Skiba podsumowuje 30 lat: prawica jest poważna jak trumna Dmowskiego

Lider Big Cyca, Krzysztof Skiba, napisał autobiografię "Skiba ciągle na wolności" (wyd. SQN). Nam opowiada o tym, jak walczył z ZOMO, ZChN-em i potencjalnym alkoholizmem. Ujawnia, czym inspirowane były hity "Makumba Ska", "Berlin Zachodni" oraz "Antoni wzywa do broni".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Krzysztof Skiba: wesoły anarchista
Krzysztof Skiba: wesoły anarchista (East News)
WP

*Sebastian Łupak: W 1988, w czasach chylącej się ku upadkowi "komuny", wasza nazwa, Big Cyc, była szokiem. *
Krzysztof Skiba: Zainspirowała nas niemiecka gwiazda porno polskiego pochodzenia Teresa Orlowski. To na jej cześć nazwaliśmy się Big Cyc. Na początku lat 80. uciekła z Wrocławia do Niemiec i tam została czołową aktorką filmów "akcji". Wychowaliśmy się na jej filmach, oglądanych na starych kasetach VHS.

Pierwszy wasz koncert był prowokacją…
Byliśmy wtedy studentami w Łodzi. Na koncert nieznanego zespołu punk przyszłoby może paru kolegów, więc wymyśliliśmy rodzaj prowokacji: że niby koncert jest tylko dodatkiem do turnieju biustów. To był dobry wabik, bo przyszło ponad 50 dziennikarzy. Wtedy to była sensacja! Wcześniej władze PRL stosowały politykę seksualności zapiętej na ostatni guzik. Jak aktorka pokazała pośladki w filmie, to tłum walił do kina i czekał na tę scenę. Niestety, kiedy oświadczyliśmy, że żadnych biustów nie będzie, że to studencka zgrywa, że będzie tylko ostry punk rock, to wszyscy uciekli. Została tylko młoda reporterka "Trójki" Monika Olejnik oraz dziennikarz z pisma "Itd". Olejnik zrobiła z tego reportaż radiowy i zrobiło się o nas głośno. Potem ruszyliśmy w pierwszą trasę pod nazwą "Objazdowa akademia z okazji 75. rocznicy powstania damskiego biustonosza". Za własne pieniądze nagraliśmy w pierwszym prywatnym studiu nagraniowym w Polsce - Izabelin Andrzeja Puczyńskiego - trzy piosenki i daliśmy je do radia. Były to Rozgłośnia Harcerska i "Trójka". Pierwszym naszym przebojem był "Kapitan Żbik", później "Berlin Zachodni", no i "Piosenka góralska", czyli piosenka o ZOMO. To była parodia "Kuligu" Skaldów: "Jadą wozy jadą, w górze coś im mryga/ hej, nie uciekajcie ludzie, to próżna fatyga/ Wszyscy są młodzieńcy, wszyscy uśmiechnięci/hej, wszyscy wyglądają jak niebiescy święci..."

WP
East News/ Skiba z autobiografią
Podziel się

To był przełom lat 1988/89. Komuna wciąż istniała, wciąż istniało ZOMO i wciąż można było solidnie dostać pałką, czy trafić do aresztu...
Niszczono pomnik Feliksa Dzierżyńskiego na placu Dzierżyńskiego w Warszawie. Były zadymy i demonstracje. Pałowano młodzież. To był chaos, nikt nie wiedział, co się dalej stanie. W tym czasie, w 1990 roku, ukazała się nasza pierwsza płyta: na kasecie i na winylu, bo mało kto miał wtedy odtwarzacz kompaktowy. Łączny nakład - milion egzemplarzy! Na okładce Lenin z irokezem. "12 hitów w stylu hardcore lambada"...

