Trwa ładowanie...

Prawdziwa Matka Joanna od Aniołów. Opętanie czy polityczna gra?

Na podstawie historii matki Joanny z Loudun powstał m.in. słynny film Jerzego Kawalerowicza. Ale jak było naprawdę? Czy zakonnice faktycznie zostały opętane?

Lucyna Winnicka w ekranizacji opowiadania "Matka Joanna od Aniołów" Jarosława Iwaszkiewicza, reż. Jerzy Kawalerowicz Lucyna Winnicka w ekranizacji opowiadania "Matka Joanna od Aniołów" Jarosława Iwaszkiewicza, reż. Jerzy Kawalerowicz Źródło: Filmpolski.pl
d4aysa3
d4aysa3

Naszą opowieść musimy rozpocząć nieco wcześniej, jeszcze zanim doszło do słynnych wydarzeń w Loudun. Poznajcie Urbaina Grandiera, urodzonego w 1590 roku w Bouère niedaleko Le Mans księdza, który w 1617 roku został proboszczem w St. Pierre le Marché w Loudun. Cechowały go dwie rzeczy: pociąg do płci pięknej oraz chroniczna wręcz niechęć do jakiejkolwiek dyskrecji. Nic dziwnego, że jego liczne romanse przysporzyły mu wielu wrogów. A jeżeli jeszcze dorzucimy do tego niewyparzony język duchownego, wystarczyło, by zwrócił na siebie uwagę wysoko postawionych osób.

Twierdzono o nim, że był ojcem nieślubnego dziecka córki oskarżyciela publicznego w Loudun, Philippy Trincant. Kobieta wniosła nawet przeciwko niemu skargę, co skończyło się jego aresztowaniem. Jednak ostatecznie mu się upiekło. Mimo że 2 czerwca 1630 roku został postawiony w stan oskarżenia za niemoralność, to jednak udało mu się jakimś sposobem przekonać arcybiskupa, aby oczyścił go z zarzutów. Powrócił do Loudun, gdzie jednak w międzyczasie jego wrogowie sprzymierzyli się z jego rywalem, księdzem Jeanem Mignonem, który jednocześnie był spowiednikiem sióstr urszulanek w Loudun.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Egzorcyzmy w Lublinie? Cała rodzina w szpitalu

Od błyskawicznej kariery do… opętania

I tutaj właśnie na scenę wkracza zakonnica, która stała się pierwowzorem Joanny od Aniołów – Jeanne des Anges, a właściwie urodzona w 1602 roku Jeanne de Belcier. Pochodziła z szanowanej gaskońskiej rodziny. Jej rodzicami byli Louis de Belcier oraz Charlotte de Goumard. W wieku 18 lat wstąpiła do klasztoru urszulanek w Poitiers. Wspomina się, że miała problemy z dostosowaniem się do panującej tam dyscypliny. Dość wcześnie zaczęła też twierdzić, że doświadcza wizji. W klasztorze przebywała do roku 1627. Później przeniosła się do Loudun. Zapewne dzięki pozycji jej rodziny w wieku zaledwie 25 lat została tam przeoryszą.

Niedługo później gruchnęła wieść o tym, że zarówno Jeanne de Belcier, jak i podległe jej zakonnice zachowują się tak, jakby były opętane. Wpadały w dziwne transy, wiły się w konwulsjach, przybierały rozerotyzowane pozy. Ich twarze się wykrzywiały, a głosy ulegały zniekształceniu. Ani chybi demony wstąpiły w ich ciała. Ale co miał z tym wspólnego Urbain Grandier? Więcej niż sam mógłby przypuszczać…

d4aysa3

Kto wrobił księdza Grandiera?

Takiego obrotu spraw kontrowersyjny ksiądz się nie spodziewał. Oto bowiem w 1633 roku Jeanne de Belcier i inne zakonnice wskazały go jako źródło ich opętania! Twierdziły, że dręczące je demony wymawiały jego imię. Że to jego zjawa terroryzowała je po nocach. Związane to było z rzekomym wydarzeniem z września 1632 roku, kiedy to siostry zauważyły w nocy duchy mężczyzn. Jednym z nich miał być zmarły niedawno zakonnik nazwiskiem Moussaut. Drugim właśnie Grandier.

I jeszcze ta seksualna fascynacja… Jeanne twierdziła, że kiedy nie widziała Grandiera, spalała się z miłości do niego. Nie była w stanie powstrzymać "nieczystych" myśli. Z kolei niektóre młodsze zakonnice w trakcie odprawiania egzorcyzmów krzyczały lubieżnie na samo wspomnienie jego imienia. Rwały na sobie ubrania i rzucały się na podłogę, przeklinając jednocześnie sakramenty i duchownych. Ogółem stwierdzono, że 27 zakonnic zostało opętanych lub padło ofiarą czaru. Prym wiodła wśród nich oczywiście Jeanne, którą miało zamieszkiwać aż 7 demonów. Ale czy rzeczywiście zakonnice były opętane?

Historia prawdziwej matki Joanny od Aniołów miała drugie dno Licencjodawca
Historia prawdziwej matki Joanny od Aniołów miała drugie dnoŹródło: Licencjodawca

Powróćmy do Jeana Mignona, przeciwnika Grandiera. Otóż w części źródeł można znaleźć sugestię, że to właśnie on oraz jego sojusznicy przekonali urszulanki, by zwyczajnie wrobiły znienawidzonego księdza, denuncjując go jako tego, który przyczynił się do ich opętania.

d4aysa3

Na politycznym celowniku

Dzięki swoim znajomościom Grandier raz jeszcze się wywinął. Na miejsce wysłano innych "ekspertów", zaś Mignonowi polecono, by zaprzestał dalszego egzorcyzmowania zakonnic. Wydawało się, że sprawa ucichnie. I tak by się zapewne stało, gdyby Grandier nie uwikłał się w politykę. Ale po kolei.

Najpierw w Loudon pojawił się krewny Jeanne des Anges, Jean Martin de Laubadermont. Otrzymał do wykonania pewne zadanie dla władz. Miał nadzorować zniszczenie miejscowego zamku. Na drodze stanąć mu próbowali gubernator Loudon Jean d’Armagnac oraz właśnie Urbain Grandier. Według innej wersji jego wizyta związana była z tym, że Grandier opublikował traktat przeciwko celibatowi księży, który nie spodobał się "górze", a konkretnie pewnemu wysoko postawionemu duchownemu…

d4aysa3

Był nim nie kto inny jak sam słynny kardynał Armand-Jean du Plessis de Richelieu. I tutaj ponownie u autorów można spotkać różne wersje. Zgodnie z pierwszą kardynał jedynie otrzymał informacje od de Laubadermonta i wykorzystał to jako pretekst, by wznowić działalność inkwizycji. Druga mówi o tym, że podjęcia takich działań domagał się sam de Laubadermont.

Do dwóch razy sztuka

Tym razem nad głową Grandiera zebrały się naprawdę ciężkie chmury. W grudniu 1633 roku został ponownie aresztowany. Wznowiono śledztwo i egzorcyzmy. Z jeszcze większym zaangażowaniem zakonnice powtórzyły wcześniejsze zarzuty. Dodatkowo księdza oskarżono o kazirodztwo i świętokradztwo. Ba! Znaleziono nawet około 60 świadków! Intryga kardynała Richelieu nabierała tempa. Grandierowi udowodniono, że sam jest opętany, ponieważ ma na ciele niewrażliwe na ból punkty. Jak tego dokonano? Najpierw dźgano jedno miejsce ciała ostrzem, by chwilę później dotknąć innego tępym końcem…

Grandier był proboszczem w St. Pierre le Marché w Loudun Licencjodawca
Grandier był proboszczem w St. Pierre le Marché w LoudunŹródło: Licencjodawca

Proces Grandiera był farsą. Odmówiono mu prawa do apelacji. Zlekceważono dowody mogące świadczyć o jego niewinności. Część zakonnic chciała zmienić wcześniejsze zeznania, ale im to uniemożliwiono. Urbain Grandier został oczywiście skazany. Wyrok śmierci wykonano na nim 18 sierpnia 1634 roku. Ponoć obiecano mu, że przed spaleniem na stosie zostanie uduszony, jednak ponoć źle zawiązano linę. Jest zatem możliwe, że został spalony żywcem.

d4aysa3

Co stało się z Joanną?

Tymczasem wciąż opętana Jeanne des Anges stała się kimś w rodzaju celebrytki. Wciąż szczyciła się swoimi demonami, lecz i ich "panowanie" miało się skończyć. Oto bowiem w celu ostatecznego ich wypędzenia Richelieu wysłał do Loudon szereg księży z doświadczonym jezuitą Jeanem-Josephem Surinem na czele. Surin dotarł tam już w grudniu 1633 roku. Byli z Jeanne w podobnym wieku. Ponoć wytworzyła się między nimi niesamowicie silna więź duchowa. Zostali nawet przyjaciółmi.

Urban Grandier miał być odpowiedzialny za opętanie urszulanek z Loudun Licencjodawca
Urban Grandier miał być odpowiedzialny za opętanie urszulanek z LoudunŹródło: Licencjodawca

Surin w pocie czoła zabrał się do wypędzania demonów z Jeanne, eliminując jednego po drugim. Czynił to z takim poświęceniem, że na wszelki wypadek asystować musieli mu inni kapłani – by zły duch nie opętał i jego samego. W trakcie egzorcyzmów padał czasem na podłogę. W trudnych momentach jego asystenci wkładali mu hostię do ust. Być może jednak w walce z demonami pomogło mu coś innego. Jak bowiem podaje "Encyklopedia czarownic", w pewnym momencie Richelieu wstrzymał wypłacanie zakonnicom pensji, którą przyznano im w czasie, kiedy zeznawały przeciwko Grandierowi.

W sprawę matki Joanny od Aniołów zaangażował się słynny kardynał Armand-Jean du Plessis de Richelieu Licencjodawca
W sprawę matki Joanny od Aniołów zaangażował się słynny kardynał Armand-Jean du Plessis de RichelieuŹródło: Licencjodawca

Najdłużej "stawiał się" Behemot. Miał stwierdzić, że opuści ciało Jeanne dopiero wtedy, kiedy zakonnica uda się do grobu François de Sales w Annecy. Wybrała się na tę pielgrzymkę w 1637 roku. Po drodze odwiedzała inne miasta (m.in. Paryż), wzbudzając w nich sensację. Spotkała się nawet z kardynałem oraz parą królewską.

d4aysa3

Pomogło. Jeanne stała się wręcz wzorem pobożności. Wspomina się nawet o znakach na jej lewej ręce (stygmatach?), które podobno układały się w imiona Jezusa, Maryi, Józefa oraz François de Salesa. Co zaś się tyczy relacji przeoryszy z jej duchowym przewodnikiem: Jeanne de Belcier oraz Jean-Joseph Surin pozostawali ze sobą w kontakcie przez kolejne lata. Zmarli w tym samym roku 1665 – najpierw Jeanne (29 stycznia), a niedługo później (w kwietniu) Surin. Dalszy los 7 demonów pozostaje nieznany.

Bibliografia

  1. de Certau, The Possession at Loudun, University of Chicago Press, Chicago 2000.
  2. Encyclopedia of witchcraft & demonology : an illustrated encyclopedia of witches, demons, sorcerers and their present day counterparts, Octopus Books Limited, London 1974.
  3. Ferber, Demonic Possession and Exorcism in Early Modern France, Routledge, New York 2004.
  4. Laycock (red.), Spirit Possession around the World: Possession, Communion, and Demon Expulsion Across Cultures, ABC-Clio, Santa Barbara 2015.
  5. Po-Chia Hsia, The World of Catholic Renewal 1540-1770, Cambridge University Press, Cambridge 1998.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4aysa3
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4aysa3