Trwa ładowanie...
d3w780n

Schizofreniczka czy nieszczęśliwa kobieta? Kontrowersje wokół życia Marilyn Monroe

Piękna, seksowna i ... całkowicie niezrównoważona. Tak mówili o niej przyjaciele, bliscy oraz liczni wielbiciele. Sarah Churchwell, autorka książki "Twarze Marilyn Monroe", zgłębiła genealogię aktorki, próbując rozwikłać jej rozchwianą osobowość. Dzięki uprzejmości wydawnictwa "Marginesy", dzielimy się z wami fragmentem dzieła.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jej prawdziwe nazwisko, to Norma Jeane Mortenson
Jej prawdziwe nazwisko, to Norma Jeane Mortenson (zdjęcie z książki "Twarze Marilyn Monroe"/Sarah Churchwell/ wyd. Marginesy)
d3w780n

OSOBOWOŚĆ CHWIEJNA EMOCJONALNIE

Kiedy Marilyn Monroe miała niespełna osiem lat, jej matka trafiła do szpitala psychiatrycznego; leczyła się w podobnych instytucjach przez całe długie życie, aż w końcu zmarła w domu spokojnej starości na Florydzie w marcu 1984 roku. Zmagania samej Monroe z tym, co dziś klasyfikujemy jako problemy emocjonalne – uzależnieniami, depresją, próbami samobójczymi – zawsze były powiązane z chorobą matki i wydaje się jasne, że Monroe przerażała (słusznie) wizja popadnięcia w obłęd. Wielu biografów uznaje, że Marilyn cierpiała z powodu klinicznych zaburzeń, a nawet "psychozy”. Ekstremalne stanowisko prezentują Summers i Leaming, którzy wierzą, że pod koniec życia Monroe faktycznie była chora psychicznie. Summers zaczyna swoją książkę od ostrzeżenia, aby nigdy nie wierzyć w słowa Marilyn: "Musimy traktować jej słowa z rozsądnym sceptycyzmem. (...) Marilyn, światowa gwiazda fantazji, stworzyła swój obraz, zarówno osoby prywatnej, jak i publicznej, z okruchów prawdy i urojeń. Posługiwała się wyobraźnią może nieco przesadnie, ale fantazjowanie stanowiło część jej natury, a naszym zadaniem jest odkrycie prawdziwego oblicza kobiety, która schroniła się w świat fikcji”. Przesada to typowe przewinienie tej najbardziej kobiecej z kobiet, co ukazują nam kolejne historie. Pod koniec książki Summers parafrazuje psychiatrę Monroe, zapewniając, że jej osobowość "zakwalifikowałaby aktorkę do zakładu dla psychicznie chorych”.

Kwestia dziedzicznej choroby psychicznej wzbudza niemal takie same emocje jak tożsamość ojca Monroe. Nieprzypadkowo, podobnie jak pochodzenie z nieprawego łoża, jest to temat naznaczony kulturowym piętnem: osoby chore psychicznie nadal spotykają się z dyskryminacją i przez niektórych uznawane są po prostu za niezdyscyplinowane i skłonne do ekscesów, z czym Marilyn zawsze będzie kojarzona. Poza tym szaleństwo przynajmniej od średniowiecza łączono z kobiecą seksualnością. Rzekomy obłęd Marilyn stanowi uzupełnienie melodramatu jej życia, upodabniając je do wiktoriańskiej powieści.

zdjęcie z książki "Twarze Marilyn Monroe"/Sarah Churchwell/ wyd. Marginesy

Lekarze zdiagnozowali u Gladys Monroe schizofrenię paranoidalną, a jednak biografowie wciąż spierają się, na co dokładnie chorowała. Są dwa główne powody tych wątpliwości. Pierwszy to niepewność, czym tak naprawdę jest schizofrenia: w psychiatrii nazwą "schizofrenia” nie określa się rozszczepionej albo mnogiej osobowości (schorzenie to obecnie nazywa się "zaburzeniem dysocjacyjnym tożsamości” albo "DID”). Ta częsta pomyłka skutkuje na przykład twierdzeniami, jakie Baty wygłasza w American Monroe, że mnogość wizerunków Marilyn Monroe jest oznaką postmodernistycznej "kulturowej schizofrenii”, w ramach której "w mediach obserwujemy tłumy prawdziwych, ostatecznych i rzeczywistych Marilyn, z których każda, rzekomo w najbardziej realistyczny sposób, odzwierciedla gwiazdę”. Mylenie przez Baty schizofrenii z osobowością mnogą pozwala autorce na odczytywanie życiorysu Marilyn jako przykładu "kulturowej schizofrenii”, w czym opiera się na błędnej dosłownej interpretacji choroby Gladys Monroe. Baty stwierdza, że sama Monroe "przez całe życie zmagała się z chorobą psychiczną”, ale chociaż była nieszczęśliwa, a nawet zrozpaczona, nie ma zgody co do tego, że cierpiała na jakiekolwiek kliniczne zaburzenia psychiczne inne niż niezaprzeczalne uzależnienie od leków.

d3w780n

Mylenie schizofrenii z rozszczepioną osobowością spowodowane jest etymologią terminu "schizofrenia”, który można przetłumaczyć jako "rozszczepiony umysł”: psychiatria używa tego określenia jako przenośni, podczas gdy powszechnie rozumie się je dosłownie.

W swoim studium kobiecości i szaleństwa The Female Malady Elaine Showalter wyjaśnia, w jaki sposób "schizofrenia” zdominowała dyskusje o kobiecym szaleństwie w połowie dwudziestego wieku:

"Schizofrenia stanowi niezwykły przykład kulturowego połączenia kobiecości i obłędu. Po pierwsze, w odróżnieniu od histerii, anoreksji czy depresji, schizofrenia nie jest głównie kobiecą przypadłością. Większość badań pokazuje, że występuje w równym stopniu u kobiet i mężczyzn. Mimo wszystko [...] kobieta cierpiąca na schizofrenię stała się centralną postacią dwudziestowiecznej kultury, tak jak histeryczka w wieku dziewiętnastym. Modernistyczne ruchy literackie uznały schizofreniczkę za symbol lingwistycznego, religijnego i seksualnego rozpadu oraz buntu."

zdjęcie z książki "Twarze Marilyn Monroe"/Sarah Churchwell/ wyd. Marginesy

To w żadnym wypadku nie oznacza, że Marilyn Monroe chorowała na schizofrenię − według mojej diagnozy laika − jeśli jest ona cokolwiek warta, z pewnością nie. Nie miała urojeń, halucynacji ani lingwistycznych objawów schizofrenii; nie była katatoniczką, nie słyszała głosów. Tym bardziej nie zdradzała żadnych objawów dysocjacyjnego zaburzenia osobowości, które charakteryzuje się amnezją i fugą dysocjacyjną (czyli długimi okresami "zaćmienia”, które może trwać wiele dni, a w ekstremalnych przypadkach – nawet miesiące albo lata. Bywała przygnębiona, ale nie sposób ocenić, czy obniżenia nastroju nie powodowały lub nie nasilały okoliczności. Lekarz domowy Marilyn, Hyman Engelberg, w wywiadzie w filmie dokumentalnym "The Final Days" mówi: "Wiedzieliśmy, że ma zaburzenia maniakalno-depresyjne, które obecnie nazywa się osobowością chwiejną emocjonalnie”. Tej diagnozy nie potwierdza żadna z głównych biografi i. Monroe być może cierpiała na paranoję przed śmiercią, jak utrzymują niektórzy autorzy (na przykład Leaming), ale to także jeden z objawów uzależnienia od leków. Kulturowe skojarzenie Monroe ze schizofrenią ponownie pokazuje, że Marilyn odzwierciedla wiele powojennych wersji kobiecości. Ukazuje także patologię dosłowności: kiedy ktoś wygląda jak dwie różne osoby, zostanie uznany za "schizofrenika”.

d3w780n

Domniemanie "choroby psychicznej” u Gladys – charakteryzowanej nie tylko jako schizofrenia, lecz także depresja, "wrodzone zaburzenia maniakalno-depresyjne”, napady agresji i obojętność emocjonalna – pojawia się w trzech głównych biografiach: zarówno Guiles, jak i Summers przeplatają swoje opowieści o narodzinach Monroe wzmiankami o tym, że rodzina ze strony matki naznaczyła dziecko nieuniknionym brzemieniem dziedzicznego szaleństwa, podczas gdy Leaming akceptuje diagnozę (przytoczoną również przez Summersa), według której Monroe cierpi na schorzenie, które psychiatria nazywa osobowością chwiejną emocjonalnie typu "borderline”. U Summersa założenie, że Marilyn odziedziczyła skłonności do choroby psychicznej, kształtuje całą historię – jej początek, formę narracji oraz wnioski końcowe. Zaczyna od zacytowania psychiatry – lekarki, która nigdy nie spotkała Monroe – określającej Marilyn jako "człowieka o chwiejnej osobowości”. Summers opisuje taki rodzaj osobowości, a następnie zapewnia czytelnika, że dalsza opowieść zaspokoi jego oczekiwania:

"Źródło problemów ludzi o chwiejnej osobowości tkwi we wczesnym dzieciństwie (...). Matka albo nie radzi sobie, albo sama cierpi na zaburzenia psychiczne. [...] Człowiek "z pogranicza” jest niezrównoważony emocjonalnie, niezwykle impulsywny, sprawia wrażenie ekspansywnego i energicznego. Zachowuje się w przesadny, teatralny sposób, jest uwodzicielski i ani na chwilę nie przestaje myśleć o swoim wyglądzie. Aprobata świata zewnętrznego jest mu niezbędna do życia, uwielbia aplauz, nie znosi samotności, odrzucony reaguje ostrą depresją. Z reguły nadużywa alkoholu i narkotyków, grozi popełnieniem samobójstwa."

