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP