Trwa ładowanie...

Przeczytaj fragment książki "Eskorta" Glendona Swarthouta

"Eskorta" to zabawna i tragiczna zarazem powieść Glendona Swarthouta, oddająca hołd zapomnianym i pomijanym bohaterkom. Dzielnym kobietom, które ramię w ramię z mężczyznami zdobywały Dziki Zachód. Za Eskortę Swarthout otrzymał Western Writers of America’s Spur Award oraz Western Heritage Wrangler Award. W 2014 roku książka została zekranizowana; odtwórcami głównych ról są Hilary Swank i Tommy Lee Jones, który również wyreżyserował film. Fragment książki publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.

Share
Przeczytaj fragment książki "Eskorta" Glendona Swarthouta
Źródło: czarne.com.pl
d3rdlei

* "Eskorta" to zabawna i tragiczna zarazem powieść Glendona Swarthouta , oddająca hołd zapomnianym i pomijanym bohaterkom. Dzielnym kobietom, które ramię w ramię z mężczyznami zdobywały Dziki Zachód. Za Eskortę Swarthout otrzymał Western Writers of America’s Spur Award oraz Western Heritage Wrangler Award. W 2014 roku książka została zekranizowana; odtwórcami głównych ról są Hilary Swank i Tommy Lee Jones, który również wyreżyserował film. Fragment książki publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.*

Dojechała do koryta rzeki z pobliską kępą jaworów i topoli. Nagle, zbliżywszy się do wielkiego jaworu, muły stanęły jak wryte, strzygąc uszami. Mimo ponaglania nie chciały ruszyć. Przestraszyła się. Zeskoczyła z kozła, podbiegła do swojej Dorothy, wzięła w ręce strzelbę i krok po kroku ostrożnie zaczęła obchodzić drzewo. Aż wreszcie się zatrzymała, stając głęboko w śniegu. Przed sobą zobaczyła konia, na którym posadzono kukłę.

d3rdlei

Minęło trochę czasu, nim dotarło do niej, że to, co przed sobą widzi, to mężczyzna, koń i sznur.

Mężczyzna siedział z ramionami wzdłuż tułowia, jednak głowę miał nienaturalnie wyprostowaną, utrzymywaną w tej pozycji przez sznur przywiązany do gałęzi, z odsłoniętą poczerniałą twarzą i podobnie poczerniałymi rękami i nogami. Dłonie miał związane za plecami, przy nogach wisiały sznurki rozwiązanych obecnie, a wcześniej zapewne krępujących je pod brzuchem konia pęt. Twarz, ręce i stopy tego człowieka były osmalone dymem.

Koń był wychudzony i brzydki – deresz o szczurzym ogonie, z białymi plamami na łbie i nogach. Wyglądał na konia Indian. Ze zwieszoną głową i zapadniętymi bokami wydawał się ledwie stać na nogach, jak gdyby sam był podtrzymywany przez sznur przywiązany do szyi jeźdźca.

Wreszcie sam sznur, opinający szyję mężczyzny, drugim końcem przymocowany był do gałęzi, wokół której trzykrotnie go przeciągnięto i zawiązano. Teraz zrozumiała. To musi być dziki lokator, którego wykurzono z ziemianki Andy’ego w nocy; najwyraźniej nie zlinczowali go jednak na miejscu. Postanowili, że powiesi się sam, czy raczej za sprawą swego konia. Jeśli koń wyjedzie spod niego, mężczyzna zawiśnie. Jeśli koń się nie ruszy, to w końcu zdechnie i padnie, a wówczas mężczyzna także zawiśnie. Zostawili go tu w nocy. Teraz jest koło południa. Minęło wiele godzin. Mężczyzna powinien być już martwy…

d3rdlei

– Ej, ty! – powiedziała.

Otworzył oczy, potem usta.

– Pomóż mi…

– Ty żyjesz!

d3rdlei

– Pomóż… – wychrypiał.

– Dlaczego miałabym ci pomóc? Próbowałeś zająć działkę Andy’ego Giffena. Zasługujesz na stryczek.

Podeszła krok bliżej, stanęła w cieniu drzewa i zastanawiała się, co robić. Aż nagle wpadła na pewien genialny w swej prostocie pomysł.

d3rdlei

– Załóżmy, że ci pomogę – powiedziała. – Że uratuję ci życie.

Co wtedy zrobisz dla mnie?

Otworzył oczy.

