ycipk-4mhdac

Porządki przed śmiercią nie są takie smutne

Jak uporządkować dom przed swoim odejściem i sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia? Niewielka książka autorstwa Margaret Magnusson, przetłumaczona na 20 języków, podbiła serca zagranicznych czytelników. "Sztuka porządkowania życia po szwedzku” już jest w polskich księgarniach, dziś publikujemy jej fragment.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kto zajmie się twoimi rzeczami, gdy ciebie już nie będzie?
Kto zajmie się twoimi rzeczami, gdy ciebie już nie będzie? (East News, Fot: Dariusz Lewandowski)
ycipk-4mhdac

Robię porządki przed śmiercią, co po szwedzku nazywa się döstädning.
Dö to śmierć, a städning – sprzątanie, porządkowanie. W języku szwedzkim termin ten oznacza, że wyrzucacie niepotrzebne rzeczy i zaprowadzacie w domu porządek, kiedy czujecie, że zbliża się chwila rozstania z ziemskim padołem. Chciałabym wam o tym opowiedzieć, bo to bardzo ważna sprawa. Może także będę mogła wam udzielić kilku rad, ponieważ prędzej czy później każdy z nas zmierzy się z tym problemem. Naprawdę musimy to zrobić, jeśli chcemy zaoszczędzić cenny czas naszych najbliższych, kiedy nas już nie będzie. Czym w takim razie są porządki przed śmiercią?* Dla mnie oznacza to przejrzenie całego dobytku i zdecydowanie, w jaki sposób pozbyć się rzeczy, których nie będę już potrzebowała.*

Rozejrzyjcie się wokół siebie. Na pewno znajdziecie wiele przedmiotów, które są z wami już tak długo, że przestaliście je cenić, a nawet zauważać. Myślę, że choć słowo döstädning jest używane od niedawna, sama czynność nie jest niczym nowym. Mówi się tak o gruntownych porządkach i pozbywaniu się rzeczy po to, by życie stało się łatwiejsze i mniej zaśmiecone. Niekoniecznie musi to mieć związek z waszym wiekiem czy śmiercią, choć często ma. Czasem jednak uzmysławiamy sobie po prostu, że z trudem domykamy szuflady albo drzwi szafy. Kiedy tak się dzieje, najwyższy czas coś zrobić, nawet jeśli mamy dopiero trzydziestkę. Możecie takie sprzątanie nazwać döstädning, choć macie przed sobą jeszcze mnóstwo czasu.

Sądzę, że kobiety zawsze robiły tego typu porządki, tyle że ich pracy często się nie dostrzega i niestety nie docenia. W moim pokoleniu i w pokoleniu ludzi starszych ode mnie zwykle to kobiety porządkują rzeczy po swoich mężach, a dopiero potem zabierają się za swoje sprawy doczesne. Czasem mówi się "posprzątaj PO sobie”, a tu mamy do czynienia z taką dziwną sytuacją, kiedy sprzątamy przed własną śmiercią. Ludzie często nie potrafią myśleć o śmierci. I pozostawiają po sobie bałagan. Czy naprawdę myślą, że są nieśmiertelni? Wiele dorosłych dzieci nie chce poruszać ze swoimi rodzicami tematu śmierci. Tymczasem nie powinny się tego obawiać. Musimy o tym mówić. A jeśli trudno nam rozpocząć taką rozmowę, pomówmy o porządkowaniu spraw doczesnych. Pewnego dnia wyznałam synowi, że porządkuję swoje sprawy i piszę o tym książkę. Zapytał, czy to będzie smutna książka i czy ta praca nie działa na mnie przygnębiająco.

ycipk-4mhdac

– Nie, nie – odpowiedziałam. – To wcale nie jest smutne. Ani te porządki, ani pisanie o nich.

Czasem, kiedy pomyślę o tym, z jaką niewdzięcznością traktuję przedmioty, których chcę się pozbyć, jest mi trochę wstyd. Niektóre z nich znakomicie mi przecież służyły. Przekonałam się jednak, że miło jest po raz ostatni poświęcić im chwilę, a potem je wyrzucić. Każda rzecz ma swoją historię, którą zwykle przyjemnie jest sobie przypomnieć. Kiedy byłam młodsza, nigdy nie miałam czasu, żeby usiąść i zastanowić się nad tym, jaką rolę dany przedmiot odegrał w moim życiu, skąd się wziął, jak i kiedy trafił w moje ręce. Różnica między porządkowaniem spraw doczesnych a zwykłym gruntownym sprzątaniem polega na tym, ile czasu im poświęcamy. Porządki przed śmiercią to nie odkurzanie czy czyszczenie, lecz sposób na wprowadzenie trwałego ładu, dzięki któremu życie codzienne będzie prostsze. Teraz, kiedy nie kręcę się nieustannie po Sztokholmie i nie korzystam z oferowanych przez miasto atrakcji, mam czas zająć się tym, co mogę robić w domu, czyli głównie rozmyślaniem nad własnym życiem.
[…]

DLACZEGO PISZĘ TĘ KSIĄŻKĘ

Jestem teraz w wieku między osiemdziesiąt a sto lat. Z tego powodu czuję się upoważniona podzielić się z wami swoimi doświadczeniami, ponieważ jestem przekonana, że każdy powinien poznać filozofię stojącą za porządkowaniem spraw doczesnych przed śmiercią. Nieważne, czy starzeją się wasi rodzice, czy ktoś z przyjaciół lub krewnych, czy może nadszedł czas, żebyście zaczęli myśleć o porządkowaniu własnych spraw. W całym swoim życiu przeprowadzałam się siedemnaście razy, również za granicę, więc myślę, że mam pojęcie o tym, co to znaczy decydować, co zostawić, a co wyrzucić, niezależnie od tego, czy zmienia się mieszkanie, kraj, czy szykuje do przeprowadzki w zaświaty!

ycipk-4mhdac

Choć wydawać by się mogło, że to zwykle kobiety robią porządki po śmierci, ponieważ statystycznie żyją dłużej od swoich mężów lub partnerów, to zdarza się, jak w przypadku mojej rodziny, że to ojciec został sam. Jeśli ktoś od wielu lat mieszka w domu, gdzie dorastały dzieci, gdzie często pojawiają się krewni i goście, to zwykle brakuje mu czasu, żeby choćby pomyśleć o ograniczeniu liczby gromadzących się przedmiotów. A dobytek z roku na rok rośnie. W końcu sytuacja wymyka się spod kontroli, a ilość nagromadzonych dóbr zaczyna przytłaczać i męczyć. Zmęczenie całym tym majdanem może pojawić się zupełnie niespodziewanie. Pewnego dnia ktoś odwoła swoją weekendową wizytę w waszym domu albo zaproszenie na kolację, a wy zamiast rozczarowania poczujecie wdzięczność, bo nie macie siły posprzątać wcześniej mieszkania. Problem zaś polega na tym, że macie zbyt dużo rzeczy. Pora zmienić styl życia. Na to nigdy nie jest za późno!

CENNY CZAS I POMOCNI RODZICE

Oczywiście dziś sprawy mają się inaczej niż w mojej młodości. Nie twierdzę, że lepiej. Ale obecnie tempo życia jest bardzo szybkie. Wiele młodych rodzin musi planować swoje życie w najdrobniejszych szczegółach, żeby mieć czas na to, co uważają za najważniejsze. Nie łudźmy się, że ktoś będzie chciał – i zdoła – znaleźć wolny czas na zrobienie tego, o co sami nie zadbaliśmy. Nieważne, jak bardzo bliscy nas kochają, nie zrzucajmy na nich tego brzemienia. Jak nas będą potem wspominać? Z porządkowaniem spraw po śmierci miałam pierwszy raz do czynienia, kiedy zmarła moja matka i musiałam opróżnić mieszkanie rodziców. Byli małżeństwem przez czterdzieści sześć lat i ojciec nie dawał rady zająć się wszystkim sam, kiedy przeprowadzał się do mniejszego mieszkania. Razem wybieraliśmy meble, pościel, artykuły gospodarstwa domowego, bibeloty i obrazy do jego nowego lokum. Moja matka była kobietą zorganizowaną, rozsądną i trzeźwo myślącą. Od pewnego czasu chorowała i – jak sądzę – podejrzewała, że długo już nie pożyje. Pewnie dlatego zaczęła planować, co stanie się po jej śmierci. Kiedy wzięłam się za porządki w ich domu, znalazłam przyczepione do ubrań i wielu innych rzeczy krótkie, napisane odręcznie instrukcje, co należy z nimi zrobić. Niektóre paczki miały trafić do organizacji charytatywnych, niektóre książki wrócić do prawowitych właścicieli. Na starym kostiumie do jazdy konnej znalazłam przypiętą szpilką karteczkę z poleceniem, by przekazać go do Muzeum Historycznego, i nazwiskiem osoby, z którą należy się skontaktować w tej sprawie. Nawet jeśli te instrukcje nie były adresowane konkretnie do mnie, to znalazłam w nich pociechę. Czułam obecność matki. Ona sama częściowo uporządkowała swoje sprawy doczesne przed śmiercią. Byłam jej za to wdzięczna. Dała mi też dobry przykład, jak brać odpowiedzialność za swój dobytek, by ułatwić życie najbliższym, kiedy nas już nie będzie. W tym czasie piątka moich dzieci miała od roku do jedenastu lat, więc byłam osobą bardzo zajętą. Ponieważ miałam tak mało czasu, do sprzedaży wszystkiego, czego ojciec nie chciał zabierać do nowego, mniejszego mieszkania, wynajęłam firmę aukcyjną. Może się to wydawać drogie, a nawet nieco ekskluzywne, ale w rzeczywistości nie jest. Wynagrodzenie dla takiej firmy jest potrącane z kwoty uzyskanej za sprzedane rzeczy, więc ani ja, ani ojciec nie musieliśmy wydać ani grosza z własnych kieszeni. W tamtej sytuacji takie wyjście było dla nas najlepsze.
Jeśli masz rodzeństwo, być może nie będziesz musiał zwracać się o pomoc do firmy aukcyjnej. Taka firma przejmuje jednak wiele obowiązków. Pamiętam, że kiedy tylko zaczęła, wszystko przebiegło bardzo szybko. Musiałam zatrzymywać tragarzy znoszących po schodach różne rzeczy, zanim na zawsze zniknęły mi z oczu. Nie przejmowałam się jednak tym, że może trochę za dużo przedmiotów trafiło na licytację. Miałam w tym czasie wiele pilniejszych i bardziej skomplikowanych spraw na głowie. Musiałam troszczyć się o potrzeby dzieci, stan ojca w związku z przeprowadzką, wciąż przeżywałam żałobę po matce. To nie była odpowiednia pora, by martwić się o dobra materialne. Poza tym wiedziałam, że ojciec ma wszystkie podstawowe rzeczy potrzebne do życia, czyli meble i wyposażenie mieszkania. Jeśli trochę za dużo poszło na aukcję, to jeszcze nie koniec świata. Grunt, że zachowaliśmy wszystko, co ojciec chciał zabrać ze sobą: ukochane biurko (na którym trzymał fotografię matki), ulubiony fotel i kilka obrazów, z którymi nie chciał się rozstawać.

DO DZIEŁA!

ycipk-4mhdac

Od czego zacząć?
Musicie mieć świadomość, że uprzątnięcie domu zajmie trochę czasu. Starszym ludziom często wydaje się, że czas biegnie tak szybko, tymczasem to oni są coraz powolniejsi. Dlatego nie czekajcie zbyt długo…
Tego nowego zajęcia nie ukończycie szybciej, jeśli będziecie zwlekać, za to przy odrobinie przygotowań i wprawy na pewno łatwiej będzie podjąć decyzję, czego należy się pozbyć. Uwierzcie mi, im więcej czasu spędzicie na przeglądaniu swojego dobytku, tym łatwiej będzie zadecydować, co zostawić, a co wyrzucić. Im większe zaangażowanie, tym mniej pracy. Może się nawet okazać, że spacery do śmietnika, o ile siły wam na to pozwolą, staną się miłą rozrywką. Zacznijcie od przejrzenia piwnicy albo strychu, albo szaf w przedpokoju. To tam najczęściej upycha się „tymczasowo” swój dobytek. Tymczasowo – hm, wiele z tych rzeczy leży pewnie od wieków. Założę się, że już nawet nie pamiętacie, co się tam znajduje. To dobrze, bo utwierdzicie się w przekonaniu, że wyrzucenie tych niepotrzebnych gratów nie będzie żadną stratą. Odwiedźcie te miejsca i zacznijcie wyciągać z nich to, co skrywają. Może to być domek dla lalek albo kij hokejowy, ale najpewniej będą to rzeczy, których nie chcecie mieć u siebie. Czasem strych bywa tak zapchany, że musicie zapełniać strych sąsiada! Straszne! Jak myślicie, kto się tym wszystkim zajmie, kiedy już was zabraknie? Powiedzcie najbliższym i przyjaciołom, co zamierzacie zrobić. Może zechcą wam pomóc albo nawet zabiorą jakieś rzeczy, których już nie potrzebujecie, albo pomogą wynieść to, z czym sami nie dacie rady.* Przekonacie się, że pojawi się nieustający strumień ludzi, których lubicie (a nawet tych, których nie lubicie), żeby zabrać książki, ubrania czy wyposażenie. Pewnie niedługo wasz wnuk bądź ktoś znajomy będzie chciał wprowadzić się do swojego pierwszego mieszkania.* Zaproście go i pokażcie swoje rzeczy, opowiedzcie ich historię. Warto mieć pod ręką kartony albo torby, które będziecie w trakcie opowieści zapełniać, żeby gość mógł je od razu zabrać.

Materiały prasowe
Podziel się
ycipk-4mhdac
ycipk-4mhdac
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-4mhdac