WAŻNE
TERAZ

Najważniejsza deklaracja Trumpa? "Nie będę używał siły, tylko proszę"

Stauffenberg

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

1 Młodość 1907–1925
Rok 1907 był znamienny dla Europy. Wszystko, co nastąpiło potem – to co wielkie i wzniosłe, małe i śmieszne, straszne i katastrofalne – wzięło swój początek właśnie w roku 1907.
1 stycznia 1907 r., kiedy stolica Wielkiej Brytanii była jeszcze pogrążona w głębokiej poświątecznej ciszy, wysłużonymi schodami londyńskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych „Foreign Office”, kroczył nieśpiesznie mężczyzna w ciemnym surducie. Wszedł do swojego gabinetu, otrzepał płaszcz z mokrego śniegu, powiesił go i wreszcie ze skupioną miną zasiadł za biurkiem.

Ten elegancki, szpakowaty dżentelmen, który tak bezceremonialnie zlekceważył świąteczny nastrój, był wysokim urzędnikiem brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych nazwiskiem Eyre Crowe. Sir Eyre Crowe sięgnął niezwłocznie po przybory do pisania. Po skreśleniu pierwszych zdań oparł się na krześle i zaczął wpatrywać się w jedno słowo napisane dużymi literami, które wyrastało z ciasno zapisanych linijek – GERMANY – NIEMCY.

Sir Eyre Crowe posiadał brytyjskie obywatelstwo, ale w jego żyłach płynęła w połowie niemiecka krew: jego ojcem był Anglik, matka zaś Niemką. Do osiemnastego roku życia mieszkał w Niemczech i także on ożenił się z Niemką. Crowe, który płynnie mówił po niemiecku, uważał się za eksperta od spraw niemieckich, za numer 1 w Wielkiej Brytanii w tej dziedzinie. Wierzył, że potrafi czytać w zakamarkach niemieckiej duszy. Był przekonany o tym, że zna najtajniejsze myśli i zamiary kół rządzących w Niemczech. Umoczył pióro w atramencie i pisał w wielkim skupieniu. Wokół niego, w starym budynku, panowała głucha cisza. To właśnie z tego miejsca w ciągu dwustu lat tworzono światowe imperium i dbano o jego trwanie. W trakcie pracy na jego twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia; był dumny, zacisnął zęby, żeby nie poddać się zmęczeniu. Miał głębokie przeświadczenie, że spod jego pióra wychodzi dzieło stulecia: gruntowne i wnikliwe memorandum na temat stosunków brytyjsko-niemieckich, które wprawi przełożonych w zdumienie.
Crowe pochlebiał sobie, że owe memorandum ukierunkuje brytyjską politykę zagraniczną na pięć lat, jeśli nie na całe dziesięciolecia, a nowa koncepcja otworzy ogromne perspektywy.

Wielkiej Brytanii – pisał Crowe – nie wolno ani na krok odstąpić w traktowaniu spraw kontynentu od tradycyjnej polityki zachowania równowagi sił – „balance of power” – jaką prowadziła od stuleci z taką konsekwencją i z sukcesem. Anglia zawsze przeciwstawiała się państwom dążącym do uzyskania hegemonii w Europie. I tak najpierw rzuciła na kolana Hiszpanię, potem Niederlandy i wreszcie – w kilkudziesięcioletnich zmaganiach przeciwko rewolucji i przeciwko Napoleonowi – pokonała Francję. Teraz, u progu XX wieku, te trzy państwa nie odgrywają już większej roli i przestały liczyć się jako poważni rywale. Teraz i w przyszłości istnieje tylko jeden groźny konkurent dla Anglii: GERMANY – NIEMCY.

Niemcy, pisał Crowe dalej (a przed oczyma przesuwały mu się obrazki z dzieciństwa i lat młodzieńczych spędzonych w Niemczech), są obecnie zdolne do wszystkiego. Zostały poderwane przez ambitnych ludzi władzy lub mężów stanu i dokonały godnego podziwu rozwoju „systematycznego powiększania swojego terytorium przede wszystkim przy użyciu miecza”. Niemcy dążą z uporem i chłodną energią do opanowania kontynentu europejskiego. Tylko Niemców, żadnego innego konkurenta, Anglia powinna się obawiać. Wszelkie próby porozumienia ze strony Berlina, pisał na zakończenie swojego memorandum Crowe, to manewr pozoracyjny, służący wyłącznie wprowadzeniu w błąd brytyjskiego rządu i odwróceniu uwagi od faktu, że Niemcy chcą podporządkować sobie Europę.

Studium sir Eyre Crowe’a z 1 stycznia 1907 r. wywarło ogromny wpływ na sposób myślenia Brytyjczyków i brytyjskie podejście do sprawy Niemiec. Mądrzy i bardziej przenikliwi Brytyjczycy określili je wkrótce jako „oszukańczy dokument”; w rzeczywistości Crowe w swoim elaboracie całkowicie pominął fakt, że w „powiększaniu terytorium przy użyciu miecza” chodziło jedynie o stworzenie niemieckiej jedności, o realizację prawa do narodowego samostanowienia. Doświadczony podsekretarz stanu w Foreign Office, Sanderson, protestował na drodze służbowej przeciwko memorandum Crowe’a. Ale jego szef, angielski minister spraw zagranicznych, sir Edward Grey, rzucił się na to opracowanie jak tonący na ostatnią deskę ratunku. Był on opętany panicznym strachem przed niemieckimi dążeniami do hegemonii i grożącą izolacją Anglii. Po przeczytaniu memorandum Crowe’a obawy ministra przerodziły się w obsesję. Zaczął krążyć z tym tekstem od jednego gabinetu do drugiego, od towarzystwa do towarzystwa, od salonu do salonu i tak oto w
brytyjskich kołach rządowych z dnia na dzień narastało przekonanie o konkurencji niemieckiej, która zagraża istnieniu Królestwa.

Czy jednak wizerunek Niemiec nakreślony przez Crowe’a w memorandum i przekonanie o niemieckich dążeniach, które teraz robiło furorę w kręgach londyńskiej high-society, miało jakieś realne podstawy? Z militarnego punktu widzenia z pewnością nie. Żadne mocarstwo europejskie (abstrahując od rządzonej przez Habsburgów monarchii austro-węgierskiej) nie zachowywało się w swoich zapędach militarystycznych tak wstrzemięźliwie jak Rzesza stworzona przez Otto Bismarcka, która istniała od 36 lat. Wzrost liczebności armii mocarstw europejskich w poprzednich dwóch latach – od 1905–1907 – przedstawiał się następująco:
ROSJA o ok. 40 000 żołnierzy
FRANCJA o ok. 20 000 żołnierzy
NIEMCY o ok. 7000 żołnierzy
AUSTRIA -
Oznaczało to, że w 1907 r. mocarstwa europejskie dysponowały siłami lądowymi o następującej liczebności:
ROSJA ok. 1 250 000 żołnierzy
FRANCJA ok. 659 000 żołnierzy
NIEMCY ok. 628 000 żołnierzy
AUSTRIA ok. 396 000 żołnierzy

O militarnym zagrożeniu Anglii lub Europy ze strony Niemiec nie mogło więc być mowy. Wprost przeciwnie: łącznie ze sprzymierzoną monarchią austro-węgierską Niemcy miały pod bronią około jednego miliona żołnierzy, podczas gdy dawni sojusznicy Francja i Rosja – ponad dwa razy tyle, czyli w przybliżeniu dwa miliony żołnierzy. Francja, której liczba ludności wynosiła 43 miliony mieszkańców, dysponowała armią o prawie 70 000 żołnierzy większą niż Niemcy z 64,5 milionami mieszkańców. Podczas kolejnych siedmiu lat, do 1914 r., biorąc pod uwagę przewidywane zwiększenie liczebności wojsk, stosunek sił w żadnym razie nie zmieniłby się na korzyść Niemiec i Austrii:
ROSJA o 391 999 żołnierzy, co dawało łącznie w 1914 r. 1 640 000 żołnierzy,
FRANCJA o 215 000 żołnierzy, co dawało w 1914 r. 910 000 żołnierzy,
NIEMCY o 132 000 żołnierzy, co dawało w 1914 r. 760 000 żołnierzy,
AUSTRIA o 96 000 żołnierzy, co dawało w 1914 r. 490 000 żołnierzy.
W 1914 r. 2,5 miliona żołnierzy sprzymierzonych ze sobą mocarstw – Francji i Rosji – stanęłoby przeciwko 1,25 miliona żołnierzy Niemiec i Austro-Węgier.

A jak wyglądał stosunek sił na morzu? – dla Wielkiej Brytanii była to sprawa niewątpliwie najwyższej wagi. Czy Niemcy tak jak Anglia przystąpiły do budowy nowoczesnej floty, okrętów wojennych „dreadnought” najnowszej generacji?

Z pewnością, ale planowane na następne dziesięć lat zbrojenia w dziedzinie sił morskich przeczyły także teorii Crowe’a. Wydatki na flotę morską ośmiu czołowych mocarstw światowych w przeliczeniu na głowę mieszkańca w markach w złocie przedstawiały się następująco:
WIELKA BRYTANIA 17,80
FRANCJA 8,07
USA 5,86
NIEMCY 5,82
WŁOCHY 5,05
JAPONIA 3,05
ROSJA 1,94
AUSTRIA 1,89

Oznaczało to konkretnie, że plany rozbudowy floty wojennej Anglii i Francji znacznie przewyższały niemieckie czy austriackie, a mianowicie trzykrotnie. To raczej Niemcy położone w środku między wschodem i zachodem miały więcej powodów do obaw o swoje bezpieczeństwo. Kiedy w 1914 r. wybuchła I wojna światowa, ogólny tonaż floty sprzymierzonych trzykrotnie przewyższał tonaż Niemiec i Austrii, stosunek zaś ten w odniesieniu do pancerników wynosił jak jeden do pięciu.

Gdzie zatem należy szukać usprawiedliwienia dla dramatycznego scenariusza nakreślonego przez sir Crowe’a i dla jego apokaliptycznego twierdzenia, że Niemcy przygotowują się do zagarnięcia Europy i stanowią śmiertelną konkurencję dla Anglii?

Jeśli już mowa o „zagrożeniu”, to chyba ze względu na gigantyczny cud gospodarczy, który dokonał się w Rzeszy niemieckiej od 1880 r. Z narodu „poetów i myślicieli”, o którym niegdyś rozpisywała się madame de Staël w swoim bestsellerze o Niemczech, przerodził się po zjednoczeniu w naród robotników i wynalazców, naukowców i inżynierów. Kaiserowskie Niemcy aż kipiały energią, przesiębiorczością i wydajnością pracy. Niemcy zapoczątkowały pasmo sukcesów gospodarczych, które zapierały dech w piersiach. Abstrahując od Stanów Zjednoczonych, Niemcy pozostawiły daleko w tyle wszystkie mocarstwa i wysunęły się na pierwszą pozycję pod względem gospodarczym. W przemyśle chemicznym, w optyce precyzyjnej i w dziedzinie elektrotechniki wyprzedziły nawet USA. A na kontynencie europejskim sytuacja wyglądała następująco:

WYDOBYCIE WĘGLA KAMIENNEGO – Niemcy wyprzedziły Francję, czterokrotnie zwiększyły swoje wydobycie i deptały po piętach Anglii.
PRODUKCJA SURÓWKI ŻELAZA – od 1903 r. Niemcy zwiększyły produkcję surówki siedmiokrotnie, pozostawiając daleko w tyle Francję i Anglię i wysunęły się na pierwsze miejsce w Europie.
PRODUKCJA STALI – pod tym względem Niemcy już od 1893 r. objęły prowadzenie i podwoiły swoje zdolności produkcyjne, dwukrotnie przewyższając Anglię i czterokrotnie Francję.

W ciągu pięćdziesięciu lat, od 1857 do 1907 roku, niemiecki udział w handlu światowym wzrósł z 8 do 12%, podczas gdy w tym samym okresie udział Wielkiej Brytanii spadł z 24 do 18%. Londyńskie City biło na alarm i 23 sierpnia 1887 r. wydano tam ustawę o ochronie rynku, która nakazywała, by wszystkie towary sprowadzane z Rzeszy nosiły napis „made in Germany”. Ale przepis ten podziałał jak bumerang, ponieważ niemieckie produkty uzyskały ze względu na swoją wysoką jakość najwyższą światową markę. W ciągu dwudziestu lat, od 1887 do 1907 r., niemieckie obroty w handlu zagranicznym wzrosły o 250%, w tym zaś samym okresie w handlu brytyjskim odnotowano spadek o 80%.

Jeśli więc istniały jakieś powody do niepokoju w Anglii, to mogły one mieć swoje uzasadnienie w niemieckim cudzie gospodarczym i wzroście potęgi przemysłowej Rzeszy. Dlatego dyplomacja brytyjska – dokładnie w myśl zaleceń Crowe’a – podejmowała przy użyciu zabiegów politycznych zwiększone wysiłki w celu ograniczenia ekspansji Niemiec pod rządami cesarza Wilhelma II. Anglia była już związana z Paryżem od 1904 r. na mocy porozumienia „entente cordiale”. Od 1906 r. trwały brytyjskie zabiegi dyplomatyczne w Petersburgu w sprawie zawarcia traktatu z Rosją, który regulowałby podział wpływów obu mocarstw w Afganistanie i w Iranie. W Berlinie, w Ministerstwie Spraw Zagranicznych przy Wilhelmstrasse, przypatrywano się temu z całkowitym spokojem. Jakim sposobem – myśleli niemieccy dyplomaci – mogłoby kiedykolwiek dojść do zbliżenia między „wielorybem” (Anglia) i „niedźwiedziem” (Rosja)? I rzeczywiście – Brytyjczycy nie posunęli się w ciągu minionego roku 1906 ani na krok w tej sprawie; rosyjscy wojskowi nie byli
skłonni zrezygnować na rzecz Anglii ze specjalnych stosunków z Kabulem. Na początku 1907 r. sprawy nabrały jednak tempa. Minister spraw zagranicznych Rosji, Aleksander Pietrowicz Iswolski, stał się gorącym zwolennikiem bliższej współpracy z liberalnym Zachodem, szczególnie z Anglią, ażeby w ten sposób położyć kres autokratyzmowi szerzącemu się w jego własnym kraju. Minęło jeszcze osiem miesięcy długotrwałych i trudnych rokowań, zmagań obu stron, by wreszcie 31 sierpnia 1907 r. mogło dojść do podpisania brytyjsko-rosyjskiego traktatu, który regulował kwestię „strefy wpływów” Rosji i Anglii w Afganistanie oraz w Iranie.

Była to sensacja polityczna 1907 r.: „wieloryb” i „niedźwiedź” doszli ze sobą do porozumienia! Zbliżeniu politycznemu towarzyszyła także współpraca militarna. Już dwa i pół miesiąca później udał się do Petersburga naczelny dowódca brytyjskich sił zbrojnych, generał French, wyposażony w oficjalne pełnomocnictwa króla Edwarda VII, by złożyć uszanowanie rosyjskim ministrom, a przede wszystkim przyjrzeć się dokładnie rosyjskiej armii. I co najbardziej interesujące: wszystko to miało niewiele wspólnego z Afganistanem czy Iranem. Brytyjscy goście przedstawili swoim gospodarzom pilną propozycję umocnienia zachodniej granicy rosyjskiej przeciwko Niemcom. Sir Eyre Crowe nie na próżno spędził pracowite godziny w noworoczny dzień 1907 r. Od 31 sierpnia 1907 r. zaczął zaciskać się wokół Niemiec stalowy pierścień.

Rzesza niemiecka od końca 1907 r. była w Europie całkowicie izolowana politycznie i militarnie. Tymczasem niemiecki cesarz Wilhelm II, który wkrótce miał obchodzić jubileusz dwudziestolecia swojego panowania, niezrażony głosił hasło „cała naprzód”, a masy niemieckich robotników na fali cudu gospodarczego rzeczywiście nie znały pojęcia bezrobocia (niecałe dwa procent w 1907 r.) i miały szczerą nadzieję, że podążają ku „cudownym czasom”. Ale było jedynie kwestią czasu, kiedy ostra imperialistyczna konkurencja między czołowymi potęgami gospodarczymi przerodzi się w otwarty konflikt militarny. A wtedy to nie Anglia pozostałaby w izolacji, jak się tego obawiali Crowe i Grey, lecz właśnie Niemcy położone pośrodku między Wschodem i Zachodem. Zwrotnice decydujące o sytuacji politycznej i wydarzeniach najbliższych dziesięcioleci zostały więc ustawione; kontynent europejski znalazł się w przededniu historycznej katastrofy i uczynił pierwszy krok w kierunku samorozdarcia, a w konsekwencji i upadku.

Tego jednak nikt nawet nie przeczuwał. Burżuazja, która nadawała ton w europejskich miastach, patrzyła z optymizmem w przyszłość i czerpała krociowe zyski z wydajnej pracy robotników zatrudnionych w wielkich fabrykach, które wyrastały niczym grzyby po deszczu. Ale w 1907 r. pojawili się nie znani dotąd szerszej opinii ludzie, którzy z mrocznymi twarzami przyglądali się temu, co się wokół nich dzieje. W ich umysłach z wolna rodziły się wizje całkiem innego świata. Jednym z nich był 37-letni wówczas Władimir Iljicz Uljanow, zwany Leninem, syn rosyjskiego kuratora szkolnego, który właśnie po raz drugi wyjechał na emigrację na Zachód, ażeby tam stworzyć kadrową grupę spiskowców w celu obalenia władzy w Rosji. Drugi miał 18 lat, nazywał się Adolf Hitler i był synem austriackiego urzędnika celnego. Rysunki Hitlera zostały właśnie odrzucone przez Wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych i zmarła mu matka. Przeniósł się wtedy z Linzu do stolicy monarchii, Wiednia, i wynajął pokój w VI dzielnicy przy Stumpergasse 29 u pani
Zakreys, podjąwszy fanatyczne postanowienie, że nie będzie od nikogo na świecie pod żadnym względem zależny i wypełni swoją wielką dziejową „misję”.
Tak przedstawiała się sytuacja w roku 1907. W tych właśnie czasach przyszło żyć Clausowi von Stauffenberg.


Rodzina Stauffenbergów od wieków należała do stanu rycerstwa Szwabii i Frankonii. 20 stycznia 1698 r. ród Schenków von Stauffenberg (tak brzmi w pełnym brzmieniu rodowe nazwisko) został podniesiony do godności baronów.

Znaczenie polityczne i społeczne tego rodzaju tytułów zmniejszyło się wraz z upływem czasu, zwłaszcza w XVIII wieku, kiedy to dziesiątki niemieckich księstewek rządzonych przez absolutystycznych władców awansowało do miana „suwerennych” państw. Krzepcy i samodzielni rycerze, którzy od stuleci panowali i gospodarowali niczym udzielni królowie na swoich włościach, stopniowo stali się pracownikami dworu, urzędnikami i oficerami zawodowymi, pobierającymi stały żołd.