– Wszystko. Co tylko każesz.

d3rdlei

Zastanowiła się ponownie. Czy to, co przyszło jej do głowy, jest możliwe? Czy to ma jakikolwiek sens? Ale im głębiej się nad tym zastanawiała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że nie ma wyboru.

– Jeśli cię uwolnię, zrobisz coś, o co cię poproszę. Zgoda?

– Zgoda.

– Przysięgnij.

d3rdlei

– Przysięgam.

– Przysięgnij na Boga Wszechmogącego.

– Przysięgam na Boga.

Czekała jeszcze przez jakąś minutę, rozważając niebezpieczeństwa, na jakie się naraża, wściekła, że nie ma w zasadzie wyboru.

– Dobra – oświadczyła. – Uratuję cię. W zamian ty wykonasz dla mnie pewną pracę. Ale jeśli spróbujesz mnie skrzywdzić, zastrzelę cię.

Zrobiła, jak powiedziała. Obeszła konia dookoła, oparła strzelbę o pień jaworu, poluzowała węzeł i odwinęła sznur z gałęzi. W tym momencie podbródek mężczyzny opadł mu na pierś. Odplątała koniec liny zawiązany na pniu drzewa. Podeszła ponownie do konia i jeźdźca i oparłszy sobie strzelbę o nogę, rozwiązała sznur pętający nadgarstki mężczyzny, a następnie wycofała się szybko, chwytając ponownie broń.

– Zdejmij pętlę – powiedziała.

Podniósł jedną rękę, potem drugą, niezgrabnie – najwyraźniej odczuwał silny ból w stawach. Mocował się przez chwilę z pętlą, po czym uniósł ją nieco ponad kark i poluzował. Koń stał nieruchomo. Mężczyzna spróbował następnie zsiąść, ale po uniesieniu prawej nogi stracił równowagę i runął z konia w śnieg, pociągając za sobą luźny już sznur. Leżał przez jakiś czas bez ruchu, jak gdyby stracił przytomność. Czekała. Po chwili, leżąc wciąż na plecach, mężczyzna zaczął poruszać dłońmi i nogami, by przywrócić w nich krążenie, a kiedy to osiągnął, dźwignął się na kolana i opierając dłonie o bok konia, wstał na nogi. Przez chwilę się zataczał i kręcił głową, aż wreszcie zdołał zrzucić z szyi pętlę.

Wówczas zrobił coś dziwnego, czego Mary Bee zupełnie się nie spodziewała: zaczął zwijać sznur. Być może zrobił to odruchowo, nie chcąc, by się zmarnował. Albo też chciał zachować go sobie na pamiątkę.

– Muszę wrócić do domu – powiedział ochryple, przerzucając zrolowany sznur przez ramię. – Mam tam parę rzeczy.

– Idź – zgodziła się.

– A ty pojedź za mną wozem.

Zmarszczyła brwi, ale posłuchała go i ruszyła za drzewo, w stronę wozu. Po kilku krokach usłyszała, jak Briggs sika na pień jaworu.

Albo musiał to natychmiast zrobić, albo chciał w ten sposób okazać jej pogardę.

Kiedy zdołała wejść na wóz, położyć strzelbę obok na siedzeniu woźnicy i zmusić muły do zawrócenia, zauważyła, że Briggs prowadzi konia w stronę wylotu wąwozu, trzymając go za kantar, a sam brodzi boso po śniegu. Dwa razy się zatrzymał, by głośno odchrząknąć i wydmuchać nos – nienawidziła tych męskich zachowań, podobnie jak plucia. Kiedy dotarli do ziemianki, Briggs poprowadził konia do stajni, zapewne by dać mu obroku, a następnie wrócił do ruin domu. Siedziała na wozie w oczekiwaniu, ze strzelbą opartą o kolano, patrząc, jak mężczyzna krząta się za na wpół zniszczoną ścianą z darni w poszukiwaniu jakichkolwiek użytecznych rzeczy. Nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Czy aby nie postradała zmysłów? Co przysięga, choćby nawet na najświętszą Biblię, może znaczyć dla kogoś takiego jak Briggs? Jeden Bóg wiedział, jakich przestępstw w życiu się dopuścił. Zgwałci ją albo zabije, lub też zrobi jedno i drugie. Albo po prostu zostawi ją na środku prerii, odchodząc z szyderczym śmiechem. Co zrobi, kiedy mu w końcu
powie, dokąd jadą i po co? Czy nie powinna jeszcze teraz, w tej chwili, zawrócić mułów i odjechać stąd jak najszybciej? Słońce zaszło tymczasem za zachodni brzeg wąwozu i Mary Bee siedziała teraz w cieniu, drżąc z zimna.

Wyszedł z ziemianki ubrany, z twarzą tak samo poczerniałą jak wcześniej. Zdołał znaleźć kapelusz z miękkim rondem, buty z cholewami, poszarpaną czerwoną chustę, którą owinął wokół szyi, mocno znoszoną i miejscami przetartą kurtkę z bydlęcej skóry, w obu dłoniach trzymał też jakieś drobiazgi. Podszedł do wozu, przystanął, w kieszeń kurtki wsunął coś, co wyglądało na puszkę sardynek, a następnie poprawił zatknięty za pasem wielki rewolwer z osmaloną drewnianą rękojeścią.

– Możesz odłożyć strzelbę – powiedział. – Mogę odstrzelić cię w każdej chwili razem z tym siedzeniem, zanim zdążysz cokolwiek zrobić. I zwiać stąd, kiedy tylko zechcę. Co to za wóz, przy okazji?

– Landara. Do przewozu ludzi.

Odwrócił się i poszedł w stronę stajni. Po chwili wrócił stamtąd, prowadząc swego osiodłanego wierzchowca, i rzucił na wóz zwój liny. Następnie wsiadł na konia i spojrzał na Mary Bee. Zauważyła, że ma ciemnobrązowe, bezdenne oczy, zupełnie jak woda w bagnie.

– Dokąd jedziemy? – zapytał.

– Do mnie. Nazywasz się Briggs?

– Być może.

– U mnie spędzimy noc i wyjedziemy z samego rana.

– Mówiłaś, że masz dla mnie robotę do wykonania.

– Powiem ci, jak będzie na to czas.

Obejrzała się przez ramię raz, a potem kolejnych dwadzieścia razy, by się upewnić, że jeszcze tam jest, na wychudzonym dereszu o szczurzym ogonie. Cały czas tam był.

Kiedy podjechali pod jej dom, kazała Briggsowi wyprząc muły, wprowadzić je do stajni i nakarmić, po czym podobnie postąpić z jej klaczą i jego koniem, a także zadbać o inne zwierzęta w gospodarstwie.

Zatrzymał konia i wpatrywał się w nią niemo. Mogła równie dobrze mówić do niego po hotentocku. Potrafiła wyczuć odludka na milę i wiedziała, że żadne rozkazy czy sugestie na nic się tu nie zdadzą. Tacy mężczyźni żyją samotnie, w pojedynkę, przekonani, że tak im będzie w życiu najwygodniej, niezdolni do jakiejkolwiek współpracy. Zeskoczyła z wozu.

– Jeśli ty tego nie zrobisz, to ja będę się musiała do tego zabrać – powiedziała. – A to oznacza, że kolacja będzie godzinę później.

Wzięła strzelbę, weszła do domu i przez okno obserwowała, jak wyprzęga muły. Kiedy prowadził je do stajni, poszła do wychodka. Gdy on wrócił po konie, ona zajęła się rozpalaniem pod kuchnią. Kiedy po uporaniu się z resztą obowiązków próbował wejść do domu, zagrodziła mu drogę, trzymając w rękach mydło, miednicę oraz ręcznik. Umył się pokornie, ale nie odmówił sobie też małego triumfu – poszedł do wychodka po myciu, a nie przed. Wchodząc następnie do kuchni, uroczystym ruchem wręczył Mary Bee miednicę i ręcznik, po czym zdjął z siebie chustę i kurtkę, pod którą ukazała się czarna, znoszona marynarka, przetarta

na jednym z rękawów i o jakieś dwa rozmiary na niego za duża. Nie zdjął jej, jak gdyby planował zasiąść do oficjalnej kolacji; wyciągnął jedynie zza pasa rewolwer i położył go na stole, samemu zasiadając obok, gotowy do bycia obsłużonym.

Nałożyła mu przyzwoitą porcję smażonej solonej wieprzowiny z zieloną fasolką zebraną z jej własnego pola, a także podeschniętym chlebem kukurydzianym i sorgo. Do tego podała kawę, którą Briggs siorbał w pośpiechu małymi łyczkami, nie mogąc uwierzyć, że jest prawdziwa, po czym przełknął głębszy łyk i podstawił Mary Bee pustą filiżankę pod nos, najwyraźniej prosząc o dolewkę. Pochłaniał jedzenie jak zgłodniałe zwierzę. Miał odrażające maniery – używał tylko noża i palców, rozrzucał fasolę po podłodze, po czym podnosił ją i zjadał mimo wszystko, a kiedy talerz był już pusty, wytarł go kawałkiem chleba, który następnie zjadł. Wreszcie odchylił się w tył, tak że przednie nogi krzesła się uniosły, i głośno beknął.

Ściemniało się. Mary Bee zapaliła świecę i dojadła swój własny posiłek, podczas gdy Briggs rozglądał się po meblach ustawionych w izbie.

– Ta robota, o której mówiłaś… – powiedział, kiedy odłożyła sztućce. – Już chyba pora, żebym się dowiedział?

– Byłabym wdzięczna – odparła na to – gdybyś nie używał mojego krzesła w ten sposób.

Przechylił się ponownie do przodu i krzesło z łoskotem opadło przednimi nogami na podłogę. Oparł łokcie o stół.

– To jak z tą robotą? – zapytał.

– Nazywam się Cuddy. Mary Bee Cuddy.

– Panna Cuddy?

– Tak. Mieszkam samotnie.

Odkrył coś między zębami, wygrzebał to spomiędzy nich paznokciem, zdecydował, że jest jadalne i dołączył do dopiero co spożytej kolacji.

– A robota?

– Już mówię. W ciągu tej zimy cztery kobiety, mężatki mieszkające w okolicy, postradały zmysły. Ich mężowie nie są w stanie zapewnić im właściwej opieki. Trzeba je przewieźć do Iowa, gdzie przejmą je ludzie z organizacji kościelnej i powysyłają dalej do ich rodzin. To… bardzo przykra konieczność. Wszystkie

cztery były wspaniałymi kobietami, nadal zresztą nimi są. I… tak to mniej więcej wygląda. – Zganiła się w myślach za mało zdecydowany ton. – W tej sytuacji zaproponowałam, że to ja je przewiozę na drugi brzeg rzeki. Ich mężowie dostarczyli muły, kupili ten wóz i zaopatrzenie na drogę. Chcę ruszyć jutro rano.

– Mówiąc o rzece, masz na myśli Missouri?

– Tak.

– Cholera. To pięć tygodni drogi.

– Panie Briggs, jestem tak samo wyczulona na przekleństwa jak na stan moich krzeseł. To jest mój dom i nie znoszę, kiedy ktoś w nim przeklina.

– Cholera…

– Gdy zasiądziemy przy stole w pana domu, będzie pan mógł kląć, ile dusza zapragnie. Ale nie u mnie.

– Rozumiem wreszcie, czemu jesteś samotna.

Gdyby była mężczyzną, wyrzuciłaby w tym momencie Briggsa za drzwi. A z nim jego ubranie. I rewolwer.

– Kontynuując… – podjęła po chwili – …wiem, że sama sobie z tym nie poradzę. Muszę mieć kogoś, kto potrafi odnaleźć drogę, polować, kto wyręczy mnie w powożeniu i zajmowaniu się mułami. I dlatego uratowałam ci życie. To twoje zadanie. Przysiągłeś, że je wykonasz.

Czekała. Wpatrzyła się w leżący na stole wielki rewolwer, w jego rękojeść z orzecha włoskiego, rewolwer, który musiał mocno ucierpieć podczas wybuchu, ponieważ nadal, po każdym dotknięciu rękojeści dłoń Briggsa robiła się czarna.

– Pięć tygodni – rzekł po chwili. – Cztery oszalałe kobiety. To więcej, niż się spodziewałem.

"Eskorta" to zabawna i tragiczna zarazem powieść Glendona Swarthouta, oddająca hołd zapomnianym i pomijanym bohaterkom. Dzielnym kobietom, które ramię w ramię z mężczyznami zdobywały Dziki Zachód. Za Eskortę Swarthout otrzymał Western Writers of America’s Spur Award oraz Western Heritage Wrangler Award. W 2014 roku książka została zekranizowana; odtwórcami głównych ról są Hilary Swank i Tommy Lee Jones, który również wyreżyserował film. Fragment książki publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.

Informacje o książce;
Glendon Swarthout, Eskorta przełożył Stanisław Tekieli premiera 29 lipca

d3rdlei

Podziel się opinią

Share
d3rdlei
d3rdlei