Sahara
[TUNEZJA](https://turystyka.wp.pl/tunezja-6047541310194305c) ###Dzień osiemdziesiąty siódmy DŻERBA
Sto dwadzieścia kilometrów od granicy z Tunezją leży wyspa Dżerba. Reklamuje się jako kraj Lotofagów, o którym Homer wspomina w "Odysei". W jednym z najsłynniejszych w historii opisów "rozrywki i rekreacji" Odyseusz przybywa tu wraz z towarzyszami, by oddawać się rozkoszom płynącym z kosztowania upajających owoców lotosu.
Dzisiaj trudno znaleźć tu lotosy czy ich owoce, ale dostępny jest mocny, lokalny trunek zwany boukha, przyrządzany ze sfermentowanych daktyli lub fig, który zdaje się działać podobnie. Po Libii, gdzie jakakolwiek fermentacja była zabroniona, nagłe namnożenie hoteli oferujących wszystkie rodzaje środków odurzających począwszy od baileys, skończywszy na krwawej mary, jest dla nas wszystkich głęboko szokujące, co skutkuje upajaniem się tymi trunkami na dużą skalę.
Nie jest to zresztą jedyne źródło szoku. Już same tłumy potencjalnych zjadaczy lotosu zaludniające północne wybrzeża Dżerby stanowią oszałamiający kontrast w stosunku do tego, co oglądaliśmy do niedawna i praktycznie podczas całej dotychczasowej podróży. Niemiecki, niderlandzki i szwedzki wydają się tu językami narodowymi. Nagły powrót do świata, w którym istnieją karty win oraz wiele kanałów telewizyjnych, wywołuje dziwne uczucie przygnębienia i nieoczekiwany przypływ nostalgii za porannymi wycieczkami na pustynię z saperką i papierem toaletowym w garści.
Dzień osiemdziesiąty ósmy DŻERBA Projektant naszego hotelu, ogromnej ściany w kształcie litery U otwartej na morze, bardzo się starał stworzyć wrażenie wszechogarniającej samowystarczalności - obfitego, betonowego skarbca przyjemności, w którym wszystkie twoje potrzeby zostaną zaspokojone, a jedzenie, napoje, muzyka z odtwarzacza oraz talassoterapia są zawsze w zasięgu ręki.
Spróbuj uciec z tej fortecy rozrywki, a znajdziesz kilkadziesiąt podobnych, tuż obok, oferujących podobne usługi do tych, z których właśnie korzystałeś. Po chwili zdasz sobie sprawę, że gdziekolwiek pójdziesz, będzie identycznie jak tam, skąd przyszedłeś. Gdzieś za murami fortecy znajduje się właściwa Dżerba, wyspa położona u wybrzeży Tunezji, o powierzchni pięciuset czternastu kilometrów kwadratowych, płaska, sucha i rolnicza. W porównaniu z pustynią, z której właśnie wracamy, wydaje się niemal bujna, ale w rzeczywistości opady deszczu są tu niewielkie (tylko dwadzieścia centymetrów rocznie), a woda jest zasolona. Daktyle z palm rosnących na Dżerbie mogą posłużyć tylko za paszę, a gaje oliwkowe dają niskie plony. Najobfitszym źródłem żywności wyspy są płytkie wody, które ją otaczają. Rybołówstwo ma tu wielkie tradycje, a połowy odbywają się dawnymi sposobami.
W dokach Haumat as-Suk stoją sterty glinianych naczyń przypominających kształtem rzodkiew. Te zgrabne amfory, wysokie na około czterdzieści pięć centymetrów, nie są pamiątkami dla turystów, lecz służą do połowu ośmiornic. Każda ma u góry kołnierz, wokół którego mocuje się sznurek. Powiązane w długie łańcuchy, są zanurzane w morzu kilka kilometrów od brzegu. Z jakiegoś powodu ośmiornice nie mogą się oprzeć tym dzbankom - wślizgują się do środka, zwijają w kłębek i stanowią doskonały prezent dla rybaków. Tę metodę połowu ośmiornic stosuje się od przybycia Fenicjan trzy tysiące łat temu. Jak do tej pory ośmiornice w niczym się nie połapały.
Udało się nam wkręcić na jedną z tych starodawnych, pomalowanych jaskrawymi kolorami łodzi rybackich, która wyrusza, żeby sprawdzić, czy udało się coś złowić. Po wyjściu z portu, smagani ożywczym wiatrem, wypływamy szybko na otwarte wody. Przysadzisty, drewniany kuter kołysze się na falach, podczas gdy my szukamy liny, którą rybacy zostawili tu kilka dni temu. Konkurencja w połowach jest tak wielka, że rybacy oznaczają swoje sieci możliwie najdyskretniej i dopiero po półgodzinnych poszukiwaniach trafiamy na zieloną, plastikową butelkę, do której umocowano liny. Kiedy amfory są wciągane na pokład z dna morskiego, które znajduje się nie dał ej niż trzy i pół metra pod nami, łódź kołysze się jak szalona.
Podczas gdy kuter podskakuje i opada na fałach, ja rozpaczliwie trzymam się burty, a rybacy zaglądając do dzbanków, utrzymują równowagę opierając się tylko kolanami o reling. Na linie uwiązano pięćdziesiąt amfor, a ponieważ w każdej znajdujemy tylko piasek i wodorosty, zostają wrzucone z powrotem do wody. Ani śladu ośmiornicy. Mówią, że to dopiero początek sezonu. Płyniemy w stronę innej liny. Wiatr się wzmaga, a łódź kołysze jeszcze gwałtowniej, ale trzecia wyciągnięta amfora wywołuje okrzyk radości - różowa, gumowata masa zostaje bez ceremoniał nie wyrzucona na pokład.
Potem pojawiają się następne i jeszcze następne. Wszyscy rybacy zajęci są opróżnianiem amfor, a ja dostałem zadanie pilnowania połowu przechowywanego w wielkim, plastikowym pojemniku. Nie jest to łatwe. Ośmiornice wcale nie mają zamiaru siedzieć w pojemniku i jak tylko uda im się wystawić jedno ramię na zewnątrz, przyssawki wczepiają się w drewniany pokład. Zanim udaje mi się oderwać jedno ramię, pozostałe siedem jest już przyssane na dobre. Chwytam ośmiornicę jedną ręką, drugą trzymając się nadbudówki - udaje mi się oderwać przyssawki, ale w tym momencie przechył łodzi rzuca mnie na burtę, a ośmiornica, którą nadał trzymam, natychmiast zakleszcza się na moim ramieniu.
Utrzymywanie ośmiornic w pojemniku staje się zadaniem jakby wymyślonym na potrzeby japońskiego teleturnieju, ale rybacy mają z tego świetną zabawę. Tymczasem ja staję się wielbicielem tych nieustępliwych stworzeń i myślę o założeniu Towarzystwa Ochrony Ośmiornic.
O ile znam Brytyjczyków, pewnie już takie istnieje. Późnym popołudniem, kiedy sprzedawcy zaczynają otwierać sklepy, wybieram się na suk, który wydaje się bardzo dobrze zaopatrzony w towary przeznaczone głównie dla turystów. Są tu dywany, kafelki, lampy, dłonie Fatimy, fragmenty Rose d u Sable (naturalne skupienia kryształów gipsu występujące na pustyniach), nargile i tym podobne. W sklepie, którego właścicielem jest człowiek znany jako "Ha-dżi", można znaleźć takie rarytasy, jak turecki dywan utkany z miliona supełków na metr kwadratowy. Hadżi ( tytuł, który uzyskuje każdy, kto uda się na hadż, czyli pielgrzymkę do Mekki) to niski, wykształcony mężczyzna w grubych okuł arach, ze schludnym wąsikiem, ubrany.
W kremową gandurę na koszuli w szkocką kratę. Mówi dobrze po angielsku i w pięciu innych językach, ale robi to niemal przepraszająco, nie podnosząc oczu. Chociaż siedemdziesiąt do osiemdziesięciu procent przychodów z handlu zawdzięcza turystom, nie jest do końca zadowolony z wpływu turystyki na życie na wyspie. Z powodu coraz większej liczby nagich lub półnagich plażowiczów rdzenni mieszkańcy nie chodzą już na plaże. Wszechobecna nagość, jego zdaniem, zachęca islamską młodzież do picia alkoholu i przypadkowych kontaktów seksualnych.
Turystyka seksualna na Dżerbie? Hadżi kiwa głową.
- Kiedy któryś z nich widzi nagą kobietę na plaży, myśli, że ona szuka przygody. Turyści powinni szanować naszą kulturę i religię. Mogą przyjeżdżać tu po słońce, ale nie muszą się od razu rozbierać i spacerować nago.
Kiedy był małym chłopcem, północne wybrzeże było dzikie i opuszczone. Teraz są tam setki hoteli. Przyciągają spoza wyspy siłę roboczą, którą społeczeństwo musi wchłonąć. Na szczęście mieszkańcy Dżerby są tradycyjnie tolerancyjni.
- Myślę, że to jedyne miejsce, w którym żyją obok siebie żydzi i muzułmanie.
Zapewne miał na myśli, że żyją w zgodzie.
- Mamy najstarszą synagogę w północnej Afryce. Wydaje mi się, że została zbudowana pięćset osiemdziesiąt sześć łat przed Chrystusem. Wielu żydów z Dżerby wyjechało do Francji, by otworzyć tam sklepiki znane pod nazwą Le djerbain, ale wielu też wróciło i założyło rodziny. W Haumat as-Suk mieszka ich dwa tysiące.
- Odstawiam samochód do warsztatu prowadzonego przez żyda, kupuję biżuterię od żyda, wielu moich sąsiadów jest wyznania mojżeszowego, a ja jestem praktykującym muzułmaninem i nie ma z tym żadnych problemów.
W drodze powrotnej, między przedmieściami Haumat as-Suk a pierwszym hotelem, przejeżdżamy przez zaskakująco cichy park narodowy. Powietrze jest teraz tak nieruchome, że niebo i morze zlewają się w jedno, odbijając się w sobie nawzajem jak tafla szkła. Na tym tle, jak w mirażu, spacerują ostrygojady, czaple i flamingi. Niestety, hotele podchodzą coraz bliżej.