Wpadka

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

2

Jeszcze parę spraw, zanim pojedziemy dalej. Po pierwsze, moja mama miała wtedy trzydzieści dwa lata. Jest o trzy lata starsza od Davida Beckhama i o rok od Robbiego Williamsa, a o cztery młodsza od Jennifer Aniston. Zna wszystkie daty. Gdybyście chcieli, mogłaby podać o wiele dłuższą listę. Tyle że na tej liście nie ma nikogo naprawdę młodego. Nigdy nie mówi „Jestem o czternaście lat starsza od Joss Stone” ani niczego takiego. Wspomina tylko o ludziach mniej więcej w swoim wieku, którzy dobrze wyglądają. Przez jakiś czas wcale do mnie nie docierało, że jest za młoda jak na matkę piętnastolatka, ale w ciągu ostatniego roku zaczęło mi się to wydawać trochę dziwne. Przede wszystkim urosłem o jakieś dziesięć centymetrów, więc coraz więcej ludzi myśli, że to moja ciotka albo nawet siostra. A do tego... Ciężko o tym mówić. Powiem wam, co zrobię. Powtórzę swoją rozmowę z Królikiem, gościem, którego znam ze skatingu. Jest ode mnie o jakieś dwa lata starszy i też chodzi do Grind City. Od czasu do czasu spotykamy się
z deskami na przystanku albo w Misce, czyli w drugim miejscu, w którym jeździmy, kiedy nie możemy zasuwać do Grind City. Tak naprawdę nie jest to miska, tylko coś w rodzaju betonowego stawu, który miał poprawić atmosferę mieszkań za rogiem, ale nie ma już w nim wody, bo ludzie zaczęli się martwić, że dzieciaki się potopią. Według mnie powinni się raczej martwić, że dzieciaki mogą pić tę wodę, bo niektórzy sikali do niej, wracając z pubów, i w ogóle. Teraz jest tam sucho, więc kiedy chcesz gdzieś pojeździć na desce, a masz tylko pół godziny, miejsce jest idealne. We trzech jeździmy tam cały czas – ja, Królik i Śmieciu, który tak naprawdę nie umie jeździć i właśnie dlatego nazywamy go Śmieciem, ale przynajmniej gada z sensem. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o jeżdżeniu na desce, patrzcie na Królika. A jeśli macie ochotę na rozmowę, która nie będzie zupełnie odjechana, pogadajcie ze Śmieciem. W idealnym świecie istniałby ktoś z umiejętnościami Królika i mózgiem Śmiecia, ale zdajecie sobie sprawę, że nie
żyjemy w idealnym świecie.
Pewnego wieczoru jeździłem w Misce i był tam Królik, i... Jak mówiłem, Królik nie jest jakimś geniuszem, ale nieważne. Oto, co powiedział.
– Yo, Sam – powiedział.
Mówiłem, że nazywam się Sam? No, teraz już wiecie.
– Wporzo?
– Jak leci, stary?
– Git.
– Dobra. Ej, Sam. Wiesz, spytam cię o coś. Kojarzysz twoją mamę?
Widzicie, co miałem na myśli? Jest trochę tępy. Odpowiedziałem, że tak. Kojarzę swoją mamę.
– Umawia się z kimś?
– Moja mama?
– Aha.
– Po co chcesz wiedzieć, czy moja mama się z kimś umawia?
– Nie twoja sprawa – odparł. I zjarał cegłę.
Nie wierzyłem własnym uszom. Królik chciał się umówić z moją mamą! Nagle sobie wyobraziłem, że wchodzę do mieszkania i widzę tych dwoje, jak przytuleni na sofie oglądają film na DVD, i nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Może moja mama nie najlepiej wybierała facetów, ale aż tak głupia to nie była.
– Co cię tak śmieszy? – spytał Królik.
– Nie, nie, nic. Ale... jak myślisz, ile lat ma moja mama?
– Ile? Nie wiem.
– Zgadnij.
Popatrzył w przestrzeń. – Dwadzieścia trzy? Dwadzieścia cztery?
Tym razem się nie roześmiałem. Królik był takim debilem, że to przestawało być śmieszne.
– Dobra – powiedziałem. – Podpowiem ci. Ile ja mam lat?
– Ty?
Nie widział związku.
– Tak, ja.
– Nie wiem.
– Dobra. Piętnaście.
– Aha. No i co?
– No. Miała dwadzieścia lat, kiedy mnie urodziła. – Nie chciałem mówić, ile miała naprawdę. To mogło być za mało, żeby go zniechęcić.
– Aha. – Nagle do niego dotarło. – O, stary. To twoja mama. Nie zajarzyłem. Znaczy, wiedziałem, że to twoja mama, ale jakoś tego, no, nie policzyłem... Kurde. Słuchaj, nie mów jej, że pytałem, dobra?
– Czemu? Będzie jej miło.
– Tak, ale, no wiesz. Trzydzieści pięć lat. Pewnie jest lekko zdesperowana. I nie chcę mieć trzydziestopięcioletniej dziewczyny.
Wzruszyłem ramionami.
– Skoro tak uważasz.
I tak to było. Ale chyba rozumiecie, o co mi chodzi, nie? Królik nie jest jedyny. Inni moi koledzy nigdy nic nie mówią, ale uważają, że mama jest w porządku – widać to po tym, jak z nią rozmawiają. Ja tego nie dostrzegam, ale to normalne, kiedy jesteś z kimś spokrewniony, prawda? Zresztą nieważne, co ja myślę. Rzecz w tym, że mam trzydziestodwuletnią matkę, która kręci gości w moim wieku.
Druga rzecz, którą chciałem powiedzieć. Historia mojej rodziny, na ile mi wiadomo, to ciągle ta sama historia, która powtarza się raz za razem. Ktoś – moja mama, tata, dziadek – myśli sobie, że będzie się dobrze uczyć, pójdzie na studia i zarobi masę forsy. Ale zamiast tego robią coś głupiego i przez resztę życia próbują naprawić popełniony błąd. Czasami można odnieść wrażenie, że dzieci zawsze mają lepiej niż ich rodzice. No wiecie – tata był górnikiem czy kimś tam, ale syn gra w klubie Premiership, wygrywa w „Idolu” albo wymyśla Internet. Kiedy słyszysz takie historie, zaczynasz myśleć, że cały świat jest tak urządzony. Ale w naszej rodzinie wszyscy zawsze potykają się przy pierwszym schodku. Właściwie na ogół nawet nie docierają do schodów.
Nie przewiduję nagród dla tych, którzy zgadli, jaki błąd popełniła moja trzydziestodwuletnia matka. To samo dotyczy mojego trzydziestotrzyletniego ojca. Mama taty popełniła błąd, myśląc, że syn zostanie piłkarzem. Właśnie tak miał zarobić masę forsy. Zaproponowali mu grę w drużynie młodzieżowej Queens Park Rangers, jeszcze w czasach, kiedy Rangersi byli dobrzy. Olał więc szkołę, zapisał się i wytrwał tam parę lat. Mówi, że w dzisiejszych czasach każą dzieciakom zdawać egzaminy, żeby miały do czego wracać, jeśli im nie wyjdzie. Jemu nic nie kazali i w wieku osiemnastu lat nie miał żadnych umiejętności, żadnego przygotowania. Mama uważa, że mógł iść na studia, ale zamiast tego ożenił się tuż przed siedemnastymi urodzinami.
Wszyscy myśleli, że zrobię coś głupiego w związku ze skatingiem, a ja ciągle im powtarzałem, że nie ma w tym nic głupiego, co mógłbym zrobić. Tony Hawk przeszedł na zawodowstwo jako czternastolatek, ale nawet w Kalifornii przez jakiś czas nie mógł na tym nic zarobić. Jak ja miałem zostać zawodowcem w Islington? Kto miałby mi płacić? I po co? Przestali się tym więc przejmować i dla odmiany zaczęli się przejmować szkołą. Wiedziałem, ile to dla nich znaczy. Dla mnie też znaczyło wiele. Chciałem być pierwszą osobą w historii swojej rodziny, która zdobędzie jakieś kwalifikacje jeszcze w szkole. (Mama zdobyła kwalifikacje później, ale to dlatego, że zawaliła szkołę, bo urodziła mnie). To ja miałem przerwać ten ciąg. Pani Gillett spytała, czy myślałem o studiach związanych ze sztuką... To było coś. Poszedłem prosto do domu i powiedziałem mamie. Teraz żałuję, że nie zachowałem tego dla siebie.
Alicia nie chodziła do mojej szkoły. To mi się podobało. Wcześniej trzymałem z ludźmi ze swojej szkoły, a to czasami wydaje się dziecinne. Robią ci notatki i nawet jeśli nie chodzą do twojej klasy, wpadasz na nich jakieś pięćdziesiąt razy dziennie. Masz ich dosyć, zanim jeszcze dokądś razem pójdziecie. Alicia chodziła do St Mary & St Michael, a ja lubiłem słuchać o nauczycielach, których nie znałem, i uczniach, których nigdy nie spotkam. Mieliśmy o czym gadać. Szybciej się nudzisz przy kimś, kto zna każdy pryszcz na twarzy Darrena Holmesa.
Mama Alicii znała moją z rady miejskiej. Moja mama pracuje dla rady, a mama Alicii jest radną, a to mniej więcej tak, jak być premierem, tyle że nie rządzisz całym krajem. Rządzisz tylko małym kawałkiem Islington. Albo Hackney czy czegoś tam. Szczerze mówiąc, strata czasu. Nie możesz zrzucić bomb na Osamę Bin Ladena ani nic. Po prostu gadasz, co zrobić, żeby więcej nastolatków korzystało z bibliotek, i właśnie tak moja mama poznała mamę Alicii.
Tak czy owak, mama Alicii miała urodziny, wyprawiała przyjęcie i zaprosiła moją mamę. Poprosiła też, żeby mama przyprowadziła mnie. Według mojej mamy Alicia powiedziała, że chciałaby mnie poznać. Nie uwierzyłem. Kto wygaduje takie rzeczy? Ja nie. A teraz znam Alicię i wiem, że ona też nie. Chciałbym poznać TH, a Alicia chciałaby poznać Kate Moss, Kate Winslet czy jakąś tam inną znaną laskę, która nosi ładne ubrania. Ale nie opowiadasz, że chciałbyś poznać syna kogoś, kogo twoja mama zna z zebrań rady. To mama Alicii próbowała znaleźć jej jakichś przyjaciół, jeśli chcecie znać moje zdanie. A przynajmniej próbowała znaleźć przyjaciela, może nawet chłopaka, którego by aprobowała. No, ale wszystko poszło nie tak, prawda?
Nie wiem czemu poszedłem, jeśli się nad tym zastanowić. Właściwie to nie do końca prawda. Poszedłem, bo powiedziałem mamie, że nie chcę iść i nie chcę poznać żadnej dziewczyny, która jej się podoba. A ona na to:
– Wierz mi, chcesz.
I była przy tym śmiertelnie poważna, co mnie zaskoczyło.
Popatrzyłem na nią.
– Skąd wiesz?
– Bo ją poznałam.
– I myślisz, że mi się spodoba?
– Na ile mogę to ocenić, podoba się wszystkim chłopakom.
– Znaczy że to zdzira?
– Sam!
– Przepraszam. Ale tak to zabrzmiało.
– Właśnie że tego nie powiedziałam. Bardzo się pilnowałam.
Powiedziałam, że podoba się wszystkim chłopakom, a nie, że to jej się podoba każdy chłopak. Widzisz różnicę?
Mama zawsze uważa moje zachowania za seksistowskie, więc staram się uważać – nie tylko przy niej, ale przy wszystkich. Zdaje się, że w przypadku niektórych dziewczyn jest to różnica. Jeśli odpowiedniej dziewczynie powiesz coś, co nie jest seksistowskie, bardziej cię lubi. Na przykład jakiś twój kumpel zaczyna nawijać, że dziewczyny są głupie, a ty na to powiesz: „Nie wszystkie dziewczyny są głupie”, to zys kujesz w ich oczach. Oczywiście muszą to słyszeć jakieś dziewczyny. Inaczej szkoda czasu.
W każdym razie mama miała rację. Nie powiedziała, że Alicia to zdzira. Powiedziała, że niezła z niej laska, a to różnica, prawda? Nie lubię, kiedy mnie tak wkręca. Tak czy owak zaciekawiła mnie. Skoro mama opisuje kogoś jako niezłą laskę... informacja staje się w pewnym sensie oficjalna. Chyba naprawdę chciałem zobaczyć dziewczynę oficjalnie uznawaną za niezłą laskę. To jeszcze nie oznaczało, że chciałem z nią gadać. Chciałem tylko popatrzeć.
Nie chciałem mieć dziewczyny, nie myślałem o tym. Z nikim nie umawiałem się dłużej niż siedem tygodni, a mniej więcej trzy tygodnie z tych siedmiu tak naprawdę się nie liczyły, bo właściwie się nie widywaliśmy. Chciałem ją rzucić, a ona chciała rzucić mnie, więc unikaliśmy się nawzajem. Tak to było. Poza tym to tylko dwa tygodnie tu, trzy tygodnie tam. Później zrozumiałem, że trzeba się było bardziej starać, ale wydawało mi się, że jestem szczęśliwszy, jeżdżąc na desce z Królikiem, niż siedząc bez słowa w McDonald’s z kimś, kogo nie najlepiej znałem.
Mama wystroiła się na przyjęcie i wyglądała naprawdę nieźle. Miała na sobie czarną sukienkę i lekki makijaż i było widać, że się stara.
– Co o tym sądzisz? – spytała.
– Ta. W porządku.
– W porządku, czyli dobrze, czy w porządku, czyli jakoś? – Trochę lepiej niż jakoś. Ale nie od razu dobrze.
Wiedziała, że żartuję, więc tylko lekko trzepnęła mnie w ucho.
– Stosownie?
Wiedziałem, co to znaczy, ale zrobiłem taką minę, jakby powiedziała coś po japońsku, a ona westchnęła.
– To pięćdziesiąte urodziny – powiedziała. – Myślisz, że będę tam pasowała czy nie?
– Pięćdziesiąte?
– Tak.
– Ma pięćdziesiąt lat?
– Tak.
– Cholera. To ile lat ma jej córka? Trzydzieści czy jak? Po co miałbym spotykać się z trzydziestką?
– Szesnaście. Mówiłam ci. To normalne. Rodzisz dziecko w wieku trzydziestu czterech lat, co ja też powinnam była zrobić, a wtedy ono ma szesnaście lat, kiedy ty masz pięćdziesiąt.
– Czyli była starsza, niż ty jesteś teraz, kiedy urodziła tę dziewczynę.
– Alicię. Tak. I, jak mówiłam, nic w tym dziwnego. To normalne.
– Cieszę się, że nie masz pięćdziesięciu lat.
– Czemu? Jaka to dla ciebie różnica?
Miała rację. Nie sprawiało mi to większej różnicy.
– Będę miał trzydzieści trzy lata, kiedy ty będziesz miała pięćdziesiąt.
– I co?
– Będę mógł się upić. A ty nie będziesz mogła nic mi powiedzieć.
