To nie był zwykły smog lecz ekologiczna katastrofa. Zginęło 12 tys. Brytyjczyków

W 1952 r. wielki smog londyński zabił około 12 tys. Londyńczyków. To wtedy, korzystając ze słabej widoczności i ogólnej paniki społeczeństwa pewien człowiek postanowił zabijać. Choć brzmi to jak niezły kryminał, w rzeczywistości historia wydarzyła się naprawdę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Nikt nie przypuszczał, że "zwykła mgła" pochłonie tysiące żyć
Nikt nie przypuszczał, że "zwykła mgła" pochłonie tysiące żyć (PAP/EPA)
WP

Na początku grudnia 1952 r. Londyn został nawiedzony przez gęstą mgłę oraz znaczne ochłodzenie powietrza. W konsekwencji mieszkańcy Londynu zużywali dużo większe niż zwykle ilości węgla do ogrzewania mieszkań. Rozprzestrzenienie zanieczyszczonego powietrza poza miasto utrudniała także inwersja temperatury.

Powietrze zostało skażone wielkimi ilościami gazów oraz pyłu ze spalania węgla. Trudne warunki atmosferyczne doprowadziły do środowiskowej katastrofy. Wysokie stężenie dwutlenku siarki w atmosferze uszkodziło układ oddechowy mieszkańców, a w efekcie zabiło tysiące Brytyjczyków.

Przeczytaj też: Grażyna Wolszczak pozywa państwo. "Mam dość trucia"

WP

Dziennikarka Kate Winkler Dawson łączy dwa wątki w zwartą i porywającą, opartą na faktach opowieść o człowieku, który odmienił losy kary śmierci w Wielkiej Brytanii, i o katastrofie ekologicznej, której konsekwencje odczuwa się do dzisiaj.

Okładka książki Materiały prasowe
Podziel się

"Śmierć wisi w powietrzu", Kate Winkler Dawson, wyd. Czarna Owca
Prolog. Dreszcz (fragmenty).

Gdy późnym latem 1944 roku naziści atakowali jej robotniczą dzielnicę w południowo-wschodnim Londynie, Rosemary miała zaledwie pięć lat. Jej rodzina postanowiła zostać, nie zgodziła się na ewakuację… i było prawdziwym cudem, że udało im się przetrwać. Lata później jej rodzice nadal trzymali w salonie schron Morrisona. Matka Rosemary przykryła go obrusem i traktowała jak najzwyklejszy w świecie stół. Marzeniem nastolatki było zostać nauczycielką – pomysł ten zakiełkował w jej głowie właśnie tamtego lata, kiedy Luftwaffe zrzuciło tuż obok jej domu bombę latającą. Rosemary pamiętała, że rysowała kredą po tablicy w przydomowym ogrodzie, kiedy usłyszała buczenie.

WP
Wikimedia Commons CC BY-SA
Podziel się

Ten dźwięk budził we wszystkich londyńczykach niepokój. Wciąż miała w pamięci to, jak wyglądał – jak torpeda ze skrzydłami. W rzeczywistości był to pocisk manewrujący typu V-1, który przenosił głowicę ważącą niemal tonę. Od tamtej pory minęło kilka lat, ale ona nadal dokładnie potrafiła przywołać moment, gdy unosił się nad ich domem. Pamiętała też krzyk matki, która wybiegła z kuchni i stojąc w drzwiach salonu, wołała: "Do środka, do środka, do środka!”.

Pixabay.com
Podziel się

Rząd w dalszym ciągu mierzył się z gigantycznymi długami wojennymi. Słodycze i cukier wciąż racjonowano. W modzie było – uznawane za całkiem szykowne – palenie tytoniu, który pozostawał jedną z niewielu małych przyjemności w ściśle i odgórnie kontrolowanym życiu codziennym. Poza tym toczyła się kolejna wojna uszczuplająca państwowe środki. Ponad dwanaście tysięcy brytyjskich żołnierzy walczyło wraz z Amerykanami w Korei. W większej części Londynu natomiast zaczynała królować przestępczość, a zbombardowane ruiny stanowiły świetne kryjówki dla kryminalistów, którzy coraz bardziej przeważali liczebnie nad policjantami.

WP

Mimo wszystko istniała jedna gałąź przemysłu, której udało się już powrócić do przedwojennych wyników – wydobycie węgla. Przez całe lata to właśnie ten surowiec zasilał krajową gospodarkę, a w 1952 roku w każdym domu był przynajmniej jeden kominek na węgiel, co oznaczało, że w samym Londynie upchnięto kilka milionów domowych piecyków na przestrzeni zaledwie dwa razy większej od Nowego Jorku. Opał był tani, efektywny i niezastąpiony – w tamtym czasie stanowił główne źródło ciepła w gospodarstwach domowych. Jednak dym potrafił być duszący, a dostający się do atmosfery dwutlenek siarki – zabójczy. To on przyczyniał się do kwaśnych deszczy, które działały wystarczająco silnie, by wyginać żelazo, niszczyć posągi, zatruwać ziemię i skazić zbiorniki wodne – zanieczyszczenie mogło uszkodzić płuca i powodować raka.

Zobacz wideo:

Nadal jednak palono węglem. W 1952 roku elektryczność zapewniało Londynowi prawie czterdzieści elektrowni węglowych, a duża część transportu miejskiego opierała się na dwudziestu tysiącach lokomotyw parowych. Polityka stojąca za węglem była nie mniej mętna od zanieczyszczanego przez niego powietrza. Okazało się, że w powojennej Wielkiej Brytanii jest on jednym z niewielu surowców eksportowych. Przy rocznym krajowym wydobyciu na poziomie 250 milionów ton węgiel stał się kluczowy dla napiętego krajowego budżetu.

