Robert Biedroń: Gdy 65 mln ludzi szuka domu, udawanie, że tego nie widzimy, jest niegodziwością

"Nowy rozdział" to kolejna książka słynnego polityka i byłego prezydenta Słupska. Tym razem autor namawia społeczeństwo do głębszej zmiany: między innymi większego otwarcia się na imigrantów. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Edipresse, publikujemy fragment książki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Robert Biedroń ma wiele twarzy. Jest nie tylko politykiem ale również komentatorem rzeczywistości
Robert Biedroń ma wiele twarzy. Jest nie tylko politykiem ale również komentatorem rzeczywistości (Materiały prasowe)
WP

Otwórzmy się na innych

Przez wieki Polki i Polacy wędrowali po świecie. Niemal w każdej rodzinie opowiadamy historię kogoś, kto wyjechał a to do Stanów Zjednoczonych, a to do Niemiec, a to do Australii. Tak też było z moją rodziną – mój pradziadek pracował przez kilka lat w USA, mój brat od wielu lat mieszka we Włoszech, rodzice wyjechali na emigrację także do Stanów. Sam dorabiałem sobie do studiów, pracując "na zmywaku” w Londynie, a wcześniej jeszcze jako nastolatek, pielęgnując ogrody w okolicach Neapolu. Wszędzie tam spotykałem się generalnie z otwartością i życzliwością ludzi.

Polonia jest rozsiana po całym świecie. Dzięki pracy za granicą wiele polskich rodzin, łącznie z moją, poprawiło swój byt, a czasem wręcz wydobyło się z biedy. Te kraje również dzięki migrantom z Polski budowały swój dobrobyt. Wszyscy na tym skorzystali.

WP

Nowoczesne państwo jest państwem otwartym. Umie czerpać z talentów przybyszów, umie włączyć ich do gospodarki i kultury. Polska też to potrafiła. Otwartość na gości jest naszym głębokim historycznym doświadczeniem. Ono pozostało w naszych zwyczajach – do dziś na wigilijnym stole stawiamy talerz dla zbłąkanego wędrowca. Kto powiedział, że musi to być wędrowiec z sąsiedniej wioski? Może przybył zza wojennego frontu albo z miejsca zniszczonego suszą? Gościnność jest naszą prawdziwą tradycją. Słusznie jesteśmy z niej dumni. Przed wiekami Rzeczpospolita była krajem wielu kultur i właśnie wtedy była potęgą. Złoty wiek dziejów Polski, czyli nasza ojczyzna XVI wie-ku, obejmowała prawie 1 mln km2 powierzchni i ok. 11 mln mieszkańców, co sprawiało, że byliśmy jednym z największych, obok Imperium Osmańskiego i Rosji, państw ówczesnej Europy. Byliśmy wtedy potęgą militarną, polityczną i ekonomiczną, w której szczególnie intensywnie rozwijała się kultura. Wielokulturowość oraz wieloreligijność sprzyjały tylko tym procesom.

Wymiana doświadczeń, inne punkty widzenia, energia i pracowitość migrantów – to wszystko służy całemu społeczeństwu. Jeśli umie z tego skorzystać. Polska nie jest samotną wyspą otoczoną głębokimi wodami i wysokimi górami, do której nikt nie zdoła się przedrzeć. Jesteśmy częścią świata, po którym znów wędrują ludzie. Ani zasieki Orbána, ani mur Trumpa tego nie zmienią. Do Europy ciągną ci, którym jest gorzej. Ta kolejna w historii świata wędrówka ludów ma przyczyny ekonomiczne, a już niedługo również zmiany klimatyczne będą zmuszać ludzi do migracji. Niedawno ewakuowano całą ludność państwa Wanuatu położonego na wyspach w Oceanii z powodu ryzyka zatopienia. Migracje to jedno z wielkich wyzwań w nowym rozdziale historii świata.

Musimy się przygotować, że również do Polski przybędą ludzie z innych krajów. Zresztą to już się dzieje. Obecny rząd przyjął najwięcej cudzoziemców w naszej nowej historii! Tysiące obcokrajowców już żyją wśród nas, a my okazaliśmy się życzliwi i otwarci. Nie widać wielkich konfliktów. Polska znów staje się wielokulturowa, a my możemy czuć radość z dzielenia się z innymi naszą tradycją i kulturą.