– To najlepszy argument, jaki słyszałam, za urodzeniem dziecka w wieku szesnastu lat. Właściwie to jedyny argument, jaki słyszałam.
Nie podobało mi się, kiedy tak mówiła. Zawsze czułem się tak, jakby to była moja wina. Jakbym ją namawiał, żeby się urodzić osiemnaście lat za wcześnie. Tak to jest, kiedy jesteś niechcianym dzieckiem, a ja nim byłem, powiedzmy sobie szczerze. Zawsze trzeba sobie przypominać, że to był ich pomysł, a nie twój.
Mieszkały w jednym z tych starych domów przy Highbury New Park. Nigdy wcześniej w takim nie byłem. Mama zna ludzi mieszkających w takich miejscach, poprzez swoją pracę i kółko czytelnicze, ale ja nie. Mieszkaliśmy niecały kilometr od niej, ale nigdy nie miałem powodu, by tam chodzić, dopóki jej nie poznałem. W jej domu wszystko wyglądało inaczej niż w naszym. Jej dom był duży, my mieliśmy mieszkanie. Jej dom był stary, a nasz nowy. W jej domu panował nieporządek, nasz lśnił czystością. No i wszędzie były tam książki. Nie chodzi o to, że my nie mieliśmy książek. Ale powiedzmy, że mama miała ich sto, a ja trzydzieści. A tam wyglądało na to, że przypada po tysiąc książek na głowę. Regał z książkami stał w przedpokoju, kolejne znajdowały się przy schodach. Na każdym, na samej górze, też leżały książki. No i nasze były nowe, a te tutaj – stare. Nasz dom pod każdym względem bardziej mi się podobał, chociaż żałowałem, że mamy tylko dwie sypialnie. Kiedy myślałem o przyszłości i o tym, jaki będę, widziałem dom z
wieloma pokojami. Nie wiedziałem, co z nimi zrobię, bo chciałem mieszkać sam, jak pewien skater, którego widziałem kiedyś w MTV. Miał ogromniasty dom z basenem i stołem bilardowym, i miniaturowy skatepark pod dachem z wyściełanymi ścianami, rampą vert i półrurą. Nie mieszkała tam z nim żadna dziewczyna, rodzice ani nikt. Też tak chciałem. Nie wiedziałem skąd to wezmę, ale to się nie liczyło. Miałem cel.
Mama przywitała się z Andreą, mamą Alicii, a potem Andrea zaprowadziła mnie do miejsca, gdzie siedziała jej córka. Alicia nie sprawiała wrażenia, że chce się przywitać. Leżała rozciągnięta na sofie i przeglądała jakieś czasopismo, mimo że trwało przyjęcie, a kiedy weszliśmy tam z jej mamą, zachowywała się tak, jakby najnudniejszy wieczór w jej życiu właśnie przybrał jeszcze gorszy obrót. Nie wiem, jak wy, ale kiedy rodzice bawią się ze mną w swatanie, od razu nabieram przekonania, że osoba, którą mi podsuwają, to największe dno w Wielkiej Brytanii. Nie miałoby znaczenia, czy wygląda jak Britney Spears kiedyś i uważa, że Hawk – zawód: skateboardem to najlepsza książka, jaką napisano. Skoro pomysł był mamy, mnie to nie interesowało. Cały sens przyjaźni polega na tym, że przyjaciół dobierasz sobie sam. Wystarczy, że nie możesz wybrać krewnych, ciotek, wujków, kuzynów i tak dalej. Gdyby nie pozwolono mi też wybierać przyjaciół, pewnie już nigdy bym się do nikogo nie odezwał. Wolałbym mieszkać sam na bezludnej
wyspie, o ile wyspa byłaby z betonu, a ja miałbym deskę. Bezludna wyspa uliczna, ha, ha.
No dobra. Jeśli nie chciałem z kimś rozmawiać, to było w porządku, ale ta tutaj za kogo się uważała, że tak siedziała, wydymała wargi i patrzyła w inną stronę? Pewnie nigdy nie słyszała o Tonym Hawku, ani o Green Day, ani w ogóle o niczym fajnym, więc co dawało jej do tego prawo?
Pomyślałem, że nadąsam się jeszcze bardziej. Siedziała na sofie, rozparta, z wyciągniętymi nogami, i odwracała ode mnie głowę, patrząc na stół z jedzeniem pod przeciwległą ścianą. Rozsiadłem się tak samo i gapiłem na półkę z książkami po mojej stronie. Byliśmy tak starannie upozowani, że pewnie wyglądaliśmy jak plastikowe figurki, jakie czasem można trafić w Happy Mealu.
