Trwa ładowanie...
ycipk-1wk6mp

Powstała książka o Oldze Krzyżanowskiej. Jest o Kościele, aborcji i polityce

Była całkowicie zaangażowana w losy kraju. Niepoprawna politycznie ale całkowicie oddana walce o wolność. Jej poglądy i absolutna szczerość potrafiły przysporzyć jej nie lada kłopotów. Choć słynna działaczka odeszła w 2018 r., to teraz mamy okazję zgłębić jej życiorys na nowo.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Książka o Oldze Krzyżanowskiej będzie miała swoją premierę 4 czerwca 2019 r.
Książka o Oldze Krzyżanowskiej będzie miała swoją premierę 4 czerwca 2019 r. (East News)
ycipk-1wk6mp

4 czerwca 2019 r., dniu 30. rocznicy wolnych wyborów odbędzie się premiera książki poświęconej Oldze Krzyżanowskiej, słynnej polskiej polityczce, działaczce społecznej i lekarce. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Agora, publikujemy fragment książki: "Olga, córka Wilka".

A gdzie byłaś, kiedy wybuchł strajk?

W czasie strajku sierpniowego dostałam przepustkę do Stoczni i siadywałam tam w Sali BHP nie jako delegat zakładowy, ale z czystej ciekawości i emocji, co to też z tego wyniknie.

ycipk-1wk6mp

Czy to Adam Michnik przed pierwszymi częściowo wolnymi wyborami podrzucił Wałęsie twoje nazwisko jako kandydatki do Sejmu?

Szczerze mówiąc, nie wiem, co o tym zdecydowało. Może Michnik Wałęsie powiedział: "Ja ją znam i ona może być”. Ktoś musiał mnie wtedy polecić. Może Alina Pienkowska, moja związkowa szefowa z czasów pierwszej "Solidarności”, może Bogdan Borusewicz.

Dziś w publicznych mediach mówi się, że Michnik nie jest Polakiem i powinien wyjechać z kraju.

Gdyby nie Michnik, to to gówniarstwo, za przeproszeniem, które najwięcej krzyczy, nie miałoby dzisiaj prawa przemawiać z trybuny sejmowej.

ycipk-1wk6mp

Ciekawa jestem, czy Adam Michnik wyjaśnił ci może, dlaczego jego zdaniem "Jaruzelski i Kiszczak to są ludzie honoru”?

Nie rozmawiałam z nim o tym. Ale go ogromnie lubię i szanuję. Gdy się spotykamy, rzucamy się sobie w ramiona. Miał odwagę. W latach, kiedy inni cicho siedzieli w kątku przy ciepłym piecu. Ten młody chłopak z komunistycznego domu, bo jego ojciec był przed wojną komunistą, chowany przecież nie patriotycznie po polsku, jak przypuszczam. Kiedy go poznałam, pierwsze więzienie miał już za sobą, w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat. Pamiętam, jak nas wówczas przekonywał, że komunizm to jest jednak coś, co „idzie przed światem”, i nie można tego w całości odrzucać. Tak wtedy uważał.

Do polityki parlamentarnej w demokratycznym kraju się nie nadawał, bo miał niewyparzoną gębę i mówił, co mu ślina na język przyniosła. Zdawał sobie z tego sprawę, w 1989 roku nie chciał wejść do rządu. Został jedynie posłem w pierwszej kadencji. "To nie dla mnie, ja tego nie umiem” – mówił. Był już zresztą wtedy naczelnym "Gazety Wyborczej”. On jest takim kolorowym ptakiem rewolucji – od najlepszej strony. Zawsze mówił prawdę w oczy. Jak zmieniał poglądy, też mówił. Ale gdy w 2001 roku powiedział, że Kiszczak "jest człowiekiem honoru”, szlag mnie trafił.

East News
Podziel się
ycipk-1wk6mp

Wszyscy mu pamiętają, że się z Jerzym Urbanem pokazał, że podwiózł go samochodem.

Michnik nie dlatego takie rzeczy mówi czy robi, że coś z tego ma. On naprawdę uważa, że trzeba rozmawiać z każdym. Taki sam był Jacek Kuroń, tylko on nie wygłaszał budzących wściekłość opinii. Nie pamiętam, żeby Kuroń o kimkolwiek powiedział coś złego.

Dlaczego Kuroń nie został prezydentem?

Bo się nie nadawał. To był zły pomysł. Zrobiliśmy głupstwo, nie trzeba było go namawiać: on jako osobowość nie nadawał się do tego i nie chciał kandydować. A Andrzej Duda, proszę, jak się dziś podoba, chociaż Kuroniowi do pięt nie dorósł.

ycipk-1wk6mp

Kuroń to był uczciwy człowiek. Wydawało się, że będzie dobrym prezydentem, bo kiedy mówił, ludzie go słuchali. Bardzo bronił się przed kandydowaniem, powtarzał: "Słuchajcie, ja się nie oduczę chodzić w rozchełstanej koszuli i będę mówił, co myślę. A ludzie tego nie lubią”. Za to wielką karierę zrobił Aleksander Kwaśniewski: umiejętnością zachowania się, nie tylko na zewnątrz. Z tym rozmawiał, tamtego zapraszał, to przeczekiwał. I na nikogo nie pluł, nie rzucał publicznie obelg. Był dobrym prezydentem.

Kiedy Kwaśniewski wygrał wybory prezydenckie w 1995 roku, byliśmy w rozpaczy. Pocieszaliśmy się tylko, że będzie mu strasznie zależało, by pokazać, że jest w porządku. I mieliśmy rację. Przez dwie kadencje. Mało tego: Jolanta Kwaśniewska była dobrą prezydentową.

Dobrą.

(...)

East News
Podziel się
ycipk-1wk6mp

A dzisiaj znów to wszystko wraca. Jak przeżyłaś ostatnie wybory do parlamentu? Czy po wygranej PiS-u obudziłaś się w innej rzeczywistości?

Bardzo mnie to wszystko niepokoi. Nie przepadam za Platformą Obywatelską, za tą mentalnością polityczną zadowolonego z siebie mieszczaństwa. W negatywnym sensie, bo mieszczaństwo ma też zalety. Patrzyłam na kampanię prezydenta Bronisława Komorowskiego, na to, jak go atakowano. Koledzy z PO palcem nie kiwnęli. Przepraszam, ale jeżeli jesteśmy politykami i mamy prezydenta, którego wybraliśmy, to wynikają z tego zobowiązania. Fakt, Komorowski nie był „superplatformiany”. Ja też nie byłam jego wielką fanką, ale uważam, że był dobrym prezydentem.

Starał się nim być dla wszystkich, tak rozumiał swoją rolę.

Przed drugą turą wyborów prezydenckich w 2015 roku tu, w Gdańsku, w Europejskim Centrum Solidarności, odbyła się dwudniowa debata o historii NSZZ "Solidarność”. Pierwszego dnia przemawiali świetni historycy ze Stanów Zjednoczonych, Anglii, Francji. Drugiego – przewodniczący parlamentów. Organizatorem był Bronisław Komorowski. Był gościem drugiej części spotkania. Tego samego dnia, jak się dowiedziałam już na sali, było też spotkanie z nim gdzieś w Sopocie. Nikt nie wiedział gdzie, nikt nie wiedział o której godzinie. Pytam: jak to? Komorowski ma spotkanie przedwyborcze – dlaczego nic o tym nie wiem? Ja, mieszkanka Trójmiasta. "On tam przyjdzie na ostatnią chwilę”. Ale przecież o tym w gazetach powinno być! Plakaty w mieście! Bardzo mnie to uderzyło. Pomyślałam wtedy: "Oj, niedobrze z tym jego komitetem wyborczym”.

A potem Komorowskiego zaczęto opluwać, publicznie obrażać. "Komoruski” i gorzej.

Należało wystąpić w jego obronie, i to właśnie Platforma powinna była zrobić, nie pojedynczy ludzie. Muszę powiedzieć, że głosowałam na Platformę bez satysfakcji.

I skończyło się miażdżącą wygraną PiS-u.

Nie sądziłam, że będzie aż tak. Liczyłam, że PiS zdobędzie trzydzieści jeden, trzydzieści dwa procent, a PO – dwadzieścia siedem. Było widać, że wygrają, ale nie że aż tak. I jeszcze ten cały Kukiz.

A prosił, żeby mu dać w twarz, jeśli kiedykolwiek zajmie się polityką.

On jest groźny, podobnie jak Janusz Korwin-Mikke, który na szczęście nie wszedł do Sejmu. Mówią podobne rzeczy: że trzeba wszystko zniszczyć, zacząć od zera, a państwo w ogóle nie jest potrzebne. Jeśli jakaś partia twierdzi, że trzeba wszystko zniszczyć i budować od nowa – to mieliśmy już w Polsce takie pomysły po każdej wojnie i wiemy, jak to się kończy. A jeżeli chodzi o pana Korwin-Mikkego, to on według mnie ma sklerotyczne fiu-bździu w głowie. Człowiek, który mówi, że państwo nie jest potrzebne, i startuje do państwowego parlamentu? To albo głupota, albo cyniczne okłamywanie ludzi. Czy pan Korwin-Mikke zastanawia się, kto będzie śmieci wywoził? Albo czy pogotowie przyjedzie do chorego? A dostał prawie pięć procent głosów! Był od Sejmu o włos.

Materiały prasowe
Podziel się

Chętnie też został europosłem, choć i tę strukturę potępia. Przez długie lata, pracując jako polityk, stykałaś się z ludźmi, z których poglądami się nie zgadzasz.

Tu chodzi o coś jeszcze innego. Korwin-Mikke czasem jeździł ze mną windą i się nie kłaniał, jakby na oczy nigdy mnie nie widział! Wystarczyło kiwnąć głową, nie musimy rozmawiać. Okropnie mnie śmieszył, bo obrazić mnie nie może. Po prostu cham – bardzo przepraszam.

Jednak utrzymuje się w polityce. Ktoś na niego głosuje.

Znajoma mi mówiła, że będzie głosować na Korwin-Mikkego. "Dlaczego? Czyś ty z byka spadła?!”. "Bo on zawsze mówi to samo”. Dziękuję, Hitler też zawsze mówił to samo.

Kto na tych polityków głosuje? Nie my, nie nasi przyjaciele, znajomi, rodzina. A przecież wygrywają.

Byłam na spotkaniu u Bogdana Borusewicza w rocznicę śmierci jego żony Alinki. Przyszli sami przyjaciele z czasów pierwszej „Solidarności”, ze dwadzieścia osób. Między innymi przyjaciółka z dawnych lat, pielęgniarka z miasteczka pod Gdańskiem. Zaprosił nas na herbatę. Kto na kogo głosował? – rozmawiamy. Ona mówi: "Boję się u siebie powiedzieć, że na Platformę”. Wszystkie jej koleżanki, starsze już panie, bo ona za czasów "Solidarności” nie była dzierlatką, głosują dziś na PiS.

Może nie bez znaczenia jest to, że Kościół katolicki konsekwentnie PiS wspiera.

Tego się boję. Bo Kościół od jakiegoś czasu prężył muskuły, a teraz bierze, co chce. Nie chodzi zresztą o sam Kościół. Jestem katoliczką, ale nigdy nie byłam okołokościelna. Pamiętam pierwsze moje polityczne zetknięcie z Kościołem, gdy w 1989 roku startowałam na posła. Koledzy lekarze, chcąc mi pomóc, mówią: "Słuchaj, pojedziemy do biskupa w Pelplinie, jak on cię poprze...”. Pojechaliśmy. Jan Bernard Szlaga się nazywał. Duży, gruby mężczyzna. Witam się, mówię od razu źle: "proszę pana”, zamiast "księże biskupie”. Udał, że nie słyszy. Jedno z jego pierwszych pytań brzmiało: "A co pani myśli o aborcji? Jesteśmy przecież katolickim krajem”. O aborcji? Teraz? My tu marzymy o wolnym, demokratycznym kraju, a biskup o aborcji. Kogo to obchodzi? "Proszę księdza – mówię.
– Aborcja jest czymś złym, ja tego nie neguję, ale jeżeli tyle jest w kraju wierzących katoliczek, można się chyba nie bać, żeby to zjawisko miało być groźne”.

W sprawie aborcji zawsze się wypowiadałaś tak samo: odważnie, uczciwie, ale całkowicie nie po linii Kościoła.

Moi koledzy na to: "Olga, co ty wyprawiasz?!” – ale naprawdę mówiłam z głębokim przekonaniem. I z coraz większym przekonaniem mówię teraz, że w takiej sprawie nikt nie będzie decydował za kobietę, której to dotyczy. To jej sumienie ma decydować. Aborcja to zniszczenie życia, zatem uczmy młode kobiety i mężczyzn używania środków zapobiegających ciąży.

Kościół antykoncepcji też jest przeciwny.

Gdzieś wyczytałam, że małżeństwo, gdy ze sobą współżyje, a nie ma zamiaru mieć dziecka, to grzeszy. Dokąd my zabrnęliśmy?

O autorkach:

Magda Krzyżanowska-Mierzewska
Radca prawny, w latach 1993-2018 prawniczka w Kancelarii Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W latach 2012-2018 przewodnicząca Panelu ds. Praw Człowieka w misji Unii Europejskiej w Kosowie. Autorka licznych publikacji o orzecznictwie Trybunału, ochronie praw człowieka i wymiarze sprawiedliwości. Współautorka (wraz z Jerzym Krzyżanowskim) rodzinnej opowieści biograficznej Według ojca, według córki wyróżnionej Nagrodą Historyczną tygodnika „Polityka” (Warszawa 2010).

Aldona Wiśniewska
Dziennikarka, reporterka i redaktorka z wieloletnim stażem. Po studiach na Wydziale Psychologii UW pracowała w tygodniku „Na przełaj”, następnie w dziale reportażu „Gazety Wyborczej”, później jako autorka, redaktorka i sekretarz redakcji w różnych wydawnictwach i tytułach. Najważniejsza nagroda – miesięcznika „Odra” w 1988 r. za reportaż ze strajku w Stoczni Gdańskiej. Obecnie freelancerka.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1wk6mp

ycipk-1wk6mp
ycipk-1wk6mp