Wielu osobom towarzyszą obawy. To zrozumiałe. Niektórzy mogą się obawiać, że pojawienie się imigrantów może prowadzić do obniżenia płac – często przyjeżdżają z krajów o niższym poziomie płac. Czym innym jednak są naturalne obawy części obywateli przed utratą pracy albo pogorszeniem jej warunków, obawy przed spotkaniem z inną kulturą, a czym innym podsycanie nienawiści przez skrajne siły. W dodatku nasze obecne doświadczenie pokazuje, że wynagrodzenia nie maleją.

WP

Niepewność i niepokój są wykorzystywane, by nas obrócić przeciwko ludziom, którzy mogliby być naszymi sąsiadami. "Nigdy, przenigdy nie wolno lekceważyć siły nienawiści” – przestrzega Naomi Klein. Ci, którzy dziś straszą, nie mają żadnego planu, który pozwoli zmierzyć się z rzeczywistością. Chcą wywołać w nas panikę, która nie pozwala działać. Są cyniczni: w jednym zdaniu straszą zabierającymi pracę imigrantami, w drugim – sprzeciwiają się podwyższeniu płacy minimalnej.

Na uleganie tym demagogicznym pokusom jest jedna rada: musimy rozbrajać lęki, pokazywać, że można być dumnym z polskiej historii, która nie jest wypaczona, że możemy działać dla naszego wspólnego dobra, że nie musimy się bać sąsiadów o innym kolorze skóry, mówiących w innym języku, gustujących w innej kuchni.

Rozbrajajmy te lęki działaniem. Sam tak zrobiłem, kiedy przeraziła mnie dyskusja Polaków o uchodźcach. Gdy 65 mln ludzi szuka domu, udawanie, że tego nie widzimy, jest niegodziwością. Dlatego do każdej słupskiej szkoły zaprosiłem uchodźców z Syrii. Przyjechali z całej Polski. Rozmawiali z uczniami i nauczycielami. Ludzie wychodzili z tych spotkań odmienieni. Kiedy zobaczyli uchodźcę na własne oczy, posłuchali go, poznali jego lub jej historię, zaczynali myśleć inaczej. Zobaczyli człowieka. Jestem pewien, że to samo wydarzyłoby się w wielu polskich szkołach, gdybyśmy tylko dali sobie szansę na takie spotkania. Polacy pokochali przecież bliskowschodnią kuchnię – od tego możemy zacząć budowanie nowej gościnnej Polski.

W końcu wszyscy pochodzimy z tej samej matki, naszą pierwotną ojczyzną jest Afryka. Stamtąd podczas epoki lodowcowej przybyli do Europy pierwsi migranci. Ich ślady widoczne są w DNA każdego z nas, także nacjonalistów wierzących w teorię ras ludzkich.

WP

Nienawiść nie jest ostatnim słowem obywateli. Wiem, że jesteśmy dobrym społeczeństwem. Nie możemy dawać się wodzić za nos lękom. Musimy oddzielić to, co może być realnym problemem, od tego, co wmówili nam demagodzy. Nie możemy pozwolić, by nasza własna niepewność, wynikająca z niestabilności gospodarki i błędów polityków, przesłoniła nam dobre rozwiązania, które mogą pomóc wszystkim.

Czas to zmienić. Strach i chowanie głowy w piasek mogą nas wiele kosztować. Lepiej, żebyśmy to my ustalili zasady, niż dostosowywali się do tego, co i tak jest nieuchronne. Lepiej, żebyśmy dziś nauczyli się żyć z ludźmi, których jutro będzie potrzebował nasz rynek pracy.

Żaden z polskich rządów po 1989 roku nie stworzył programu na rzecz integracji cudzoziemców. Niemal wszystkie siły polityczne boją się tego tematu. Boi się też wielu z nas. Niektórzy reagują nienawiścią.

Nie możemy popełniać błędu innych krajów, które założyły, że cudzoziemcy pobędą u nich tylko przez chwilę, że popracują, dorobią się i wyjadą. A oni zostali i niektórzy z nich stworzyli równoległe społeczeństwa.

WP

Cudzoziemcy już żyją i pracują wśród nas. Są ich nie setki, ale setki tysięcy czy miliony. W 2017 roku polskie urzędy pracy wydały 276 tysięcy pozwoleń na pracę dla cudzoziemców, a także zarejestrowały 1,8 mln tzw. oświadczeń pracodawców "o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi”. Dziś większość migrantów w Polsce to Ukrainki i Ukraińcy. Ale są też obywatele Indii, Nepalu, Wietnamu, Chin, Turcji. Pracują w kawiarniach, na budowach, na uniwersytetach i jako menedżerowie w korporacjach.

Chciałbym, żeby cudzoziemcy spotykali się z polskim państwem, wobec którego mogą czuć zaufanie i szacunek. Tak niestety nie jest. Trafiają na urzędników, którzy nie są przygotowani do kontaktu z obcokrajowcami. Dotykają ich też te same problemy, co nas wszystkich: procedury są czasochłonne i skomplikowane.

Materiały prasowe
Podziel się
WP

Tymczasem są wśród nas ludzie, którzy wiedzą, jak pracować z migrantami przebywającymi w Polsce. Znają prawdę o ich sytuacji, dobre i złe strony, wiedzą dokładnie, z jakimi problemami borykają się cudzoziemcy, jak reagują na nich sąsiedzi, urzędnicy świetnie znają procedury. To pracowniczki i pracownicy organizacji pozarządowych. Na przykład warszawskie Stowarzyszenie Interwencji Prawnej to niezwykle kompetentna organizacja doradzająca imigrantom, która zatrudniała do niedawna kilkadziesiąt osób. Ale ostatnio nie dostała dofinansowania, bo Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przekazało fundusze z FAMI (Fundusz Azylu, Migracji i Integracji) z Komisji Europejskiej dla organizacji pozarządowych innym organizacjom albo wojewodom. W efekcie takie organizacje jak SIP zostały sparaliżowane; będą musiały ograniczyć swoją działalność lub w ogóle ją zamknąć. Ze szkodą dla nas wszystkich.

Praktyka pokazuje, że jeśli zostawimy migrantów samym sobie, na rynku pracy zaczną narastać patologie. Pracujących w Polsce Ukraińców już dziś często dotykają: wyzysk, praca na czarno, brak opieki zdrowotnej. To można zmienić. Całościowy program musi zapewnić migrantom ochronę ich praw i ułatwić kontakt z naszym państwem. Państwo ma przecież obowiązek zająć się osobami znajdującymi się na jego terenie i zrobić wszystko, żeby były bezpieczne. To kwestia bezpieczeństwa – nie tylko ich, lecz także naszego.

Za kilka lat będzie nas w Polsce o kilka milionów mniej. Migranci będą nam wówczas bardzo potrzebni. Ukraińcy już dziś ratują nasz rynek pracy przed zapaścią, a i tak jest ich za mało, by wypełnić zapotrzebowanie na siłę roboczą.** Najnowszy raport francuskich ekonomistów z Université Clermont Auvergne i Université Paris Nanterre opublikowany w magazynie naukowym "Science Advances” dowodzi, że imigranci mają wkład we wzrost PKB i wpływów z podatków (ok. 1 punktu proc.)**. Z ich ustaleń na podstawie danych z prawie całej Europy wynika, że imigranci mają największy wkład w gospodarkę danego kraju po okresie od 3 do 7 lat od przybycia, a przyjęcie ich nie ma praktycznie żadnego wpływu na finanse publiczne.

Obecny rząd upatruje nadziei w swojej mało przemyślanej i krótkowzrocznej polityce prorodzinnej, licząc na to, że będzie się rodziło więcej dzieci. Oby tak było, ale przykład innych krajów europejskich, w których dzieci rodzi się więcej, jak Szwecja czy Francja, pokazuje, że mimo zastępowalności pokoleń nadal potrzeba rąk do pracy. I są to ręce migrantów. My tymczasem tworzymy system, który zamyka się na cudzoziemców, boi się ich, a w dodatku celowo utrudnia działalność organizacjom, które próbują w naszym imieniu rozwiązywać problemy. Budujmy zatem Polskę bez niepewności, nowoczesną i wolną, otwartą na gości i wykorzystującą swoje historyczne szanse.

Materiały prasowe
Podziel się

Robert Biedroń - prezydent Słupska w latach 2014-2018. Były poseł, ekspert ONZ, członek Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy. Były wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisji Spraw Zagranicznych. Fundator Instytutu Myśli Demokratycznej - centrum badań i dialogu społecznego, wspierającego rozwój kraju i budowę Polski demokratycznej, sprawiedliwej i praworządnej, wcześniej założyciel Instytutu Podkarpackiego. Miłośnik zwierząt, czytania i biegania.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP