Trwa ładowanie...
d1upm90
Informacja prasowa
zsrr

Przeczytaj fragment książki ''Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka'' Swietłany Aleksijewicz

Nie sposób go z nikim pomylić, choć jest podobny i zarazem niepodobny do reszty ludzkości. Ma własny słownik i doskonale wie, co jest dobre, a co złe. Paszport radziecki przechowuje jako najcenniejszy skarb. Homo sovieticus. Książka Swietłany Aleksijewicz "Czasy Secondhand. Koniec czerwonego człowieka" została uznana za najlepszą książkę 2013 roku we Francji, a jej autorka otrzymała francuską nagrodę Médicis w kategorii esej. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne prezentujemy fragment książki, która trafi do polskich księgarń 8. października.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Przeczytaj fragment książki ''Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka'' Swietłany Aleksijewicz
(czarne.com.pl)
d1upm90

Nie sposób go z nikim pomylić, choć jest podobny i zarazem niepodobny do reszty ludzkości. Ma własny słownik i doskonale wie, co jest dobre, a co złe. Paszport radziecki przechowuje jako najcenniejszy skarb. *Homo sovieticus. Książka Swietłany Aleksijewicz "Czasy Secondhand. Koniec czerwonego człowieka" została uznana za najlepszą książkę 2013 roku we Francji, a jej autorka otrzymała francuską nagrodę Médicis w kategorii esej. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne prezentujemy fragment książki, której wznowienietrafiło niedawno do księgarń.*

"O cudzym nieszczęściu, które Bóg położył na progu waszego domu"

*Gafchar Dżurajewa – prezes moskiewskiej fundacji „Tadżykistan” *

d1upm90

„…Człowiek bez ojczyzny jest jak słowik bez ogrodu”

O śmierci wiem dużo. Kiedyś zwariuję przez to, co wiem…

Ciało jest czarą dla duszy. Jest jej domem. Zgodnie z muzułmańskim obyczajem ciało należy pogrzebać tak szybko, jak się da – najlepiej tego samego dnia, kiedy Allach zabrał duszę człowieka. W domu zmarłego wiesza się na gwoździu kawałek białego materiału, który wisi czterdzieści dni. Dusza przylatuje w nocy i siada na tym strzępku. Słucha głosów swoich bliskich. Cieszy się. I odlatuje z powrotem.

Rawszan… Dobrze go pamiętam… To zwyczajna historia… Przez pół roku nie wypłacano im pieniędzy, a on miał na Pamirze czworo dzieci, ojciec był ciężko chory. Przyszedł do biura budowy, poprosił o zaliczkę, ale mu jej odmówiono. Ta kropla przelała czarę goryczy. Wyszedł na ganek i przejechał sobie nożem po gardle. Zadzwoniono do mnie… Przyjechałam do kostnicy… Ta jego niesamowicie piękna twarz… Nie można jej zapomnieć. Jego twarz… Zebrano pieniądze. Do dzisiaj jest dla mnie zagadką, jak działa ten wewnętrzny mechanizm: nikt nie ma nawet kopiejki, ale kiedy ktoś umrze, to błyskawicznie uzbiera się potrzebna suma, ludzie oddadzą ostatni grosz, żeby pochować rodaka w domu, żeby spoczął w swojej ziemi. Nie leżał na obczyźnie. Oddaliby nawet ostatnią sturublówkę z kieszeni. Jak ktoś powie, że musi pojechać do domu, to nie dadzą, że dziecko chore – też nie dadzą, a po śmierci, proszę, weźcie. Przynieśli i położyli mi na biurku celofanową torbę pomiętych sturublówek. A ja poszłam z tym do kasy Aerofłotu. Do dyrektora.
Dusza sama odleci do domu, a wysyłka trumny samolotem kosztuje bardzo dużo.

Bierze z biurka papiery. Odczytuje.

d1upm90

… Policjanci weszli do mieszkania gastarbajterów i zaczęli bić męża na oczach ciężarnej żony za to, że nie mają zameldowania. Żona zaczęła krwawić, wskutek czego zmarła i ona, i jej nienarodzone dziecko…

... Pod Moskwą zaginęły trzy osoby – dwóch braci i siostra… Przyjechali z Tadżykistanu ich krewni i zwrócili się do nas z prośbą o pomoc. Zadzwoniliśmy do piekarni, w której ostatnio pracowali. Za pierwszym razem odpowiedziano nam: „Nie znamy takich”. Za drugim razem do telefonu podszedł sam właściciel. „Tak, Tadżycy pracowali u mnie. Zapłaciłem im za trzy miesiące, a oni tego samego dnia odeszli. Nie mam pojęcia dokąd”. Wtedy zwróciliśmy się do policji. Trupy wszystkich trojga wykopano w lesie, ktoś zabił ich łopatą. Właściciel piekarni zaczął wydzwaniać do fundacji i grozić: „Mam wszędzie swoich ludzi. Was też zakopię”.

… Dwóch młodych Tadżyków z budowy odwieziono karetką do szpitala… Przeleżeli całą noc w zimnej poczekalni, nikt się nimi nie zajął. Lekarze nie ukrywali swoich uczuć: „No i po co tylu was, czarnodupków, tutaj przyjechało?”.

… Omonowcy wyprowadzili z piwnicy piętnastu dozorców Tadżyków, położyli na śniegu i zaczęli bić. Biegali po nich w podkutych butach. Zmarł piętnastoletni chłopak…

d1upm90

… Matce odesłano z Rosji zmarłego syna. Nie miał organów wewnętrznych… W Moskwie na czarnym rynku można kupić wszystko, co człowiek ma w sobie: nerki, płuca, wątrobę, źrenice, zastawki serca, skórę…

To są moi bracia i siostry… Ja też urodziłam się na Pamirze. Ziemia jest u nas na wagę złota, pszenicę mierzy się nie workami, ale tiubietiejkami. Wszędzie dookoła są gigantyczne góry, w porównaniu z którymi wszelkie cuda na ziemi wyglądają dziecinnie. Jak zabawki. Kto w tamtych stronach mieszka, ten ma nogi na ziemi, a głowę w obłokach. Jest tak wysoko, jakby był już w innym świecie. Morze to coś całkiem innego, morze wabi ku sobie, a góry dają wrażenie osłony, one człowieka chronią. Drugie ściany domu. Tadżycy nie są wojownikami; kiedy na ich ziemię przychodził wróg, uchodzili w góry… (Milknie). Moja ulubiona pieśń tadżycka to lament nad porzuconą ziemią rodzinną. Zawsze płaczę, kiedy jej słucham… Dla Tadżyka najgorszą rzeczą jest, kiedy musi opuścić ojczyznę. Żyć z dala od niej. Człowiek bez ojczyzny jest jak słowik bez ogrodu. Od wielu lat już mieszkam w Moskwie, ale cały czas otaczam się tym, co miałam w domu: kiedy zobaczę w piśmie zdjęcie gór, to zawsze je wycinam i wieszam na ścianie; to samo, jeśli
na zdjęciu jest kwitnąca morela i biała bawełna. We śnie często zbieram bawełnę… Otwieram koszyczek, którego brzegi są bardzo ostre, a w nim leży biały kłębek, jak wata, prawie nic nieważący; trzeba go tak wyciągnąć, żeby nie podrapać ręki. Rano budzę się zmęczona… Na moskiewskich bazarach szukam tadżyckich jabłek, bo są najsłodsze, i tadżyckich winogron, słodszych niż rafinada. A w dzieciństwie marzyłam, że zobaczę kiedyś las rosyjski, grzyby… Pojadę i zobaczę tych ludzi. To druga część mojej duszy: chata, piec, pierożki. (Milknie).

Opowiadam o naszym życiu… I o swoich braciach… Dla was oni wszyscy są jednakowi: czarnowłosi, nieumyci, nieprzyjaźni. Z niezrozumiałego świata. Cudze nieszczęście, które Bóg położył na progu waszego domu. Oni jednak nie wiedzą, że przyjechali do obcych ludzi, bo ich rodzice żyli w ZSRR i Moskwa była stolicą dla wszystkich. A teraz dano im tu pracę i dach nad głową. Na Wschodzie mawia się: nie pluj do studni, z której czerpiesz wodę. W szkole wszyscy chłopcy tadżyccy marzą o tym, żeby pojechać na zarobek do Rosji… Żeby kupić bilet, pożyczają od całego kiszłaku. Rosyjscy celnicy pytają ich potem: „Do kogo jedziesz?”. Odpowiadają: „Do Niny”… Dla nich wszystkie Rosjanki to Niny… Już nie uczą się rosyjskiego w szkole. Każdy zabiera ze sobą dywanik do modlitwy…

Rozmawiamy w fundacji. Jest tu ledwie kilka pokoików. Telefony nie milkną.

Wczoraj uratowałam dziewczynę… Udało jej się zadzwonić do mnie, kiedy policjanci wieźli ją do lasu. Dzwoni i szepcze: „Złapali mnie na ulicy i wiozą za miasto. Wszyscy pijani”. Podała numer rejestracyjny wozu… Pijani policjanci zapomnieli ją zrewidować i zabrać jej komórkę. Dziewczyna dopiero co przyjechała z Duszanbe… Była ładna… Jestem kobietą Wschodu, byłam jeszcze mała, kiedy babcia i mama już mnie uczyły, jak należy rozmawiać z mężczyznami. „Ognia nie pokonasz ogniem, tylko mądrością” – mawiała babcia. Dzwonię na posterunek policji: „Słuchaj, mój drogi, dzieje się coś dziwnego – wasi chłopcy popili sobie i zawieźli naszą dziewczynę w jakieś dziwne miejsce. Proszę do nich zadzwonić, żeby do czego złego nie doszło. Numer rejestracyjny znamy”. Na drugim końcu przewodu – jeden potok przekleństw: te Czurki… te „czarne małpy”, które dopiero co zlazły z drzewa, po jakiego grzyba pani traci na nich czas. „Mój drogi, posłuchaj, jestem taką samą czarną małpą… Jestem twoją mamą…” Cisza. No bo przecież tam też
siedzi człowiek… Zawsze pokładam w tym nadzieję… Od słowa do słowa, zaczęliśmy rozmawiać. Po kwadransie samochód zawrócił… Dziewczynę odwieźli z powrotem… Mogli ją zgwałcić, zabić. Niejeden raz potem takie dziewczyny zbierałam po kawałku w lesie…

Wie pani, kim jestem? Jestem alchemikiem… Nasza fundacja jest społeczna – nie mamy pieniędzy, nie mamy władzy, mamy tylko dobrych ludzi. To nasi pomocnicy. Pomagamy, ratujemy bezbronnych. Rezultat powstaje z niczego: z nerwów, ze wschodnich pochlebstw, rosyjskiej litości, z takich zwyczajnych słów, jak „mój kochany”, „mój drogi”, „wiedziałam, że jesteś prawdziwym mężczyzną, pomożesz kobiecie”. „Panowie – mówię do sadystów w mundurach – wierzę w was. Wierzę, że jesteście ludźmi”. Odbyłam długą rozmowę z pewnym generałem policji… To nie był żaden dureń ani żołdak, wyglądał na dosyć inteligentnego. „Wie pan – poskarżyłam się – pracuje u was prawdziwy gestapowiec. Mistrz tortur, wszyscy się go boją. Robi inwalidów ze wszystkich bezdomnych i gastarbajterów, którzy do niego trafiają”. Myślałam, że się przerazi, że zacznie bronić honoru munduru. A on popatrzył na mnie z uśmiechem i odpowiedział: „Proszę mi podać jego nazwisko. To zuch, my go nagrodzimy, awansujemy. Trzeba dbać o takich funkcjonariuszy! Dostanie
premię”. Oniemiałam. A on wyjaśnił: „Powiem pani szczerze… Specjalnie stwarzamy wam takie okropne warunki, żebyście prędzej się wynieśli. W Moskwie są dwa miliony gastarbajterów, miasto nie jest w stanie przyjąć takiej liczby ludzi, którzy zwalili się nam na głowę. Jest was zbyt wielu”. (Milknie).

Moskwa jest piękna… Szłyśmy razem przez miasto, a pani cały czas się zachwycała: „Jaka piękna zrobiła się Moskwa! To już europejska stolica!”. Ale ja nie czuję tego piękna. Idę, patrzę na nowe budynki i przypominam sobie: tutaj zginęło dwóch Tadżyków, spadli z rusztowania… a tu jednego z naszych utopiono w cemencie… Pamiętam też, za jakie grosze tutaj harowali. Wszyscy ich łupią: urzędnicy, policjanci, administracja… Stróż Tadżyk podpisuje w urzędzie, że zarabia trzydzieści tysięcy, a na rękę dostaje siedem. Resztę zabierają i dzielą między sobą rozmaici przełożeni… przełożeni przełożonych… Prawo nie działa, zamiast prawa rządzą kasa i siła. Mały człowiek jest najbardziej bezbronny, nawet zwierzę w lesie ma więcej ochrony niż on. W Rosji zwierzęcia broni las, a u nas góry… (Milknie). Większą część życia spędziłam w socjalizmie, teraz przypominam sobie, jak idealizowaliśmy człowieka; w tamtych czasach myślałam o człowieku dobrze. W Duszanbe pracowałam w Akademii Nauk. Zajmowałam się historią sztuki. Myślałam,
że książki… że to, co człowiek o sobie napisał, jest prawdą… Nie, to tylko nędzna cząstka prawdy… Od dawna już nie jestem idealistką, zbyt wiele teraz wiem… Przychodzi do mnie często pewna dziewczyna, jest chora… To nasza znana skrzypaczka. Dlaczego jest chora psychicznie? Może dlatego, że mówiono jej: „Pani gra na skrzypcach – po co to pani? Zna pani dwa języki – po co? Pani praca to sprzątać, zamiatać. Tutaj jesteście niewolnikami”. Ta dziewczyna już nie gra na skrzypcach. Wszystko zapomniała.

Był tu jeszcze młody chłopak… Policjanci złapali go gdzieś pod Moskwą, odebrali pieniądze, ale było tego za mało. Rozzłościli się. Wywieźli do lasu. Pobili. Zima. Mróz. Rozebrali go do majtek… Cha, cha, cha… Podarli wszystkie dokumenty… Gdy mi to opowiedział, zapytałam:

d1upm90

– Jak się uratowałeś?

– Myślałem, że umrę, uciekałem boso po śniegu. I nagle, jak w bajce, zobaczyłem chatkę. Zapukałem w okno, wyszedł z niej staruszek. Ten staruszek dał mi kożuch, żebym się zagrzał, nalał herbaty i dał konfitury. Dał mi ubranie. Następnego dnia zawiózł do dużej wsi i znalazł ciężarówkę, która dowiozła mnie do Moskwy.

Ten staruszek… to też Rosja…

Z sąsiedniego pokoju wołają: „Gafchar Kandiłowna, ktoś do pani”. Czekam, aż wróci. Mam czas – i przypominam sobie to, co słyszałam w moskiewskich mieszkaniach.

d1upm90

W moskiewskich mieszkaniach

– Nazjeżdżało się ich tutaj… Rosjanie mają dobrą duszę…

– Lud rosyjski wcale nie jest dobry. To zupełnie błędny pogląd. Lud jest ckliwy, sentymentalny, ale nie dobry. Kiedyś zarżnęli psa i nakręcili wideo. Cały internet zawrzał. Gotowi byli zlinczować oprawcę. A kiedy spaliło się na rynku siedemnastu gastarbajterów – na noc właściciel zamykał ich w metalowym kontenerze, razem z towarami – przejęli się nimi tylko obrońcy praw człowieka. Czyli ci, którzy z racji swej działalności muszą wszystkich bronić. A ogólnie nastrój był taki – eee, jedni zginęli, drudzy przyjadą. Bez twarzy, bez języka… obcy…

– To niewolnicy. Współcześni niewolnicy. Cały ich dobytek to ch… i adidasy. W najbardziej śmierdzącej piwnicy w Moskwie mają lepiej niż u siebie.

d1upm90

– Trafił niedźwiedź do Moskwy i przezimował. Żywił się gastarbajterami. Kto ich by liczył… Cha, cha, cha…

– Przed rozpadem ZSRR żyliśmy w jednej rodzinie… Tak nas uczono na zajęciach politycznych… Wtedy byli „gośćmi w stolicy”, a teraz to „Czurki” albo „Chacze”. Dziadek opowiadał, jak razem z Uzbekami walczył pod Stalingradem. Wierzyli, że są „braćmi na zawsze”.

