Miało być elegancko, jest imprezowo
Miało być elegancko, jest imprezowo (WP.PL, Fot: Paweł Kuczyński)

Sopot. Twoje pierwsze wielkie chlanie

"Where is the club?" – w głosie Szwedów słychać desperację. Na środku Monciaka pytanie brzmi absurdalnie. Prawidłowa odpowiedź to: "Wszędzie". Sopot miał być polskim Monte Carlo, a dla wielu to tylko imprezownia, gdzie ludziom puszczają hamulce, więc mogą się zdrowo nawalić.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Dziewczyny mają bardzo długie nogi, bardzo długie rzęsy i bardzo blond włosy. Do tego doskonała opalenizna i śnieżnobiałe zęby. Choć ich ubrania znacznie więcej pokazują, niż zasłaniają, to wyobraźnia i tak szaleje. Łączy je coś jeszcze - na nadgarstki założyły białe i różowe opaski – to znak, że mają darmowe wejściówki do sopockich klubów. Właśnie dostały je od dziewczyny stojącej przed drzwiami Krzywego Domku przy ul. Bohaterów Monte Cassino, czyli na popularnym w całej Polsce Monciaku. W środku trzy kluby: Ego, Zła Kobieta i Dream Club. W Ego jest dziś Ladies’ Night.

- Są rozpieszczone, bo walka klubów o klientki oznacza dla nich darmowy wjazd i dwa darmowe szoty – mówi selekcjoner przy wejściu do Ego.

Sprawdza dziewczynom dowody. W Sopocie są nowe przepisy: do klubów wchodzą osoby powyżej 21 roku życia, a jeśli młodsi, to tylko studenci i studentki. Masz 20 lat i nie studiujesz? Sorry! W Sopocie się nie pobawisz. Szukaj szczęścia gdzie indziej. Może Gdynia cię przygarnie?

Tymczasem po Monciaku maszeruje chwiejnym krokiem grupa Szwedów. W żółtych koszulkach swojej reprezentacji wyglądają jak stadko przerośniętych kurczaków. Zaczęli pić o godz. 16. Pili podczas meczu z Meksykiem. Pili po meczu. Teraz jest już 23, a oni poczuli, że czas zacząć prawdziwą zabawę.

– Where is the club? – w ich głosie brzmi desperacja.

Gdy ktoś pokazuje Krzywy Domek – na twarzach Skandynawów ulga. Szwedzi i Szwedki wchodzą do Ego i Złej Kobiety. Wokół już pląsają długonogie Polki.

Źródło: WP.PL

Szoty są po 12 zł – dla gości z północy tanie jak barszcz. Didżej gra czarną muzykę: hip hop i r’n’b. Szwedzi są wniebowzięci – w takiej strefie kibica jeszcze nie byli. Biodra dziewcząt nie kłamią, kołyszą się do bitów. Z baru schodzą kolejne drinki nalewane przez ubranych na czarno barmanów. Towarzystwo robi się międzynarodowe. Ich nieoficjalnie hasło: "Łączy Nas Alkohol".

Gówno zalało miasto

Sopot miał ambicje stać się polskim Monte Carlo czy Cannes: marina z szykownymi jachtami, zamożni goście, ekskluzywne restauracje. Ten snobistyczny sen spełnił się tylko w części: jest tu nowy Sheraton i Marriott, są jachty, niektóre restauracje serwują dania za 300 zł.

Ale przecież jest też Sopot "imprezownią", gdzie młodzież z Kartuz, Wejherowa, Człuchowa i spod Warszawy przyjeżdża się dobrze zabawić, napić i, jak się uda, coś wyrwać.

Jednym dalej marzy się Sopot elitarny; innym w zupełności starcza turystyka alkoholowo-taneczna.

Restaurator z długimi sopockimi tradycjami mówi mi: – My, miejscowi, to miasto czujemy. Ale niektórzy właściciele spoza Sopotu zalali je "gównem". I to hurtowo.

Czym jest "gówno"? To tancbudy, dyskoteki, obskurne kluby bez większych ambicji. Wiele już padło, ale zwykle na ich miejscu wyrastają nowe.

Jedno z nich, w założeniu elitarne, przez kilka lat zwodziło eleganckim wystrojem i ambitnym programem kulturalnym. Koniec końców współzałożyciel klubu, Marcin T. z Pucka - dostał zarzuty obcowania płciowego z małoletnimi w zamian za korzyści majątkowe. Jego ofiary miały mieć mniej niż 15 lat. Z kolei siedzący w areszcie Krystian W. "Krystek", związany z klubem – usłyszał od prokuratury zarzut popełnienia aż 33 przestępstw, z czego 23 na nastolatkach, w tym też na dziewczynkach poniżej 15. roku życia.

