Uwaga - orgazm!
Mieliśmy w laboratorium laborantkę-kapuśniaczkę. Donosiła, bo to była siostrzenica personalnego i kombinowała, że po jakimś czasie załapie się do nauki. A co w tym celu musi w naszej epoce robić człowiek tępy, oprócz, rozumie się, kablowania? Znaleźć, koleś, musi jakąś prawidłowość. Bez tego to choćbyś na ojcamatkę doniósł, etat w instytucie tak zobaczysz, jak własny mózg. Cisza jest! To kiedyś mówiło się ,,jak własne uszy". Teraz udowodnili, że uszy można zobaczyć w lustrze. A spróbuj mózg zobaczyć. Tylko nie wstawaj z sofy. Nie pchaj się do lustra, baranie! Ale jak znaleźć prawidłowość w jakiejś rzeczy? W toku sprawy zrozumiesz! Tamta panna, laborantka i kablownica, nazywała się Poleńka. Cielątko płaskodupne. Podchodzi raz do mnie i mówi: - Mikołaju Mikołajewiczu, zauważyłam, że niektóre książki wpływają dodatnio na pańską erekcję, inne zaś - źle i odsuwają moment orgazmu niekiedy na piętnaście do dwudziestu minut od rozpoczęcia masturbacji. Nie pomógłby mi pan w przeprowadzeniu badań, mających wykryć
prawidłowość w tym zjawisku? Jaka jest moja hipoteza? A co mają ludzie na myśli, kiedy mówią o przeczytanej książce, że jest ciekawa, czy też nieciekawa? Nieświadomie konstatują obecność elementu pobudzenia wyższej działalności nerwowej, albo też zahamowania w przypadku braku ciekawości. Prawda? Porzućmy zatem nieuporządkowaną lekturę, żeby wszystko odbyło się zgodnie z Pawłowem. Mogę panu dopłacać za uczestnictwo w eksperymencie. Zrobiłam spis literatury. No jak? - Może być - mówię. - Polubiłem czytanie książek, ale gówna między nimi jest pełno. Pewno, że hamują. - Ma pan, Mikołaju Mikołajewiczu, członek okropnie wrażliwy na fenomen estetyki. Z takim spotykam się po raz pierwszy. - A dużoś ty ich w ogóle spotkała? - podśmiechuję się. - Tylko umówmy się, że nie dyskutujemy na tematy, które nie mają związku z eksperymentem - obraziła się Poleńka. - Dobra. Od czego zaczynamy? - Bardzo podobają mi się książki J. Germana o czekistach. Lubię je od dziecka. To wzruszające książki. Na przykład powieść o Feliksie
Dzierżyńskim. Przymocuję czujnik do członka. Termiczny i kinetyczny. Pańskie zadanie to czytać i oczekiwać na reakcję. - Czujniki mi przeszkadzają - mówię. - Bez czujników nie można. Graficzny zapis wszystkich wyników jest dla mnie niezbędny. - Dobra. Dawaj tu swojego Germana z czekistami. Tę rozmówkę, koleś, tośmy mieli przed jednym odpowiedzialnym eksperymentem. Do Kimzy przyszło rozporządzenie, poprzez dyrektora instytutu i komitet partyjny, z samego KC, prawie że od Susłowa. Unasiennić za wszelką cenę żonę szwedzkiego socjalnodemokratycznego politykiera, czy też miliardera amerykańskiego - wielkiego przyjaciela Związku Radzieckiego. Nie pamiętam. Kimza mi to wyjaśniał. KC wyniuchało nasze zrehabilitowane przez Nikitę badania i wymyśliło, że się przy nich pożywi. Potrzebne są dewizy. Skąd je brać na tamto, na sramto, a do tego i bratnie partie komunistyczne jak pisklęta w gniazdach siedzą, żreć wołają i rozdziawiają dzioby. No i wychodzi na to, że rusz bracie, Mikołaju Mikołajewiczu, chujem swoim
dwużyłowym, unasiennij. Kosmos obsługuj! Dostarczaj danych dla leczenia impotencji u fizyków jądrowych i sekretarzy wojewódzkich. No więc prowadzą do laboratorium żonę szwedzkiego socjalnodemokraty, czy tam amerykańskiego miliardera, nie pamiętam. Sadzają na ekstrafotel, a mnie każą zaczynać. Laboratorium już zostało uprzedzone. Na komendę: "Uwaga - orgazm!" wszyscy zajmują swoje miejsca, unasienniana przez Kraj Rad się rozluźnia, uśmiecha, Radio Moskwa wyłączyć w pizdu, skończyć podśmiechujki, chodzić jak ze śmierdzącym jajem, łapy wytrzeć i odczuwać doniosłość chwili.