Wy chcieliście raczej wyśmiać i wyszydzić system, niż się z nim bić…
Młodzież była rozczarowana, bo solidarnościowe podziemie proponowało msze za ojczyznę i składanie wieńców, manifestacje bogoojczyźniane. Pod koniec lat 80. panował rodzaj apatii, wielu osób miało dosyć protestowania i strajków. I wtedy we Wrocławiu młodzi ludzie zaczęli przebierać się za krasnoludki z ramach tzw. Pomarańczowej Alternatywy. I to już był happening, bo gdy ZOMO-owiec goni krasnoludka, to jest happening. Albo, gdy milicja zgarnia do radiowozu gościa przebranego za Misia Uszatka. Ja w Dzień Dziecka w żółtych kalesonach wszedłem w Łodzi na dach kiosku Ruchu i rzucałem w milicjantów landrynkami. W sądzie oni zeznają, że rzucałem landrynkami. Ja mówię, że przede wszystkim nie rzucałem, tylko częstowałem, a po drugie - nie landrynkami, tylko krówkami ciągutkami. Taka krówka ciągutka to był wtedy towar luksusowy. Stało się po nie w kolejce. Pół godziny trwała przed sądem dyskusja, czy to były landrynki, czy krówki ciągutki, a może jednak cukierki toffee? Biegałem też po ulicy Piotrkowskiej z transparentem “Galopująca inflacja”. Gdy milicja mnie aresztowała, NZS wydał oświadczenie, że milicja zatrzymała galopującą inflację w Polsce. Robiliśmy kolarski Wyścig Zbrojeń zamiast Wyścigu Pokoju. “Armia Radziecka z tobą od dziecka” - kpiny z militarnych zapędów Układu Warszawskiego. Były więc jednocześnie i happeningi uliczne, i muzyka Big Cyca. Zapisałem się wtedy do wszystkich możliwych organizacji: do Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS), do Wolności i Pokoju (WiP), do Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego (RSA). Założyłem też Galerię Działań Maniakalnych. Każda z tych organizacji była nieliczna, ale okazało się, że system się nas bał.

Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH Archiwum prywatne/ Big Cyc w 1988 roku
Podziel się
WP

A do tego była muzyka…
Pamiętam, że graliśmy jako Big Cyc koncert w Łodzi w klubie 77. To była legalna impreza studencka. Ale w trakcie wykonywania piosenki "Kapitan Żbik pomoże ci", przyszli ZOMO-wcy, którzy najpierw - mądrze - aresztowali akustyka. Prąd wyłączony, muzyka ściszona, a milicjanci ściągnęli mnie ze sceny, wrzucili do radiowozu i tam pobili pałkami. To był czerwiec 1988. 1 czerwca stałem na kiosku Ruchu, a 9 czerwca grałem ten koncert. I ta sama załoga ZOMO dwa razy mnie zwinęła.

Łatwiej było wtedy zagrać w Berlinie Zachodnim niż w Łodzi?
Tak. Jedynym skrawkiem zachodniego świata, gdzie Polacy nie potrzebowali wtedy wiz, był właśnie Berlin Zachodni. Właściciel klubu El Loco z Berlina Zachodniego zaproponował nam tam koncert w ramach tygodnia kultury anarchistycznej. Skoro tak nas tępią w Łodzi, to zagrajmy w Berlinie. Z Poznania jechał pociąg do Berlina. Wsiadamy z gitarami. Pociąg jest pełen polskich przemytników: wszyscy wiozą papierosy, wódkę, kryształy, kiełbasę na bazarek w Berlinie. Wszyscy mają ze sobą śrubokręt, rozkręcają siedzenia, chowają tam kartony papierosów. Celnicy też mają śrubokręty. Patrzyli na nas jak na wariatów, bo nic nie przemycamy. Więc uznali, że my to lepsze cwaniaki, bo zapewne jest w Berlinie dobre przebicie na gitarach. W Berlinie Wschodnim wszyscy wysiadają z pociągu i na pieszo przechodzą z NRD na Zachód. Nam każą otwierać futerały od gitar, pokazywać, co w nich przemycamy. Wokół nas zasieki, a po drugiej stronie kolorowe graffiti na murze. I to właśnie opisaliśmy w utworze "Berlin Zachodni".

