Świetlista Dolina

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Wieści o wędkowaniu Noego i zakładzie między Taylorem, Peavem Teasleyem i Moodym Dealem rozeszły się po całej Świetlistej Dolinie z szybkością dźwięku, dokładnie jak to przewidział Taylor. Już o dziesiątej rano przed sklepem zgromadził się tłumek mężczyzn i chłopców – byli między nimi oczywiście Peavo i Moody – wszyscy chcieli usłyszeć całą historię z pierwszej ręki, no i rzecz jasna rzucić okiem na Noego.

- Chłopaki – Taylor przemówił do tłumu. – Wiem, po co tutaj przyszliście, i nie mam nic przeciwko temu, tyle że Noe pracuje u mnie przy malowaniu sklepu i to właśnie będzie robił, więc możecie sobie co najwyżej słuchać, jak Peavo i Moody opowiadają kłamstwa. Jak się okażą zbyt wielkie do przełknięcia, to oderwę się od roboty i powiem wam prawdę.

Peavo i Moody zaśmiali się uszczęśliwieni. Nie zważali na to, co mówił Taylor, ani jak bardzo upierał się przy tym, że Noe musi pracować. Przysięgali, że to, co widzieli poprzedniego dnia, warte było opowiadania, że to był dzień, którego nigdy w życiu nie zapomną, mimo że stracili forsę. Bo to było prawdziwe łowienie na zamówienie!

- Boże, jakbyśmy byli w restauracji albo zamówili z katalogu Searsa – stwierdził Moody, opowiadając, jak to Noe wyciągał z rzeki po kolei same tylko byczki, idealniej wielkości, jak malowane.
- To znaczy, dosłownie, żaden okoń czy leszcz nawet nie próbował się złapać – wyjaśniał Moody. – Ani razu. No, mówię wam, przysięgam, że moglibyśmy złożyć zamówienie choćby i na rekina, a on by go dla nas złowił!
- Święta prawda – potwierdził Peavo. – I wiem jedno. Gotowy jestem od razu postawić forsę, żeby to jeszcze raz zobaczyć!
- Pewno, a ja razem z tobą, i nawet bym podwoił stawkę – dodał Moody. – Jak wam się, chłopaki, wydaje, że Littleberry Davis potrafi łowić, to gówno wiecie. Przy Noem, to on nawet nie umie porządnie przynęty na haczyk nałożyć. I nie zrozumcie mnie źle. Lubię Littleberry’ego. Nic do niego nie mam. Tyle że w porównaniu z tym chłopakiem, to nie umie łowić.
- A jego skręca z ciekawości – powiedział jeden z mężczyzn. – Widziałem go dzisiaj rano – mężczyzna zarechotał złośliwie. – I tak się zachowywał, jakby nie wierzył w ani jedno słowo z tego, co ludzie gadają. Powiedział, że Peavo i Moody to by nawet przysięgli, że Jezus powtórnie zstąpił na ziemię, gdyby tylko mogli na tym zarobić choć dziesiątaka.
- Boi się i tyle – stwierdził zadowolony Peavo. – Najnormalniej się boi. Tyle wam powiem, że w tę sobotę Littleberry może od razu oddać swoje wpisowe na zawody Noemu. I na dobrą sprawę to samo się odnosi do wszystkich innych. Od razu jestem gotów się założyć, tu i teraz, że Noe wygra, i to nie byle jak, bo złowi co najmniej o pięć funtów ryb więcej niż ktokolwiek inny. – Spojrzał pytająco na Moody’ego. – A niech tam, nawet o dziesięć.
- To cholernie dużo ryb – zauważył jeden z mężczyzn.
- Wczoraj mógłby właśnie tyle dorzucić do tego, co wyciągnął, gdyby połowił jeszcze z dziesięć minut – zapewniał Peavo.
- Boże drogi, Peavo, weź nie przesadzaj, taki dobry to nikt nie jest – odezwał się ten sam mężczyzna. – Wiesz, jak to brzmi? Jak ta historia o starym Johnie Cassidym i o tym byczku, co to go niby złowił w Chatuge. Pamiętacie? Twierdził, że ryba była taka wielka, że musiał linkę przywiązać do drzewa i wrócić do domu po muła, żeby tę rybę wyciągnąć.

Zgromadzeni wybuchnęli zgodnym śmiechem, bo doskonale pamiętali tę opowieść i starego Johna Cassidy’ego. I tak sobie siedzieli wygodnie na ganku i na schodkach, pijąc colę, rozmawiając, a wesołe odgłosy docierały aż do sklepu i na drabinę, na której pracował Noe. To były dźwięki, jakie lubił, i niemal żałował, że nie siedzi teraz pomiędzy tymi mężczyznami i chłopcami i że z bliska nie przysłuchuje się ich przekomarzaniom i historyjkom. Ale pewnie czułby się tam nieswojo, bo większość rozmów była na jego temat, a do tego prawie wszystko, na pewno odpowiednio przesadzone i podkolorowane przez Peava i Moody’ego.

Jako chłopiec często chodził z ojcem w czasie zbiorów bawełny do elewatorów. Kiedy wozy były już naładowane na tyle, żeby z ładunku bawełny zrobić bele, i każdy czekał na swoją kolej do elewatora, Noe siadał na tyle blisko grupek mężczyzn, żeby dobrze słyszeć, co mówią, ale nie za blisko, żeby go nie zaczepiali i nie żartowali sobie, jak to lubili robić. Właśnie w takich grupach nauczył się czytać nastroje ludzi. Potrafił po smutku w oczach wyczytać, komu źle się wiedzie, po radości, komu los sprzyja. I zawsze w takich grupach był jeden człowiek, który przewodził rozmowie, jeden, który nadawał ton. Nie zawsze ten sam, ale zawsze był jakiś lider. Zawsze. Kiedy Noe był chłopcem, lubił, gdy był nim Ward Cribbs. Ward Cribbs miał zawsze wesołą twarz, nosił na niej uśmiech, jakby to było jego najlepsze, niedzielne ubranie. Uwielbiał opowiadać historie o swoich podróżach po całej Ameryce, które odbywał jako młody chłopak poszukujący przygód. Ojciec Noego w tajemnicy wyjawił mu, że Ward Cribbs był nieszkodliwym
łgarzem. Powiedział, że nigdy nie wyjechał z hrabstwa Elbert dalej niż do Athenes, gdzie można przecież dojechać w kilka godzin wozem zaprzęgniętym w powolne muły. Ojciec Noego powiedział:

- Ward Cribbs zna te wszystkie historyjki z książek, a czego nie wyczytał, po prostu zmyśla. – Ojciec zamilkł na chwilę i pozwolił, żeby szeroki uśmiech powoli rozwijał się na jego twarzy, a potem oddał: – Bo przecież, dobry Boże, kto kiedykolwiek słyszał o tym, żeby wycinać dziurę w lodzie i przez taką dziurę łowić ryby? A Ward powiedział, że w niektórych miejscach na północy tak niby robią. Czasem myślę, ż jemu się wydaje, że my wszyscy jesteśmy bandą ciężkich idiotów.

Noe przypomniał sobie zdanie ojca na temat łowienia pod lodem, kiedy dowiedział się, że ludzie faktycznie wycinają w lodzie dziury, by przez nie łowić.

Koledzy w wojsku opowiedzieli mu o tym i na dowód nawet pokazali zdjęcia. Żałował wtedy, że ojciec już nie żyje. Byłby zaskoczony tą historią, ale jeszcze bardziej tym, że Ward Cribbs, ten wielki łgarz, nie kłamał.

Sprzed sklepu dobiegł go głośniejszy od innych wybuch śmiechu.
Peavo Teasley i Moody Deal prześcigają się w opowiadaniu i przechwalaniu, pomyślał, jak chłopcy, którzy na przemian przekładają dłonie na kiju bejsbolowym aż do jego końcówki, żeby rozstrzygnąć, która drużyna ma pierwsza atakować.
Na dźwięk nadjeżdżającego samochodu odwrócił się na drabinie i spojrzał w stronę drogi. Samochód, który zatrzymał się przed sklepem, wydał mu się znajomy, więc na chwilę przerwał malowanie, by zobaczyć, kto z niego wysiądzie. Był to Howard Reynolds.
Noe stwierdził, że śmiech na frontowym ganku ucichł.

Howard uniósł dłoń i go pozdrowił. Noe odpowiedział machnięciem ręki z pędzlem. Widział, jak Howard swoim ciężkim, trochę chwiejnym krokiem podchodzi do ganku i znika za rogiem. Słyszał przytłumione głosy, zbyt ciche, by mógł rozróżnić słowa. Ale słowa nie miały dla Noego znaczenia. Wiedział doskonale, że wymieniano powitania słowami tak zużytymi, że prawie nikt ich nigdy nie słuchał. Były oczekiwane i wypowiadane, ale nie wysłuchane. Zbliżało się południe. Howard przyjechał pewnie po coś, czego jego żona potrzebowała w kuchni.

Wrócił do malowania, słuchając szmeru głosów, i nagle odczuł, że w ich brzmieniu coś się zmieniło.
Po kilku minutach otwarły się boczne drzwi, pojawił się w nich Taylor i zawołał:
- Noe, możesz zejść tu na chwilę?
Noe odłożył pędzel w poprzek wiaderka z farbą, które z kolei przymocował do drabiny kawałkiem kabla, tak że zwisało z jednej strony. Zszedł na dół ostrożnie, uważając, żeby nie rozkołysać wiaderka. Na dole zobaczył, że obok Taylora stoi Howard Reynolds, jego ciało jakby przygniatał do ziemi wielki ciężar, a czarny sznurek opaski na oko wrzynał się w czerwoną twarz.

- Howard przyjechał szukać wnuczka – wyjaśnił Taylor. – Może ty go gdzieś widziałeś rano, jak szedłeś do sklepu?

- Nie wiem dokładnie, kiedy wyszedł z domu, ale to musiało być dosyć wcześnie – dodał Howard. – My z żoną żeśmy się zajmowali naszą sąsiadką i nawet nie zauważyliśmy, że go nie ma. Jest już za duży, żeby go cały czas mieć na oku. Pomyśleliśmy, że jest gdzieś blisko, że się bawi koło stodoły, ale jak go poszedłem szukać, to się okazało, że nigdzie go nie ma.

- Nie, niestety, nie widziałem go – powiedział Noe. Przypomniał sobie, że Eleanor mówiła mu, że Beatrice Cunningham jest u Reynoldsów, i zastanawiał się, czy chłopiec mógł pójść za Eleanor. I czy w związku z tym powinien powiedzieć o tym, że Eleanor była u niego w chatce. Zdecydował się nie mówić. Gdyby chłopiec był w pobliżu jeziora, toby go przecież zobaczył, a Eleanor być może nie życzyła sobie, żeby ktokolwiek wiedział, że zostawiła staruszkę u Reynoldsów i poszła do chatki. Może tę część swojego życia chciała zatrzymać dla siebie. W takich małych miejscach plotki rodzą się dosłownie z niczego.

Twarz Howarda była ściągnięta zmartwieniem. Kiwał się w miejscu. Jego szerokie czoło pokrywały gęste krople potu, które spływały, gromadząc się nad opaską na oku.
- To do niego niepodobne, tak sobie iść – powiedział. – Kiedy jego tato chodził do pracy, to go odprowadzał, ale zawsze wracał prosto do domu. To było, zanim jego tato wyjechał do Tennessee, żeby pracować przy budowie drogi.
- A może poszedł do szkoły, żeby się tam bawić? – zasugerował Taylor.
- Już tam byłem – westchnął Howard. – Nikogo nie widziałem.
- A rzeka? – spytał Taylor. – Wczoraj podobało mu się nad rzeką, kiedy patrzył, jak Noe łowi. Jeśli dobrze pamiętam, to nawet powiedział, że sam złowi rybę i da ją Noemu.

Howard pokiwał głową.
- To samo mówią Peavo i Moody. Ale on miał wyraźnie powiedziane, że nie wolno mu chodzić nad rzekę samemu, jak nikogo z nim nie ma.
- A może byśmy jednak poszli i sprawdzili – zaproponował Taylor. – Możemy wziąć do pomocy Peava i Moody'ego i jeszcze kilku innych.
- Już powiedzieli, że chętnie pójdą – wymamrotał Howard. – Chyba powinniśmy... – odwrócił głowę i dodał cicho. – Mam nadzieję, że jednak tam nie poszedł. Nie umie pływać.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