W rękach wroga

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

WSTĘP

Uważam, że to błąd. I to poważny. - W błękitnych oczach Cordelii Ransom płonął ogień, ale głos, którym urzekała skandujące tłumy, był zimny i rzeczowy.
Co potwierdzało, że tym razem podchodziła do sprawy naprawdę emocjonalnie.
- Ja tak nie uważam, inaczej nie sugerowałbym tego - odparł równie spokojnie, choć z żelaznym uporem Rob Pierre, patrząc jej prosto w oczy.

Niełatwo było mu ten spokój zachować i pozostała mu jedynie nadzieja, że ona tego nie zauważy.
Oficjalnie był najpotężniejszym człowiekiem w Ludowej Republice Haven, twórcą i przewodniczącym Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego - jego słowo było prawem i miał absolutną władzę nad wszystkimi obywatelami Ludowej Republiki. Ale nawet jego władza podlegała ograniczeniom: jedno z nich zmusiło go do wystąpienia z tą właśnie propozycją. To, że dla kogoś spoza Komitetu te ograniczenia były prawie niezauważalne, nie zmieniało w niczym przykrego faktu, iż były realne.

Komitet był rewolucyjnym rządem, który sięgnął po władzę w Republice przy użyciu brutalnej siły. O tym wiedzieli wszyscy, podobnie jak i o tym, że nie aż tak wielki zakres władzy miał w teorii posiadać. Przynajmniej wtedy, gdy Ludowe Kworum głosowało za jego utworzeniem i mianowaniem Pierre'a przewodniczącym. W teorii miał to być rząd, którego celem było przywrócenie wewnętrznej stabilizacji tak szybko, jak tylko było to możliwe.

W praktyce okazał się wieloosobową dyktaturą gotową przeprowadzić rewolucję przy użyciu wszelkich środków, od przekupstwa zaczynając, a na terrorze kończąc. I na tym właśnie polegał główny problem - ponieważ użył siły, tak by dojść do władzy, jak i utrzymać się przy niej, gdy już rozszerzył ją poza mandat nadany przez Kworum, pozbawił się równocześnie prawnych podstaw władzy i autorytetu.

Nie oznaczało to, że ich nie posiadał, tylko że nie miały one legalnych podstaw. A logiczną konsekwencją tego było to, iż rząd powstały w wyniku użycia przemocy można w ten sam sposób obalić znacznie łatwiej, gdyż nie wymaga to już pokonania żadnej psychicznej bariery. Rząd taki nie mógł też odwołać się ani do prawa, ani do zwyczajów, gdyż złamał jedno i drugie, aby dojść do władzy. A mało kto wcześniej zdawał sobie sprawę, jak destabilizujący wpływ na społeczeństwo miało przekreślenie społecznej umowy (nawet jeśli była ona zła i nikt na nią nie zwracał specjalnej uwagi), jaką stanowiła legalna forma przejęcia władzy od poprzedników.

Sam Pierre nie doceniał tych konsekwencji, decydując się na rewolucję. Wiedział, że musi nastąpić okres niepokojów i destabilizacji, lecz sądził, że gdy Komitet da sobie radę z początkowymi problemami, sam upływ czasu wystarczy, by jego władza stała się legalna w oczach rządzonych. Bo tak to powinno wyglądać, tym bardziej że mieli przynajmniej takie samo prawo do sprawowania władzy jak ich poprzednicy, których zniszczyli.

A on stał się rewolucjonistą dlatego właśnie, że szczerze wierzył w możliwość wprowadzenia reform, w co dawno przestał już wierzyć którykolwiek z członków tamtego gabinetu.

Okazało się jednak, że biorąc władzę siłą, stworzył niebezpieczny precedens, i użycie siły stało się w świadomości obywateli i konkurencji legalnym sposobem przejęcia rządów.

Wszystko to oznaczało, że pozornie wszechmocny Komitet Bezpieczeństwa Publicznego w rzeczywistości był znacznie delikatniejszą konstrukcją utrzymującą się przy władzy głównie dzięki zachowywaniu pozorów jednomyślności i zaufania do Dolistów, których zmobilizował.

Wszyscy jego członkowie zdawali sobie sprawę, że przez cały czas rozmaite grupy knują i organizują własne rewolucje, by im tę władzę odebrać. Nie wiadomo było tylko dokładnie, ile ich w danym momencie jest i jak daleko posunięte są przygotowania. To znaczy wszystkie, bo o większości wiedział Urząd Bezpieczeństwa. Długoletnie rządy Legislatorów spowodowały powstanie rozmaitych mniej lub bardziej fanatycznych czy zwariowanych grup przeciwników, a terror zastosowany wobec "wrogów Ludu" przez Komitet gwarantował powstanie nowych, znacznie bezwzględniejszych odłamów. A potencjalnych i zagorzałych wrogów stworzył w ten sposób naprawdę wielu. To spośród nich rekrutowali się szeregowi członkowie rozmaitych ruchów.

Na szczęście większość tych ruchów tworzyli czystej wody lunatycy, jak na przykład zwolennicy Charlesa Froidana zwani Zerowcami, domagający się wycofania z użycia wszelkich rodzajów pieniędzy. Byli tak radośnie nieodpowiedzialni, że nie potrafili zorganizować porządnej popijawy na większą skalę, o zamachu stanu nie wspominając. Inni, jak na przykład Parnasjanie, okazali się niezłymi konspiratorami, ale nie mieli dość cierpliwości i zbyt pospiesznym działaniem doprowadzili do powstania zbyt wielu frakcji we własnym gronie.

Doskonale wykorzystał to Urząd Bezpieczeństwa, wygrywając je przeciwko sobie, aby wpierw osłabić, a potem zniszczyć cały ruch. Wydanie tej ostatniej decyzji przyszło Pierre'owi z dużym trudem, gdyż sympatyzował z ich głównym założeniem. Domagali się mianowicie wybicia wszystkich urzędasów, argumentując prosto, iż sam wybór takiego zawodu był najlepszym dowodem zdrady Ludu.

Po zetknięciu się z pozostawioną przez Legislatorów niewiarygodnie przerośniętą biurokracją pracującą z szybkością żółwia anemika Pierre też miał podobne ciągoty, ale w końcu z niechęcią musiał przyznać, że biurokracja jest niezbędna, przynajmniej chwilowo, do dalszego funkcjonowania Ludowej Republiki.

Jeszcze inne ruchy, jak na przykład Lewelerzy LeBoeufa, mogły mieć idiotyczne programy, ale okazało się, że są zdolne do doskonałego zorganizowania i przeprowadzenia zamachu. I jeszcze do utrzymania przygotowań w takiej tajemnicy, że gdyby nie jeden czynnik, którego nie wzięli pod uwagę, bo wziąć nie mogli, zamach powiódłby się całkowicie.

Przy pomysłach Lewelerów na to, jak powinno wyglądać społeczeństwo, anarchia wydawała się wzorem porządku, ale byli na tyle zorganizowani, by wyprowadzić na ulice ponad milion ludzi. I spowodować śmierć paru milionów w ciągu niepełnego dnia zaciętych walk ulicznych w stolicy. Zadziwiające, ile ofiar w trzydziestosześciomilionowym mieście mogło spowodować parę taktycznych ładunków nukleamych i jedna salwa rakiet bez głowic bojowych odpalona z jednego tylko okrętu...

Prawdę mówiąc, ofiary i tak były mniejsze, niż mogłyby być, a przynajmniej ze znanego kierownictwa Lewelerów nie przeżył nikt. Naturalnie poza tymi, którzy znajdowali się w Komitecie, gdyż by osiągnąć to, co osiągnęli, Lewelerzy musieli mieć w jego składzie przynajmniej dwóch swoich agentów. Jak na razie jednak nie udało się ich znaleźć.

W tych warunkach trudno się było dziwić, że tempo reform znacznie spadło z uwagi na rosnące poczucie braku bezpieczeństwa. Niedobrze było już wtedy, gdy to uczucie było czystą paranoją nie popartą żadnym realnym zagrożeniem, ale teraz Pierre miał dowód, że wrogowie wewnętrzni byli naprawdę groźni. Dlatego bardziej niż kiedykolwiek potrzebował wszystkiego, co mogło choć trochę ustabilizować i wzmocnić jego pozycję i pozycję Komitetu.

W połączeniu z równie desperacką koniecznością wygrania wojny rozpoczętej przez poprzednie władze doprowadziło to Pierre'a do przedstawienia najbliższym współpracownikom tej propozycji. Teraz spojrzał pytająco na Saint-Justa.

Dla postronnego obserwatora Oscar Saint-Just był bez cienia wątpliwości drugim pod względem posiadanej władzy członkiem triumwiratu rządzącego Komitetem, a więc i całą Ludową Republiką. Niektórzy mogli nawet uznać, że posiada on więcej władzy, przynajmniej na taktycznym szczeblu, niż sam Pierre. A to dlatego, że kierował Urzędem Bezpieczeństwa. W tym przypadku jednak, podobnie jak w kwestii całego Komitetu, pozory były mylące. Jego władza jako głównego kata była bardziej oczywista, ale bynajmniej nie większa niż kierującej propagandą Cordelii Ransom.

Pierre ufał mu z dwóch powodów. Po pierwsze, Oscar wiedział, że jako główny oprawca i klawisz Ludowej Republiki nie mógłby utrzymać się przy władzy, nawet gdyby udało mu się ją zdobyć. Był obiektem strachu, nienawiści i pogardy zbyt wielu ludzi, by mogło mu się to udać.

Po drugie, autentycznie nie miał ochoty zostać przywódcą. Pierre dał mu na to wystarczająco wiele okazji - Żadna nie została wykorzystana, gdyż Saint-Just dokładnie znał własne możliwości i ograniczenia.

W przeciwieństwie do Cordelii, i to był główny powód, dla którego ona nie mogła zająć jego stanowiska. Była bowiem zbyt nieprzewidywalna, co znaczyło w tych warunkach zbyt niepewna, by Pierre mógł zaryzykować. Poza tym podczas gdy on próbował stworzyć coś na szczątkach starego porządku, ona częstokroć była bardziej zainteresowana wykorzystywaniem władzy dla własnych zachcianek, a te sprowadzały się głównie do niszczenia.

Najskuteczniejsza okazała się w mobilizowaniu motłochu do realizacji innych niż zniszczenie Komitetu celów i w tej kwestii potrafiła zdziałać prawdziwe cuda. Dlatego była tak cenna. A ponieważ propaganda publiczna kształtowała opinie, musiała mieć w pierwszej kolejności dostęp do informacji, co dawało Ransom nie rzucającą się w oczy, ale jak najbardziej realną władzę. Poza tym karierę w rewolucyjnych władzach zaczynała w bezpiece, kierując lotnymi plutonami egzekucyjnymi, i pozostały jej liczne, starannie kultywowane kontakty z byłymi współpracownikami.

To, że oboje z Oscarem byli opętani ideą rewolucyjnych przemian, choć z zupełnie innych powodów, pozwalało Pierre'owi wygrywać ich wzajem przeciw sobie, dzięki czemu utrzymywał w równowadze zakres posiadanej przez każde władzy i umacniał własne stanowisko, wykorzystując poparcie któregoś z nich.
- Rozumiem opory Cordelii, Rob - odezwał się Saint-Just po chwili milczenia i odchylił oparcie fotela, odsuwając się w ten sposób od kryształowego blatu stołu konferencyjnego, przy którym siedzieli.

