Trwa ładowanie...
d3j6dpt

"Szadź": ekranizacja lepsza od książki? Spore zaskoczenie

Na platformę Player.pl trafił serial "Szadź" na podstawie powieści Igora Brejdyganta. Związki literatury i filmu czy serialu to często ruletka. Czy tym razem ekranizacja ma szansę prześcignąć książkowy pierwowzór?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Maciej Stuhr zagrał jedną z głównych ról w serialu "Szadź".
Maciej Stuhr zagrał jedną z głównych ról w serialu "Szadź". (Materiały prasowe)
d3j6dpt

Pod względem najchętniej kupowanych książek w Polsce obecnie prym wiodą kryminały Remigiusza Mroza, wyprzedzając m.in. trylogię Blanki Lipińskiej czy cykl wiedźmiński Sapkowskiego. Nie od dziś wiadomo, że nasz kraj mrocznymi thrillerami stoi i już nie tylko historie ze Skandynawii mrożą czytelnikom krew w żyłach. Nazwiska Miłoszewskiego, Krajewskiego, Chmielarza, Bondy, Wrońskiego czy Czubaja znać warto, bo to w zasadzie od lat synonimy dobrej polskiej literatury gatunkowej.

Do wymienionego już grona od kilku lat niektórzy kwalifikują też Igora Brejdyganta, autora czterech powieści ("Paradoks", "Szadź", "Rysa" i "Układ"), z których dwie pierwsze mają swoje serialowe odpowiedniki. "Szadź" w reżyserii Sławomira Fabickiego, Macieja Bochniaka i Anny Kazejak zadebiutowała właśnie na platformie Player.pl, a na jesieni ma pojawić w regularnej ramówce stacji TVN.

Zobacz: Producenci seriali spokojni mimo koronawirusa

Tymczasem sam Brejdygant (prywatnie brat muzyka Krzysztofa Zalewskiego) karierę w kulturze zaczynał od współpracy reżyserskiej, na przykład na planie "Pułkownika Kwiatkowskiego" Kutza czy "Vinci" Machulskiego. Potem dość płynnie i na dłużej zadomowił się w branży filmowej, pisząc scenariusze np. "Prostej historii o morderstwie" Jakubika czy serialu "Ultraviolet" produkowanego przez AXN.

d3j6dpt

Wszystkie te doświadczenia kształtowały Brejdyganta jako zdolnego i rzutkiego adaptatora i współpracownika, a nie tylko rzemieślnika odtwarzającego czyjeś zamysły i plany. W opisywanych przez siebie historiach bardzo plastycznie formuje świat przedstawiony, pisze obrazami, kreuje bohaterów z przeszłością, obdarzonych szczególnymi cechami charakteru i zainteresowaniami.

Paradoksalnie, zdolność do wizualnego zobrazowania poszczególnych wątków stanowi jeden z zarzutów krytyków i niektórych czytelników, przyzwyczajonych do drobiazgowego opisywania motywów, budowania licznych warstw narracji i nawiązań przez autorów polskich kryminałów. U Brejdyganta to z kolei jeden z najsłabszych elementów, ale wydaje się, że zasadniczo opisywane przez niego historie lepiej nadawałyby się od razu na scenariusze filmowe, w których wiele da się opowiedzieć dzięki didaskaliom czy reżyserskim notatkom. W powieści skrótów myślowych się jednak nie wybacza, choćby były wykorzystane w najlepszych intencjach.

Materiały prasowe

"Szadź", druga z kolei powieść Brejdyganta, to historia śledztwa prowadzonego przez 36-letnią komisarz Agnieszkę Polkowską z komendy w Skarżysku-Kamiennej. Kobieta jest czujna, ostrożna, intuicyjna w pracy, co jednak zupełnie nie przekłada się na życie prywatne. Chociaż wyszła za mąż na moment po osiągnięciu pełnoletności, małżeństwo nie przetrwało, mimo że na horyzoncie pojawiło się dziecko.

d3j6dpt

Na drodze rodzinnemu szczęściu stanęła różnica charakterów, ale też homoseksualne skłonności Agnieszki, które jeszcze dwadzieścia lat temu w małej polskiej miejscowości mogły oznaczać tylko jedno: stygmatyzację i wyciągnięcie poza nawias społecznej akceptacji.

