Zima

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

I
Ale w końcu dochodzili tam, gdzie mieli dojść. Listki ostrężyn sztywniały, pokrywały się mroźnym nalotem. Świerki ustępowały i światło księżyca mieszało się z resztkami dziennego blasku, a przed nimi otwierała się bagienna rówń zamknięta ze wszystkich stron lasem. Mietek mówił „halt” i pokazywał na migi, gdzie mają stanąć. Jeleni odór był wyraźny i przypominał oliwę.

Unosił się na powierzchni innych woni, górował nad gnilnymi wyziewami bagniska, nad zbutwiałością i siarkowym zapachem płytkich bajorek. Z głębi lasu odzywały się bycze stęknięcia. To tu, to tam, z lewej, z prawej i bliżej niż poprzednio. Samce nawoływały się leniwymi, rozwlekłymi porykiwaniami i Mietek wiedział, że prędzej czy później któryś wyjdzie spośród drzew na otwartą przestrzeń, półślepy, półgłuchy, z rozdętymi nozdrzami w poszukiwaniu rywala.

A oni gładzili lufy swoich remingtonów i browningów, na których osiadał szron. Księżyc wznosił się coraz wyżej. Dzienne światło całkiem przepadło, jakby wsiąkło w ziemię. Srebrny blask wykrawał z mroku różne odmiany czerni. Drzewa rzucały cienie, a mróz na pędach ostrężyn błyszczał jak rtęć. Korony buków, świerków i jodeł składały się w okrężną poszarpaną grań, w coś, co kształtem przypominało najczystszy przypadek i chaos, lecz jedno i drugie trwałe i twarde jak forma, w którą z góry, z nieba wlewało się powoli zimne powietrze, by zastygnąć jak lód albo przezroczysty metal i niewykluczone, że czuli się trochę jak starodawne bursztynowe owady uwięzione w tej dziwnej przestrzeni, gdzie czas przybierał postać rzeczy materialnych, pierwiastków i związków chemicznych.

O tej samej porze to samo niebo w Wiedniu osiadało nad Heldenplatz i resztki zachodniej jasności wyświetlały perwersyjne kształty zwieńczeń Hofburga, obu muzeów, parlamentu, ratusza i reszty, ponieważ wrześniowa pełnia nie robiła żadnej różnicy między jednym i drugim nieumiarkowaniem formy.

Wszyscy trzej znieruchomieli tak bardzo, że powoli przestawali wierzyć w swoje istnienie. Mietek skulił się, jakby spał. Tamci dwaj, oddaleni i niewidoczni dla siebie nawzajem, próbowali coś usłyszeć, lecz w powietrzu brzmiały tylko normalne, monotonne odgłosy lasu z rozwlekłym porykiwaniem w tle, jakby we mgle nawoływały się syreny statków. I wtedy poczuli się opuszczeni, samotni i z dala od wszystkiego. Wciągali głęboko powietrze, żeby pomiędzy ciężkimi woniami bagniska i piżma odnaleźć zapach Mietkowej cajgowej kurtki.

II
I ursusy C340 też tam idą, i spalone upałem kombajny vistula, i białe czerepy syrenek bosto i sedan, i puste odwłoki czarnych wołg, i objedzone do szkieletu wuefemki, i padłe z wysiłku eschaelki, i porzucone bez litości w lesie wszystkie mazurki Józka Ciumci ze spękanymi gąsienicami, z blokami porozsadzanymi mrozem. Wszystkie przyczepy z pegeerów, które zrobiły swoje i teraz mogą odejść, nysy, które woziły konkwistadorów minionego czasu, żuki, które resztką sił wróciły z ludowo-chłopskiego Eldorado, potulne rowery ural i rowery ukraina o siodłach jak kulbaki zaporożców, ciągniki DET jak wysokoprężne wersje oswojonych słoni i stalińce jak dieslowskie dinozaury, wszystko, co służyło do ostatniego oddechu, obrotu, teraz powraca do dzikiego królestwa minerałów, ponieważ świat nie kończy się hukiem, ale rdzewieniem.

A z kosmosu prószy metaliczny blask księżyca, jakby i on sam był prostą i elegancką maszyną i błogosławił swoich ziemskich braci, a przy okazji resztę znieruchomiałych raz na zawsze rzeczy, zarytych w aluwialnych warstwach czasu. I nie wiadomo, czy rzeczy, które żyły i umarły, będą zbawione, czy ktoś je wskrzesi i poskłada, czy jakiś eschatologiczny mechanik podłubie w nich niebieskim śrubokrętem i tchnie w nie nowy oraz wieczny zapas koni mechanicznych albo kilowatów, czy też ich nieskończoność będzie miała pogańską formę powrotu do praźródeł, czyli do rozkładu na elementarne cząstki.

III
A gdy Heniek zjeżdża z góry, to jego przyczepka wygląda jak atak starodawnej kawalerii: barwy, proporce i furkot wśród płonących drzew jesieni, wśród czerwieni i złota naprzeciw suchego wschodniego wiatru, jak szarża lekkiej brygady, jak kłus pancernej chorągwi z chrzęstem, pobrzękiwaniem i skrzypem obluzowanych blach i szumem powiewających sztandarów, ale przed mostem musi przyhamować i do wsi wtacza się już całkiem dostojnie, powiewnie i cicho.

Staje w ognistej plamie września, wysiada i czeka obok swojego kramu, a silnik paruje rozgrzanym olejem jak zgoniony mechaniczny koń. Lecz wokół jest pusto. Zjawiają się tylko dwa psy. Obwąchują koła, obsikują i obwąchują znowu, żeby sprawdzić, czy nie zrobiły jakiegoś błędu, jak wszystkie psy na całym świecie wszędzie tam, gdzie toczą się gumowe koła aut. Potem wolno idą do swoich spraw i Heniek zostaje sam wśród wiatru.

Nie dzieje się nic. Tylko nie wiadomo skąd pachnie olchowy dym. Światło przedpołudnia przenika przez tiule i szyfony, przez nylony i koronki, tonie w fałdach bawełny i na koniec przepada w sukiennych draperiach jak w ciemnej wodzie.

Prócz tego, co na wieszakach, w otwartej skrzyni przyczepy leży pokot różności, warstwy bluzek i koszul, sploty podomek i szlafroków, małe płaszczyki i sukienczyny z plisami na wieki, żmijowiska rajstop i egzotycznych legginsów, cielesne i ciepłe zawijasy dresów, tu i ówdzie spokojny i płaski błękit dżinsów, a zaraz obok falbaniaste eksplozje żabotów od święta, imienin i ślubnego świadkowania, pęczki pasków jak trofea jakiegoś dzikiego łowcy, a w dole, w odmętach, zatopione klejnoty guzików, ultramaryna, szmaragd, rubin, ametysty, perły, turkusy i topazy, a każdy z dwiema lub czterema dziurkami.

Pyszne perskie wnętrzności przyczepy parowały w słońcu. W prostokątnym stalowym pudle aż się gotowało. A nad tym wszystkim na najwyższym wieszaku majestatycznie kołysał się czarny skórzany płaszcz. Pełzały po nim zielonkawe jaszczurcze blaski. Musiał być ciężki, bo wiatr ledwo nim poruszał. Przypominał groźną chorągiew z głębi najstarszego czasu, gdy po ziemi chodziły wielkie zwierzęta o tęczowych grzbietach. Rustykalny pejzaż był wobec niego bezbronny tak samo, jak barwy jesieni. Był dziki i żałobny. Wyglądał jakby przyszedł po swoje. Cywilizacja uszyła sobie strój z dzikiej bestii.

IV
— Mają w środę szczepić — mówi żona — ale pewnie nie dojadą. — Jakby dojechali, to zamknij Burka i sukę w stajni i zaprowadź tylko Azora — mówi Edek. — Będą szczekać — mówi żona. — Niech szczekają — odpowiada Edek i przyciska guzik, żeby pozbyć się zwycięskiego Harady. Teraz z otchłani atmosfery zjawia się połyskliwy Michael Jackson, wykonuje kilka ruchów biodrami i na powrót przepada w elektronicznej zawiei, by zrobić miejsce dla trzech opalonych mężczyzn w jasnych garniturach.

Mężczyźni idą wzdłuż brzegu, a woda jest błękitna i bezkresna. Wiatr porusza pierzastymi liśćmi palm. Obraz zmienia się i teraz jeden z facetów jedzie odkrytym autem przez rozświetlone neonami miasto. — Nie będę płacił za trzy psy po dziesięć złotych od łba — mówi Edek i przesuwa palec. Na zielonej łące John Travolta pochyla głowę i bierze rozpęd, a naprzeciw niego biegnie czarny byk.

Zanim się zderzą, z granatowego nieba nad powiatem gorlickim zstępuje biały anioł z rakietą tenisową i mordercy do wynajęcia, i brązowe leniwe kobiety na leżakach, pepermint, Las Vegas, Godzilla, Rourke, mistrzowie wrestingu, koszmary i pornosy, błękitnoocy prezydenci i kto dalej wjedzie osiemnastokołowcem w stertę piachu, siedem cudów świata czyli Ogrody Semiramidy oraz surfing na Bermudach. — I pięć byłoby za dużo — mówi żona. — Koty się pochowają — mówi Edek. — Kotów nie widać. — To koty też? — pyta żona. — Pisało, że też — odpowiada Edek. — I też po dziesięć? — pyta żona. — Też — odpowiada Edek. — Już lepiej utopić — mówi żona i zabiera pusty talerz.

A potem jak zwykle wszystko gaśnie i najstarsza ciemność spływa na Edka, na Kaczmarka, na Hrynacza i na resztę. Zmieniają się sny, ale ona trwa i niesie pokrzepienie. Zmywa i zatapia zdarzenia i rzeczy. Wzmacnia ciała. Tak jest od początku świata i tak będzie, byśmy nie umarli od nadmiaru.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