Zgrywałem się z niej, a ona o tym wiedziała, ale zamiast jeszcze bardziej się obrazić, co było pierwszą opcją, postanowiła parsknąć śmiechem. A kiedy się śmiała, poczułem, że coś we mnie pęka. I nagle zapragnąłem, żeby ta dziewczyna za wszelką cenę mnie polubiła. Jak się pewnie domyślacie, moja mama miała rację. Dziewczyna była super. Mogłaby dostać certyfikat superowości od Rady Islington, gdyby tylko chciała, i nie musiałaby nawet prosić mamy o uruchomienie znajomości. Miała – nadal ma – ogromne zielone oczy, których spojrzenie parę razy sprawiło mi prawdziwy, fizyczny ból, gdzieś między gardłem a klatką piersiową. Ma niesamowite włosy koloru słomy, które zawsze wydają się potargane i wyglądają fajowo, jest wysoka, ale nie chuda czy płaska, jak wiele innych wysokich dziewczyn. Nie jest przy tym wyższa ode mnie. No i jeszcze ta jej skóra, zupełnie jak skóra brzoskwini... Opisywanie ludzi wychodzi mi beznadziejnie. Powiem tylko, że kiedy ją zobaczyłem, byłem zły na mamę, że nie złapała mnie za gardło i na
mnie nie nakrzyczała. No dobra, dała mi cynk. Ale powinna powiedzieć coś więcej. Coś w stylu: „Jeśli nie pójdziesz, będziesz tego żałował przez resztę życia, głupku”.
– Nie powinnaś patrzeć – powiedziałem do Alicii.
– A skąd wiesz, że śmiałam się z tego, co robiłeś?
– Albo śmiałaś się z tego, albo ci odbiło. Bo tu nie ma się z czego śmiać.
To nie była do końca prawda. Mogła się na przykład śmiać na widok swojego tańczącego taty. Było tam też mnóstwo dość zabawnych spodni i koszul.
– Może coś sobie przypomniałam – odparła.
– Na przykład?
– Nie wiem. Zdarza się mnóstwo śmiesznych sytuacji, nie?
– Więc śmiałaś się ze wszystkich naraz?
I tak przez jakiś czas gadaliśmy. Skłoniłem ją do rozmowy, a kiedy skłonię dziewczynę do rozmowy, to już po niej. Nie ma ucieczki. Ale nagle przestała mówić.
– Co się stało?
– Myślisz, że to do czegoś prowadzi, prawda?
– Skąd wiesz? – Byłem wstrząśnięty. Dokładnie tak myślałem. Roześmiała się.
– Kiedy zacząłeś ze mną rozmawiać, wszystkie twoje mięśnie były napięte. Teraz jesteś cały... – Wyciągnęła ręce i nogi, jakby odgrywała kogoś, kto leży na sofie i ogląda telewizję.
– No, ale nie udało ci się. Jeszcze nie. I może nigdy się nie uda.
– Dobra – powiedziałem. – Dzięki. – Czułem się, jakbym miał trzy lata.
– Nie to miałam na myśli – odparła. – Chodziło mi o to, że wiesz, musisz się starać.
– Może nie chcę się starać.
– Wiem, że to nieprawda.
Odwróciłem się, żeby na nią spojrzeć, zobaczyć, na ile poważnie to mówi, i stwierdziłem, że trochę żartuje, więc mogłem jej wybaczyć. Wydawała się ode mnie starsza, pewnie dlatego – jak uznałem – że spędzała mnóstwo czasu w towarzystwie chłopaków, którzy zakochiwali się w niej po dwóch sekundach.
– Gdzie wolałbyś teraz być? – spytała.
Nie byłem pewien co odpowiedzieć. Znałem odpowiedź. A brzmiała następująco: „Nie chciałbym być nigdzie indziej”. Ale gdybym jej to powiedział, byłoby po mnie.
– Nie wiem. Chyba wolałbym jeździć na desce.
– Jeździsz na desce?
– Tak. Na deskorolce. – Wiem, że miałem więcej nie używać tego słowa, ale czasami muszę. Nie każdy jest taki fajny, jak ja.
– Wiem, co to jest deska, dzięki.
Zdobywała zbyt wiele punktów. Wkrótce nie mogłem już ich zsumować bez kalkulatora. Nie chciałem jednak gadać o skatingu, dopóki nie wiedziałem, co o nim myśli.
– A ty? Gdzie wolałabyś być?
Zawahała się, jakby krępowało ją to, co chciała powiedzieć. – Właściwie chciałabym być tutaj, na tej sofie.
Już drugi raz miałem wrażenie, że wie, co myślę, tyle że tym razem było jeszcze lepiej. Odgadła odpowiedź, której sam chciałem udzielić, i przedstawiła ją jako własną. Jej wynik punktowy był już liczony w miliardach.
– Tutaj. Ale żeby w pokoju nie było nikogo więcej.
– Och. – Poczułem, że zaczynam się czerwienić, i nie wiedziałem co powiedzieć.
Popatrzyła na mnie i parsknęła śmiechem.
– Nikogo więcej – powtórzyła. – To dotyczy też ciebie.
Zabrać jej te miliardy. Tak, widziała, co myślę. Ale postanowiła użyć swoich supermocy na rzecz zła, a nie dobra.
– Przepraszam, jeśli to niegrzecznie zabrzmiało. Ale nie cierpię, kiedy moi rodzice urządzają przyjęcia. Wolałabym samotnie pooglądać telewizję. Nudna jestem, nie?
– Nie. Pewnie, że nie.
