Świt Kambriddów
Źródło zdjęć: © Inne
Zamarkowałem uderzenie od góry, lecz w ostatnim momencie zmieniłem kierunek i kolistym ruchem ciąłem go w pierś. Nie zdążył unieść tarczy. Ostrze wyszło na wylot, jak gdyby miast ciała przeszyło powietrze.
Atakowałem zawzięcie, ale każdy z ciosów dziurawił jedynie materiał kaftana. Ostrze nie barwiło się czerwienią, Jednoręki wciąż stał na nogach. Miecz zaczynał mi ciążyć. Przez otwory w kapturze patrzyła na mnie hipnotyzująca para oczu.Z