Polkowska zostawiła za sobą wszystko, nie oglądając się za siebie. Spaliła mosty, uciekając w pracę, używki, niezdrowy tryb życia. I nie wróciła. Teraz jednak wydaje się, że demony przeszłości zaczynają ją ścigać, choć, aż do ostatniego momentu, nie będzie sobie z tego zdawać sprawy.

Właśnie rozpoczyna nowe śledztwo. Ofiarami seryjnego mordercy są młode, 18- czy 19-letnie dziewczyny, które w ten czy inny sposób podporządkowują całe swoje życie religii i wierze. Trudno powiedzieć, czy są naprawdę wierzące, czy raczej poszukujące. Być może po prostu nie przyjmują wiary za pewnik i stały element ziemskiej egzystencji, ale raczej jako bodziec, siłę napędową, pożywkę dla spragnionego inspiracji umysłu.

d3j6dpt

Tymczasem, za sprawą swojego nastawienia i błyskotliwego umysłu stają się łatwym celem dla kogoś, kto umiejętnie potrafi manipulować. Kogoś, kto przy odrobinie wysiłku okaże się księciem z bajki dla dziewczyn inteligentnych, choć nieśmiałych, niepewnych siebie, często z rozbitych lub niepełnych rodzin, starających się usilnie "stać się kimś".

Wraz z pojawieniem się Sławomira Wolskiego, obdarzonego stalowoszarym spojrzeniem eleganckiego biznesmena, napięcie sięga zenitu. Problemem pozostaje już tylko dotarcie policjantki do prawdy, a potem są pełen zwrotów akcji pościg i zaskakujący finał.

Materiały prasowe

W "Szadzi" wiele elementów sprawnie układa się w jedną całość, wiele jednak, paradoksalnie, pada ofiarą wyobraźni autora, a być może też niewystarczającego czasu na głębsze sprawdzanie informacji. Trochę tu religioznawstwa, trochę filozofii, ale znajdzie się i miejsce na rosyjską mafię oraz na sztukę krojenia sushi. Być może za dużo tu przypadkowości, łączenia grubym plastrem wątków, które nie chcą się skleić, a za mało mięsa w bohaterach, którzy aż się proszą o więcej warstw, więcej elementów wyróżniających.

d3j6dpt

A jednak, oglądając pierwszy z udostępnionych już odcinków serialu i porównując z tym, co opisał Brejdygant w powieści, wydaje się, że ekranizacja ma szansę przerosnąć książkowy pierwowzór. Na pierwszy rzut oka odtwórcy ról pasują do swoich postaci jak ulał. Nawet aż za bardzo.

Pierwsze sceny, wprowadzenie nastroju, budowanie atmosfery sprawiają mroczne wrażenie i każą z niecierpliwością oczekiwać więcej.

Kto wie, może wkrótce okaże się, że Brejdygant pisał "Szadź" z myślą o ekranizacji tak intensywnie, że zamiast powieści powstał scenariusz? Niektóre rozdziały są przecież tak krótkie jak jedna scena, rytm zdań układa się w zgrabne frazy, niemal słychać w powietrzu filmowe klatki, widać ujęcia i montażowe cięcia.

Widać też tych bohaterów, którzy obleczeni ciałami Popławskiej i Stuhra krążą wokół siebie w poszukiwaniu prawdy. Mimo że doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jednej i obiektywnej prawdy nie ma. Zamiast tego w pewnym momencie zaczyna się już tylko przekazywanie jej własnej wersji naznaczonej doświadczeniami i przeszłością.

d3j6dpt

Podziel się opinią

Share

d3j6dpt

d3j6dpt