Ucieczka do Indii

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Koło Panna młoda owinięta była w czerwone sari i płakała na ręku matki. Pan młody miał na sobie bawełniane dhoti, czyli pieluchę przewiązaną w biodrach i między kolanami. Na głowie upięto mu pyszny, radżastański turban z imitacją pawiego pióra. W rączce trzymał szablę-zabawkę i wymachiwał nią siedząc na plecach ojca, bo pan młody na ślub przybywa wierzchem: na słoniu, jeśli jest maharają, konno – jeśli jest Indusem średniego stanu i na ramionach własnego ojca, jeśli jest niemowlęciem z rodziny biedaków.

Obydwoje nowożeńcy wzięli ślub w ceremonii taśmowej, nie mając pojęcia, w czym uczestniczą. Matka panny młodej tego samego dnia wydała za mąż jeszcze dwie inne swoje kilkuletnie córeczki i ożeniła trzech synów-brzdąców.
W pięć lat później chłopiec – ciągle jeszcze dziecko – powiedział:
– Kiedy braliśmy ślub, nie wiedziałem, czym jest miłość. Teraz już wiem, bo byłem w kinie. Ale nie siadam koło mojej żony pod drzewem, jak w filmie, i nie śpiewam. Starsi koledzy śmieją się ze mnie, kiedy rozmawiam z nią w szkole. Mogę ja widywać każdego dnia, bo nasze domy stykają się ścianami. Kiedy matki są zajęte – mogę się z nią pobawić. Kiedy płacze – daję jej cukierka.

(...)
Gdyby Roop była prawdziwą sati, czyli istotą nawiedzoną przez prawdę, stos, na którym usiadła przy zwłokach męża, zapaliłby się samoistnie. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło – Roop Kanwar spłonęła nie sama z siebie, ale dlatego, ze ogień podłożył jej szwagier, przebywający teraz w więzieniu. Opisywane wydarzenie wywołało wstrząs w całych Indiach a w miarę upływu czasu coraz jaśniej widać, ze było to morderstwo.
Według legendy – Roop podjęła decyzję o całopaleniu w momencie, kiedy dowiedziała się o śmierci męża Mala Singha, którego poślubiła 9 miesięcy wcześniej.

Mal Singh cierpiał na depresje; gdy po badaniach lekarskich stwierdzono, ze nie nadaje się do służby oficerskiej, następnego dnia połknął truciznę. Roop spędziła z nim razem tylko dwa tygodnie – małżeństwo najwyraźniej było nieudane.
W dniu śmierci męża miała zamknąć się w domu teściów na całonocne medytacje, rano zaś odbiła znak dłoni na ścianie i poszła na stos. Zgodnie z rytuałem o jej kolana oparto głowę nieboszczyka i obłożono ją drewnem. Prawdziwa sati nie czuje bólu i wraz z dymem idzie wprost do nieba. W mitologii hindu kobieta nie ma prawa do zbawienia, dopóki nie odrodzi się jako mężczyzna, chyba ze popełni sati.

Całopaleniu w wiosce Deorala (Radżastan) przyglądało się 90 osób. Roop krzyczała na stosie, ale wrzaski widzów zagłuszyły jej wołanie. Próbowała uciekać z płomieni, lecz rodzina męża kijami zagnała ją z powrotem na stos.
Ucieczka ze stosu niesie straszne konsekwencje – kobieta traci czystość kastową i zostaje strącona na samo dno do grupy niedotykalnych. Jeśli natomiast wytrzyma próbę ognia i zginie – staje się święta, a miejsce stosu kremacyjnego przekształca się w sanktuarium, do którego ciągną pielgrzymki.

Stos wypalił się w ciągu dwóch godzin i o pierwszej po południu zgasł. Policja przyjechała dopiero po trzeciej – policjanci obawiali się, ze tłum ich rozszarpie. Dookoła kupy popiołu chodzili z obnażonymi szablami młodzi radżpuci, współplemieńcy spalonej, należący do arystokratycznej kiedyś kasty wojowników i władców.
Kto nie chciałby mieć świętej w rodzinie? Która wioska nie chciałaby być miejscem pielgrzymek, zwłaszcza w czasie największej w tym stuleciu suszy, kiedy naprawdę nie ma z czego żyć?

Sati jest w Indiach rytuałem nielegalnym od roku 1829. Zakaz tego barbarzyństwa wprowadzili Anglicy.
W żadnych świętych księgach nie ma usprawiedliwienia sati. Przeciwnie – Rigweda (mandal X, hymn 18, wersy 7 i 8) nakazuje, aby wdowa usiadła na stosie przy zmarłym mężu i aby wróciła do świata żywych, zanim zapłonie ogień kremacyjny. Indusi, którzy w poczuciu własnej wielkości radzi by widzieć pierwiastki indyjskie we wszystkich przejawach kultury światowej, ze wstydem zrzucają odpowiedzialność za sati na Greków, Germanów i Słowian. Ale kasta radżputów jest innego zdania – kobieta, zwłaszcza ich kobieta, powinna iść na stos za mężem, bo tak mówi nakaz wierności i oddania. I powołują się na przykład z okresu inwazji Mongołów, kiedy kobiety radżputańskie szły w ogień, aby nie dostać się w ręce muzułmanów.