Co jeszcze pamiętasz z PRL?
Wspominam w książce na przykład, jak funkcjonowały meliny z alkoholem. W Łodzi kupowało się alkohol na legitymację studencką. Po prostu właściciele tych melin bali się Wydziału Przestępstw Gospodarczych, a jak ktoś miał legitymację studencką, to ich uspokajało. Przecież student na sprzedawcę alkoholu nie doniesie, bo to jakby donosił na siebie…

WP

*Jak weszliście w polski dziki kapitalizm wczesnych lat 90.? *
Widziałem różne rzeczy. Widziałem skład broni w naszej garderobie w dyskotece w Częstochowie. Otwieramy szuflady – a tam pistolety. Graliśmy trasę po pewnej sieci dyskotek po Polsce. Pierwszy koncert – goście płacą normalnie pieniądze. Drugi – mówią, że zarząd jest aresztowany, ale pieniądze są. Trzeci koncert – siedzi już nawet główna księgowa. Przychodzi jakiś kelner i w siatce daje nam pieniądze. I ten kelner mówi, że to był ostatni koncert, trasa zakończona, ale zarząd serdecznie pozdrawia zza krat. Historia Makumby też jest ciekawa…

To też był wasz wielki przebój..
Piosenkę zainspirował czarnoskóry lekarz z Tczewa, który studiował w Gdańsku, a po studiach został w Polsce, bo poznał Polkę. Ale do teledysku potrzebny był nam ktoś czarnoskóry. Znaleźliśmy w końcu Joela Pedro Muiangę z Angoli, studenta AWF w Gdańsku. Prowadził fitness dla kobiet na Spójni. Zagrał Makumbę w teledysku. Piosenka trafia do 125 rozgłośni, jest przebojem. Jest złota płyta: 100 tys. sprzedanych krążków. Potem podwójna platyna: już 600 tys.! Ale Joel się na nas obraził i na wręczenie złotej płyty do Warszawy nie chce jechać.

Dlaczego?
Bo koledzy go pytają, gdzie jego mercedes. Był przekonany, że skoro piosenka lata cały dzień w radiu, a teledysk w telewizji, to on dostanie jakieś tantiemy. Ja mu tłumaczę, że pieniądze dostają kompozytor i autor tekstu oraz muzycy. A on był tylko statystą w teledysku, nawet nie aktorem. Dostał ustalone 200 zł i tyle. Ale w końcu, dzięki nam, wydał wideo VHS "Fitness z Makumbą" i nastąpiła pełna zgoda.

WP

W wolnej Polsce też mieliście problemy polityczne...
Pamiętam, jak były przyznawane koncesje dla Radia Zet, Eski i RMF na początku lat 90. Była komisja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w której zasiadał Ryszard Bender - polityk ZChN, później Ligi Polskich Rodzin. Wyciągnął plakat Big Cyca z płyty "Wojna plemników". A na nim zakonnica rozwiesza prezerwatywy na linkach do suszenia bielizny. I na tym plakacie było logo RMF. Zaczęła się zadyma: jak taka poważna stacja radiowa może firmować takie plakaty?! RMF mógł nie dostać koncesji przez nasz plakat! Tym się wtedy zajmowała poważna komisja. Zresztą ojciec Rydzyk też stanął przed taką komisją. Pytali go o biznesplan Radia Maryja. A on wyciągnął obraz Matki Boskiej i powiedział, że to jest jego biznesplan. I jak widać, bardzo dobry…

Jak to się stało, że przez 30 lat w zespole nie wykończył cię alkohol?
Dla żartu czasem mówimy, że Big Cyc 30 lat temu wyszedł na imprezę i do tej pory nie wrócił do domu. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie rodzina to prawdopodobnie bym już nie żył. Musisz mieć kotwicę, która cię trzyma w ryzach. Jak nie masz gdzie wracać po trasie, to bawisz się dalej, bo po co przerywać? A jak masz rodzinę, nie możesz być cały czas na imprezie.