Jednakże von Stauffenbergowie zachowali niezależność i wykazywali w tej sprawie dużo uporu; pod tym względem Claus von Stauffenberg miał okazać się godnym spadkobiercą i potomkiem swoich przodków. Jego pradziadek, baron Franz Ludwig Schenk von Stauffenberg, popadł w długotrwałą niełaskę u swojego pana, bawarskiego króla Ludwiga II, kiedy po zwycięstwie nad Francją w latach 1870–71 w trakcie tworzenia się II Rzeszy niemieckiej podjął działania na własną rękę. Bawarski parlament debatował wówczas nad tym, czy królestwo Bawarii powinno przyłączyć się do zjednoczonego niemieckiego państwa narodowego, czy też nie, a kanclerz Związku Północnoniemieckiego, Otto von Bismarck, który w owym czasie przebywał w Wersalu, z niepokojem oczekiwał na wyniki głosowania w Bawarii, wiedząc, że separatyści i przeciwnicy Rzeszy w Monachium działają bardzo aktywnie. Pradziadek Stauffenberga przechytrzył jednak ich wszystkich, oświadczając po prostu przed Izbą Stanów, że Izba Wyższa opowiedziała się już za połączeniem się z Rzeszą,
po czym natychmiast udał się do Izby Wyższej z wiadomością, że Izba Stanów głosowała identycznie, czyli za Rzeszą Otto Bismarcka. Tak oto przodek Clausa von Stauffenberga przysłużył się sprawie zjednoczenia Niemiec. Ludwig II nie zapomniał pradziadkowi Stauffenberga tej samowoli, i kiedy 14 stycznia 1874 r. nadawał mu godność barona, zabrzmiało to raczej jak obraza niż wyróżnienie, król wiedział bowiem, że Stauffenberg zdecydowanie nie życzył sobie tego tytułu.

Można więc powiedzieć, że Stauffenbergowie zostali baronami wbrew swojej woli i chęci – wskutek okazanego nieposłuszeństwa – znamienny to i niejako proroczy znak dla późniejszego bojownika oporu, Clausa von Stauffenberga.

Należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną znamienną okoliczność: Rzesza lub jak kto woli zjednoczone Niemcy zostały postawione ponad separatystycznym państwem! Kiedy w 1921 r. umarł ostatni król Wirtembergii, któremu przez całe życie służył ojciec Clausa, dla 14-letniego wówczas chłopca największą troską miało stać się, by „Niemcy znowu odzyskały swoje znaczenie”. Trudno się w tym doszukać nawet śladu prowincjonalnego myślenia rodem ze Szwabii. Motyw wierności dla Rzeszy przewijał się, począwszy od przodków Stauffenberga, przez całe jego życie – aż do śmierci 21 lipca 1944 r.

Claus von Stauffenberg urodził się 15 listopada 1907 r. w bawarskiej Szwabii, jako trzeci syn barona Alfreda Schenk von Stauffenberga i jego żony Caroline, pochodzącej także z rodu baronów Gyllenband. Dwa i pół roku wcześniej przyszli na świat jego dwaj bracia bliźniacy – Berthold i Aleksander (w marcu 1905 r.). Cała trójka spędzała dzieciństwo na zabawach na drugim piętrze starego zamku w Stuttgarcie, tradycyjnej siedziby dawnych baronów i książąt Wirtembergii.

To południowo-niemieckie terytorium było od stu lat królestwem. Kiedy cesarz Napoleon I rozbił na części uświęcone 900 latami istnienia „Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego”, lokalni książęta Bawarii, Saksonii i Wirtembergii awansowali do miana „królów”. Ojciec Clausa służył jako marszałek dworu u ostatniego wirtemberskiego króla, Wilhelma II.

(Opublikowano za zgodą Wydawnictwa Bellona)

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