WAŻNE
TERAZ

Koniec eldorado? Prezes największego banku w Polsce prognozuje

Świąteczny sweter

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Mama tanecznym krokiem wyszła z kuchni. Wytarła ręce w fartuch i wyciągnęła je, zapraszając mnie do świątecznego powitania.

- Wesołych świąt, mamo.

Objąłem ją krótko, bo nie chciałem pobrudzić piżamy mąką na naleśniki, a wiedziałem, że jeśli pozwolę, żeby uściskała mnie jak należy, nie wywinę się przez pięć minut.

Wyrwałem się z matczynych objęć najszybciej, jak mogłem, i ruszyłem do choinki stojącej w kącie. Jaśniał na niej pojedynczy sznur lampek, za dużych jak na takie małe drzewko. Ozdoby ze szkła, drewna i papieru były połączone łańcuchami z popcornu i soplami z folii aluminiowej. Niewiele z tych dekoracji zostało kupionych w sklepie. Część powstała na zajęciach w szkole, ale większość przez lata zrobiła mama.

Przesunąłem wprawnym spojrzeniem po rozłożonej pod choinką zielonej płachcie, na której mama wyszyła scenę narodzin. Zobaczyłem tylko parę prezentów, których nie było tutaj w wigilię, i jeden, którego nie znalazłem w trakcie Operacji. Żaden nawet w przybliżeniu nie miał wielkości roweru, ale jeszcze nie straciłem nadziei. Jako nieodrodna córka dziadka mama potrafiła zabawić się ze mną w kotka i myszkę. Kilka lat wcześniej odczekała, aż wszystkie moje prezenty zostaną otwarte, a potem pokazała mi przez kuchenne okno ostatni: nowe sanki z wielką kokardą na wierzchu.

Mając nadal świeżo w pamięci tamtą gwiazdkę, zacząłem się zastanawiać, gdzie mama ukryła rower. Było dużo możliwości, ale uznałem, że pewnie schowała go w garażu, a pod choinkę położyła samo zdjęcie huffy’ego. W ten sposób zmusiła mnie do domysłów, jednocześnie nie marnując papieru do pakowania, czym zawsze się przejmowała.

Sięgnąłem po pierwszy pakunek, żeby zobaczyć, co jest za nim.

- To dla mnie? - zaśpiewała mama.

Była dla mnie za szybka.

- Tak. Wesołych świąt.

Odwróciłem się z wahaniem od drzewka i wręczyłem jej prezent, za który sam zapłaciłem, przez całe lato zbierając jagody na farmie dziadka.

Mama ostrożnie otworzyła niezdarnie zapakowaną paczuszkę.

- Rękawiczki! - wykrzyknęła ze zbyt dużym entuzjazmem, żebym dał się na niego nabrać. Potem dodała cicho, w zamyśleniu: - Potrzebowałam nowych rękawiczek. Są piękne, skarbie. Dziękuję.

Nie słuchałem jej, bo byłem zajęty szukaniem drugiego prezentu. Znalazłem go i podałem mamie.

- O, rany, drugi? - zdziwiła się, biorąc do ręki małe, prostokątne pudełko. W środku była napisana odręcznie kartka i tabliczka czekolady. – „Wesołych świąt, matko” - przeczytała na głos. - Jesteś równie słodki jak ta czekolada. Eddie. - Roześmiała się. - Sam ją kupiłeś?

- Tak - odparłem z dumą. - Pomyślałem, że mogłabyś ją zjeść albo zrobić ciasteczka.

- Tak, kochanie, ale to nie… - Uśmiechnęła się, jakby to był najlepszy gwiazdkowy prezent w jej życiu. - Jesteś najsłodszym chłopcem… to znaczy, młodym mężczyzną na świecie. - Otworzyła opakowanie i zjadła kawałek czekolady, mrużąc oczy z rozkoszy. - Najlepsza, jaką kiedykolwiek jadłam.

Podeszła do mnie i wzięła w ramiona. Wydawało mi się, że uścisk trwa wieczność.

- Teraz moja kolej? - zapytałem niecierpliwie

- Twoja kolej, skarbie.

Najpierw otworzyłem prezenty, które… już otwierałem. Starałem się jak najlepiej odegrać zaskoczenie, kiedy wyjmowałem je kolejno i pokazywałem mamie: domowej roboty mitenki od kuzynki. Piłka baseballowa od wujka, którego nie widziałem od lat, torba cukierków, zapewne pochodzących z tej samej partii, której nie zjadłem w poprzednie święta. Ciekawe, czy mama wkładała je co roku tej samej torby, odkąd skończyłem cztery lata.

Wreszcie został tylko jeden prezent. Było to dość duże pudełko, ale bardzo lekkie. Proszę, Boże, pomyślałem, niech to będzie zdjęcie, liścik albo kartka. O dziwo, naprawdę miałem nadzieję, że nie dostanę pistoletu albo walkie-talkie. Tylko huffy mógł uczynić mnie szczęśliwym.