*A w trasie pijesz? *
W Polsce wszyscy piją. I muzycy i hydraulicy. Tu jest taka tradycja, że ciężko nie pić. Dla nas to jest jednak tylko dodatek koncertu, a nie jego treść. Teraz pijemy mniej, bo wiek i kondycja nie pozwala. Dawno temu byliśmy mistrzami w tej dziedzinie. Zdarzyło nam się być na planie serialu "Świat według Kiepskich". Nagrywaliśmy z obsadą teledysk promujący ten serial w 1999 roku. Byliśmy wtedy w trasie od trzech lat, byliśmy na absolutnym topie. No i nie przyszliśmy z pustymi rękoma na ten plan, mieliśmy coś dobrego do picia. Po zagraniu naszych scenek, szukają głównego aktora. A Andrzej Grabowski leży zmęczony za dekoracją. My zaprawieni w bojach, ale on nie wytrzymał tempa.

Koncertowaliście z wieloma zespołami, m.in. z Ich Troje. Jak zapamiętałeś Michała Wiśniewskiego?
Pamiętam, że podczas koncertów Ich Troje miał zwyczaj wchodzić na sceniczne rusztowanie, wysoko do góry na konstrukcję. I wszyscy wokół niego modlili się, żeby nie spadł, bo stracą pracę i pieniądze. Wiśniewski miał też w zwyczaju zwoływać o 1 w nocy zebrania, "operatywki". Przez dwie godziny, od 1 do 3 nocy, rozliczał zespół i tancerzy z koncertu. "Tancerka numer 4, nie przykładałaś się dziś. Może ty nie chcesz z nami występować? Może ty się z nami nudzisz?".

WP

Gracie teraz na koncertach utwór "Antoni wzywa do broni" o Antonim Macierewiczu.
Robimy to, co robiliśmy od początku - satyrycznie i wesołkowato oceniamy rzeczywistość. Nagraliśmy płytę "Czarne słońce narodu", gdzie na okładce jest Jarosław z kotem. Gramy utwór "Viva San Escobar" o Witoldzie Waszczykowskim, który przez Caracas leci na wakacje do San Escobar. Wcześniej nikt się nie obrażał, a teraz jest naprawdę straszny opór. Wszędzie, gdzie gramy, protestują radni PiS. Czy to plener, czy koncert klubowy, radni PiS protestują, że będzie obrażany Jarosław Kaczyński. Tylko w jednej miejscowości na południu Polski przyszedł wójt i powiedział, że on jest co prawda z PiS, ale możemy grać, to co chcemy, bo on cenzury nie popiera. Publiczność z reguły reaguje bardzo dobrze. Ale są koncerty, gdy publiczność bawi się świetnie do piosenki "Świat według Kiepskich", ale na "Antoni wzywa do broni" jest wymowne milczenie. Kiedyś łączyło nas poczucie humoru, dowcipy o Polaku, Rusku i Niemcu oraz o babie u lekarza. Ale teraz nawet z tym jest problem. Polska rzeczywiście pękła. Z pewnych dowcipów śmieją się w Polsce północnej, a już na Podkarpaciu niekoniecznie.

Prawica nie ma poczucia humoru?
Napuszczono jednych na drugich. Skłócono nas. Napchano ludzi fałszywym patriotyzmem, służącym do walki politycznej. Obie strony sporu tkwią w jakimś beznadziejnym klinczu i to nie sprzyja ani robieniu żartów, ani wesołej atmosferze. Mamy duszny, smutny czas czego dowodem awantury i atmosfera wokół święta niepodległości. Strona prawicowa jest poważna jak trumna Dmowskiego. Humor i satyra są nam potrzebne jak powietrze. Każdy żarcik na swój temat władza traktuje jak śmiertelne zagrożenie. To chore. Marzy mi się dzień w którym Jarosław Kaczyński wejdzie na mównicę sejmową i opowie najlepsze dowcipy na swój temat, a zaraz po nim wejdzie Schetyna i zaserwuje żarty o sobie. To byłoby piękne.

_Big Cyc świętuje w tym roku 30 urodziny. Z tej okazji ukazała się płyta "30 lat z wariatami" oraz książka wspomnieniowa "Skiba ciągle na wolności. Autobiografia łobuza". _

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP