Tartak

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

MGŁA I NIE TYLKO

Tutaj jezioro dla wielu stanowi centrum. Od niego rozchodzi się życie. Im dalej od jeziora, tym dalej od domu. Tylko że teren po jednej stronie jeziora zasiedlili obcy. Przyjeżdżają z miasta i wydaje im się, że skoro Sękowiak pozwolił im wydzierżawić kawałek swojej ziemi, na której postawili pokraczne domki z dykty, to już ziemia jest ich. Obcych trzeba wytrzymywać przez całe lato. Niektórych jeszcze do późnej jesieni. Śmiecą i są głośni. Ale to akurat wspólne jest wszystkim.
Nad jeziorem często unosi się mgła. Wygląda jak dym. Jakby palił się las, a nie parowała woda. Ta rozbieżność pomiędzy tym co widać, a tym co jest, trochę niepokoi. Wprowadza w pewne niezdecydowanie i ciężko wtedy bez wahania stwierdzić: tak to płynie smuga mgły, podczas gdy z odległości jest ona równa smudze dymu. Zawierzając tylko oczom, bez wciągania powietrza nosem, musielibyśmy przyznać, że właśnie przyszło nam żyć w innym świecie, niż żyją pozostali. Należałoby wtedy poważnie rozważyć czyjeś pretensje co do tego, czy wykluczając powonienie, mielibyśmy prawo wypowiadać się na temat życia.

*

Dziad choć żył nad jeziorem to w takim miejscu, że obcy nigdy na niego się nie natknęli, a tylko niektórzy stąd wiedzieli gdzie jego szałas. Mało kto miał z nim do czynienia, ale wszyscy się go bali. Nie chciał nikomu przeszkadzać, ale większości przeszkadzał. Ludzie raczej nie lubią się bać. No a dziad wywoływał jakiś niezrozumiały strach.
Był stary i brzydki. Starość rzadko jest piękna. W dodatku poza starością dziad miał jeszcze inne widoczne wady. Przede wszystkim oczy zasnute bielmem. Mówiono, że jeśli ktoś spojrzał w te oczy, mógł zapaść na ciężką chorobę. Raz Krzysztof Myśliwski, który już dawno przestał być Krzysiem szedł lekko wstawiony na dyskotekę w pegeerach i po drodze spotkał dziada. Szczeniak miał dobry humor. Zabawa zapowiadała się nieźle. Może dlatego zachciało mu się dziada nastraszyć. Tak tylko dla jajec.
- No co dziadu? Chcesz w te swoje ślepia? - i pchnął dziada w stronę rowu.
Dziad ledwo utrzymał się na nogach, ale gdy Krzysztof znowu się do niego zbliżył, syknął na niego ostrzegawczo. Szczeniaka na chwilę wmurowało. To wystarczyło, by dziad spojrzał mu głęboko w oczy. Było ciemno i oczy dziada błysnęły tak niesamowicie, że Krzysztof Myśliwski pierwszy raz poczuł, co to strach. Wokół nich wszystko zastygło na kamień. Dźwięki ustały. Żadnego powiewu. Gdy Krzysztof Myśliwski się ocknął, dziada już nie było. Tylko pusta droga. Chłopak wzruszył ramionami, że niby nic się nie stało i dla kurażu charknął w bok. Ale właśnie wtedy chwyciła go sraczka. Nie zdążył zrobić nawet kroku, nie mówiąc już o zrzuceniu spodni. Posrał się w gacie, zanim charki łagodnym łukiem spadły na drogę. Krzysztof Myśliwski był pewien, że to przez dziada. Nigdy mu nie zapomniał tych chwil, gdy cały zapaprany i śmierdzący przemykał polami z powrotem do domu. Tego wieczora na zabawę nie dotarł. Spędził całą noc na sraczu i z grymasem na twarzy obmyślał zemstę.
Poza oczami zasnutymi mgłą, dziad dźwigał pękaty garb. Skrzywiło go na starość i czołem prawie dotykał ziemi. Dlatego każde spojrzenie musiał kierować do góry i kto na niego patrzył, otrzymywał spojrzeniem z dołu. To jeszcze bardziej pogłębiało dystans między nim a innymi. Chodziło tu o jego pozorną słabość, która u wielu wywoływała chęć wypróbowania na nim swojej siły i dawno zostałby skruszony za swoją ułomność, ale po pierwsze błyskał tymi ślepiami, a po drugie znał przepisy na choroby.

Dziwnie to było z tym jego leczeniem. Niewielu wyleczył, a jednak szła plotka, że wyleczył wielu. Miał podobno magiczne przepisy, które unicestwiały każdą cholerę. Dokładnie spisywał je w zeszycie i odczytywał, dotykając nosem zapisanych stron. Były tam recepty, w skład których wchodziła łuska polnej żaby, sperma koguta strząśnięta przy pełni księżyca, wnętrzności robaka, co żyje tylko w odbycie dżdżownicy, a nawet pył ze skrzydeł pszczoły zmarłej po użądleniu w serce obłąkanego niemowlęcia. Dziad podobno wszystkie te składniki miał i stosował.
Nikt o tym nie wiedział, ale dziad pisał też swoje Pismo. Stało w nim, że na początku Człowiek stworzył Boga. I Bóg na wzór Człowieka był niedoskonały. A każda rzecz obudzona Jego tchnieniem, nosiła w sobie ziarno końca. Bo Człowiek żył krócej, niż wieje wiatr. A wszystko z Niego się stało. Tak jak i On gniło zboże na deszczach, a chleb trawiły żołądki. Natomiast żołądki trawiła ziemia. Zaś robak obracał w pył ziemię. Każdy uśmiech krzywił usta zapowiedzią płaczu. Każdy płacz rodził smutek i zło, które kruszyła śmierć. I śmierć nie miała nic poza sobą. Tak obracała życie w pył. Co kwitło pyłem się stawało. Co brzmiało spadało w milczenie. I choć z kości pył usypie kopiec, to kres wszystkiego wyznaczy woda. Bo świat zaleje nadmiar łez.
Takie to Pismo pisał dziad. Trochę jak wiersz i trochę jak samotność. Dobrze się z tym czuł, bo pomimo wrodzonej zdolności wpływania na życie innych, tylko w samotności i tylko zapisując je na kawałkach tektury, mógł całkowicie nim rozporządzać. W swoim Piśmie uśmiercał i stwarzał. Przede wszystkim jednak uśmiercał. Z niemym okrucieństwem nachylał się nad światem, jaki udało mu się zapisać. I tu dopiero wszyscy drżeli przed swoim demiurgiem.

*

Józef Myśliwski rządził w tartaku, Marcin Panek jeździł po kraju, ale całą gospodarkę trzymał w garści Tosiek. To jego bali się chłopi, pracujący dla Józefa. Może dlatego się bali, bo znali go nie od dziś i wiedzieli, że należy się go bać.
Lecz zanim w Tośku obudził się talent zarządcy, włóczył się wpierw po polach schlany w trupa. Pił dzyń w dzyń, jak gadali ludzie. Śmierdziało od niego rzygami i moczem. Miał kłopoty z rozpięciem rozporka na czas i często wsiąkało mu w nogawkę. Leżał ścięty przez taniochę i bełkotał słowa, które oddestylowane z alkoholu, być może zawierały ważną myśl. Problem w tym, że taką myśl mógł zrodzić tylko pijany umysł, a gdy już otrzeźwiał to trzeźwy umysł nie rozumiał pijanego ni w ząb. Tak więc wielka myśl nie mogła być nigdy poznana.
Gdy bełkot zamierał w gardle i żadne słowo nie pobudzało krtani do drgania, Tośka ogarniała mgła. Ta mgła właściwie istniała tylko przez chwilę. Szybko rozpływała się, a z nią cały świat. Wtedy Tosiek nie czuł już nic.
Najpierw przepił żonę. Zostawiła go i poszła z dzieckiem tak daleko, że bardzo szybko o niej zapomniał. Szybko też zapomniał, czy spłodził syna, czy córkę. Może nawet nie zdążył sprawdzić. Następnie przepił pracę. Myśliwski ufał mu, bo przecież Tosiek pracował u niego od początku, ale wyrzucił go, gdy po raz kolejny po wypłacie przez tydzień nie pokazywał się w tartaku. W dodatku gdy się pojawił, był tak pijany, że zamiast przeciąć deskę, odciął sobie palec. Patrzył na ten palec i o niczym nie myślał. Rzadko się zdarza tak czysta bezmyślność, że aż lekko. Krew pojawiła się dopiero po jakimś czasie. Nawet nie bolało. Tylko trochę kręciło się w głowie. I wróciła myśl, ale nie do zapamiętania.

Tosiek nie pamiętał, jak znalazł się w kuchni Myśliwskiego. Na szczęście nie było szefa. Za to była Maria. Trochę pobladła, gdy spojrzała na rękę. Szybko się jednak opanowała. A później, gdy Tosiek już siedział w swoim pokoju i patrzył na bandaż przesiąknięty krwią, choć niewiele z tego wszystkiego rozumiał, to wiedział na pewno, że stracił pracę w tartaku. Jak przez mgłę przypominał sobie, że próbował jeszcze ciąć z tym zabandażowanym palcem, ale przyłapał go na tym Myśliwski i zbluzgał, że kompletnie pijany. Wtedy Tosiek zrozumiał, że przepadł. Skoro stracił pracę, miał powód do picia. Miał za co pić, bo choć robił u szefa na czarno, przysługiwała mu zapomoga. Tym bardziej, że żona nie ścigała go o alimenty, to miał za co pić. W ciasnym pokoiku pegeerowskiego bloku gołe baby łapczywie patrzyły z plakatów, jak Tosiek wykańczał taniochę za taniochą. Pił, żeby zapomnieć, że mu smutno, a robiło mu się jeszcze smutniej, gdy był pijany. Dlatego pił ile wlezie.
Któregoś dnia przetaczał się od skraju drogi do skraju drogi i coś zgniotło mu serce. Jakaś dłoń zabawiła się jego sercem jak gąbką. Tym razem bolało. Krótko, ale wystarczyło, by się przestraszyć. Potem bardzo wyraźnie zobaczył siebie samego i poczuł jak cuchnie. Widział jak jego ciało błyskawicznie gnije, a z oczu zostają dziury. Robaki o dziwnych kształtach wyjadały mu twarz. I wtedy wszystko się odmieniło. Zobaczył światło, które uformowało się w twarz Błękitnej Madonny, co to stała od zawsze na zakręcie do pegeerów. I uwierzył, że znalazł się w niebie.
Gdy się ocknął, zamiast nieba zobaczył sufit. To był sufit miejskiego szpitala. Powiedziano mu, że miał zawał. Drugi zawał. Nie przyznał się, że nie pamiętał pierwszego. Lekarz nakreślił sprawę jasno. Jeszcze jedna flaszka i pompka rozleci się w pizdu. Tosiek nie chciał w to wierzyć. Nigdy nie ufał medycynie. Innym razem zlekceważyłby wyrok lekarza, ale teraz trochę bał się tego, co zobaczył podczas ataku.

Poszedł do dziada. Jemu też nie ufał, ale chwytał się ostatniej deski ratunku. Dziad łypnął bielmem. Wyglądał jak wysłużona ropucha. Opukał Tośkowi pierś i plecy. Tosiek zastanawiał się, dlaczego dziad pukał mu akurat w plecy, skoro chodziło o serce. Pamiętał taki jeden obrazek, na którym Chrystusowi promieniało serce po środku piersi. Tosiek podejrzewał dziada o jakiś podstęp. Żal mu było paczki drogiego tytoniu, którą musiał ofiarować w zamian za poradę. A porada była krótka. Jeśli chce żyć, nie może pić.
Tosiek był już trochę rozdrażniony całą tą historią. Wyrok zagotował w nim krew, wciąż jeszcze naznaczoną piętnem alkoholu. Już wyciągał ręce, by chwycić dziada za gardło, ale powstrzymało go stężałe bielmo oczu. Tośkowi zakręciło się w głowie i poczuł, że słabnie. Miał wrażenie, że przysnął, ale prawie natychmiast rozbudził się. Był cały spocony. Postanowił, że ukręci dziadowski łeb przy innej okazji. Na przykład wtedy, gdy staruch będzie patrzył w drugą stronę. Zostawił tytoń i wrócił do mieszkania. Po drodze spocił się jeszcze bardziej. Już dawno nie szedł do domu trzeźwy.
Tu ze ścian przywitały go litościwe spojrzenia gołych bab. Nie miał na picie, no i pamiętał swoją przygodę. Postanowił spróbować, czy wytrzyma. Po jakimś czasie obgryzł wszystkie paznokcie. Nawet te u stóp. Nie spodziewał się, że jest taki wysportowany. W dalszej gimnastyce przeszkodziły mu bóle, o których nie wiedział, że takie istnieją. Choć chciał ruszyć się z miejsca, już nie potrafił. Robił pod siebie, rzygał. Wychodził z niego cały smród, wszystkie nieprzytomne miesiące. To, co zawsze wydawało mu się snem, teraz groziło mu pięścią przed nosem. Wreszcie po dwóch tysiącach lat zjawy rozpłynęły się w mgłę i trochę w niej popływał. Kilka razy zachłysnął się, ale nie utonął.
Gdy stanął przed lustrem, spojrzała na niego morda. Ogoliłby się, ale za bardzo był rozdygotany. Nie potrafił nawet trafić palcem do dziurki od nosa. Poszukiwanie twarzy postanowił odłożyć na później. Grunt, że w końcu ją znalazł. Zdarł z niej cały syf, jaki dotąd narósł i zakrzepł. Myśliwski poznał się na nowej twarzy i dał jej ostatnią szansę.

*

Tosiek na widok żony szefa wyraźnie zbladł. Odkąd zapomniał, że kiedyś miał żonę, nie zastanawiał się nad żadną kobietą. Drobna postać Marii Myśliwskiej coś mu przypomniała. Zaczęła nawiedzać go w snach. Wyłaniała się z błękitnej mgły. Naga i uśmiechnięta. Tosiek wierzył, że w jego głowie była szczęśliwa. On był. Często po takiej nocy wygrzebywał się spod koca zaplamionego nasieniem. Zdarł wszystkie baby ze ścian. Przeszkadzały mu w wizjach z udziałem Myśliwskiej.
Wpadł na pewien pomysł. Pojechał do miasta i kupił sobie aparat fotograficzny. Najpierw zrobił zdjęcie Błękitnej Madonnie i wpiął je pinezkami w świeżo wymalowaną ścianę. A potem, bardzo ostrożnie, tak żeby nikt go nie przyłapał, próbował sfotografować Myśliwską. Udało się. Portret Myśliwskiej powiesił obok podobizny Błękitnej Madonny.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