Postkomunizm. Próba opisu

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Wstęp

Komunizm rozpadł się w 1989 roku niczym domek z kart. To, że poszło tak łatwo, było policzkiem - zarówno dla ofiar reżimu, jak i dla jego operatorów, a także dla najliczniejszej w nim grupy: oportunistów. Przedstawiciele dwóch ostatnich kategorii szybko jednak odzyskali rezon - w ostatecznym rozrachunku okazało się, że to oni są zwycięzcami. Mniej więcej połowa członków obecnej elity władzy i pieniądza w Polsce zajmowała w czasach komunizmu stanowiska kierownicze, jedna trzecia - wykonywała zawody "specjalistów", a tylko 11% plasowało się na niższych szczeblach drabiny społecznej. (1)
Koniec komunizmu bowiem, to - przede wszystkim - swoista "rewolucja menedżerska". (2)
Powtórzył się więc syndrom, który rozpoznał Alexis de Tocqueville, analizując rewolucję francuską. (3)
Dokonała się rewolucja polityczna, a właściwie przed rozpoczęciem zakończyła społeczna. Hierarchie dawnego reżimu przetrwały, choć mechanizmy ich reprodukowania są już odmienne. Reguły gry zmieniły się bowiem dopiero wtedy, gdy powstały formy hybrydowe - łączące stare z nowym i pozwalające zachować uprzywilejowany status.
Imperium sowieckie zostało rozwiązane w grudniu 1991 roku przy wódce, bez rozlewu krwi (chyba że Borys Jelcyn zacišł się przy goleniu). Michaił Gorbaczow, wtedy prezydent ZSRS, dowiedział się o wszystkim po fakcie, przez telefon, od jednego z uczestników białowieskiego spotkania.
Kilka miesięcy wcześniej, w sierpniu, rozegrał się w Moskwie tragikomiczny "pucz w puczu". Pierwszy zorganizowali szećdziesięcio- i siedemdziesięciolatkowie z najwyższych szczebli władzy, broniący integralności Związku Sowieckiego. Był wśród nich legendarny dowódca, marszałek Archomiejew. Ten sam, który poparł Gorbaczowa w konflikcie ze Sztabem Generalnym na tle zjednoczenia Niemiec, i który miał powiedzieć na przyjęciu podczas wizyty w Waszyngtonie, wskazujšc na grupę sowieckich aparatczyków: "Gdyby nie oni, nie upadlibyśmy tak nisko". Po nieudanym puczu popełnił samobójstwo. Był tam też Władimir Kriuczkow, szef KGB, patron Okršgłego Stołu, animator "konstruktywnych opozycji" w Europie środkowej, pierwsza osoba z zagranicy, która złożyła gratulacje Tadeuszowi Mazowieckiemu po wyborze na premiera w 1989 roku. Według słów Mazowieckiego, spotkali się na Jasnej Górze. Kriuczkow, już z więzienia, przekazał wiadomość, że "jest zupełnie zdrowy": było to po serii tajemniczych śmierci - między innymi głównego
skarbnika KC KPZS. (4)
Drugi pucz, dokonany wewnštrz pierwszego i po to, aby go sparaliżować, został zorganizowany przez czterdziestolatków, pułkowników (późniejszych generałów - jak Gromow i Rudzkoj) z kampanii afgańskiej. Nie przekazujšc rozkazów, odcięli sztab pierwszego puczu od oddziałów liniowych. Też przyświecała im wizja silnej Rosji, ale bez narośli komunizmu. Z tą oliwkowo-brunatną matrioszką "puczu w puczu" łączyło się szczególne symulacrum, mające wykreować Jelcyna - głównie zresztą w oczach Zachodu. Chodziło o wytworzenie przestrzeni symbolicznej, w ramach której Jelcyn mógłby zastšpić Gorbaczowa w roli pioniera zmian. Stąd "obrona" Białego Domu przed atakiem, którego nie było: prezydent Rosji miał doskonałe informacje o całej sytuacji. O ironio, tę samą siedzibę Dumy dwa lata później kazał spalić, a bronił jej Rudzkoj, wtedy już nie sojusznik. Budynek ów stał się kamieniem milowym zwrotów i pałacowych rewolucji. Czy dlatego, że widać go z okien ambasady USA, i że znajduje się w zasięgu kamer CNN, kreujących fakty i
symbole polityczne - warunek powodzenia symulacrum?

