Ulica

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

KANADA

Nazywano go tak, bo kiedyś był na stypendium w Ameryce. Wyjechał tam jako utalentowany student czegoś tam, ale chyba miał jakieś znajomości, że puścili go na Zachód. Wrócił, być może musiał, i chyba nie wyszły mu plany, jeśli w ogóle miał jakieś plany, bo zaczął pić. Czasami chwalił się przed dzieciakami, że pił już wszystko, począwszy od płynów do mycia kibli, przez perfumy, szampony i denaturat, a kończąc na benzynie. Denaturat często przesączał przez kromkę chleba, dla zachowania higieny spożycia. Mówił, że nie udało mu się wypić tylko smoły i lepiku, bo za gęste.
Przez te wszystkie lata zgarbił się, włosy mu zbielały, ciało wyschło. Po powrocie z Ameryki zarabiał na picie, tłumacząc listy z angielskiego, jakieś pisma urzędowe. Gdy rządziła jeszcze ubecja, przychodziły do niego szychy w wysokich butach ze skóry i skórzanych kurtkach. Czasami podjeżdżała czarna wołga. Była jedna taka w mieście i każdy wiedział, że należała do sekretarza KW i że przyjeżdżał do Kanady, bo ten znał język wroga, a że był niezależny, można było mu zaufać.
W małym pokoju, śmierdzącym wyziewami zniszczonych ciał, wielu nie wytrzymywało tempa, jakie narzucała rzeczywistość Kanady. Czy to atmosfera była nieodpowiednia, czy budżet gospodarza za skromny, w każdym razie chłopaki i dziewczyny zaczęli systematycznie przenosić się do innych lokali. Z czasem przychodziła do niego już tylko stara Cebulowa z Cegielskim. Upijali się taniochą, a Cebulowa zrywała z siebie grube łachy, wdrapywała się na trzeszczący stół i darła pod niebo, sądząc, że śpiewa. Potem łapała się za twarz i wybuchała płaczem. Cegielski ją uspokajał, a Kanada przyglądał się im, jak po chwili charczeli, próbując coś z siebie wykrzesać.
Cegielski miał żonę z trójką dzieci, a za Cebulową ciągle chodził Butapren, który pewnego dnia z zazdrości podpalił Cegielskiemu jego starą budę. Było już późno i na drugim końcu Długiej zrobiło się jaśniej. Żona Cegielskiego stała z dziećmi na ręku i nie miała siły płakać. Cegielski właśnie zasnął na dupie Cebulowej, która spała z głową między nogami Kanady. Po tej nocy już nie spotykali się u niego. Został sam. Za to mówił więcej nic zazwyczaj.

Polubił samotność, która obfitowała w ciekawe spotkania. Wyrzuty sumienia go omijały, bo nie miał czasu ich sobie uświadamiać. Musiał rozmawiać z przyjaciółmi swojej głowy. Zachcianki ograniczał do picia, nie kochał już siebie, bo nie kochał świata, przez to jeszcze bardziej nienawidził siebie. Miał dni, że widział więcej niż mógł wytrzymać. Wtedy wył jak pies. Zdarzało mu się płonąć. Raz pobiegł do Kaczewskiej, krzycząc, że dom się pali.
Uderzyła go w twarz, mówiąc, żeby wynosił się i nie śmierdział jej pod nosem.
Wychodził już tylko po alkohol, choć czasami coś go ciągnęło nad rzekę. Potrafił godzinami siedzieć na brzegu i wpatrywać się w leniwie płynącą wodę, w okruszki unoszone na jej powierzchni, pląsanie podwodnych roślin w rytm dyktowany przez nurt. Wypity alkohol rozmazywał mu obraz i Kanada niebezpiecznie pochylał się nad wodą. Zapadał w drzemkę i było mu przyjemnie, chwiał się na piętach, przykucnięty, i już miał wpaść do wody, gdy odzyskiwał świadomość. Jeszcze nie wiedząc, czy to sen czy jawa, sączył z butelki. Skulony w cichą bryłkę, tkwił odciśnięty w krajobrazie, aż drętwiały mu nogi. Wtedy albo zasypiał na brzegu, albo wracał do domu.
Nie potrafił wyjaśnić swojego zauroczenia rzeką. Sam odnosił wrażenie, że jego życie zatrzymało się. Maligny, których nie odróżniał od rzeczywistości, stanowiły jedyną dostępną rzeczywistość, czasami straszną, czasami pustą i obojętną. Skarżył się przed przyjaciółmi swojej głowy, że cierpi. Nie współczuli mu, bo nie współczuł sobie. Coraz bardziej obojętniał wobec tego, co widzi i czuje. Brak, brak wszystkiego pożerał go. Już nawet nie cierpiał. Jedynie pobyt nad rzeką potrafił wprowadzić go w stan snu, który nie przekształcał się w mdły koszmar nieodczuwania. Dlatego wtedy, gdy zasnął i ocknął się w chwili, jak kamień rozbijał mu głowę, a czyjeś ręce spychały go w rzekę, zachłyśnięcie wodą odczuł jako ulgę. Był śmiertelnie wdzięczny losowi, że właśnie w ten sposób pozbawił go życia.

