Stanisław Krzemiński: Telewizja komercyjna nie była zainteresowana historią polskiego feminizmu

28 listopada 2018 r. obchodzimy 100-lecie praw wyborczych kobiet w Polsce. Dużo? Okazuje się, że w kwestii poszanowania praw wciąż jest sporo do zrobienia. Udowadniają to akcje "Me Too" oraz liczne protesty, które przybierają na sile.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Serial "Drogi Wolności" powstał przed cyklem powieściowym o podobnym tytule
Serial "Drogi Wolności" powstał przed cyklem powieściowym o podobnym tytule (Materiały prasowe)
WP

O kształtowaniu się polskiego feminizmu rozmawiamy z pomysłodawcą serialu "Plebania" oraz inicjatorem i producentem serialu "Drogi wolności". Serial posłużył mu za kanwę tworzenia cyklu powieściowego pod podobnym tytułem („Drogi do wolności” – wydawnictwo ZNAK), gdzie rozwinął wątki trzech sióstr, które zdecydowały się wydać własną gazetę i utrzeć nosa męskim ambicjom. Właśnie ukazał się trzeci tom powieści Stanisława Krzemińskiego o tytule "Zawierucha".

Jaka jest geneza powstania cyklu "Drogi do wolności”?

Historia powstania jest bardzo osobista, bo wzięła swój początek od pamiętników mojej matki, znalezionych po jej śmierci. Natomiast same dzieje kobiet opisywanych w książce są fikcją. Pamiętniki posłużyły mi jedynie do stworzenia ich rysu psychologicznego – do skorzystania z gotowych archetypów: intelektualistka, sufrażystka, bizneswomen, tradycjonalistka, emocjonalna artystka. Z losów rodzinnych nie czerpałem jakoś szczególnie.

WP

Czy kobietom wciąż łatwo jest utożsamiać się z archetypami? Czy one wciąż są aktualne, pomimo upływu tylu lat?

Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo jestem mężczyzną. Również pisanie o kobiecych uczuciach nie należało do najłatwiejszych. Musiałem wejść w skórę bohaterek, a pamiętniki i gotowe wzorce z pewnością bardzo mi w tym pomogły. Dla mnie to jest podwójnie trudna sytuacja, bo kilka bohaterek ma cechy kobiet, które w dużej mierze znałem lub słyszałem o nich opowieści rodzinne.

Jak to się stało, że najpierw powstał serial "Drogi wolności” a dopiero potem książka?

Byłem pomysłodawcą, natomiast projekt rozwijaliśmy wspólnie z Hanną Probólską . Niedługo potem dołączyła do nas Joanna Wojdowicz, która pod naszym kierunkiem pisała scenariusze do serialu. Dość długo staraliśmy się sprzedać projekt, ale telewizja nie była zainteresowana fabułą ze względu na zbyt oczywiste nawiązanie do historii. Nie chciałem, żeby pomysł poszedł do szuflady, więc mniej więcej po dwóch latach od momentu pierwszego szkicu serialowego, zająłem się pisaniem cyklu powieściowego, który zresztą bardzo odbiega od fabuły serialu. Jest tam znacznie więcej historii. Nie tylko tych wielkich, ale przede wszystkim małych, obyczajowych i osobistych historii kobiet.

WP
East News
Podziel się

Wspomniał pan, że telewizja komercyjna nie była zainteresowana kupnem scenariusza ze względu na historię. Dlaczego?

Główni gracze komercyjni skupiają się na lekkich produkcjach rozrywkowych, które nie wymagają dużego skupienia. Dla porównania HBO, Netflix czy Canal+, a więc telewizje cyfrowe i kodowane pozwalają sobie na emisję produkcji wymagających uwagi, myślenia i wyciągania wniosków. Natomiast główni gracze komercyjni skupiają się na lekkich rozrywkach, bo zapewniają oglądalność. Dlatego nasz projekt przegrał z "Belle Epoque” – bo ten oprócz nawiązania do historii, zawierał jeszcze część kryminalną, a ta dobrze się sprzedaje. Po odrzuceniu naszego pomysłu przez TVN i Polsat na placu boju pozostała tylko TVP.

WP

W tym roku uczestniczyłam w Kongresie Kobiet. I zaskoczyło mnie to, że w kobietach wciąż jest mnóstwo gniewu. Czyżby wciąż było tak źle, żeby trzeba było domagać się równouprawnienia krzykiem?

Sto lat temu, kiedy Piłsudski przyjechał do Warszawy, kobiety wywalczyły sobie prawa wyborcze tłukąc parasolkami w okna jego mieszkania. Na ile to było rzeczywistym wektorem edyktu Piłsudskiego, nie jestem pewien, natomiast wydarzenie pokazuje energię kobiet, które obudziły się podczas czterech lat koszmarnej wojny. I nie ma w tym niczego dziwnego - przecież krwiobieg europejskich państw pompowały wtedy kobiety. To one składały czołgi i samoloty. To one czarowały niesamowite dania z niczego, żeby wyżywić armie i rodziny. Gdy wojna się skończyła, sprzeciwiły się powrotowi do tradycyjnych ról.

Tak naprawdę od tamtej pory niewiele się zmieniło i jest to bolesne odkrycie. Akcja "Me too” przekonuje, że walka wciąż trwa i bardzo wspieram w tym kobiety. Mężczyźni byli moimi mentorami i mistrzami, ale to dzięki kobietom zawdzięczam to jakim jestem człowiekiem. To one ukształtowały mnie emocjonalnie, uczuciowo i intelektualnie.

Filmpolski.pl
Podziel się
WP

Akcja "Me too”, to akcja międzynarodowa, choć jednak najbardziej zakorzeniona w świecie Hollywoodu. A co z Polską? W świecie polskiego filmu mężczyźni nie dopuszczają się przekraczania granic?

Sytuacje pokazują, że system prawny w Polsce nie staje po stronie kobiet. Trzeba terminalnie patologicznych sytuacji aby prawo zainteresowało się trudną sytuacją kobiety. Ileż dwuznacznych uśmieszków trzeba znieść, gdy jedna z nich odważa się złożyć zeznania lub przyznać społecznie, że padła ofiarą przemocy?

Czyli kobiety w dalszym stopniu nie mogą polegać na ochronie ze strony organów prawa?

WP

Teoretycznie jest wszystko w porządku, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Oczywiście sprawa nie jest czarno – biała. Wiele kobiet musi przecież uświadamiać sobie, że idąc w kusej sukience nocą same skazują się na niebezpieczeństwo. A dlaczego? Bo młodzi ludzie są atakowani reklamą, która bazuje na erotyce i biologicznych instynktach. Winni są temu rodzice i środowisko. Przecież w domu powinno się rozmawiać i tłumaczyć, że świat reklamy nie jest światem rzeczywistym. Młodzi chłopcy oglądając filmy pornograficzne naprawdę wierzą, że stosunek może trwać cztery godziny, a mężczyzna może mieć siedem wytrysków. Nastolatkom brakuje refleksji i rzeczywistego spojrzenia na wiele aspektów życia, stąd wynikają później problemy, również natury biologicznej.

Materiały prasowe
Podziel się

Dzisiaj rodzice wstydzą się lub boją rozmawiać z młodzieżą, wierząc że załatwi to szkoła.

A szkoła tego nie załatwi, bo po pierwsze wychowanie do życia w rodzinie nie istnieje, a po drugie, narrację przejął Kościół i katecheci, którzy mówią, że trzeba trzymać się za rączki do ślubu lub że kalendarzyk małżeński jest najlepszą formą antykoncepcji. Miałem to szczęście, że moja matka rozmawiała z nami o absolutnie wszystkich sferach życia. Również o tym, czego kobieta oczekuje od mężczyzny. Czy wie pani ile jest określeń na waginę w słowniku języka staropolskiego?

Do dziesięciu?

Czterdzieści siedem! Czyż nie świadczy to o pięknie i różnorodności? Trzeba mieć odwagę nazywania rzeczy kulturalnie i po imieniu, bez dewaluowania i wstydu.

Dlaczego wciąż po tylu latach musimy walczyć o swoje prawa?

To wynika z męskich kompleksów, które mają swoje źródło w biologii. Coś czego nie rozumiemy bardzo często budzi lęk lub agresję. Ta agresja natomiast wywołuje skutek uboczny - mężczyźni agresywni powodują agresję u kobiet. Z niepokojem obserwuję też niewieścienie młodych mężczyzn. To ma wiele źródeł - chłopcy są wychowywani przez samotne matki, bo nieobecni ojcowie są na zarobku albo odeszli od matek. Układy partnerskie też nie do końca zdają egzamin, bo zamiast współpracować po prostu wymieniamy się rolami. Trudno jest dziś złapać zdrowy balans.

A więc na relacje damsko-męskie nie ma żadnego złotego środka?

Obawiam się, że ja nie mam recepty czy pomysłu na to jak stworzyć udane partnerstwo. Przyciąganie damsko męskie jest warunkiem koniecznym do udanego związku, a niestety związki bardzo często przybierają formę rodzeństwa zwłaszcza, gdy pojawiają się dzieci. Uważam, że to nie jest perspektywiczne zarówno dla pary jak i dla ich pociech. Tradycyjny model nie zdaje egzaminu, a nowy niezupełnie się jeszcze ukształtował. To jest pewien trend cywilizacyjny, znak naszych czasów. Na świecie jest coraz więcej singli, a u podstaw tego leży lęk przed bliskością w świecie rzeczywistym. Bo przecież związek wymaga refleksji, pracy, włożenia wysiłku - już samo to brzmi nudno. Młodzi ludzie nie są nauczeni, by o coś walczyć czy nad czymś pracować. Media i kultura masowa nauczyła ich, że jednym kliknięciem załatwią wszystko.

Materiały prasowe
Podziel się

Właśnie został wyemitowany ostatni odcinek serialu "Drogi wolności”. Z jakimi opiniami pan się spotkał? Czy mężczyźni też oglądali produkcję?

Szczerze mówiąc nastawiłem się na kobiecego odbiorcę – zarówno w powieści jak i w serialu. Moją ambicją było stworzenie cyklu, który prezentowałby sto lat kształtowania się polskiego feminizmu z perspektywy kobiet. Uważam więc, że nie ja mogę zachęcić mężczyzn do czytania – mogą to zrobić tylko kobiety. Jeśli natomiast chodzi o widownię serialową, to 60 procent tej widowni stanowiły kobiety, a 40 procent mężczyźni. Przy czym każda z grup szukała odmiennych rzeczy i wartości. Mężczyźni nastawili się na historię, a kobiety szukały emocji czy historii o epoce: obyczajów, relacji, strojów.

28 listopada obchodzimy stulecie praw wyborczych kobiet w Polsce. Sto lat, to pana zdaniem mało czy dużo?

Przecenia pani wartość praw wyborczych samych mężczyzn - bo ile osób naprawdę czuje się w obowiązku pójścia do urn? Frekwencja w Polsce pokazuje, że niewiele. Problemem naszego sposobu myślenia jest przekonanie, że "ode mnie nic nie zależy". Inną sprawą jest ruch feministyczny w Polsce, który jest rozczłonkowany i rozbity. Mamy widoczny odprysk feminizmu "inteligenckiego”, ale ten niewiele ma wspólnego z kobietami mieszkającymi w Płońsku czy Milanówku. A przecież prawdziwa siła mieszka właśnie tam – w najmniejszych miastach Polski wśród typowych polskich kobiet.

Stanisław Krzemiński:
Siedemdziesięcioletni debiutant, producent telewizyjny, współautor sukcesu seriali Plebania i Londyńczycy. Impulsem do stworzenia historii rodziny Biernackich było dla niego odnalezienie zapisków, które przez ćwierć wieku prowadziła jego matka.

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP