Wrzesień

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Na początku maja w Szkocji nastały w końcu ciepłe dni. Zima trzymała stalowymi palcami o wiele za długo, niechętna do osłabienia okrutnego uścisku. Przez cały czas przenikliwy wiatr dął z północnego zachodu, szarpał pierwsze kwiaty zawilców i spalał na brązowo żółte trąbki żonkili. Śnieg mroził wierzchołki wzgórz i leżał w kotlinkach, a farmerzy zmartwieni opóźnieniem wypasu wieźli ciągnikami resztki paszy na gołe pola, na których jej malejące sterty walały się w szałasach o kamiennych ścianach.
Nawet dzikie gęsi, które zwykle odlatywały pod koniec marca, opóźniały swój powrót do arktycznych siedlisk. Ostatni sznur zniknął około połowy kwietnia; niosąc swój krzyk gdzieś na północ w nieznane niebiosa, frunął tak wysoko, że podobne grotom strzał formacje wydawały się kruche jak pajęczyny na wietrze.
A potem, w ciągu jednej nocy, kapryśny górski klimat złagodniał. Wiatr zmienił kierunek na południowy, niosąc wraz z wonią wilgotnej ziemi i kiełkujących roślin błogie powiewy i dobrą pogodę, którą reszta kraju cieszyła się już od tygodni. Krajobraz przyodział się w miłą, trawiastą zieleń, białe drzewa dzikich czereśni wydobyły się ze swego pognębienia, nabrały ducha i rozprężały gałęzie we mgle śnieżnobiałych płatków. Wiejskie ogródki wszystkie naraz zaczęły pączkować barwami - żółty, kwitnący zimą jaśmin, fioletowy krokus i głęboki błękit podobnych do winogron kwiatów hiacyntu. Odezwały się ptaki, a słońce po raz pierwszy od jesieni zsyłało prawdziwe ciepło.
Każdego ranka, słońce czy słota, Violet Aird wędrowała do wsi po zakupy ze sklepu pani Ishak: kwartę mleka, "Timesa" i inne drobne artykuły potrzebne do podtrzymania życia samotnej starszej pani. Tylko niekiedy w otchłaniach zimy, gdy śnieg piętrzył ogromne zaspy, a lód stawał się zdradliwy, powstrzymywała się od tego ćwiczenia, wyznając zasadę, że rozwaga jest lepszą stroną dzielności.
Nie była to łatwa wędrówka. Pół mili stromą drogą wśród pól, które kiedyś stanowiły park w Croy, posiadłości Archiego Balmerina, a potem trudne pół mili powrotnej wspinaczki. Miała samochód i z powodzeniem mogła go użyć, ale jednym z jej przekonań było, że kiedy wślizguje się starość, a człowiek zacznie używać auta na krótkich trasach, to grozi mu straszne niebezpieczeństwo utraty władzy w nogach.
W ciągu długich miesięcy zimy musiała na tę wyprawę zawijać się w warstwy odzieży. Grube kozaki, swetry, nieprzemakalna kurtka, szal, rękawiczki, wełniany kapelusz naciągnięty głęboko aż po uszy. Tego rana miała na sobie tweedową spódnicę i dziergany żakiet. Szła z gołą głową. Słońce dodawało jej otuchy i energii, wzbudzało poczucie ponownej młodości, a brak skrępowania więzami odzieży przypominał jej dziecięce zadowolenie, gdy opadały czarne wełniane pończochy i czuło się przyjemny powiew chłodnego powietrza na gołych nogach.
Wiejski sklep był tego dnia pełen ludzi i musiała chwilę czekać na obsługę. Nie przeszkadzało jej to, bo miała okazję pogawędzić z innymi klientami, wśród których każda twarz była jej znajoma, zachwycić się pogodą, zapytać o czyjąś matkę, poobserwować chłopca, jak z bolesnym namysłem wybiera paczuszkę mieszanki "Dolly", za którą zapłaci z własnych pieniędzy. Nie spieszył się. Pani Ishak czekała z uprzejmą cierpliwością, aż się zdecyduje. Gdy to wreszcie uczynił, włożyła mieszankę do papierowej torebki i wzięła od niego pieniądze.
- Nie zjedz wszystkiego na raz, bo powypadają ci ząbki - ostrzegła go. - Dzień dobry, pani Aird.
- Dzień dobry, pani Ishak. Cóż za piękny poranek!
- Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że świeci słońce. - Zwykle pani Ishak, wygnana w ten północny klimat spod bezlitosnego słońca Malawi, była zakutana w żakiety i trzymała pod ladą grzejnik parafinowy, do którego się tuliła, ilekroć nastawała chwila spokoju. Tego rana wyglądała jednak na znacznie szczęśliwszą. - Mam nadzieję, że nie zrobi się znów zimno.
- Nie sądzę. Przyszło lato. A, dziękuję, moje mleko i gazeta. Edie chciałaby pastę do mebli i rolkę papierowego ręcznika. Ja chyba wezmę ze sześć jaj.
- Jeśli ma pani za ciężki koszyk, to mogę podesłać do pani mojego męża samochodem.
- Nie, dam sobie radę, dziękuję serdecznie.
- Wędruje pani kawał drogi.
Violet uśmiechnęła się.
- Ale jakie to dla mnie zdrowe!

Obładowana, raz jeszcze wyruszyła ku domowi, ku Pennyburn. Chodnikiem wzdłuż rzędów niskich domów o oknach migoczących odbitym blaskiem słońca i drzwiach otwartych na świeże ciepłe powietrze, potem przez bramę Croy i z powrotem na wzgórze. Była to droga prywatna, tylny dojazd dużego domu; Pennyburn stało nad nią w jej połowie, przylegając do niej jedną stroną, od innych stron otoczone stromymi polami. Dochodziło się schludną dróżką wśród gęstego bukowego żywopłotu. Z ulgą docierało się zawsze do zakrętu, by stwierdzić, że nie trzeba już dalej się wspinać.
Violet przełożyła z jednej ręki do drugiej nadmiernie już ciążący kosz i zaczęła robić plany na resztę dnia. Tego rana wypadała pomoc Edie, co oznaczało, że Violet może wycofać się z domu i zająć ogrodem. Ostatnio nawet dla niej było za zimno na ogród i powstały spore zaniedbania. Trawnik wyglądał na stłamszony długą zimą. Może powinna go nieco spulchnić i dać mu trochę powietrza. Potem trzeba by rozwieźć po nowej grządce róż wielką pryzmę troskliwie odżywianego kompostu. Ta perspektywa napełniła ją poczuciem radości. Nie mogła się już doczekać, kiedy zacznie pracę.
Przyspieszyła kroku. Niemal natychmiast jednakże zobaczyła przed frontowym wejściem nie znany jej samochód; wiedziała już, że ogród będzie musiał poczekać. Gość. Irytujące. Kto to przyszedł? Kto zmusza Violet do siedzenia i pogaduszek, gdy ona chce się wziąć do kopania?
Auto, małe zgrabne renault, nie zdradzało, kim jest jego właściciel. Violet weszła do domu kuchennymi drzwiami i natknęła się na Edie, która przy zlewie napełniała czajnik.

Z wysiłkiem postawiła kosz na stole.
- Kto to? - spytała samym ruchem warg, czemu towarzyszyły znaczące gesty palcem.
Edie również zniżyła głos.
- Pani Steynton. Z Corriehill.
- Jak długo tu jest?
- Dopiero chwilę. Powiedziałam jej, żeby zaczekała. Jest w salonie. Ma jakąś drobną sprawę. - Już normalnym głosem Edie powiedziała: - Robię właśnie paniom kawę. Przyniosę, jak będzie gotowa.
Bez ociągania się Violet ruszyła do swojego gościa. Verena Steynton stała przy oknie zalanego słońcem salonu, patrząc na ogród Violet. Gdy ta stanęła w drzwiach, odwróciła się.
- O, Violet. Tak mi przykro. Czuję się zakłopotana.
Powiedziałam Edie, że przyjdę kiedy indziej, ale ona twierdziła, że lada chwila wrócisz z wioski.
Była wysoką i szczupłą kobietą około czterdziestki, o niezmiennie bezbłędnej elegancji. Odróżniało ją to od innych miejscowych kobiet, w większości zapracowanych prowincjuszek, które nie miały ani czasu, ani ochoty do zbytniej troski o własny wygląd. Verena i jej mąż Angus byli nowi w tych stronach, mieszkali w Corriehill zaledwie dziesięć lat. Wcześniej Angus był maklerem w Londynie, ale po zebraniu majątku, zmęczony tym wyścigiem szczurów, kupił Corriehill, odległe o dziesięć mil od Strathcroy, przeniósł się na północ z żoną i z córką Katy i zaczął się rozglądać po okolicy za jakimś innym, w miarę możności mniej wymagającym zajęciem. W końcu przejął w Relkirk upadły interes z branży materiałów budowlanych i po paru latach przeobraził go w dochodową, kwitnącą firmę.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