ZUPA

- No i co, Władziu, znalazłeś coś dzisiaj? - Antoniuk dłubał w nosie. Stał z Cupiałem przy wejściu na klatkę schodową, w której mieszkał Kaczewski. Jakby na niego czekali.
- Trochę dzisiaj było tego żelastwa - zatrzymał się przy nich Kaczewski. Na dnie dwukołowego wózka, którym woził złom, leżała przezroczysta reklamówka z dwoma winami.
- Nawet znalazłem stary bojler i jakieś kuchenki gazowe. No i teraz mam na co nieco - porozumiewawczo łypnął okiem do Antoniuka.
- Władziu, ty masz dobre serce - podziękował Antoniuk, gdy Kaczewski wypluł plastikowy korek i wręczył mu otwartą butelkę.
- Przyjaciół ratuje się w potrzebie, no nie, Zenuś?
- Ja dziękuję - odmówił Cupiał. - Przecież wiecie, że nie piję.
- To na co tu czekasz? - nie zrozumiał Kaczewski.
- Tak po prostu. Czasem trzeba wyprostować kości. Nie można całe życie przesiedzieć przy oknie albo przed telewizorem, no nie?
- Co to, to prawda - przyznał Antoniuk. - Czasem warto i książkę przeczytać.
- Ja to już nie pamiętam, kiedy czytałem - westchnął jakiś rozmarzony Kaczewski.
- I ja. Może w podstawówce? - zastanawiał się Cupiał.
- No, ja też nie za bardzo pamiętam, ale Globus coś ostatnio czyta i chyba dobrze mu z tym.
- Jemu to chyba z własną grabą dobrze, he he - zarechotał Cupiał.
- Te, stary, na górę! - usłyszeli głos z góry. To Kaczewska nawoływała męża.
- Dobra, dobra. Zaraz przyjdę - odburknął Kaczewski.
- Ale szybko, bo obiad stygnie - głośne trzaśnięcie oknem.
- Jakaś wkurzona ta twoja stara - mruknął Antoniuk.
- Świruje, bo widzi, że piję z wami, a nie z nią.
- No, ale przygotowała obiad - westchnął Cupiał.
- Gdzie tam, ona zawsze tak mówi. Przecież już miesiąc mija, jak wyłączyli nam gaz. Finansowo się nie wyrobiłem.
- Ale na oranżadkę zawsze się ma, no nie , he he - zarechotał Cupiał.
- Masz coś do mojego przyjaciela? - uniósł się Antoniuk.
- No co ty, Zenuś, ja tylko tak, żartowałem.
- To żartuj sobie z siebie. Nie pijesz z nami, to nic ci do tego.
- No dobra, uspokój się. Ja swoje przeżyłem.
- Tylko się nie wywyższaj.
- Coś ty taki rozdrażniony ostatnio?
- No już dobrze - jak zwykle starał się załagodzić sytuację Kaczewski. - Zenuś, uspokój się - złapał za ramię Antoniuka, prawie wspiął się przy tym na palce. - A ty, Wiciu, może byś nam powiedział coś o tym trupie - zwrócił się do Cupiała.
- No, co tu gadać - chrząknął Cupiał. Lubił opowiadać o trupie. - Leżał wyprostowany. Głowa była cała we krwi, taka jakaś rozwalona jak flaki, i z uszu wychodziły mu czerwone bąble.
- No to nieźle go załatwiła - skwitował Kaczewski.
- Siostrzyczka - przełknął wino Antoniuk. - Z babami to trzeba ostro, bo jak nie to ...
- Stary, na górę! - przerwał mu wrzask z okna.
- No już dobrze, dobrze - skulił się jak pod uderzeniem Kaczewski.
- Ile mam czekać z tą zupą, do kurwy nędzy?!
- Ona kłamie z tą zupą - porozumiewawczo łypnął Kaczewski do Antoniuka i Cupiała.
- Tylko się nie daj - na odchodnym szepnął mu Antoniuk.
- Co tam szepczecie?! - wrzasnęła Kaczewska.
- A nic, pani Kaczewska, a nic - wyrwało się Antoniukowi. Cupiał cicho zachichotał. Kaczewski już wbiegał po schodach. Był słabszy od żony i uważał to za wielką niesprawiedliwość.

CEBULE

Cebule miały szczęście. Same wybierały, co chciały. Nikt ich nie sprzedawał do zagranicznych burdeli, nikt ich nie stręczył, ot, urodziły się z darem dawania dupy i dobrze im z tym było. Jak chciały, płacono im, czy to pieniędzmi, czy to sprzętem domowym. Raz najstarsza dostała żelazko Philipsa za niezłą rundkę z młodziakiem, który jumał w Berlinie. Średnia dostała wideo, a najmłodsza jeszcze niewiele, bo była dopiero w podstawówce i dawała za friko, a starsi, jak dostali, co chcieli, to nie za wiele dawali. Młoda musiała się jeszcze wiele nauczyć. Ale robiła postępy.
Cebule lubiły swój proceder. Nawet jeśli nie potrafiły zaangażować się uczuciowo, to doskonałe opanowanie trudnych technicznie figur pomagało im w uzyskaniu przyjemności, choćby ze śmierdzącymi ochlapusami. Zresztą nie były one od uczuć, tylko do rżnięcia, jak mawiał Żaba, który choć awansował społecznie i mógł pozwolić sobie na najdroższe kobiety w mieście, to i tak często wracał na znajome łona. Łona już trochę wysłużone i podupadające, ale oddane swojej parafii.
Czas leciał, klientów przybywało, stara Cebulowa zwijała banknoty w rulonik i chowała do odbiornika radiowego, ale pewnego dnia wydało się, że najstarsza z sióstr zaszła w ciążę. Brzuch jej urósł i na pytanie matki, czemu się nie wyskrobała, głupio tłumaczyła, że nie zauważyła. Matka, jak to ona, trochę pomachała rękoma, pokrzyczała, popłakała, ale szybko jej przeszło, a najstarsza w tajemnicy powiedziała średniej, że nie chciała wyskrobać, bo czuła, że byłby to ciężki grzech i nie mogłaby spojrzeć w lustro i w oczy nikomu na ulicy. Mówi się trudno. Stało się, bo widocznie stać się musiało, pomyślała średnia i pocałowała siostrę w usta, jeszcze raz i jeszcze. I jeszcze.
Po porodzie najstarsza długo nie dawała, ale i tak by nikt nie chciał wziąć. Wyglądała niedobrze. Zbyt podpuchnięta i wychudzona, a podobno i krocze zmasakrowane. Raz jeden młodziak chciał zobaczyć, jak tam u niej na dole, ale nie chciała pokazać. Cnotka niewydymka się znalazła, zaczął krzyczeć, ale siostry wyzwały go od chamów i żeby się wynosił, bo naślą na niego innych. - Co, może moich własnych koleżków, wy kurwy?! - zaczął się stawiać. - Tak, twoich własnych koleżków! - zgodnie odkrzyknęły. A on wiedział, że miały nad nim przewagę, bo było tak, że Cebule na ulicy były nietykalne. Można by rzec, że były pod opieką, jakby skarb jakiś nie do zastąpienia, i wielu o nie dbało.

Wszyscy wiedzieli, że u Cebul się nie przelewa. Dlatego zmieniła się taryfa. Odtąd przychodząc z interesami do młodszych sióstr trzeba było płacić, oczywiście poza wódeczką, banknotem czy działką do nosa, ubrankami, czekoladami, mlekiem w proszku i innymi duperelami dla dziecka. Dwie siostry dawały za trzy i jakoś interes szedł, choć już bez oszczędności. Ale później z brzuchem przyszła średnia. Teraz w jej zastępstwie dawała najstarsza i tylko najmłodsza trzymała się twardo i dawała bez skutków ubocznych. Choć z czasem i ona przyjdzie z brzuchem, a później jeszcze raz najstarsza i średnia. Jednak już się nie denerwowały. Wiedziały, że mogą liczyć na młodziaków i innych. Stali klienci dbali o nie, niektórzy to nawet kosztem swojej rodziny dbali o Cebule i ich dzieciaki. Bo dzieci były ulicy i same Cebulowe nie potrafiły stwierdzić, kto jest ich ojcem. Dlatego każdy czuł się nim po trochu.
Jeśli chodzi o mężczyzn, to prawie wszyscy lubili Cebule, a niektórzy być może kochali. Choćby taki Butapren, który nie wiedzieć czemu upatrzył sobie starą, już wyschniętą, choć wciąż ze znamionami dawnej świetności. Chodził wokół jej domu i wokół budy Kanady i prawie wył do księżyca miłosne serenady, ale ona nie zważała na boleść ciągle zakatarzonego kochanka. W końcu jednak Butapren wymyślił, jak ją zdobyć. Zaczął dostrzegać ją w zjawach wywołanych oparami kleju i skupiając je wszystkie w jedną postać, widział Cebulową tak wyraźnie, że uwierzył w jej istnienie. Miał ją koło siebie, głęboko patrzącą w oczy, ze zdziwieniem i współczuciem, jakby doceniając jego oddanie i wierność. Stara Cebulowa młodniała wtedy i jej długie blond włosy muskały mu czoło, a zapach borówkowego wina kręcił w głowie. Miał to, czego tak pragnął. Zrozumienie. Przestał za Cebulową chodzić, czego ona nawet nie zauważyła, zbyt zajęta sprawami rodzinnymi i romansem z Cegielskim. Natomiast Butapren wiedział, że przy odpowiednio
intensywnym wdychaniu oparów i przy odpowiedniej koncentracji czeka na niego Cebulowa prawdziwsza od tej prawdziwej. Jeśli chodzi o kobiety, to prawie żadna nie lubiła Cebul, a niektóre nawet nienawidziły. Choćby taka Chajkowska. Zezowała ze swojego okna na całą ulicę, czy święto, czy praca. Bachory wrzeszczały za jej plecami, a ona nic tylko zaciągała się sobieskimi i patrzyła, jak to kręcą tymi swoimi tyłkami, te kurwy jedne, i jak wyciągają szyje, a jak oczami strzelają i zęby suszą, a chciałyby mieć każdego, ale nie jej starego, bo swojemu staremu to nawet patrzeć by nie pozwoliła, zresztą co z niego za chłop, jemu by się nawet nie chciało. Tymczasem Chajkowski, nic nie wiedząc o myślach żony, właśnie zamykał się w łazience. Zdjął spodnie i usiadł, wyjmując spod swetra wymiętego "Wampa". Gdy otworzył kolorowe czasopismo i zobaczył pierwsze wygimnastykowane formy i bezformia, pomyślał o średniej Cebulowej, o jej nogach i pośladkach, i co by z nią robił, i jak. Zdenerwował się, bo wyobraźnię miał wielką i
wyćwiczoną. Aż musiał zapalić mocnego i nie przerywając marzeń wijących się wokół średniej Cebuli i wielokrotnie przeglądanej lektury, głęboko zaciągnął się papierosem. Ulżyło.

A Cebule wciąż dawały - siebie samcom, a światu dzieci. Wierzyły w zmysł ekonomiczny matki i w swoje ciała. Leżąc na łóżku albo w trawie, stanowiły kształtne krople, które chciało się zlizywać i nie miało się dosyć. Cebule rozumiały pragnienie, które z takim zaangażowaniem i oddaniem starały się zaspokoić i dobrze wiedziały, że pomimo ich starań pragnienie to będzie zawsze i nawet jeśli ich zabraknie, a gładka skóra i oczy wyschną i leżąc w ziemi, podejdą wodami z martwych wnętrzności, to pragnienie i tak zostanie. Dlatego ciężko pracowały.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