Złączył dłonie na piersiach, przez co wyglądał jeszcze bardziej niż zwykle na niegroźnego wujka, i dodał po chwili:
- Spędziliśmy ponad pięć lat standardowych na przekonywaniu wszystkich, że to flota zorganizowała zamach na Harrisa. W tym czasie usunęliśmy wszystkich starszych rangą oficerów powiązanych ze starym reżimem i umieściliśmy na większości okrętów moich komisarzy, co nie zjednało nam przychylności ich następców.

Poza tym w tym gronie możemy uczciwie przyznać, że danie naszym politycznym szpiegom prawa weta w stosunku do rozkazów wydawanych przez tychże oficerów w znacznej części przyczyniło się do serii klęsk, jakie poniosła nasza flota. Jeżeli policzymy do tego, ilu oficerów zabiliśmy lub zamknęliśmy za owe klęski albo "by dodać pozostałym animuszu", oczywiste jest, że perspektywa zdjęcia buta z ich karku, że się tak wyrażę, może napawać obawą...

I to nawet biorąc pod uwagę fakt, że osiągnęliśmy granicę skuteczności terroru, jak i to, że to właśnie flota uratowała nas przed maniakami LaBoeufa. Co do tej ostatniej kwestii, to nie oszukujmy się: McQueen postąpiła tak wyłącznie dlatego, że w porównaniu z nimi każda władza jest lepsza. Częścią programu Lewelerów jest przecież rozstrzelanie każdego oficera wyższego rangą niż major czy komandor porucznik pod zarzutem "zorganizowania militarno-przemysłowego spisku mającego na celu przegrywanie wojny". Nie ma natomiast żadnej gwarancji, że flota poparłaby nas, gdyby zagrożenie stanowiła mniej energiczna grupa.

To, co mówił, brzmiało spokojnie i rozsądnie, ale sądząc po wyrazie oczu Cordelii, zdawała sobie sprawę, że jest to wstęp do sprzeciwu wobec jej własnego stanowiska. Pierre także w ten sposób to odebrał, dlatego spytał:
- Ale w porównaniu z innymi możliwościami, jakie mamy...?
Saint-Just wzruszył ramionami.
- Porównując to z innymi możliwościami, nie bardzo mamy wybór. Królewska Marynarka spuszcza naszym admirałom lanie za laniem, a my ciągle obwiniamy właśnie ich o klęski. W tej chwili to już nie tylko zła strategia, ale nawet zła propaganda i sama musisz to przyznać - spojrzał na Cordelię spokojnie. - Twoim ludziom jest coraz trudniej zachęcać masy do wspierania "naszych dzielnych obrońców", skoro równocześnie zabijamy "w nagrodę" prawie tylu naszych oficerów co przeciwnik.

- Fakt, że trudniej, ale to i tak mniej ryzykowne niż pozwolić wojskowym znów poczuć się ważnymi - zripostowała, patrząc wymownie na Pierre'a. - Jeżeli dokooptujemy do Komitetu jakiegoś wojskowego, to jak uniemożliwimy mu dowiedzenie się czegoś, co chcemy ukryć przed wojskiem? Jak, dajmy na to, kto naprawdę zabił Harrisa i jego rząd?

- Na to akurat są niewielkie szanse - odparł Saint-Just. - Dowodów na nasz udział nie było nigdy, a przy życiu nie pozostał nikt poza kilkoma bezpośrednimi wykonawcami, więc nikt nie zdoła podważyć naszej oficjalnej wersji. Ci, którzy żyją, gdyby zaczęli mówić, jedynie pogrążyliby siebie, a nas i tak nie zdołaliby przekonująco wplątać. Poza tym dopilnowałem, żeby w archiwach UB były wyłącznie informacje potwierdzające oficjalną wersję. Każdy, kto spróbuje kwestionować takie "bezstronne dowody", będzie naturalnie kontrrewolucjonistą, wrogiem ludu, reakcjonistą i tak dalej.

- "Niewielkie szanse" to nie to samo co "niemożliwe" - prychnęła Ransom ostrzej niż zwykle.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