W Polsce nie było kamer CNN, gdy 19 grudnia 1989 roku rozegrała się pewna scena, też stanowišca kamień milowy - symbolizowała kres solidarnościowej mobilizacji. Premier Mazowiecki ze swoją świtą udał się do Zamku Królewskiego na obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Plac Zamkowy odgrodziły od tłumu metalowe zapory, takie same, jakich kiedyś używało ZOMO. Napierający ludzie zaczęli skandować: "Biała komuna!". Przez ostatnie lata traktowali bowiem tę właśnie rocznicę i odzyskiwanie wyłącznej kontroli nad placem - choćby na jeden dzień, za cenę pałowania i aresztowań - jako rytuał, formę przechowywania pamięci i wspólnotowości, nawet bez przywódców i bez organizacji.

"Odgórnej rewolucji" kończącej komunizm (nazywanej niekiedy "rewolucją w majestacie prawa") nie towarzyszyła więc euforia. Były to raczej dezorientacja i zakłopotanie, z unikaniem patrzenia sobie wzajem w oczy.
Pamiętam, że w czerwcu 1989 roku, zaskoczona własnym brakiem radości, zajrzałam do pamiętników świadka innej rewolucji, Pawła Miliukowa, wybitnego uczestnika przewrotu lutowego 1917 roku, a potem ministra spraw zagranicznych w Rządzie Tymczasowym, obalonym później przez bolszewików. Miliukow pisał: "Oni [żołnierze garnizonu petersburskiego - J. S.] byli mniej jeszcze pewni niż my, że rewolucja zwyciężyła." (5)

Zaczynałam właśnie pracę nad nową książką o końcu komunizmu. Opisywałam w niej poczatki "kapitalizmu politycznego". Nawiasem mówiąc - w najnowszej, którą oddaję w ręce czytelnika, podejmuję ten wątek. Pokazuję dalszą ewolucję systemu, z powstaniem i upadkiem oligarchii włącznie, aż do przejącia do formy obecnej. Nazywam ją "kapitalizmem państwowym bez państwa".

W 1989 roku, w owym klimacie sztuczności, gdy stara konstrukcja rozpadała się od jednego podmuchu, postanowiłam zajrzeć za kulisy "przełomu". Moim zdaniem bowiem, służył on przede wszystkim zakamuflowaniu ciągłości. Plon poszukiwań, czyli obraz złożonego ewolucyjnego procesu prowadzącego do końca komunizmu, znajdzie czytelnik w rozdziałach: o powolnej reinterpretacji pojęcia "kontrola", oraz - o "rewolucji wojskowej".
Rzeczywiste punkty zwrotne tego procesu umknęły publicznej uwadze. I tak na przykład, w odbiorze społecznym w Polsce, rok 1984 wydawał się "rokiem bez znaczenia", trawestując tytuł słynnej książki o schyłkowych latach imperium dynastii Ming (7) - nic się nie zdarzyło i nie mogło wydarzyć. A przecież to już wówczas nie tylko została wyartykułowana możliwość wojskowego wycofania się Moskwy z Europy środkowej, lecz także informacja o tym wyszła z najtajniejszych gabinetów do drugiego (wewnętrznego) kręgu władzy i - jak się wydaje - nastąpił zwrot w "zimnej wojnie". W Polsce zaczęło się skrzykiwać, z odgórną zachętą, "pokolenie 84" (jak je później określiłam) - działacze młodzieżowi, młodzi ekonomiści partyjni i wybijajšcy się oficerowie służb specjalnych, nieskompromitowani pracą w aparacie partyjnym. Wysyłano ich na Zachód, aby przygotować do rządzenia po podzieleniu się władzą (i odpowiedzialnością) z opozycją. Powstała w Polsce pierwsza duża spółka nomenklaturowa, "Agrotechnika" (znaleźli się w niej Waldemar
Świrgoń i Waldemar Pawlak), a w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR zaczęto dyskutować o pracach A. Alchiana i H. Demsetza o "prawach własności".
