Psy z Wieży Babel

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

ROZDZIAŁ 1

Oto cała historia. Tyle na ten temat opowie to z nas, które ma usta, by mówić: dwudziestego czwartego października po południu moja żona, Lexy Ransome, spadła z jabłoni rosnącej w naszym ogrodzie, zabijając się na miejscu. Nie było żadnych świadków zdarzenia prócz naszego psa, suczki Lorelei.

Zdarzyło się to w czasie, gdy przebywałem w bibliotece uniwersyteckiej, przygotowując artykuł na zbliżającą się konferencję. Wieczorem miałem jeszcze poprowadzić seminarium, toteż gdybym nie zadzwonił do domu, żeby podzielić się z Lexy ciekawą informacją, jaką właśnie przeczytałem o filmie, który bardzo chciała zobaczyć, wówczas pewnie spotkałbym się ze studentami, a potem poszedł z nimi na cotygodniowe piwo i spędził te kilka ostatnich godzin w miłej, normalnej atmosferze, zupełnie nieświadomy, że moje podwórko pełne jest klęczących w błocie policjantów.

Niemniej stało się tak, że wykręciłem numer do domu, a telefon odebrał mężczyzna.
- Dom pani Ransome - oznajmił.

Zaskoczony, przez moment nie wiedziałem, co odpowiedzieć. W myślach próbowałem dopasować brzmienie męskiego głosu do osoby kogoś z krewnych czy przyjaciół, którzy z takiego czy innego powodu mogliby właśnie przebywać w naszym domu, ale głos w słuchawce był zupełnie obcy. Stropiły mnie także wypowiedziane słowa: "Dom pani Ransome". Nazywam się Iverson, a usłyszawszy obcego mężczyznę, który o moim domu mówi w taki sposób, jakby Lexy sama w nim mieszkała, odniosłem dziwaczne wrażenie, że oto, jakimś dziwnym sposobem, w ciągu tego jednego dnia zostałem wymazany ze swego dotychczasowego życia.
- Mogę mówić z Lexy? - zapytałem na koniec.
- Mogę się dowiedzieć, kto mówi? - odparł mężczyzna.
- Jej mąż, Paul. Paul Iverson.
- Panie Iverson, tu mówi detektyw Anthony Stack.

Musi pan natychmiast przyjechać do domu. Zdarzył się wypadek.
Za przybycie policji w ostatecznym rozrachunku najwyraźniej odpowiedzialna była Lorelei. Kiedy nasi sąsiedzi kolejno wracali do swych domów, witało ich nieustające, rozpaczliwe wycie dobiegające z naszego podwórka. Większość z nich dobrze znała Lorelei i przyzwyczajeni byli do jej basowego szczekania, dobywającego się z szerokiej piersi, gdy ścigała jakieś ptaki czy wiewiórki. Ale nigdy dotąd nie słyszeli takiego skowytania.

Nasz sąsiad z lewej, Jim Perasso, pierwszy zajrzał za płot i to on odkrył, co się stało. Powoli robiło się już ciemno - dni stawały się coraz krótsze i zmierzch z każdym dniem zapadał wcześniej - ponieważ jednak Lorelei wciąż szaleńczo miotała się między jabłonią a tylnym wejściem do domu, jej ruch uaktywniał czujniki włączające światła na podwórzu. Za każdym razem, gdy wracała do ciała Lexy, żeby parę razy szturchnąć je nosem, zatrzymywała się na tyle długo, że światła gasły.

Kiedy podejmowała dziki bieg wokół podwórza, zapalały się znowu. Właśnie w tym sur- realistycznym, stroboskopowym migotaniu Jim dostrzegł Lexy leżącą pod drzewem i zadzwonił na 997.

Gdy przyjechałem na miejsce, tylną bramę naszego domu przegradzała żółta taśma policyjna, a mężczyzna, z którym rozmawiałem przez telefon, czekał na mnie na trawniku. Przedstawił się ponownie i ruszył do salonu.

Szedłem za nim bez słowa, wszystkie niewypowiedziane pytania ściskała w gardle trwoga, która prawie nie pozwalała zaczerpnąć tchu. Myślę, że już wówczas podejrzewałem, czego się zaraz dowiem. Dom wydawał się całkowicie martwy i opustoszały, jakby znikło gdzieś tchnienie życia, którym tętnił, gdy wyjeżdżałem rano. Nawet Lorelei nie było nigdzie widać - okazało się później, że dostała środki uspokajające i zabrano ją na noc do schroniska dla zwierząt.

Detektyw Stack powiedział mi, co się stało. Przez dłuższą chwilę siedziałem naprzeciw niego, zupełnie ogłuszony.
- Ma pan jakieś podejrzenia, co pańska żona mogła robić na drzewie? - zapytał wreszcie.
- Nie mam zielonego pojęcia - powiedziałem.