Niektórzy powiedzieliby, że jest. Mogła w tamtej chwili wybrać dowolne miejsce na świecie, a chciała siedzieć we własnym domu i oglądać „Idola” bez niczyjego towarzystwa. Ale ci ludzie nie zrozumieliby, czemu powiedziała to, co powiedziała. Chciała mnie nakręcić. Wiedziała, że przez chwilę pomyślę, że powie coś romantycznego. Wiedziała, że będę liczył na „Tutaj, ale żeby w pokoju nie było nikogo więcej oprócz ciebie”. I opuściła dwa ostatnie słowa, żeby mi przywalić. Pomyślałem, że jest bardzo sprytna. Okrutna, ale sprytna.
– Czyli nie masz żadnych braci ani sióstr?
– A co to ma do rzeczy?
– Bo gdyby twoi rodzice nie urządzali przyjęcia, mogłabyś zostać sama w pokoju.
– A. Tak, racja. Mam brata. Ma dziewiętnaście lat. Jest w koledżu.
– Co studiuje?
– Muzykę.
– Jaką muzykę lubisz?
– Rewelacja.
Przez chwilę myślałem, że chodzi jej o muzykę, ale potem zrozumiałem, że nabija się z moich usiłowań podtrzymania rozmowy. Zaczynała działać mi na nerwy. Mogliśmy albo gadać, albo nie. A jeśli tak, pytanie o ulubioną muzę wydawało mi się w porządku. Może nie było szczególnie oryginalne, ale potraktowała to tak, jakbym poprosił, żeby się rozebrała.
Wstałem.
– Dokąd to?
– Zdaje się, że marnuję twój czas, przepraszam.
– Jesteś okej. Usiądź.
– Możesz udawać, że nie ma tu nikogo więcej, jeśli chcesz. Możesz siedzieć sobie sama i myśleć.
– A ty co będziesz robił? Z kim porozmawiasz?
– Z moją mamą.
– Aaach. Uroczo.
Wkurzyłem się.
– Słuchaj. Jesteś śliczna. Problem w tym, że o tym wiesz. I uważasz, że z tego powodu możesz traktować ludzi jak śmieci. Przykro mi, ale nie jestem aż w takiej desperacji. I tak ją zostawiłem. Była to jedna z moich najlepszych akcji: wszystkie słowa wypadły jak trzeba, mówiłem poważnie i byłem zadowolony, że to powiedziałem. Nie robiłem też tego dla szpanu. Naprawdę miałem jej dosyć, przez jakieś dwadzieścia sekund. Po ich upływie uspokoiłem się i próbowałem wykombinować jak wznowić rozmowę. Miałem nadzieję, że przerodzi się ona w coś innego – pocałunek, a potem małżeństwo, jak już parę tygodni ze sobą pochodzimy. Ale miałem dosyć tego, jak się przez nią czułem. Byłem zbyt nerwowy, za bardzo uważałem, żeby nie popełnić błędu, i przez to zachowywałem się żałośnie. Jeśli mieliśmy jeszcze rozmawiać, to tylko dlatego, że tego chciała. Mama gadała z jakimś gościem i niezbyt się ucieszyła na mój widok. Miałem wrażenie, że jeszcze nie poruszyła tematu mnie, jeśli wiecie, co mam na myśli. Wiem, że mnie kocha, ale co
jakiś czas, w takich właśnie sytuacjach, dla wygody zapomina wspomnieć, że ma piętnastoletniego syna.
– To mój syn, Sam – powiedziała. Ale wiedziałem, że wolałaby mnie przedstawić jako swojego brata. Albo tatę. – Sam, to jest Ollie.
– Ollie – powtórzyłem i roześmiałem się. Chyba się zdenerwował, a mama mocno się wkurzyła, więc spróbowałem wytłumaczyć. – Ollie – powiedziałem jeszcze raz, jakby mogli to załapać, a nie mogli. – No wiesz – zwróciłem się do mamy.
– Nie – odparła.
– Jak trik na desce. – Bo istnieje trik, który się nazywa ollie.
– To takie śmieszne? Naprawdę?
– Ta – stwierdziłem. Ale nie byłem już taki pewien. Ciągle miałem lekki mętlik w głowie po rozmowie z Alicią i nie byłem w najlepszej formie.
– Na imię ma Olivier – powiedziała. – Tak przynajmniej sądzę. – Zerknęła na niego, a on skinął głową. – Słyszałeś kiedyś imię Olivier?
– Tak, ale...
– Dla skrótu Ollie.
– Tak, wiem, ale...
– A gdyby się nazywał Mark?
– To nic śmiesznego.
– Nie? Ale wiesz... Mark! Jak marka dżinsów! Ha, ha, ha! – powiedziała mama.
Nigdy nie chodź z matką na przyjęcie.
– Marka dżinsów! – powtórzyła.
W tym momencie podeszła do nas Alicia i spojrzała na moją mamę tak, jakby chciała powiedzieć: „Jeszcze raz powiesz »marka dżinsów« i Ollie usłyszy parę rzeczy, o których lepiej, żeby nie wiedział”. Zdaje się, że zrozumiała.
– Nie idziesz, co? – spytała Alicia.
– Nie wiem.
Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła z powrotem na sofę. – Usiądź. Miałeś rację, że sobie poszedłeś. Nie wiem, czemu taka byłam
– Właśnie że wiesz.
– No to czemu?
– Bo ludzie ci na to pozwalają.
– Możemy zacząć jeszcze raz?
– Jeśli chcesz – odparłem.
Nie byłem pewien, czy potrafi. Wiecie, że nie można robić min, bo jeśli wiatr się zmieni, może wam tak zostać? Zastanawiałem się, czy wiatr się zmienił, i czy już zawsze będzie nadąsana i zarozumiała.
– Dobra – powiedziała. – Lubię hip-hop, chociaż nie jakoś bardzo. Beastie Boys i Kanya Westa. Trochę hip-hop, trochę R&B. Justina Timberlake’a. Znasz REM? Mój tata bardzo ich lubi i zaczęłam ich słuchać. I gram na fortepianie, więc czasem słucham klasyki. Już. Nie zabiło mnie to, co nie?
Roześmiałem się. I to było to. Chwila, w której przestała traktować mnie jak wroga. Nagle stałem się przyjacielem. A nie zrobiłem nic, żeby zmienić sytuację, poza tym, że odszedłem.
Lepiej się czułem jako przyjaciel niż jako wróg, oczywiście że tak. W końcu cały czas miałem w perspektywie przyjęcie, które musiałem przetrwać, i teraz mogłem z kimś pogadać. Nie zamierzałem stać i słuchać, jak mama śmieje się jak norka z kiepskich dowcipów Olliego, więc musiałem spędzić ten czas z Alicią. Na krótką metę cieszyłem się więc, że zostaliśmy przyjaciółmi. Na dłuższą metę – nie byłem taki pewien. Nie chodzi mi o to, że Alicia byłaby złą przyjaciółką. Byłaby fantastyczną przyjaciółką. Była zabawna, a ja nie znałem zbyt wielu ludzi takich jak ona. Ale na tym etapie wiedziałem, że nie chcę być dla niej przyjacielem, jeśli wiecie, co mam na myśli, a martwiłem się, że przy takim jej nastawieniu nie mam szans na nic innego. Wiem, że to nie w porządku. Mama zawsze mi mówi, że przyjaźń musi przyjść pierwsza, przed całą resztą. Ale zdawało mi się, że zaraz po moim przyjściu na przyjęcie patrzyła na mnie jak na swojego potencjalnego chłopaka, i dlatego była taka najeżona. Nie wiedziałem więc, czy schowała
kolce z jakiegoś powodu? Bo niektóre dziewczyny takie są. Czasami wiesz, że masz szansę, jeśli dziewczyna chce się z tobą kłócić. Gdyby świat nie był taki pokręcony, inaczej by to wyglądało. Gdyby świat był normalny, miłe zachowanie dziewczyny stanowiłoby dobry znak, ale w prawdziwym świecie tak to nie działa.
Jak się potem okazało, miłe zachowanie Alicii stanowiło dobry znak, więc może świat nie jest aż tak pokręcony jak myślałem. A zrozumiałem, że to dobry znak, niemal od razu, bo zaczęła mówić o rzeczach, które moglibyśmy robić. Powiedziała, że chce iść do Grind City i popatrzeć, jak jeżdżę na desce, a potem spytała, czy chcę obejrzeć z nią film. Zacząłem czuć łaskotanie w brzuchu. Brzmiało to dla mnie tak, jakby już postanowiła, że zaczniemy się spotykać, ale w życiu nic nie jest takie proste, prawda? Poza tym, dlaczego nie miała chłopaka? Mogłaby wybrać sobie każdego, którego by tylko chciała, moim zdaniem. Właściwie może tak właśnie jest.
Kiedy więc wspomniała o tym ewentualnym wyjściu do kina, próbowałem pokazać, wiecie, obojętność, żeby tylko sprawdzić jej reakcję.
– Zobaczę, co mam w planach – powiedziałem.
– Co to znaczy?
– No wiesz. Czasami wieczorem muszę odrabiać lekcje. A w weekendy zwykle sporo jeżdżę na desce.
– Jak sobie chcesz.
– Tak czy siak, mam szukać kogoś, kto przyjdzie ze mną? Popatrzyła na mnie tak, jakbym był stuknięty albo głupi.
– O co ci chodzi?
– Nie chcę iść do kina z tobą i twoim chłopakiem – odparłem. Czaicie mój chytry plan? W ten sposób chciałem wybadać, co jest grane.
– Gdybym miała chłopaka, nie poprosiłabym ciebie, nie? Gdybym miała chłopaka, nie siedziałbyś tutaj. Ja pewnie też nie.
– Myślałem, że masz chłopaka.
– A skąd ci to przyszło do głowy?
– Nie wiem. A dlaczego nie masz?
– Zerwaliśmy.
– A. Kiedy?
– We wtorek. Mam złamane serce. Jak widać.
– Długo się spotykaliście?
– Dwa miesiące. Ale on chciał seksu, a ja nie byłam gotowa na seks.
– Jasne.
Popatrzyłem na swoje buty. Pięć minut temu nie chciała mi powiedzieć, jakiej muzyki słucha, a teraz opowiadała o swoim życiu seksualnym.
– Może zmieni zdanie – powiedziałem. – W kwestii seksu, znaczy się.
– A może ja zmienię – odparła.
– No tak.
Czy mówiła o zmianie zdania w kwestii gotowości na seks? Innymi słowy – mówiła, że mogłaby uprawiać seks ze mną? Czy też chodziło jej o to, że mogłaby zmienić zdanie co do seksu z tamtym? A jeśli tak właśnie było, na czym właściwie stałem? Czy mogło być tak, że zacznie umawiać się ze mną, ale w każdej chwili może postanowić, że już pora odejść i przespać się z tamtym? Te informacje wydawały mi się istotne, ale nie byłem pewien, jak je zdobyć.
– Hej – powiedziała. – Chcesz iść na górę, do mojego pokoju? Pooglądać telewizję? Albo posłuchać muzyki? Wstała i pociągnęła mnie na nogi. Co to znów miało znaczyć? Czyżby już zmieniła zdanie w kwestii seksu? Po to szliśmy na górę? Miałem przestać być prawiczkiem? Czułem się tak, jakbym oglądał jakiś film, którego nie rozumiałem. Kilka razy byłem już blisko seksu, ale pękałem. Kiedy masz piętnaście lat, seks to poważna sprawa, jeśli masz trzydziestojednoletnią mamę. A ta dziewczyna, z którą się spotykałem, Jenny, ciągle mówiła, że wszystko będzie dobrze, ale ja nie wiedziałem o co jej chodzi, słowo, i nie wiedziałem, czy to nie jedna z tych dziewczyn, które naprawdę chcą mieć dziecko, z powodów, których nigdy nie zrozumiem. W mojej szkole było parę młodych mam i zachowywały się, jakby dziecko było iPodem, nowym fonem czy czymś takim, gadżetem, którym chciały zaszpanować. Istnieje wiele różnic między dzieckiem a iPodem. A podstawowa jest taka, że za dziecko nikt ci nie przyłoży. Nie musisz chować dziecka w
kieszeni, kiedy późnym wieczorem wracasz autobusem. A jeśli się nad tym zastanowić, o czymś to świadczy, bo można obskoczyć w zęby za wszystko, co warto mieć. To znaczy, że dziecka mieć nie warto. Tak czy siak, nie chciałem się przespać z Jenny, a ona powiedziała o tym paru koleżankom; przez jakiś czas ludzie wołali za mną na korytarzu i takie tam. A następny chłopak, który zaczął się z nią umawiać... Nie chcę wam powtarzać, co powiedział. Było to głupie, obrzydliwe i postawiło mnie w złym świetle, tyle wam wystarczy. Po tym wszystkim zacząłem traktować skating znacznie poważniej. Pozwalał mi spędzać znacznie więcej czasu w samotności.
Gdy szliśmy po schodach do jej pokoju, fantazjowałem, że Alicia zamknie drzwi, popatrzy na mnie i zacznie się rozbierać. Mówiąc szczerze, nie wiedziałem, jak bym się wtedy poczuł. To znaczy, miało to oczywiście swoje plusy. Ale z drugiej strony mogła oczekiwać, że będę wiedział co robić, a nie wiedziałem. A na dole była moja mama i skąd mogłem mieć pewność, że lada chwila nie zacznie mnie szukać? Byli tam też mama i tata Alicii, a w dodatku miałem poczucie, że jeśli dziewczyna chce seksu, to ma to więcej wspólnego z tym chłopakiem, którego rzuciła, niż ze mną.
Niepotrzebnie się niepokoiłem. Poszliśmy do jej pokoju, zamknęła drzwi, a potem sobie przypomniała, że obejrzała do połowy film „Czterdziestoletni prawiczek”, więc obejrzeliśmy go do końca. Siedziałem w starym fotelu, a ona na podłodze przy moich nogach. Po chwili oparła się o mnie, tak że plecami uciskała moje kolana. Później mi się to przypomniało. Przypominało to masaż. A potem, kiedy film się skończył, zeszliśmy na dół. Mama właśnie zaczęła mnie szukać i poszliśmy do domu.
Ale kiedy szliśmy ulicą, Alicia boso pobiegła za nami i dała mi czarno-białą pocztówkę z całującą się parą. Wpatrywałem się w to zdjęcie i musiałem wyglądać trochę tępo, bo przewróciła oczami.
– Odwróć.
Z tyłu był numer jej komórki.
– Jutro do kina.
– A – powiedziałem. – Racja.
Kiedy poszła, mama uniosła brwi tak, że wyżej się nie dało, i powiedziała:
– Więc jutro idziecie do kina.
– Tak – odparłem. – Na to wygląda. Roześmiała się.
– Miałam rację? No, miałam?
– Miałaś – przyznałem.
Tony Hawk przestał być prawiczkiem w wieku szesnastu lat. Jeździł na desce w zawodach pod nazwą Król Jazdy w miejscu zwanym Trashmore w Virginia Beach. Pisze w swojej książce, że trwało to tyle, co pół przejazdu na rampie vert. Taki przejazd trwa czterdzieści pięć sekund. Czyli trwało to dwadzieścia dwie i pół sekundy. Nigdy nie zapomniałem tych liczb.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