W moich kolejnych książkach o końcu komunizmu coraz wyraźniej krystalizowała się teza, że komuniści zdecydowali się na "odgórną rewolucję" i podzielenie władzą, aby zachować kontrolę i uniknąć dryfowania systemu: (potwierdzają to w pełni dokumenty sowieckie z 1989 roku). (8)
Nie chodziło przy tym wprost o ciągłość personalną, lecz raczej o zachowanie sterowności systemu, zapobieżenie anarchizacji i implozji.
Decyzja Moskwy, aby zakończyć "zimną wojnę", podyktowana względami bezpieczeństwa i chęcią wejścia na ścieżkę "rozwoju zależnego", nie oznaczała wcale zmniejszenia represji. Przypomnijmy zalanie wodą strajkujących górników w Czelabińsku (gdy w Polsce rodziła się "Solidarnoąć") czy zatłuczenie saperkami dziesiątków demonstrantów w Tbilisi - już za czasów Michaiła Gorbaczowa i z bezpośrednim przyzwoleniem Eduarda Szewardnadze, głównego "gołębia" końca "zimnej wojny".
Logicznie rzecz biorąc, koniec komunizmu powinien mieć charakter implozji. Wszystkie sprzeczności tego systemu prowadziły nieuchronnie ku stopniowej utracie sterowności, do entropii i postępującej anarchizacji państwa. Wzrastała autarkia przedsiębiorstw państwowych - z bezpieniężną wymianą, anegdotycznymi karpiami hodowanymi w basenach przeciwpożarowych, świniami na zapleczach fabrycznych stołówek i formułą "czynnego strajku", popieranego przez dyrektorów, polegającą na selektywnym odrzucaniu poleceń z centrali. (9)
Nagrody i kary wewnštrz aparatu władzy ulegały przyspieszonej dewaluacji, chociaż pozornie panował całkowity bezruch. Zmiana była konieczna, a równocześnie - wydawała się niemożliwa. Komunistyczny system skolektywizowanej własności, likwidując interesy ekonomiczne w reprodukcji kapitału i środków trwałych, zlikwidował również interes w racjonalizującej system zmianie. Pozostały tylko potrzeby materialne: płace. Inwestycje traktowano głównie jako ekspansję statusową. Bunt (stopniowo zresztą kooptowany, w myśl "regulacji przez kryzysy") przywoływał konstytutywną dla komunizmu zasadę sterowania - redystrybucję administracyjną. "Martwą strukturę" cechowała chwiejna równowaga na coraz niższym poziomie. (10)
System, obudowujšc się układami nieformalnymi o różnej logice, korodował własną legitymizację, ale i przedłużał swoje trwanie, bo zmniejszał presję ku zmianom.
Patową sytuację przełamały dopiero czynniki zewnętrzne, związane z globalizacją (w wymiarze wojskowym i ekonomicznym). Do radykalnej reinterpretacji pojęcia "kontrola" doprowadziły:
1) podziały w elitach sowieckich (już na przełomie lat 70. i 80.) na tle "obrony przez atak" - doktryny marszałka Ogarkowa, grożącej lokalną wojną w Europie,
2) nowe interesy ekonomiczne, powstałe po wejściu części aparatu komunistycznego (głównie służb specjalnych) w orbitę międzynarodowych operacji finansowych pod koniec lat 70.
Dostrzeżone zostały korzyści płynące z wyjącia poza instytucjonalne granice komunizmu, pojawiła się przestrzeń do oddolnego politykowania - poprzez wchodzenie w szczelinę podziałów w elitach komunistycznych. Masowe odrzucenie systemu w kategoriach moralnych ("Solidarność"!), z równoczesnym przywołaniem jego instytucjonalnej logiki redystrybucji, choć nie wykraczało poza kanon "martwej struktury" - odegrało rolę potężnego katalizatora zmian. Odgórna rewolucja nie miała prowadzić do końca komunizmu. Odwrotnie - moskiewscy animatorzy "rewolucji wojskowej" spodziewali się wzmocnienia "wewnętrznego" imperium - ZSRS, przez poświęcenie wyeksploatowanego imperium "zewnętrznego". Wrażenie koordynacji oraz synchronizacja czasowa nie tyle wynikały z działania jakiegoś "sztabu kryzysowego" (choć takowy istniał), ile były niezamierzonymi konsekwencjami inspirowanej z Moskwy polityki kończącej "zimną wojnę". Ważny okazał się nieplanowany "efekt uczenia się" elit i społeczeństw, dynamizowany przez zróżnicowania kulturowe w
ramach bloku komunistycznego. Politykę eksploatującą symboliczne zasoby tradycji (co wpłynęło na ukonstytuowanie się zbiorowego podmiotu protestu) umożliwił tylko kontekst kulturowy Europy Środkowej, oparty na kanonie tożsamości konstruowanej poprzez kategorie "różnicy" i "wzajemnego wykluczania". Ukonstytuowanie takiego podmiotu byłoby znacznie wolniejsze (jeżeli w ogóle by zaszło) w kulturze prawosławia, w której tożsamość elementu zapośredniczona jest przez jego przeciwieństwo (traktowane jako dopełnienie) oraz przez formułę całości. Podobnie - w kulturze Chin, gdzie tożsamości są płynne i zależą od aktualnego charakteru "relacji". Za to tylko w kręgu kultury rosyjskiej mogło dojść do tak błyskawicznej, radykalnej zmiany "idei naczelnej", co stanowiło punkt zwrotny "rewolucji wojskowej" i koniec "zimnej wojny". Tylko w Chinach natomiast przetrwały instytucje tradycyjnych loklnych rynków. Po 1979 roku to one zdecydowanie obniżyły koszty reform ekonomicznych. Przetrwanie rynków wynikało z kulturowo
ugruntowanej w Chinach filozofii zmian - manipulowanie "relacjami" przekształcało sens instytucji, bez potrzeby jej niszczenia.
W ZSRS nadzieja na podobny jak w Chinach sukces reform przyspieszyła poczštek "odgórnej rewolucji". Takiż efekt miała obawa, że powstanie twór podobny do "Solidarności". Wzajemne uczenie się elit i społeczeństw, imitowanie rozwiązań oraz "wyprzedzanie faktów", obserwowanych w innych krajach (a które w odmiennym kontekście kulturowym nie mogłyby zaistnieć samoczynnie) stymulowały rozwój wydarzeń. Błędy w rozumowaniu elit komunistycznych (w tym Gorbaczowa) były bodaj bardziej istotne, niż snute plany.