WP

Przeczytaj też: Smog - czym jest i gdzie sprawdzić zanieczyszczenie powietrza?

W brytyjskich kopalniach pracowało ponad siedemset tysięcy osób. Politycy zdawali sobie sprawę z wpływu corocznego spalania ogromnych ilości węgla na środowisko, lecz mieli związane ręce. Partia Konserwatywna, której członków zwano również torysami, pozostawała pod przewodnictwem schorowanego, ale wciąż skutecznego premiera Winstona Churchilla. Konserwatyści wiedzieli, że jakiekolwiek próby wprowadzenia ograniczeń w wydobyciu węgla mogłyby mieć tragiczne skutki dla osłabionej brytyjskiej gospodarki. Ich przeciwnicy z Partii Pracy nie mogli się doczekać, by w najbliższych wyborach wykorzystać w walce politycznej wielki dług krajowy. Władza utrzymywała więc dynamiczną sprzedaż zagraniczną węgla, eksportując surowiec wyższej jakości, a Brytyjczykom pozostawiając tańszy odpowiednik.

Ten tańszy węgiel miał formę brązowego, miękkiego proszku z niewielkimi grudkami i stanowił nędzną namiastkę droższego, czarnego węgla, który nadal był racjonowany. Określano go mianem nutty slack i mimo że był nieporównywalnie gorszy od czarnego węgla, większość londyńczyków nie mogła sobie w tych trudnych powojennych czasach pozwolić na nic więcej. Ogrzanie przeciętnego domu wymagało ogromnych ilości nutty slack – tani węgiel brunatny był mało wydajny, a przy jego spalaniu wydzielało się o wiele więcej dymu i zanieczyszczeń. Jednak większość polityków uważała, że eksport węgla kamiennego i sprzedaż nutty slack w kraju były kluczowe dla podreperowania budżetu. Wielka Brytania znajdowała się w rozpaczliwym położeniu: używanie opału o mniejszej szkodliwości było niemożliwe ze względu na realia gospodarcze i niewielką dostępność surowca.

Zimę 1952 roku powitano w Londynie największymi od końca wojny zapasami węgla wszelkich odmian – było go łącznie dziewiętnaście i pół miliona ton. Londyńczycy ogrzewający się tamtej zimy przy swoich kominkach nie mogli przypuszczać, że cichy zabójca zwiera swe szyki w całym mieście – śmiertelny truciciel knuł, jak zniszczyć już i tak okaleczony Londyn.

WP
Pixabay.com
Podziel się

Na początku grudnia 1952 roku, kiedy powietrze gęstniało i zaczynało przyduszać całe miasto, inny zabójca – przebiegły, chory i pozbawiony skrupułów – obserwował swoją kolejną ofiarę. Oboje byli uwięzieni przez tę okropną mgłę. Kiedy jej opary się rozwieją, ofiara zginie, a wkrótce trzy kolejne. To nic takiego, w końcu zabijał już wcześniej. Większość poranków spędzał, popijając herbatę w swojej malutkiej kuchni, podczas gdy jego żona sprzątała ich ciasne, obskurne mieszkanie w Notting Hill.

Kiedyś była to miła dzielnica, ale w 1952 roku zdecydowanie do takich nie należała. Okoliczne domy wypełnili hazardziści i prostytutki, a wkrótce dołączyły do nich najróżniejsze typy spod ciemnej gwiazdy. Większość kwartałów zamieniła się w slumsy, przyzwoici ludzie mieszkali pośród rozpadających się szeregowych domów. Policja sprawiała wrażenie beznadziejnie obojętnej. Sześć dni w tygodniu ten osobliwie wyglądający mężczyzna w średnim wieku w okularach w rogowej oprawie żegnał się ze swoją żoną i usiłował zignorować litanię krzyków i przekleństw dobiegającą z mieszkania sąsiadów na piętrze. Gardził nimi.

Do pracy jeździł metrem, pracował jako fakturzysta w dużej firmie transportowej. Swoje zajęcie uważał za nieciekawe, ale miał szczęście, że udało mu się zdobyć tak pewną posadę. Nie był zbyt dobry w utrzymywaniu zatrudnienia. Nie cierpiał swojego życia z wielu powodów. Był człowiekiem cichym, potulnym; przechodzący obok ludzie przeważnie go nie zauważali. Krążył po ulicach Notting Hill niczym widmo, desperacko szukając dla siebie chwili wytchnienia od roztrzepanej, uwieszonej na nim żony. Czuł się uwięziony, dusił się, kiedy przebywali razem w tym okropnym mieszkaniu. Jeśli nie uda mu się znaleźć wystarczająco dużo czasu tylko dla siebie… ktoś może zginąć.

Smog Kraków - 28 stycznia: Sprawdź jakość powietrza w stolicy Małopolski

O autorce:
Kate Winkler Dawson jest doświadczoną producentką filmów dokumentalnych i dziennikarką, która współpracowała z "New York Timesem”, stacjami radiowymi WCBS i ABC News Radio, kanałem telewizyjnym Fox News, agencją United Press International oraz programami telewizyjnymi PBS NewsHour i Nightline. Wykłada dziennikarstwo na University of Texas w Austin.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP