Urodziny świata
DOJRZEWANIE W KARHIDZIE ###napisał Sov Thade Tage Em Ereb z Rer, w Karhidzie na Gethen Mieszkam w najstarszym mieście na świecie. Na długo przed tym, zanim w Karhidzie pojawili się królowie, Rer było miastem, targowiskiem i miejscem spotkań dla całego Północnego Zachodu, Równin i krainy Kerm. Gród Rer był ośrodkiem nauki, schronieniem i siedzibą Sądów piętnaście tysięcy lat temu.
To tutaj Karhid stał się jednym narodem pod panowaniem rodu Gegerów, który królował przez tysiąc lat. W tysięcznym roku Sedern Geger, o przydomku Niekról, wyrzucił koronę z baszty zamku do rzeki Arre, ogłaszając koniec monarchii. Rozpoczął się wtedy okres zwany Rozkwitem Rer albo Stuletnim Latem, który skończył się, kiedy władzę objęło ognisko Harge i przeniosło stolicę za góry do Erhenrangu.
Stary Zamek stoi pusty od stuleci. Ale stoi. W Rer nic nie popada w ruinę. Każdego roku w porze odwilży Arre zalewa ulice-tunele. Zimowe zawieruchy mogą nanieść dziesięć metrów śniegu, ale miasto stoi. Nikt nie wie, ile lat mają tutejsze domy, są bowiem nieustannie przebudowywane. Stoją, każdy w swoim ogrodzie, bez najmniejszej troski o pozycję sąsiednich domostw, równie wielkie i bezładne jak tutejsze wzgórza.
Między nimi zygzakami biegną kryte ulice i kanały. Rer składa się z samych rogów. Mówimy, że Harge'owie wynieśli się stąd ze strachu, bo nie wiedzieli, co ich czeka za rogiem. Czas tutaj biegnie inaczej. W szkole uczono nas, jak Orgota, Ekumena i większość innych narodów liczy lata. Nazywają rok jakiegoś ważnego wydarzenia rokiem pierwszym i liczą od niego.
Tutaj zawsze jest rok pierwszy. W dniu Nowego Roku, getheny thern, rok pierwszy staje się rokiem pierwszym przeszłym, rok pierwszy przyszły staje się rokiem pierwszym i tak dalej. Taki jest Rer, wszystko się nieustannie zmienia, ale Rer się nie zmienia. Kiedy miałem czternaście lat (w roku pierwszym, dziś pięćdziesiątym przeszłym), dojrzałem.
Dużo o tym ostatnio myślałem.
Świat był wtedy inny. Większość z nas nigdy nie widziała obcego, jak ich wówczas nazywaliśmy. Mogliśmy słyszeć przez radio wystąpienie mobila i w szkole oglądaliśmy obrazki z obcymi. Ci z włosami dokoła ust byli ku naszej uciesze najdziksi i najbardziej odrażający. Większość obrazków jednak rozczarowywała.
Byli zbyt podobni do nas. Trudno było nawet zgadnąć, że są zawsze w stanie kemmeru. Mówi się, że obcy płci żeńskiej mają ogromne piersi, ale moja ciotka Dory miała większe piersi niż istoty na obrazkach.
Kiedy Obrońcy Wiary wyrzucili ich z Orgoreynu, kiedy król Emran wdał się w wojnę pogranicza i stracił Erhenrang, nawet kiedy mobile zostali wyjęci spod prawa i musieli ukryć się w Estre w Kermie, Ekumena tylko czekała. Czekali tak przez dwieście lat, cierpliwi jak wyznawcy Handdary. Zrobili tylko jedną rzecz: wywieźli młodego króla z naszego świata, żeby udaremnić spisek, i sprowadzili tego samego króla z powrotem po sześćdziesięciu latach, żeby zakończyć katastrofalne panowanie córki z jego łona.
Argaven XVII jest jedynym królem, który panował cztery lata przed swoim dzieckiem i czterdzieści lat po nim. Ja urodziłem się w roku (rok pierwszy, sześćdziesiąty czwarty przeszły), w którym zaczęło się drugie panowanie Argavena. Do czasu, kiedy zacząłem zauważać cokolwiek poza własnymi palcami od nóg, wojna się skończyła, Zachodnia Równina na powrót była częścią Karhidu, stolica wróciła do Erhenrangu i większość szkód wyrządzonych w Rer podczas obalenia Emrana została naprawiona.
Stare domy jeszcze raz odbudowano. Stary Zamek jeszcze raz załatano. Argaven XVII w cudowny sposób znów zasiadł na tronie. Wszystko było tak jak kiedyś, jak być powinno, normalnie, jak za starych czasów, wszyscy tak mówili.
Rzeczywiście, były to spokojne lata, okres wytchnienia, zanim Argaven, pierwszy Getheńczyk, który opuścit naszą planetę, wprowadził nas do Ekumeny; zanim to my, nie oni, staliśmy się obcymi; zanim dojrzeliśmy. Kiedy byłem dzieckiem, żyliśmy tak, jak ludzie zawsze żyli w Rer.
To o tym życiu, o tym ponadczasowym świecie, świecie za rogiem, rozmyślałem i spróbowałem to opisać ludziom, którzy go nie znali. Jednak kiedy teraz o tym wszystkim piszę, widzę, że w istocie nic się nie zmienia, że naprawdę zawsze jest rok pierwszy dla każdego dziecka, które dojrzewa, dla każdego, kto po raz pierwszy poznaje miłość.
Ogniska Ereb liczyły parę tysięcy osób i sto czterdzieści z nich mieszkało w moim ognisku, Ereb Tage. Nazywam się Sov Thade Tage em Ereb, według starego obyczaju, którego nadal przestrzegamy w Rer. Pierwszą rzeczą, jaką pamiętam, jest wielkie ciemne miejsce pełne odgłosów i ruchomych cieni, a ja spadam w górę, przez złote światło w mrok. Przerażony, krzyczę. Ktoś łapie mnie w powietrzu i przytula. J a płaczę, a głos tak bliski, że wydaje się przenikać przez moje ciało, powtarza cicho: "Sov, Sov, Sov".
A potem dostaję do zjedzenia coś cudownego, coś tak słodkiego, tak delikatnego, że nigdy już nie będę jadł czegoś tak dobrego...
Domyślam się, że starsze rodzeństwo podrzucało mnie do góry, a matka pocieszyła mnie kawałkiem świątecznego tortu. Później, kiedy sam byłem starszym rozdokazywanym dzieckiem, rzucaliśmy małymi jak piłką, a one wrzeszczały ze strachu albo z zachwytu, albo z jednego i drugiego. Było to coś najbliższego lataniu, znanego mojemu pokoleniu. Mieliśmy dziesiątki różnych słów na oznaczenie sposobu, w jaki śnieg pada, krąży, wali, kładzie się, sypie, na to, jak poruszają się chmury, jak płynie kra, jak żegluje łódź, a na to nie mieliśmy słowa. Jeszcze nie. I dlatego nie pamiętam, że latałem. Pamiętam, że spadałem w górę przez złote światło.
Domy mieszkalne w Rer są zbudowane wokół wielkiej środkowej sali. Każde piętro ma wewnętrzny balkon dokoła tej przestrzeni i nazywamy całe piętro, wszystkie pomieszczenia, balkonem. Moja rodzina zajmowała cały drugi balkon Ereb Tage.
Dużo nas było. Moja babka urodziła czwórkę dzieci i one wszystkie miały dzieci. Miałem więc obok młodszego i starszego rodzeństwa gromadę kuzynów. "Thade w kemmerze zawsze okazują się kobietami i zawsze zachodzą w ciążę" - mówili sąsiedzi, jedni z zawiścią, inni z przyganą, jeszcze inni z podziwem. ,,I nigdy nie zachowują kemmeru" - zawsze ktoś dodawał.
To pierwsze było przesadą, ale to drugie było prawdą. Żadne z nas, dzieciaków, nie miało ojca. Przez lata nie wiedziałem, kto jest moim rodzicielem, i nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Klan Thade wolał nie wprowadzać ludzi z zewnątrz, nawet członków naszego własnego ogniska, do rodziny. Jeżeli młodzi ludzie zakochali się i zaczynali mówić o zachowaniu kemmeru albo złożeniu ślubów, babka i wszystkie matki były bezwzględne.
"Ślubować kemmer? Za kogo ty się uważasz?
Za jakiegoś szlachcica czy innego ważniaka? Mnie wystarczył dom kemmeru i tobie też wystarczy" - mówiły matki do swoich zauroczonych miłością dzieci i wysyłały je daleko od domu, do starej domeny Ereb na wsi, gdzie pracowały w polu, póki im miłość nie wywietrzała z głowy.
Tak więc jako dziecko byłem członkiem stada, ławicy, roju, biegając po labiryncie pomieszczeń, Pędząc w górę i w dół po schodach, pracując i ucząc się w gromadzie, opiekując się (na nasz sposób) małymi dziećmi i terroryzując spokojniejszych mieszkańców ogniska hałasem. O ile wiem, nie wyrządziliśmy nigdy poważnej szkody.
Nasze eskapady mieściły się w granicach i zasadach spokojnego, starodawnego ogniska, które odczuwaliśmy nie jako ograniczenia, lecz ochronę, mury zapewniające nam bezpieczeństwo. Ukarano nas tylko raz, kiedy kuzyn Sether uznał, że będzie ciekawie, gdy znalezioną linę przywiążemy do poręczy na drugim balkonie, zawiążemy na niej wielki węzeł i będziemy skakać. "Ja pierwszy" - powiedział Sether.
Jeszcze jedna nieudana próba latania.
Poręcz i złamana noga Sethera zostały naprawione, a reszta dzieciaków musiała czyścić ustępy, wszystkie ustępy ogniska przez miesiąc. Widocznie uznano, że już czas, by młodzi Thade poznali, co to dyscyplina.