Trwa ładowanie...
d3l7ccg

"Przeżyłem tylko dlatego, że udawałem martwego". Mija 9 lat od masakry na wyspie Utoya

Adrian Pracoń przeżył masakrę na wyspie Utoya i jako pierwszy z ocalonych zdecydował się na opowiedzenie swojej poruszającej historii.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Adrian Pracoń w szpitalu
Adrian Pracoń w szpitalu (East News)
d3l7ccg

Dlaczego Anders Breivik, choć w pewnym momencie mierzył do Praconia z broni, ostatecznie nie strzelił i darował mu życie? Czy chwilę później, gdy Breivik dobijał rannych, 23-latek przeżył tylko dlatego, że udawał martwego? Dlaczego później chciał spotkać się twarzą w twarz z psychopatycznym mordercą? Czy po takiej tragedii można w ogóle dalej żyć normalnie?

Na te i na wiele innych pytań odpowiada książka "Masakra na wyspie Utoya" Praconia. W książce autor minuta po minucie relacjonuje to, co wydarzyło się 22 lipca 2011 roku podczas obozu organizacji młodzieżowej Norweskiej Partii Pracy. Autor stara się również odpowiedzieć na pytania, które wciąż go nurtują:

"Tyle rzeczy mogłem zrobić inaczej. [...] Leżąc na wysepce, miałem przed sobą mnóstwo większych i mniejszych kamieni. Dlaczego ich nie podniosłem? Dlaczego nie stawiłem oporu? Dopiero po kilku tygodniach udało mi się odsunąć te myśli. Przekonać siebie samego, że za wydarzenia na Utoui odpowiada jedynie zabójca".

d3l7ccg

Biorąc udział w pogrzebie osób zamordowanych przez Breivika, Pracoń zastanawiał się nad tym, co mogłoby się stać, gdyby na wyspie przeciwstawił się oprawcy. Zżerało go poczucie winy i wstydu oraz prześladowały myśli, że to on powinien tego dnia leżeć w trumnie.

"Ile osób moglibyśmy uratować, gdybyśmy okazali większą chęć ryzykowania własnym życiem? A jednocześnie - mając za broń jedynie kamienie, pewnie zostałbym kolejnym nazwiskiem na liście, kolejnym pogrzebem i portretem w wykazie zmarłych. Co dobrego by to przyniosło?".

Wyspa Utoya Getty Images
Wyspa Utoya

Jeszcze częściej po masakrze zadawał sobie pytanie: "Dlaczego żyłem?": "Może zabójca nie strzelił z powodów technicznych, może broń się zacięła lub zabrakło mu amunicji. Jednak miał czas i możliwość, by ją przeładować. Nie słyszałem też kliknięcia karabinu".

d3l7ccg

"Ten człowiek nie strzelał, by wzbudzić strach, ale by zabić" - pisze o Breiviku Adrian Pracoń - "Stojąc w wodzie najciszej, jak potrafiłem, odniosłem wrażenie, że gdzieś go już widziałem. W filmie o nazistach? Spodnie miał po wojskowemu wpuszczone w buty. Włosy starannie zaczesane do tyłu. Kamienne spojrzenie. Po paru sekundach opuścił karabin i krzyknął:

- Zabiję was wszystkich!".

"Trudno powiedzieć, czy widział mnie cały czas, czy zauważył dopiero później" - czytamy dalej - "Jednym ruchem przeniósł wzrok z odpływających na mnie i uniósł broń. Woda sięgała mi do ud. Nie miałem dokąd iść. Miał przed sobą żywą tarczę. Musiał jedynie pociągnąć za spust. Przyłożył policzek do karabinu i zmarszczył czoło.

d3l7ccg

22 lipca 2011 roku Anders Breivik zabił 77 osób

- Nie! - ryknąłem resztką sił w płucach. Moje ręce wisiały luźno po bokach. - Nie strzelaj!".

d3l7ccg

"Nigdy wcześniej we mnie nie celowano. Ogarnęło mnie uczucie całkowitego podporządkowania. [...] Od niego zależało, czy zginę, czy będę żył. Szukałem odpowiedzi w człowieku zasłoniętym bronią, lecz widziałem jedynie czarną przepaść celownika. Ciało przygotowywało się na przyjęcie kuli. Swędziała mnie skóra przy sercu, na czole" - opisuje chwile grozy 23-letni Norweg polskiego pochodzenia.

Breivik zamknął oko i Adrian wiedział, że oznacza to jego koniec. Stało się jednak inaczej. Morderca opuścił karabin, odwrócił się na pięcie i zniknął.

"Niepewnym krokiem ledwie zdołałem wejść na wysepkę, po czym opadłem na kamień. Z jakiegoś powodu wciąż żyłem" - pisze Pracoń.

Po oszczędzeniu Praconia, z głębi wyspy w dalszym ciągu do chłopaka dochodziły salwy strzałów, a po nich krzyki. Breivik kontynuował swoje dzieło zniszczenia. Po dłuższej chwili zabójca wrócił na tę część wyspy, na której teraz ukrywał się przerażony Pracoń.

d3l7ccg

"Podobnie jak zwierzęta, ludzie są wyposażeni w trzy mechanizmy obronne na wypadek zagrożenia życia. Niektórzy uciekają. Inny przechodzą do ataku. Ja udawałem martwego. To nie był świadomy wybór, po prostu tak się stało" - wspomina ocalony w "Masakrze na wyspie Utoya".

Dalej następuje mocny opis powtórnego ataku Breivika, którego bezpośrednim świadkiem był Adrian Pracoń. Pracoń wspomina, że wszędzie wokół - na kamieniu, w krzakach, w wodzie - leżały martwe ciała. Jakiś czas później na wyspę dotarła pomoc, Breivik został pojmany, a ranni przewiezieni do szpitali.

W piątek, 11 listopada 2011 roku (masakra na wyspie miała miejsce 22 lipca 2011), odbywało się czwarte przesłuchanie sądowe Breivika, tym razem przy udziale publiczności. Dziennikarze oraz bliscy zabitych mogli po raz pierwszy zobaczyć sprawcę na własne oczy. Pracoń i inni ocaleni mieli ponownie spotkać się ze swym najgorszym koszmarem:

"Miałem okazję zapytać go, dlaczego mnie nie zastrzelił. Kilka dni wcześniej, w trakcie zeznań powiedział, że "dostrzegł we mnie siebie samego". Ta odpowiedź nie miała dla mnie żadnego sensu. Dlatego, kiedy zeznawałem przeciwko niemu, zadałem mu jeszcze raz to pytanie, poprosiłem go żeby wyjaśnił mi, co to znaczy. Nie odpowiedział" - mówił w jednym z wywiadów Pracoń.

d3l7ccg

"Musiałem w jakiś sposób wyrzucić z siebie obrazy, które wciąż do mnie powracały. Ta książka była nie tylko formą terapii, ale również moim sposobem na walkę z terroryzmem. Im więcej wiemy na ten temat, tym więcej możemy zrobić. To, co jest zapisane na kartach książki, to jedynie moje wspomnienia" - mówi o swojej książce autor.

22 lipca przypada 9 druga rocznica zamachu bombowego w Oslo i strzelaniny na położonej w pobliżu stolicy wyspie Utoya, na której odbywał się obóz organizacji młodzieżowej Norweskiej Partii Pracy. Liczba osób zabitych przez ekstremistę Andersa Behringa Breivika wyniosła łącznie 77 (69 osób zginęło na wyspie).

Adrian Pracoń minuta po minucie relacjonuje przebieg wydarzeń - pisze nie tylko o samej masakrze, ale także wcześniejszych i późniejszych dniach. Opisuje swoich rodziców (Marta i Zygmunt), zaangażowanie polityczne, radosną atmosferę letniego obozu młodzieżowego, a następnie brutalny akt terroru, pobyt w szpitalu, proces sądowy i powrót do normalnego życia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3l7ccg

Podziel się opinią

Share

d3l7ccg

d3l7ccg