Przez cały czas, odkąd ją znałem, nigdy nie wspinała się na drzewa, a na dodatek w tym wypadku przedsięwzięcie nie należało do łatwych. Jabłoń na naszym podwórzu jest bardzo wysoka, w istocie jest prawdziwym gigantem w porównaniu z drzewkami, które można zobaczyĆ w przydrożnych sadach lub podczas jesiennych wycieczek na plantacje umożliwiające własnoręczne zbiory.

Pozwalaliśmy jej rosnąć zupełnie swobodnie, od czasu gdy wprowadziliśmy się do domu, ani razu nie była przycinana, teraz górne gałęzie znajdowały się pewnie dwadzieścia pięć, trzydzieści stóp ponad ziemią. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, co skłoniło Lexy do wejścia tak wysoko. Detektyw Stack przyglądał mi się uważnie.
- Może chciała narwać jabłek? - zasugerowałem słabym głosem.
- No, tak, to się wydaje logicznym przypuszczeniem. - Popatrzył na mnie, po chwili spuścił wzrok. - Wszystko wskazuje na to, że śmierć pańskiej żony to zwykły wypadek, jednak w sytuacjach takich jak ta, kiedy nie ma żadnych świadków, musimy przeprowadzić krótkie dochodzenie, aby przynajmniej wykluczyć możliwość samobójstwa. Muszę więc zadać panu parę pytań: czy ostatnio pańska żona cierpiała może na depresję? Czy wspominała o samobójstwie, choćby przypadkowo?

Pokręciłem głową.
- Niczego nie imputuję - powiedział. - Po prostu musiałem spytać.
Kiedy ludzie na podwórzu skończyli robić zdjęcia i zbierać materiały dowodowe, detektyw Stack porozmawiał z nimi krótko, po czym przyszedł poinformować mnie, że nie wykryto niczego, co mogłoby nasunąć wątpliwości względem tego, co się stało. To był wypadek, bez dwu zdań. Okazuje się, że spaść z wysoka można na dwa sposoby; z ułożenia ciała specjaliści są w stanie wydedukować świadomy zamiar lub jego brak. Osoba rzucająca się z dużej wysokości, powiedzmy z siódmego czy ósmego piętra, jakoś wciąż mimo wszystko kontroluje swój upadek - jeżeli wyląduje na nogach, zapewne odniesie ciężkie obrażenia kończyn dolnych i kręgosłupa, może jednak przeżyć.

Jeśli zaś nie przeżyje, to z tego, jak impet uderzenia. Połamał kostki i kolana, można się domyślić, że skok był rezultatem świadomego zamiaru. Lecz osoba, która dotrze na górne gałęzie jabłoni, dwadzieścia pięć stóp nad ziemią, a potem przypadkowo straci oparcie dla stóp, żadną miarą nie zapanuje nad upadkiem. Bezładnie obracając się w powietrzu, uderzy w ziemię brzuchem, plecami lub nawet głową. Skórę może mieć nienaruszoną, połamie sobie jednak wszystkie kości i zmiażdży organy wewnętrzne. W ten właśnie sposób ekipa dochodzeniowa ustala, co jest wypadkiem, a co nim nie jest. Lexy znaleźli leżącą twarzą do góry, ze skręconym karkiem. Stąd wnoszą, że nie skoczyła z zamiarem zabicia się.

Po wszystkim, kiedy policja odjechała, zabrawszy ciało Lexy, wyszedłem na podwórze. Pod drzewem znalazłem rozsypane jabłka. Czy Lexy wspięła się na drzewo, żeby zerwać resztę jabłek, zanim zgniją na gałęziach? Może chciała upiec ciasto, może chciała ułożyć je na ładnej paterze, a potem postawić na słońcu, aby dojrzały i nabrały smaku? Pieczołowicie pozbierałem jabłka i zaniosłem do domu. Leżały później na kuchennym stole, póki woń gnijącego miąższu nie zaczęła przyciągać much.

Dopiero kilka dni po pogrzebie zacząłem się natykać na pewne wskazówki - cóż, wciąż waham się używać słowa "wskazówki", z góry bowiem wyklucza ono czysty zbieg okoliczności lub sugeruje nadmierną grę wyobraźni po mojej stronie. Mówiąc, że znalazłem wskazówki, daję do zrozumienia w ten sposób, iż ktoś pieczołowicie skomponował dla mnie ślad złożony z drobnych okruchów informacji, ślad, po którym miałbym dojść do wniosków dobrze ukrytych, ale zarazem wystarczająco oczywistych, żeby ich prawdziwość nie dopuszczała żadnych wątpliwości. Nie mam nadziei na taki uśmiech losu.

Zamiast tego powiem więc, że zacząłem odkrywać pewne anomalie, pewne niezgodności, z których zdawało się wynikać, iż dzień śmierci Lexy wcale nie przebiegał tak zwyczajnie, jak każdy inny jej dzień.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