Mama ozdobiła pudełko dużą kokardą i wstążką, bardzo podobną do tej, którą zdjąłem ze swojego urodzinowego prezentu. Rozerwałem papier w renifery i płatki śniegu, aż zostałem z prostym brązowym pudełkiem w ręce. Moje serce galopowało, kiedy wolno unosiłem wieczko i odgarniałem pomiętą białą bibułkę.

Zobaczyłem sweter,

- Podoba ci się? - spytała mama, kiedy gapiłem się na prezent, niezdolny do mówienia.

Poprawiła się na kanapie i skrzyżowała ramiona, czekając na moją reakcję.

Rozwinąłem sweter, czepiając się resztek nadziei, że gdzieś w środku jest ukryta wskazówka, która zaprowadzi mnie do roweru. Potrząsnąłem nim mocno, ale nic z niego nie wypadło. I wtedy zrozumiałem, że w tym roku nie będzie huffy’ego, tylko ten głupia, zrobiona na drutach szmata.

- Podoba ci się? - Mama najwyraźniej uznała, że moje milczenie jest wyrazem nieopisanej radości. - Naprawdę?

Głupie swetrzysko, które nie było rowerem.

- Jasne, mamo, jest wspaniały.

Miałem ochotę i prawo się rozpłakać, ale był to ten rodzaj żalu, który obywa się bez łez. Gdybym tak bardzo się nie starał się przez cały rok, gdybym nie myślał o nowym rowerze w każdej sekundzie, gdybym nie obiecał Bogu, że na niego zasłużę, może nie zauważyłbym, że kolor wełny pasuje do kropek na torebkach na buty. Ale robiłem te wszystkie rzeczy i dlatego zauważyłem.

- Naprawdę mi przykro, że nie dostałeś roweru, skarbie. - Głos mamy był zbyt łagodny jak na mój nastrój. - Chodzi o to, że naprawa dachu kosztowała więcej, niż się spodziewałam. Wiem, że zrozumiesz. Może oszczędzę dość pieniędzy, żeby ci go kupić w przyszłym roku.

Rozumiałem, owszem. Rozumiałem, że zawsze będziemy biedną rodziną, a ja zawsze będę biednym chłopcem z plastikowymi butami i bez roweru.

Patrzyłem na sweter i czułem, że robi mi się gorąco, jakbym już go włożył. Nie wiedziałem, kto zawiódł mnie bardziej: mama, nie kupując mi rzeczy, na którą zasłużyłem, tata, nie czuwając nade mną z góry tak, jak powinien, czy Bóg, lekceważąc moją prośbę. Byłem tak rozczarowany, że zapomniałem przyłożyć sweter do siebie, jakby go przymierzał.

- Mam nadzieję, że będzie dobry - powiedziała mama.

Nie podchwyciłem aluzji.

- Na pewno - odparłem bez entuzjazmu.

Mama w końcu podeszła, wzięła ode mnie sweter i przyłożyła mi go do pleców.

- W tempie, w jakim rośniesz, będzie jak znalazł następnej jesieni! - Była bardzo podekscytowana.

- Dziękuję, mamo, jest świetny - wymamrotałem.

- Taki sam jak te drogie, które sprzedają u Searsa - rzekła z dumą, widząc rozczarowanie, które mimo woli odmalowało się na mojej twarzy. - Żądają prawie czterdziestu dolarów za prawdziwy, ręcznie robiony sweter. Oczywiście nie mogłam sobie na to pozwolić, ale udało mi się kupić dobrą włóczkę. - Przestała mówić i spojrzała na mnie, jakby była zakłopotana, że tłumaczy się z prezentu.

- Jest super. Naprawdę. Potrzebowałem swetra. - Nie potrafiłem ukryć zawodu ani dostrzec, ile ten podarunek znaczy dla mamy.

Pomyślałem o liściku, który zostawiła dla mnie pod łóżkiem. Miała rację.

„Przegapiłem” prezent. Mama robiła go codziennie na moich oczach, zmuszając do oglądania „Małego domku na prerii”. (Uważała, że Pa Ingalls jest uroczy, a ja musiałem z tego powodu cierpieć.) Ale teraz wszystko nabrało sensu: głupi podarunek zrobiony własnoręcznie podczas gapienia się na głupi film. Założyłbym się, że moi koledzy, którzy oglądali wybrane przez siebie programy, na przykład „Starsky i Hutch”, również dostawali prezenty, o jakie prosili.

Moje rozczarowanie z powodu braku śniegu teraz wydawało się śmieszne w porównaniu z tym, które czułem z powodu prezentu. Jesteś idiotą, pomyślałem. Powinieneś był wiedzieć. Powinieneś był się tego spodziewać.

Mama patrzyła na mnie oczami, z których, po raz pierwszy, trudno było coś wyczytać. Czuła ulgę, że jestem uszczęśliwiony prezentem, czy przejrzała moją grę? Szczerze mówiąc, w tamtym momencie nic mnie to nie obchodziło, ale wiedziałem, że nie będę mógł wiecznie udawać. Musiałem uciec.

- Pójdę zanieść go do mojego pokoju. Zaraz wrócę.

Gdy poczułem znajome pieczenie w oczach, popędziłem na górę, zanim mama zdążyła zobaczyć moje łzy.

Piąty

Okno mojej sypialni wychodziło na ulicę biegnącą przed domem. Zanim raptownie urosłem, mogłem stanąć przy parapecie, położyć na nim łokcie, a brodę oprzeć na dłoniach. Tamtego świątecznego ranka byłem trochę za wysoki, żeby to zrobić, więc oparłem ręce o parapet, odsunąłem się o kilka cali i pochyliłem do przodu, aż moje czoło dotknęło chłodnej szyby. Zimno aż paliło skórę, ale uważałem, że zasłużyłem na ból.

W końcu zaczął padać śnieg. Piękne, duże płatki. Cienka biała warstwa pokrywająca ulicę oznaczała, że pada już od jakiegoś czasu, ale byłem zbyt zajęty użalaniem się nad sobą, żeby to zauważyć.

Właśnie miałem się odwrócić od okna, kiedy po drugiej stronie ulicy dostrzegłem małą dziewczynkę jadącą podjazdem na nowym rowerze. Obok niej biegł ojciec, jakby nie ufał dodatkowym kółkom, zwłaszcza na śliskim asfalcie. Oprócz czoła znowu zaczęły mnie piec oczy.

Podszedłem do łóżka i opadłem na nie ciężko. Luke Skywalker drażnił mnie wspomnieniem wspaniałego gwiazdkowego prezentu z przeszłości. W głowie miałem obraz dziewczynki na rowerze. Widziałem obracające się koła, kiedy jechała przed siebie jak najbardziej wolna osoba na świecie. Mogła oddalić się od domu na dwie, trzy albo cztery godziny. Całkowicie wolna.

Skupiłem wzrok na suficie. Dach przeciekał przy każdym deszczu, tynk nasiąkał wodą, zostawały na nim wielkie plamy. Nic w moim życiu nie było doskonałe. Inne dzieci miały nowe rowery, dwoje rodziców i sufity bez zacieków. Uważałem, że to niesprawiedliwe.

- Eddie! - zawołała mama z korytarza i otworzyła drzwi mojej sypialni. - Wyglądałeś na dwór? To prezent od taty dla ciebie. Gwiazdkowy cud! Nie padało tak, odkąd…

Nie potrafiłem na nią spojrzeć. Bez słowa gapiłem się w sufit. Wiedziałem, że twarz mnie zdradzi, ale kiedy cisza się przedłużała, usiadłem na łóżku, żeby zobaczyć, o co chodzi. Mama patrzyła na podłogę przy komodzie.

- To twój sweter? - zapytała cicho.

Cisnąłem go tam, nawet o tym nie myśląc. Był zwinięty w kłębek, jak rzecz, której miejsce jest w śmietniku.

- Przepraszam - bąknąłem ze skruchą, wstając z łóżka. - Powinienem był go odłożyć.

- Zdaje się, że już to zrobiłeś - stwierdziła mama. Ból w jej głosie i wyraz rozczarowania na twarzy nie powinny mnie zaskoczyć, ale zaskoczyły. Po dłuższej chwili milczenia przeniosła wzrok ze swetra na mnie. - Nie traktuj swoich ubrań w ten sposób, proszę.

Wiedziałem, że mamy niewiele pieniędzy, ale aż do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo to ciąży mojej matce. Oczami wyobraźni zobaczyłem, jak pracując u Searsa, codziennie przechodzi obok nowych rowerów, ale nie może sobie pozwolić na ten, o którym marzyłem. Jak patrzy na swetry, których nie chciałem, i też nie może sobie na nie pozwolić, jak wybiera wełnę i co noc robi na drutach, starając się przekonać siebie, że pokocham nowy sweter tak, jak pokochałbym nowy rower. Ale w głębi serca wie, że tak się nie stanie.

Obserwowałem ją w milczeniu, gdy podnosiła sweter delikatnie niczym rannego kotka. Złożyła go starannie i umieściła na komodzie. Przez chwilę dotykała go, jakby chciała wygładzić nieistniejące zagniecenia.

Naprawdę nie wiedziałem, do jakiego stopnia matka wierzy w magię świat, póki nie zobaczyłem, jak ta magia umarła dla niej w chwili, kiedy zobaczyła zwinięty kłębek wełny leżący na podłodze.

Ostrożnie, bez słowa zamknęła drzwi sypialni. Znowu zapiekły mnie oczy.

Podszedłem do okna w nadziei, że pocieszy mnie widok śniegu. Przycisnąłem głowę do zimnej szyby. Dziewczyna z naprzeciwka zniknęła, podobnie jak biały puch. Ostatni płatek tańczył powoli w stronę ziemi. Wyglądał równie smutno i samotnie, jak ja się czułem.

Potem zaczął padać deszcz.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