Ten szkic psychologiczny... jest wstrząsająco wiernym obrazem osobowości Marilyn Monroe. Żyła zgodnie ze scenariuszem, który pisała jej przeszłość, szła tam, dokąd prowadziło ją przeznaczenie, ku olśniewającym sukcesom i tragedii.

zdjęcie z książki "Twarze Marilyn Monroe"/Sarah Churchwell/ wyd. Marginesy

Ludzie o chwiejnej osobowości najwyraźniej nigdy nie wychowują się bez ojca: może jego brak to tak powszechne zjawisko w naszym społeczeństwie, że nie można go uznać za przyczynę "nienormalnych” stanów psychicznych? Za wszystkimi tymi kryteriami kryje się skłonność do ferowania wyroków; Summers później stwierdzi, że Marilyn Monroe "z punktu widzenia normalnego człowieka (...) była nadal w poważnych emocjonalnych kłopotach”. Ale jaki człowiek jest "normalny”? Summers uważa, że Marilyn cierpi z powodu nadmiaru. Wszystko, co opisuje, byłoby "normalne” w umiarkowanych dawkach, ale Monroe jest nadmiernie impulsywna, zbyt skupiona na swoim wyglądzie. Jaki jest jednak właściwy poziom impulsywności i skupienia na wyglądzie? Leaming stawia taką samą diagnozę w neutralnych, ale równie stanowczych słowach:

d3w780n

"Ludzie o chwiejnej osobowości panicznie obawiają się porzucenia, które w ich oczach jest spowodowane ich złą naturą. Nawet na krótkotrwałą rozłąkę reagują gniewem, okrutnym sarkazmem i rozpaczą. (...) Człowiek o chwiejnej osobowości, który czuje, że został opuszczony przez tych, których idealizował, często grozi samobójstwem albo próbuje je popełnić. Ta diagnoza idealnie pasuje do Marilyn."

Może pasuje, ale nie opisuje całej osobowości: jak pogodzić umiejętność Monroe do "porzucania” swoich kochanków i mężów – zostawiła aż trzech – z powyższą charakterystyką? Taka uproszczona diagnoza wymazuje inne cechy osobowości. Poza tym nie dopuszcza możliwości przezwyciężenia emocjonalnych problemów, dążenia do rozwoju, nauki ani prób ocalenia samego siebie. Dziecięca trauma wyklucza dojrzałość, czyniąc z Marilyn wieczne dziecko, skazane na to, by zmienić się we własną obłąkaną matkę.

Na pierwszych stronach swojej książki Guiles zestawia krótki opis "chaotycznego” i "rozpaczliwego” "ostatniego lata” Monroe z twierdzeniem, że oboje jej dziadkowie po stronie matki, Della i Otis Monroe, byli "niezrównoważeni” psychicznie, a Gladys "odziedziczyła chorobę” po swoich rodzicach. Dopiero po mrocznym odwołaniu się do śmierci i domniemanego szaleństwa Marilyn Guiles zwraca się ku jej narodzinom. Summers również zaczyna książkę od krótkiego streszczenia faktów dotyczących śmierci i narodzin Marilyn (w takiej kolejności) oraz wzmianki o tym, że zarówno jej matka, jak i babcia leczyły się w szpitalu psychiatrycznym.

Istnieje wiele relacji dotyczących brutalnych ataków, jakich dopuszczała się Gladys Baker, zanim trafiła do szpitala: według niektórych próbowała udusić córkę, według innych – dźgnąć nożem sąsiada, znajomego albo siebie. Leaming pisze, że "najwcześniejszym, niewytłumaczalnym wspomnieniem” Monroe była wizja Gladys próbującej "udusić ją w kołysce”. To wspomnienie powraca (w narracji Leaming, a nie umyśle Monroe) przy okazji każdej wzmianki o samobójstwie. Według innych wersji to nie Gladys, ale babka Della Monroe atakuje dziecko. Ta sensacyjna historia otwiera kronikę pierwszych lat życia Monroe autorstwa Wolfe’a, który uznaje ją za fakt: "Pierwszym, co Marilyn Monroe pamięta z dzieciństwa, jest szalona babka Della, która usiłowała ją udusić”. Chociaż Summers, w równie dramatyczny sposób, zaczyna swoją książkę od zwrócenia uwagi czytelników (zgodnie z prawdą) na fakt, że Della Monroe zmarła w szpitalu psychiatrycznym, lekceważy opowieść Monroe o ataku babki, uznając ją za "bajeczkę”:

zdjęcie z książki "Twarze Marilyn Monroe"/Sarah Churchwell/ wyd. Marginesy

Już jako osoba dorosła Marilyn opowiadała, że babka próbowała ją udusić. Historyjka wysoce nieprawdopodobna, zważywszy, że w chwili umieszczenia Delli w domu wariatów Marilyn miała trzynaście miesięcy. Nie mogła więc niczego takiego pamiętać i opowiastka o Delli jest z pewnością jedną z wielu bajeczek, z których Marilyn utkała swoje dzieciństwo. Taka niekonsekwencja jest typowa dla Summersa, który najpierw zarzuca Monroe przesadę w jakimś aspekcie opowieści, by następnie samemu go wykorzystać. Guiles wierzy w szaleństwo Delli, uznając ją za schizofreniczkę, a w jednym z przypisów informuje, że Arthur Miller również wierzył w tę rzekomą napaść na dziecko.

d3w780n

Spoto jednakże upiera się, że Della Monroe pod koniec życia cierpiała jedynie na halucynacje wywołane nieleczoną infekcją, która ostatecznie ją zabiła. Łagodząc tę opowieść, jak ma w zwyczaju, twierdzi także, że Gladys wcale nie miała schizofrenii paranoidalnej, którą zdiagnozowano u niej w szpitalu, a cała "historia” chorób psychicznych w rodzinie Monroe to fikcja:

"Jej ojciec, jak (Gladys) mylnie poinformowano, umarł z powodu obłędu; za przyczynę śmieci matki uznano psychozę maniakalno-depresyjną; teraz samobójcza śmierć dziadka. Wszystko to przekonało ją, że na rodzinie rzeczywiście ciąży piętno chorób psychicznych (...). Po kilku tygodniach (depresji Gladys) Grace wzięła sprawę w swoje ręce i wezwała neurologa (a ten przepisał pigułki, na które "bardzo silnie reagowała”) (...). W lutym 1934 roku Gladys wciąż żyła we własnym świecie, pogrążona w depresji, choć nie było u niej wyraźnych objawów psychozy: niezdolność Gladys do stawienia czoła światu brała się chyba raczej ze sposobu życia w przeszłości (a pewnie także z poczucia winy i żalu za to, że porzuciła własne dzieci) niż z faktycznej choroby umysłowej."

Zgodnie z diagnozą Spoto Gladys Monroe załamała się pod wpływem "poczucia winy i żalu” spowodowanych "porzuceniem” dzieci, co sugeruje odwrotną zależność między szaleństwem a złym macierzyństwem: kobieta nie staje się złą matką z powodu schizofrenii, ale staje się schizofreniczką, ponieważ jest złą matką.

okładka książki "Twarze Marilyn Monroe"/Sarah Churchwell/wyd. Marginesy

Obłęd i macierzyństwo pozostaną częścią historii Marilyn i zawsze będą się wiązały z seksualnością oraz rozszczepioną osobowością. Obłąkaną kobietę tradycyjnie utożsamia się z rozwiązłością seksualną, wściekłością i buntem. Matka w pewnym sensie stanowi przeciwieństwo tego wizerunku, ponieważ jej seksualność jest określona i usprawiedliwiona przez wydanie na świat potomstwa. Marilyn jest przeciwstawiana nie tylko swojemu drugiemu ja, lecz także swojej matce: te kobiety stale się powielają, dlatego że matka w domyśle stanowi jej lustrzane odbicie. Ostatecznie związki Marilyn z szaleństwem i macierzyństwem sprowadzą na nią śmierć. W "Blondynce" Marilyn popada w obłęd, gdy nie udaje jej się zostać matką; wielu biografów interpretuje rzekome liczne aborcje Monroe jako objaw nienawiści do siebie: kobieta zabijająca swoje dziecko jest przedstawiana jako kobieta zabijająca siebie.

Sarah Churchwell – publicystka i krytyczka kultury, wykłada literaturę amerykańską na Uniwersytecie Wschodniej Anglii. Publikuje m.in. w "The New York Times Book Review”, "Times Literary Supplement”, "The Guardian”, "The Observer”. Jurorka konkursu literackiego Man Booker Prize.

d3w780n

Podziel się opinią

Share

d3w780n

d3w780n