Postkomunistyczny porządek, "postkapitalizm" (jak to celnie przewidziano w dokumentach sowieckich już w lutym 1989 roku), modelowany jest głównie (co pokażę w tej książce) przez oddziaływania geopolityczne i geoekonomiczne. Lokalne różnice, związane z charakterem "przełomu" i tworzywem kulturowym, stopniowo zanikają. Wszędzie uwidacznia się dualizm: wysoce zorganizowanego, opartego na "networkowych" zasobach z przeszłości i "rencie władzy", kapitalizmu - z jednej strony, i tradycyjnego drobnego sektora prywatnego, działającego na granicy szarej strefy - z drugiej. Coraz wyraźniej dominujący "kapitalizm sektora publicznego" przypomina w swych patologiach podobną korupcjogenną i upartyjnioną formułę na Zachodzie, (choć tam znacznie węższą). Ponieważ jednak w Polsce już we wczesnym stadium rozwoju kapitalizmu wykształciła się taka jego postać, może na zawsze ustabilizować nas w roli "peryferii przemysłowych". Słabość państwa postkomunistycznego wynika głównie z jego rozpadu na pajęczyny o odmiennej
racjonalności, których część znalazła się już poza zasięgiem kontroli i koordynacji centrum politycznego. Specyficzna "komercjalizacja państwa" ułatwia "kolonizację" funduszy publicznych (w poszukiwaniu wewnętrznych źródeł kapitału) i stanowi sposób zwijania komunistycznego welfare state. Postdemokratyczny charakter rozproszonej "władzy bez polityki" powoduje, iż demokratyczny rytuał służy głównie reprodukcji klasy politycznej. Jednocześnie nie może powstać wariant alternatywny: silna władza autorytarna. Ta sama globalizacja bowiem, która koroduje demokrację w skali państwa narodowego, rozbija również (jak pokażę) ekonomiczne podstawy oligarchii i wszelkich odmian autorytarnych populizmów. Poczucie dryfowania, cynizm i polityka pastiszu stają się więc nieodłącznymi rysami postkomunizmu. Kryzys rosyjski był jego pierwszym kryzysem strukturalnym. Unaocznił nowy charakter władzy w dobie globalizacji, gdy o "rządności" (sterowności) decyduje metaregulacja - sposób połączenia reżimów (pajęczyn) o różnej
racjonalności. Wybuchł wtedy, gdy własność związana z ekspansją oligarchii połączyła rynki kierujące się odmienną logiką. Te same strategie, które lokalnie były racjonalne, razem wywołały spiralę kryzysową, bo ich spotkanie zwiększyło dramatycznie ryzyko, unaoczniając finansową niewydolność państwa.
Aby zrozumieć funkcjonowanie postkomunistycznego porządku, trzeba spróbować spojrzeć na fenomen władzy i kontroli inaczej niż dotychczas. Podobnie, jak owe zjawiska pojmuje się w kulturze Azji: poprzez analizę "relacji", a nie liniowego rozwoju wyrwanych z kontekstu zmiennych. Wyrazem moich poszukiwań takiego nowego podejścia, jest rozdział zatytułowany autoironicznie "Tao władzy" - w nawiązaniu do znanej książki Fritjofa Capry.


  1. Badania pod kierunkiem J. Wasilewskiego, patrz: Elita polityczna 1998, J. Wasilewski (red.), Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 1999, s. 33.
  2. J. Burnham, The Managerial Revolution, New York 1941.
  3. A. de Tocqueville, L’ancien régime et la révolution, I wyd. 1856, wyd. pol. Dawny ustrój i rewolucja, przeł. A. Wolska, Warszawa 1970.
  4. Patrz rozmowa z Karlem Groszem, ostatnim sekretarzem węgierskiej partii komunistycznej, (Scenariusz KGB, przedr. "Wprost" 25 II 1996) i wywiad w 10. rocznicę powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego ("Gazeta Wyborcza" IX 1999).
  5. P. Miliukov, Political Memoirs 1905-1917, Arthur P. Mendel (red.), The University of Michigan Press, Ann Arbor 1967, s. 393.
  6. The Dynamics of Breakthrough in Eastern Europe, University of California Press 1992. Pierwsza moja książka na ten temat to Poland: the Self-limiting Revolution, Princeton University Press 1984.
  7. Ray Huang, 1587. A Year of no significance. The Ming Dynasty in Decline, Yale University Press, New Haven 1981.
  8. J. Staniszkis, Ontologia socjalizmu, Bibl. Kwartalnika Politycznego "Krytyka", Wyd. In Plus, Warszawa 1989 (The Ontology of Socialism, Clarendon Press, Oxford 1993), także: W poszukiwaniu paradygmatu transformacji, J. Staniszkis (red.), ISP PAN, Warszawa 1995.
  9. Koncepcja aktywnego strajku powstała w Zakładach Mechanicznych Ursus w październiku 1981. Patrz J. Staniszkis, Poland: the Self-limiting Revolution.
  10. Por. tamże.
Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