Sens dobra

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Śmierć

Stoik Epikur dowodził, że śmierci nie należy się lękać.

Śmierć jest niczym dla nas, bo to, co się rozpadło, nie ma czucia, a co nie ma czucia, jest dla nas niczym.

Stoicy próbowali wzmocnić tę nieco surową argumentację, między innymi porównując nasz stan nieistnienia po śmierci ze stanem nieistnienia, zanim się urodziliśmy - a tego nie ma powodu się lękać, nieprawdaż? Innym sposobem byto podkreślanie, że czas po prostu znika: śmierć jest tym samym dla tego, który umarł wczoraj, jak i dla tych, którzy umarli wieki temu. Jedynie tak można pojąć „wieczność": śmierć dla podmiotu nie ma żadnego trwania. Poeta Andrew Marvell mógł przynaglać swą oporną kochankę, przypominając jej:
„A tam, przed nami, czekają jedynie / nieogarnionej wieczności pustynie", nie są to jednak pustynie, które ktokolwiek i kiedykolwiek przemierzył. Innymi słowy, „stan śmierci" jest niewłaściwą nazwą. To, że Kant nie żyje, nie jest tożsame z tym, że Kant znajduje się w jakimś tajemniczym stanie i pozostanie w nim bardzo, bardzo długo. Jest natomiast tożsame z tym, że Kant nie istnieje. Śmierć to nie stan osoby: jest „niczym dla nas", ponieważ nie istniejemy. Nie jest rodzajem życia: spokojnym, pogodzonym, szczęśliwym, zimnym, samotnym, mrocznym ani żadnym innym.
Dość często pojawia się przeświadczenie, że śmierć to zagadka, być może największa tajemnica.
Dlaczego? Życie jest niejasne i tajemnicze o tyle, o ile rodzi pytania o naukowym charakterze. Wówczas jednak z pomocą przychodzą te dyscypliny, których przedmiotem jest właśnie życie. Zachodzące samorzutnie procesy życiowe zostały już dość dobrze poznane. Łatwo je zaburzyć, a czas ich trwania jest skończony. Gdy nadchodzi właściwy moment, ustają i to, co kiedyś było żywe - liść, róża czy człowiek - umiera. Nie ma w tym żadnej tajemnicy poza chemicznym i biologicznym rozpadem.
O śmierci można myśleć jako o czymś tajemniczym jedynie wtedy, gdy próbujemy ją zrozumieć przez wy o b r a ż e n i e jej sobie. Wówczas zastanawiamy się, „jakie to będzie dla m n i e". Jednakże śmierć jest dla mnie niczym - nie dlatego, że jej tajemnica nie przypomina żadnej ze znanych mi rzeczy, ale dlatego że mnie już nie ma.
Oczywiście rzeczy tak się mają tylko wtedy, gdy odmawiamy sobie pociechy przyszłego życia. Dla wielu ludzi jedną z głównych atrakcji religii jest obietnica właśnie takiego życia: odmienionego stanu bytowania, lepszego bądź gorszego od dotychczasowego. Etyka jest jedną z motywacji takiej wiary. Życie tutaj jest niesprawiedliwe lub nieznośne, musi więc istnieć jakieś lepsze gdzieś indziej. Trudno znieść sytuację, gdy człowieka niesprawiedliwego spotyka szczęście i powodzenie, podczas gdy ktoś dobry i prawy doświadcza czegoś przeciwnego. Musi więc istnieć inny wymiar, w którym sprawiedliwość zostanie przywrócona. Równie trudno pogodzić się z rzeczywistością, w której pewni ludzie bez widocznej własnej winy rodzą się po to, by żyć w nędzy i nieszczęściu. Zapewne więc znoszą karę za jakieś błędy popełnione w poprzednim życiu. Takie wywody przypominają raczej myślenie życzeniowe niż porządne rozumowanie. Można je krótko podsumować tak: „Rzeczy są pod jakimś względem nie do zniesienia tutaj, muszą więc przedstawiać
się lepiej gdzieś indziej". Jeżeli jednak nie uwierzymy w Boży zamysł, to nie pozostaje nam nic innego, jak uznać, że życie tutaj jest nieznośne, i kropka. David Hume (1711-1776) argumentował, że nawet jeżeli wierzymy w Boży zamysł, to może istnieć tylko jedno źródło wiedzy, czym on jest. Jest nim to, co znajdujemy w otaczającym nas świecie. Jeśli więc życie tutaj jest niesprawiedliwe i nieznośne, to jedynym możliwym wnioskiem jest stwierdzenie, że Bóg zamierzył wiele innych rzeczy niesprawiedliwych i nieznośnych. Hiob w końcu się podniósł, jednak wielu prawym ludziom to się nie udało.
Zgadzam się z opinią wielu filozofów, że wiara w życie pośmiertne opiera się na nie dającym się obronić sposobie rozumienia bytu: to fałszywy obraz związku łączącego ludzką osobę z jej fizycznym ciałem. Przedstawia on duszę jako coś przypadkowo i jedynie czasowo przebywającego w ciele, podobnie jak osoba siedząca w samochodzie. Są jednak myśliciele, którzy różnicę między duszą i ciałem postrzegają jako coś o wiele bardziej subtelnego. Mogą ją porównać do kontrastu, jaki zachodzi między programem komputerowym a urządzeniem, na którym on pracuje. Wtedy różnica niewątpliwie istnieje, ale nie taka, dzięki której można by wyobrazić sobie, że oprogramowanie pracuje, ale nie ma żadnego sprzętu.
Jeśli wiara w życie pośmiertne zostanie porzucona, to stoicy będą mieli najwyraźniej rację, że śmierci nie należy się lękać. Musimy jednak rozwiać dalsze wątpliwości. Śmierć Kanta była wydarzeniem i przytrafiła się właśnie jemu. Była kresem umierania filozofa. W tym znaczeniu, niestety, gdy przychodzi śmierć, istniejemy, ponieważ musimy przejść umieranie. Dopiero na końcu tego procesu znika jego podmiot - z tego powodu możemy się go obawiać. Wszyscy mamy nadzieję, że odejdziemy szybko, spokojnie, bezboleśnie i z godnością. Nie chcemy umierać w trwodze i cierpieniu. Akceptujemy to, że ludzie pragną uczynić umieranie znośniejszym. Wybuchamy nerwowym śmiechem, gdy słyszymy, że lekarze bezmyślnie odmawiają podania środków uśmierzających ból umierającym z obawy, że mogą się uzależnić.
Jednakże, jak powiedział Woody AlIen: „Nie mam właściwie nic przeciwko umieraniu, gdyby nie to, że na końcu będę nieżywy". Stojąc wobec wyboru między umieraniem a przeżyciem dokładnie takiego samego procesu aż do ostatniego momentu, po którym nastąpiłoby ozdrowienie, większość z nas wybrałaby to drugie. Byłoby to przykre, ale nie tak przykre jak pierwsze. Być może więc w głębi duszy nie zgadzamy się ze stoikami. Martwi nas nie tylko proces umierania, ale następujące po nim unicestwienie.
Niektórzy ludzie boją się takiej pustki tym bardziej, im intensywniej cieszą się życiem. Inni stają się lękliwi i boją się, gdy starość stępia ich zmysły, Tak czy inaczej, wybiegając myślą w przyszłość, wolelibyśmy spędzać więcej czasu w wybornym towarzystwie, kosztując wykwintnych dań, słuchając dobrej muzyki, oddając się miłości, niż raz tylko na koniec życia się zabawić. Jeżeli przejdziemy tylko umieranie na niby, to być może po wyzdrowieniu dostaniemy ten dodatkowy czas. Oczywiście jest to lepsze niż szybka śmierć. Możemy opłakiwać to, czego nigdy nie zrobimy. Podobnie śmierć dziecka jest bardziej poruszająca niż śmierć osoby dorosłej, ponieważ mamy świadomość tego wszystkiego, czego ono nigdy już nie zrobi i co nie stanie się dlań źródłem radości.
Jest jakiś fałszywy heroizm w przeświadczeniu, że śmierć to nic złego. Jeżeli tak, to nieunikniony wydaje się wniosek, że nie ma nic szczególnie nagannego w zabijaniu; albo że jeśli jest w nim coś złego, to dlatego, że jest ono złe dla krewnych i przyjaciół zabitego. A jednak zakaz pozbawiania życia zajmuje centralne miejsce w prawie każdym systemie moralnym. Nawet w społeczeństwach, które dopuszczają pewne rodzaje zabijania - eutanazję, dzieciobójstwo, egzekucję przestępców, więźniów lub przeciwników politycznych - istnieje taki nieprzekraczalny zakaz; jeśli się go znosi, to społeczeństwo, które tak postanowiło, samo się rozpada (dzieje się tak na przykład w Sierra Leone).
Łatwo zrozumieć, dlaczego spowodowanie śmierci jest uznawane za zbrodnię. Jeżeli ktoś jest gotów podważyć tę zasadę, to wydaje się, że wszystko wolno. Ale co wobec tego ze śmiercią, której ktoś chce, jak w przypadku samobójstwa lub eutanazji? Być może najpoważniejszym argumentem przeciwko takim sytuacjom jest to, że jeżeli staną się legalne, ludzie zaczną się ku nim skłaniać albo będą przez innych ludzi poddawani presji, by się na nie godzić - a wtedy ktoś mógłby zyskać na ich śmierci. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest uświadamianie, że one po prostu nie mogą być uznane, gdyż inaczej ci, którzy zbliżają się do śmierci powoli, będą nakłaniani, by przyspieszyć bieg rzeczy. Osobiście nie sądzę, by argument ten byt wyjątkowo mocny. Krewni i opiekunowie istotnie mogą tak postępować w stosunku do ludzi starych i bezbronnych, aby ci uczynili wszystko, co oni zechcą. Jednakże przeświadczenie, że jeśli umrzemy, to osoby najbliższe doznają ulgi, samo w sobie jest już dość przerażające, bez względu na to, czy tak
się stanie rzeczywiście czy też nie. Ten rodzaj nieszczęścia wydaje się mało istotny i łatwy do ogarnięcia w porównaniu z bezbolesnym zakończeniem niektórych spośród najgorszych rodzajów umierania. Może dlatego w wielu krajach, między innymi w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, często zwraca się uwagę na to, że za uwolnienie - dzięki eutanazji - człowieka od cierpień towarzyszących umieraniu można być ukaranym równie surowo jak za zaniechanie podobnych działań w stosunku do zwierzęcia. Dlaczego zwierzęta zasługują na więcej niż ludzie?
Jednym z zagadnień, które sprawiają wiele kłopotów filozofom moralności, jest różnica między zabijaniem a zgodą na śmierć. Niektóre kodeksy lekarskie stosują stary nakaz: „Nie będziesz zabijał, ale nie musisz za wszelką cenę utrzymywać przy życiu". Lekarze sprzeciwiający się eutanazji często mówią o unikach i wewnętrznych ustępstwach, na jakie musi się godzić wyszkolony i nauczony ratowania życia lekarz, gdy nagle proszony jest o jego zakończenie. Zgodnie z tym rozumowaniem, jeżeli rodzi się dziecko ze straszliwym upośledzeniem, wymagające nieustannego podłączenia do urządzeń podtrzymujących życie albo jeżeli jakaś osoba jest bez wątpienia umierająca, a jej życie zależy od czynników będących poza nią, to czymś złym byłoby wykonanie śmiercionośnego zastrzyku, ale dobrym bezczynne przyglądanie się i zaniechanie podtrzymywania życia. Może to uspokajać sumienia niektórych, ale jest bardzo wątpliwe, czy powinno, albowiem często skazuje to pacjenta na bolesne, długotrwałe konanie, walkę o każdy oddech lub śmierć z
pragnienia, podczas gdy ci, którzy mogliby coś zrobić, stoją z boku, odmawiając przyspieszenia miłosiernej śmierci. Nie można życzyć tego ani sobie, ani nikomu, kogo się kocha.
Część sporu dotyczy tutaj kwestii, czy odmawianie tego, co wydaje się konieczne, nie jest już tylko pozwoleniem na śmierć, ale zabijaniem. Jeżeli porwę kogoś i zamknę go w piwnicy, nie jest to morderstwo. Ale jeżeli wtedy nie będę podawał mu pożywienia, to czyż nie przyspieszę jego śmierci? W tym wypadku ponoszę odpowiedzialność za to, że skazałem go na całkowitą zależność od siebie. A gdybyśmy przyjęli, iż tak się po prostu stało, że sam znalazł się w sytuacji, w której jest ode mnie zależny? Gdyby na przykład za sprawą złego losu po prostu znalazł się w mojej piwnicy? Wtedy głodzenie owego człowieka wydaje się równie złe, a może nawet jeszcze gorsze od zastrzelenia go.
Na marginesie możemy wspomnieć o istnieniu fascynujących zagadnień dotyczących łańcuchów przyczynowo-skutkowych, które implikują różne zachodzące zdarzenia. Jest taka stara historia o mężczyźnie, który zamierza przebyć pustynię. Ma on dwóch wrogów. Nocą pierwszy z nich zakrada się do jego obozu i wrzuca strychninę do pojemnika z wodą. Tej samej nocy nieco później drugi wróg, nie wiedząc o tym, zakrada się do obozu i wspomniany pojemnik przedziurawią. Nasz bohater wyrusza na pustynię; gdy nadchodzi chwila, w której chce ugasić pragnienie, okazuje się, że w pojemniku nie ma wody, i umiera.
Kto go zamordował? Obrońca truciciela ma argument nie do odparcia: to prawda, że mój klient próbował otruć tego mężczyznę, ale nie udało mu się, ponieważ ofiara nie przyjęta strychniny. Obrońca drugiego mężczyzny ma równie mocny argument: to prawda, że mój klient próbował pozbawić tego mężczyznę wody, ale mu się nie udało, ponieważ jedynie pozbawił ofiarę trucizny - w ten sposób przecież nie można nikogo zamordować.
Bez względu na to, jak rozwiążemy ów dylemat, etyka potrzebuje jakiegoś rozróżnienia między tym, na co pozwalamy, by zaszło, a tym, co rzeczywiście przez nas się stało. Przypadki te wykazują, jak trudne może być to rozróżnienie. Odpowiada ono nastawieniu deontologicznemu, w którego myśl kategorie dobra i zła, sprawiedliwości i obowiązku są konsekwencją tego, co robimy. Wtedy wszystko to, czemu pozwalamy zajść lub co i tak się dzieje bez naszej interwencji, wcale nie obciąża naszego sumienia. Oto dlaczego tak ważne jest ustalenie, który z mężczyzn zamordował podróżnika. Ale czy prawo bardziej niż etyka potrzebuje takich gotowych werdyktów? Wracając do kwestii eutanazji - czy naprawdę powinniśmy podziwiać lekarza czekającego, aż natura zrobi swoje, w przeciwieństwie do innego, który chce jej pomóc? Czy nie powinno chodzić po prostu o to, by życie, łącznie z jego ostatnim rozdziałem, było lepsze?

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