W tradycji indyjskiej znane są dwa rodzaje samobójstwa wdów: sahmaran, czyli sati popełniane na stosie, na którym złożono zwłoki męża, oraz anumaran, czyli całopalenie wdowy w związku ze śmiercią męża, która nastąpiła gdzieś daleko od domu. Termin sati pochodzi od imienia żony Rudry, czyli Siwy. Była ona córka Dakszy, syna Brahmy. Daksza rozzłościł kiedyś panią San, która „opuściła” ciało, aby odrodzić się jako córka Himavata i Meny. Himavat to personifikacja Himalajów, a zarazem ojciec Urny (czyli światła) i Gangi (czyli Gangesu). Siwa jako Bhaya poślubił ją raz jeszcze. Była identyczna z jego pierwszą żoną, Sati. Popełniła samobójstwo w konsekwencji kłótni miedzy mężem, czyli Siwa, i ojcem, czyli Brahma. Z tego mitologicznego chaosu wynika, że sati popełnia się na skutek swarów rodzinnych, ale można odrodzić się, aby być znów żoną tego samego męża i aby znowu umrzeć z powodu kłótni.

(...)

Depesza Słysząc, co mówi Chandran (co najmniej osiem pocisków, ludzie z obstawy), wiedziałem, ze wywiadu z Wielickim już nie zrobią. Powiedziałem mu wtedy:

– To takie miasto, w którym akcje terrorystyczne zdarzają się teraz kilka razy dziennie. Strzelali do kogoś ważnego.

I nagle – spostrzegłszy Maniego Shankara Ayera, byłego rzecznika Indiry Gandhi, który wchodził właśnie do Chandrana, uświadomiłem sobie, ze szef PTI mówi o zamachu na panią premier. Chandran urzędował obok hali teleksowej. Podszedłem do pierwszej z maszyn i poprzez satelitę połączyłem sie z Warszawą. Nadałem tyle, ile słyszałem:
Próba zamachu na Indirę Gandhi

W dniu 31 bm. o ok. 9.40 czasu delhijskiego dokonano próby zamachu na premiera Indii, Indirę Gandhi. Strzelali policjanci z ochrony osobistej pani premier. Stan jest bardzo ciężki. cdn. Zdążyłem jeszcze zatelefonować do ambasadora, pana Ryszarda Fijałkowskiego, który powiedział:
– Oszalałeś. Skąd wiesz?

Wróciłem z Wielickim do domu, poradziłem mu, żeby jechał na lotnisko, jeśli nie chce ugrzęznąć na tydzień, i znowu połączyłem się z Warszawą. Teletypista PAP potwierdził, ze depesza z Delhi dotarła pól godziny wcześniej via radio Wiedeń.
I co pan z nią zrobił? – zapytałem stukając w klawisze teleksu, maszyny, która już dziś nie istnieje.
– Poo...ł..oż..ył..em na lolo...dów...ce, bo jeszcze nie ma woźnej.
W Warszawie była dopiero godzina 5.00 rano. Woźna przychodziła o 6.00 i zabierała depesze z IV pietra na V, do szefa zmiany porannej, który zaczynał prace w kwadrans później.
Tymczasem radio indyjskie, oficjalny kanał informacji, nie potwierdzało wiadomości o zamachu. Nie było w dziennikach na ten temat ani słowa.

Nadałem to, co słyszałem, ambasador już na pewno powiadomił ministra, prezes PAP już na pewno powiadomił premiera – a potwierdzenia nie ma.
Nie ma potwierdzenia, więc i nie ma zamachu.
Po godzinie ciszy radiowej zacząłem w myślach pakować walizki.

Sperforowany na taśmie komentarz na temat roli Indiry Gandhi w polityce indyjskiej i światowej, dość żałobny w tonie, wisiał na czytniku teleksu i czekał – ale radio milczało. Zacząłem zastanawiać się, czy na pewno Chandran mówił o pani premier i zapytałem w końcu – przez telefon, na szczęście jeszcze czynny – kolegów z PTI. Owszem, zaraz podadzą wiadomość. Ale też nie wiedza, co dalej. Czy pani Gandhi przeżyła? Nie wiadomo. Czy można przeżyć, mając w sobie kilka pocisków rewolwerowych i serie z automatu oddaną z odległości dwu metrów?

Dyrektor radia dobrze wiedział, co robi. W Delhi nie było nikogo, kto w razie czego mógłby postawić na nogi wojsko. Gdyby pośpieszono się z informacją o śmierci pani Gandhi, nikt nie opanowałby wybuchu. Wiedząc już, ze radio zwleka tylko dlatego, aby demonstracje i rozruchy zaczęły się jak najpóźniej, nadałem komentarz zakończony zdaniem:
W mieście panuje spokój, ponieważ nikt jeszcze nie wie, co się stało.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