– Dziwię się pani… Oni sami się przecież odłączyli. Zachciało się im wolności. Zapomniała pani? To niech pani sobie przypomni, jak w latach dziewięćdziesiątych zarzynali Rosjan. Rabowali, gwałcili. Wyganiali zewsząd. W środku nocy walą do drzwi… Wdzierają się – jeden z nożem, drugi z kałasznikowem. „Wynoś się z naszej ziemi, ruska cholero!” Pięć minut na spakowanie się… I bezpłatny dowóz do najbliższej stacji. Ludzie wybiegali w kapciach z mieszkań… Tak właśnie było…

– Pamiętamy poniżenie naszych braci i sióstr! Śmierć Czurkom! Rosyjski Miszka długo śpi, ale jak już wstanie, to krwi utoczy sporo.

– Kaukaz dostał w ryja rosyjską kolbą. Kto następny?

– Nienawidzę „łysych”! Potrafią tylko jedno – kijami bejsbolowymi zatłuc na śmierć Tadżyka, stróża, który nic im złego nie zrobił. Na demonstracjach drą się: „Rosja dla Rosjan, Moskwa dla moskwian”. Moja mama jest Ukrainką, ojciec Mołdawianinem, babcia ze strony mamy Rosjanką. A kim ja jestem? Według jakiej zasady chcieliby „czyścić” Rosję z nie-Rosjan?

– Trzech Tadżyków – jedna wywrotka. Cha, cha, cha…

– A ja tęsknię za Duszanbe. Wychowałam się tam. Uczyłam się farsi. To język poetów.

– Raczej trudno byłoby przejść przez miasto z plakatem: „Lubię Tadżyków”. Od razu dostanie się po mordzie.

– Obok nas budują dom. „Chacze” kręcą się dookoła jak szczury. Przez nich wieczorem strach wyjść do sklepu. Potrafią zabić nawet dla taniej komórki…

– E tam! Dwa razy mnie obrabowali Rosjanie, a w bramie własnego domu omal mnie nie zabili, też Rosjanie. Oj, dość mam tego narodu bogonośca.

– A chciałaby pani, żeby pani córka wyszła za mąż za imigranta?

– To moje rodzinne miasto. Moja stolica. A oni tu przyjechali ze swoim szariatem. Na Kurban Bajram zarzynają barany pod moimi oknami. A może zaczną jeszcze na placu Czerwonym? Biedne stworzenia beczą, chlusta krew… Wyjdzie się do miasta – tu… tam… i Bóg wie gdzie jeszcze widać czerwone kałuże na asfalcie… Idę z dzieckiem. „Mamo, co to jest?” W ten dzień miasto „czernieje”. To już nie jest nasze miasto. Setki tysięcy ich wychodzą z piwnic… Policja ze strachu najchętniej zapadłaby się pod ziemię…

– Mój mężczyzna jest Tadżykiem. Ma na imię Said. Jest piękny jak bóg! U siebie był lekarzem, tutaj pracuje na budowie. Zakochałam się w nim po uszy. Co mam robić? Kiedy się spotykamy, spacerujemy po parku albo wyjeżdżamy za miasto, żeby nie spotkać nikogo z moich znajomych. Boję się rodziców. Ojciec uprzedził: „Jak cię zobaczę z czarnuchem, to zastrzelę oboje”. Kim jest mój ojciec?… Muzykiem… skończył konserwatorium…

– Jak „czarny” idzie z dziewczyną… naszą! Takich trzeba kastrować.

– Za co ich nienawidzą? Za piwne oczy, za kształt nosa. Nienawidzą też bez powodu. U nas każdy kogoś nienawidzi: sąsiadów, gliniarzy, oligarchów… głupich Jankesów… Kogokolwiek! W powietrzu wisi mnóstwo nienawiści… Nie sposób dotrzeć do człowieka…

Nie sposób go z nikim pomylić, choć jest podobny i zarazem niepodobny do reszty ludzkości. Ma własny słownik i doskonale wie, co jest dobre, a co złe. Paszport radziecki przechowuje jako najcenniejszy skarb. *Homo sovieticus. Książka Swietłany Aleksijewicz "Czasy Secondhand. Koniec czerwonego człowieka" została uznana za najlepszą książkę 2013 roku we Francji, a jej autorka otrzymała francuską nagrodę Médicis w kategorii esej. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne prezentujemy fragment książki, której wznowienie trafiło niedawno do księgarń.*

Przekład z języka rosyjskiego: * Jerzy Czech*

d1upm90

Podziel się opinią

Share

d1upm90

d1upm90