To właśnie o takich ludziach jak T. i W. mówią w Sopocie, że wysyp prowadzonych przez nich klubów zalał miasto "gównem" pedofilii i stręczycielstwa.

Źródło: WP.PL

Arek Hronowski, szef Spatifu: – Zawsze, jak do Sopotu przyjeżdża grupa ładnych sikorek, to za nimi przyjeżdżają faceci, którzy chcą je wyrwać, ale też męty, które chcą na tym zarobić. Jeśli w swoim klubie masz pełno młodych dziewczyn, to masz od razu pełno cwaniaków. Ja byłem przybytkiem T. i W. przerażony.

W Sopocie nadal trwa wietrzenie po tym skandalu.

Dwa szoty do ziemi

Władze miasta mają nie lada problem: analizują, jak właściwie piją ludzie. Zwłaszcza młodzi. Ile piją? Gdzie? Ile wydają na alkohol? Ile wypiją na "biforku", a ile na "afterku".

To nie tajemnica, że wielu młodych ludzi zaczyna imprezę w domu. – Jakieś karty, jakieś planszówki i alkohol – mówi mi jedna z nastolatek.

Niektórzy "zrobią" się w domu tak mocno, że wystarczą im dwa szoty na Monciaku, żeby zwalić się z nóg.

Inni wolą pospacerować z alkoholem po deptaku. Jak, skoro jest to zabronione? Oczywiście rozrabia się alkohol z colą w butelce po napoju. Ani policja, ani straż miejska nie będą przecież czepiać się twojej coli czy sprite’a.

Sopot zdecydował się w tym sezonie na zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach w godzinach od 2 w nocy do 6 rano. Dotyczy to w sumie ośmiu sklepów. Radnym wyszło bowiem, że około drugiej młodzieży kończy się kasa w klubach. Nie stać ich już na drogie drinki. Wtedy wychodzą z dyskotek i pędzą do całonocnych Żabek i delikatesów po dodatkowe tańsze procenty. Tak zaczynała się balanga na ulicy czy plaży.

Władze zdecydowały więc, że koniec z "afterkami". Nie stać cię już na drinki w klubie? Trudno, nie kupisz pół litra w okolicznym supersamie. Jedź więc grzecznie lulać do domu.

Źródło: WP.PL

Może to jedynie wrażenie, ale już widać, że w Sopocie jest teraz jakby mniej małolatów. Strażnik miejski: – A małolaty były najgorsze. Masz 17, 18, lat i właśnie wypiłaś swoją pierwszą ćwiartkę w życiu. Na ulicy, na Monciaku. I co? Zatrucie! Musisz zwymiotować, bo organizm nie jest przyzwyczajony. Potem taka dziewczyna czy chłopak traci przytomność na moich rękach.

Tryb: nieśmiertelność

Ale nie zwalajmy wszystkiego na młodzież. Starsi nie piją czy co? W kwietniu tego roku podczas imprezy w klubie Spatif przy Monciaku przez okno wypadł 27-latek bawiący się na wieczorze kawalerskim. Tak się zapomniał, że postanowił pospacerować po parapecie. Wylądował na chodniku pod klubem. Resztę wieczoru spędził w szpitalu.

– Ludziom wydaje się, że po alkoholu dostali drugie i trzecie życie – mówi funkcjonariusz straży miejskiej. – Niektórym w ogóle włącza się "tryb nieśmiertelność".

Pojawia się brawura, czasem po prostu szaleństwo: w sobotnią noc 19 lipca 2014 roku po godz. 23 czerwona honda civic wjechała na sopocki deptak, trąbiąc na przechodniów. Samochód staranował bramki przed molo, wjechał na pomost, potrącił pierwsze osoby i po zawróceniu znacznie przyspieszył, wjeżdżając w tłum. Po drodze potrącił ok. 20 osób.

Z kolei w czerwcu 2016 roku także na Monciaku na wysokości hotelu Sheraton policjanci zatrzymali mercedesa. Za kierownicą siedział pijany 21-letni mieszkaniec Warszawy, a na miejscu pasażera znajdujący się pod wpływem narkotyków 22-letni kolega kierowcy, mieszkaniec Sopotu. Badanie alkomatem wykazało ponad 1,5 promila alkoholu u kierowcy. Dodatkowo przy mężczyznach policjanci znaleźli woreczek z białym proszkiem.

Nie jest tajemnicą, że młodzi poza alkoholem, przyjmują też narkotyki. Jeden z radnych anegdotycznie: – Kiedyś pewien sopocki policjant powiedział mi, że nie wiedzą, jak rozwiązać problem. Prowokacji w cywilnych ciuchach nie zrobią, bo ich selekcja nie wpuści do klubu, a jak zrobią nalot w mundurach, to wszyscy zdążą wszystko spuścić w kiblu. Paranoja!

Ale już oficjalnie sopocka policja chwali się coraz większą wykrywalnością – wzrosła ona przez ostatnie trzy lata z 10 do 24 procent. To prawda, że Sopot ma najwięcej przestępstw na mieszkańca w Polsce, ale co się dziwić, skoro 35-tysięczne miasto rocznie odwiedzają dwa miliony ludzi, w tym liczne "wycieczki" drobnych cwaniaczków, ludzi szukających zaczepki czy kieszonkowców: jak gość pójdzie na plaży do morza czy zaśnie pijany na ławce, można łatwo "zwędzić" mu portfel. Takich drobnych przestępstw było w Sopocie w 2015 ponad tysiąc, ale już w 2017 – tylko 538. Monciak obstawiony jest monitoringiem z 50 kamer, jeździ tu "mobilny komisariat", a z Gdańska w czasie wakacji dojeżdżają oddziały prewencji.

Wyższa kultura? Cleo i Popek

Stoję przed Krzywym Domkiem z właścicielem klubu Ego (nie chce podawać nazwiska). W eleganckiej czarnej koszuli obserwuje tłumy przechodzące deptakiem.

– Trochę wam to pijaństwo popsuło reputację?

– Popsutą reputację to może mieć smażalnia we Władysławowie oszukująca na rybie – strofuje mnie szef Ego. – Czy to miasto wygląda panu na takie z popsutą reputacją?

Źródło: WP.PL

Mimo że jest godzina 22, mijają nas tłumy. Wszystkie języki świata: polski, angielski, szwedzki, niemiecki, rosyjski, francuski, litewski, fiński. Ogródki pełne, restauracje pełne.

– Wiadomo, jak piją Polacy – mówi mi menedżer jednego z barów w Krzywym Domku. – Piją mocno i dużo. Ale tak samo piją w Sopocie, Mielnie, Jastarni i w Warszawie. I na Rodos. Pracowałem w hotelu w Alpach i widziałem jak po nartach piją Szwedzi. Naprawdę nie jesteśmy najgorsi.

Właściciel Ego twierdzi, że trudno będzie zrobić z Sopotu Monte Carlo, bo nie ma w Polsce aż tak licznej klasy wyższej. Jego zdaniem trzeba otworzyć miasto na wszystkich: od biednych po bogatych; od szukających hip hopu po lubiących coś ambitniejszego.

– Jeśli młody Szwed dobrze zapamięta mój klub z czarną muzyką, to może wróci tu za kilka lat z żoną i dzieckiem i jako dojrzała osoba pójdzie wtedy do jazz klubu typu BoTo – tłumaczy. – Tak samo jak ktoś, kto teraz wydaje kieszonkowe od rodziców na tanie szoty za pięć złotych, to gdy sam zacznie zarabiać, wróci do Sopotu po droższy, lepszy alkohol. Trzeba ludzi przywiązywać do miasta.

- Jeśli Sopot chce być jak Monte Carlo lub Cannes, to musi mieć szerszą ofertę – ocenia jeden z gości w Sopocie. – Cannes ma festiwal filmowy. A Sopot co? SuperHit Festival z Cleo i Popkiem? Kabareton? Brakuje mu tu wyższej kultury, która przyciągnęłaby ludzi z segmentu "high premium". Brakuje cocktail barów z dyskretną muzyką chillout dla ludzi w wieku 35 plus.

- Cannes? Saint Tropez? Sopot jest na to zbyt tandetny i zbyt hałaśliwy – mówi jedna z turystek, która bywała w świecie. – To są miłe, kameralne miasteczka, a nie zabudowane betonem imprezownie dla małolatów.

Radny miejski Wojciech Fułek, były wiceprezydent miasta: – Nocna balanga nie może być jedyną marką Sopotu. Drugą nogą powinno być markowe uzdrowisko z doskonałymi zabiegami spa. Ale biję się też we własne piersi: w latach 90. miasto szybko pozbyło się wpływu na Monciak, sprzedając prawie wszystkie lokale. W tej chwili, jeśli chciałoby zrobić przetarg na dobrą galerię, to pan nie znajdzie miejsca, bo wszystko jest sprzedane na restauracje i kawiarnie. Chcieliśmy to wtedy szybko sprzedać, bo wolna ręka rynku miała to załatwić. Ale to był błąd.

Źródło: WP.PL

I kolejny problem: krótkoterminowy wynajem. Właściciele mieszkań zarabiają na apartamentach oferowanych na weekend, tydzień czy dwa. Ale stali mieszkańcy skarżą się na głośną muzykę, przestawianie mebli, dzikie wrzaski za ścianą. Centrum zaczyna się więc wyludniać: są kamienice, gdzie na 10 mieszkań dziewięć jest na wynajem. Modne miasto, paradoksalnie, pustoszeje.

Żebrak na swoim

Funkcjonariusze straży miejskiej mówią, że są dyskretni: - Natury nie oszukasz, ludzie przyjeżdżają do Sopotu także po seks. My po ciemnej plaży po wydmach nie chodzimy w poszukiwaniu amorów. Do samochodów z zaparowanymi szybami też nie pukamy. Od czasu do czasu zdarzy się coś, co fachowo nazywa się "wybrykiem nieobyczajnym" w ciemnej alejce. Ale jest tego coraz mniej.

Straż miejska już bardziej narzeka na żebraków, którzy przyjeżdżają latem na gościnne występy do Sopotu, żebrać wśród turystów: - Jeśli gdzieś w Polsce żebracy piją najtańsze wino czy dynks, to w Sopocie stać ich nawet na wódkę. To ewenement! Sam widziałem Szweda, który wyjeżdżał już z miasta i zostawił żebrakowi chyba z tysiaka.

A więc nawet los drobnych pijaczków się poprawia. A co dopiero ludzi, którzy przyjeżdżają do Sopotu, aby się pokazać: pobawić się, zaliczyć coś, wrzucić foty na Instragram i Fejsa.

Źródło: WP.PL

– To miasto latem to wystawka – ocenia 25-latka. – Nawet ci, którzy niewiele mają, chcą pokazać, że mają dużo. Ja pracowałam w klubie i nieraz słyszałam, jak ktoś prosi, żeby mu nalać colę do szklanki z logo drogiej whisky. Że niby whisky z colą. A w portfelu dwie dychy od babci.

Ale oczywiście są też piękne samochody i piękne kobiety w oszałamiających kreacjach. – Ja od kilku lat nie miałem gościa w dresie – mówi szef Ego. – Ludzie już rozumieją, że do klubu trzeba się ubrać.

Edukacja trwa. Sopot prowadzi teraz kampanię społeczną mającą przekonać turystów, że plaża to plaża, a do restauracji na Monciaku przychodzimy w koszulce i butach, a nie z gołym brzuchem i na boso. To kwestia estetyki i dobrego smaku.

Polska malarka z Sopotu, Agnieszka Korejba-Guntermann, mieszkająca teraz w Poczdamie, ma jednak odmienne zdanie: – W Polsce wszystko wprowadza się zakazami. Ale nie tędy droga. W Poczdamie możesz pić piwko oficjalnie pod urzędem miasta i chodzić bez koszulki. Ludzie czują się wolni, ale też odpowiedzialni za innych. Postaw obywatelskich powinniśmy uczyć przez wolność, a nie zakazy.

Czy da się nauczyć młodych kulturalnego picia?

Arek Hronowski, szef Spatifu: - Dla mnie kompletnie pijana 18-latka to jest "przekroczka". Młodzi ludzie muszą wszystkiego się w życiu nauczyć. Pamiętasz, jak się pierwszy raz napiłeś wódki z wermutem w wieku 17 lat? Pamiętasz, jak to zadziałało? Każdy z nas to przechodził. To się robiło w domu, na prywatce. Ale dziś inicjacja alkoholowa odbywa się w miejscu publicznym na znanym deptaku. Te dziewczyny są fajne, ale muszą się nauczyć pić. Bo jak ja oglądam tak żenujący teatr na Monciaku, to po prostu mam dość. A w efekcie ludzie, którzy tu przez lata przyjeżdżali i zostawiali niezły grosz, uciekli. Jak te sceny znikną, to sytuacja znów się poprawi.

Sen na stoliku

Jest druga w nocy. Młodzi Szwedzi powoli wychodzą z Krzywego Domku. Trochę krzyczą. Na ziemię leci tylko jakiś kebab. Ale Szwedzi są z reguły karni, po interwencji straży miejskiej cichną. Wśród Skandynawów, poruszających się grupami, zawsze jest ktoś w stylu "wyznaczonego przewodnika", kto bezpiecznie doprowadzi nawaloną grupę do hotelu. Choć inna grupa Szwedów właśnie wiezie pijanego, półprzytomnego kolegę w koszu na śmieci środkiem miasta.

Źródło: WP.PL

Ktoś robi "dzięcioła"- po prostu zasnął na ławce z nosem w dół. Ktoś inny wybiera wygodny stolik restauracyjny, w miejscu, które jest zamknięte, ale właściciel nie chowa stolików na noc. Pijany przekima bez narzekania na twarde deski. Rano załoga restauracji przebudzi młodego człowieka na sporym kacu. Jeśli jest już po 6 rano, to gość kupi piwo, rozłoży się na chodniku pod czyimś domem, napije w spokoju. W drodze do swojego pokoju minie napis wywieszony na jednym z balkonów: "Wspólnota lokalowa tej kamienicy nie wyraża zgody na wynajem krótkoterminowy lokali w jej obrębie".

Polub WP Książki
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne