Pod wulkanem

Obraz
Źródło zdjęć: © "__wlasne

2

- ...Zwłoki należy przewozić ekspresem!
Niestrudzony, dźwięczny głos, który rzucił tę szczególną uwagę na plac ponad parapetem okiennym baru "Bella Vista", był - mimo że właściciel tego głosu pozostawał niewidoczny - nieomylnie i boleśnie znajomy, jak sam rozłożysty hotel ze swoimi balkonami i kwiatami w skrzynkach, i podobnie nierzeczywisty, pomyślała Yvonne.
- Ale dlaczego, Fernando, jak ci się zdaje... dlaczego należy przewozić zwłoki ekspresem?
Taksówkarz meksykański, też znajomy, który wła?nie podniósł jej walizki - na maleńkim lotnisku Quauhnahuac nie było taksówek, tylko natrętny samochód hotelowy, który uparł się, że przywiezie jš do "Bella Vista" - postawił walizki z powrotem na chodniku, jak gdyby chcšc jš uspokoić: "Wiem, dlaczego tu jeste?, ale oprócz mnie nikt cię nie poznał, a ja cię nie wydam".
- Si, senora - zachichotał. - Senora... El Cónsul. - Westchnął i ruchem głowy, nie bez pewnego podziwu, wskazał otwarte okno w barze. - iQue hombre! (1)
- ...z drugiej strony, Fernando, niech to diabli... dlaczego by nie? Dlaczego nie miałoby się przewozić zwłok ekspresem?
- Absolutamente necesario (2).
- ...zwyczajnie banda piekielnych farmerów z Alabamy! To powiedział jeszcze inny głos. A więc bar, otwarty z okazji balu przez całą noc, był pełny. Zawstydzona, odrętwiała nostalgią i niepokojem, niezdolna zdobyć się na wejście do zatłoczonego baru i jednocześnie niezdolna zdobyć się na posłanie tam szofera, Yvonne - ze świadomością tak wysmaganą wichrem i powietrzem, i podróżą, iż wciąż miała uczucie, że jest w drodze, że wpływa do portu Acapulco wczoraj wieczorem poprzez chmurę burzową ogromnych i jaskrawych motyli, które wyfrunęły na morze na powitanie Pensylwanii - rozejrzała się bezradnie po placu, naprawdę spokojnym pośród tego zamieszania, pośród motyli wciąż śmigających nad głowami lub za otworem masywnych iluminatorów i znikających niezmiennie za rufą - rozejrzała się po ich placu, nieruchomym i promiennym o siódmej rano w słońcu, placu, który był cichy, a przecież jakby na coś przygotowany, jakby się czegoś spodziewał, z jednym okiem już na pół otwartym, z drzemiącymi lekko karuzelami i
diabelskim kołem, jakby wyczekiwał niecierpliwie fiesty w godzinach późniejszych; i na postoju rząd zniszczonych taksówek, które też czegoś niecierpliwie wyczekiwały, ale czegoś innego, strajku taksówkarzy po południu, jak ją poufnie zawiadomił taksówkarz. Zócalo był taki sam, mimo że miał dzisiaj wygląd drzemiącego arlekina. Podium dla orkiestry było puste, posąg konny gwałtownego Huerty galopował pod drzewami jak zawsze dzikooki, zapatrzony w dolinę, za którą - można by pomyśleć, że nic się nie zdarzyło i że jest listopad 1936, a nie listopad 1938 - wznosiły się odwiecznie jej wulkany, jej piękne, piękne wulkany. Ach, jakie to wszystko znajome: Quauhnahuac, jej miasto zimnych, szybko płynących strumieni górskich. "Tam, gdzie zatrzymuje się orzeł!" Czy też naprawdę słowo to znaczyło, jak powiedział Louis, "W pobliżu lasu"? Drzewa, masywna, błyszcząca głębia starożytnych drzew fresno - jakże ona mogła żyć bez tych drzew? Odetchnęła głęboko, powietrze miało jeszcze leciutki posmak brzasku, dzisiejszego
brzasku w Acapulco - zieleń i intensywny fiolet wysoko w górze, złota tafla odgięta na bok i wyłaniająca się spod niej rzeka lazuru, na której Wenus płonęła tak jaskrawo, że Yvonne nie była pewna, czy blask gwiazdy nie rzuca na lotnisko mdłego cienia jej postaci, i sępy unoszące się leniwie w oddali nad ceglastoczerwonym horyzontem, w którego spokojnie błogą zapowiedź wzbił się mały samolot Compama Mexicana de Aviación - jak maleńki czerwony demon, uskrzydlony emisariusz Lucyfera - gdy tymczasem rękaw na lotnisku powiewał na pożegnanie.
Objęła zócalo długim, zamykającym, wszystko spojrzeniem - pusty ambulans, który wyglądał tak, jakby się nie ruszył od jej ostatniego tu pobytu; przed drzwiami Servicio de Arnbulancia w Pałacu Cortesa ogromny transparent rozpięty między drzewami z napisem: Hotel "Bella Vista" Gran Baile Noviembre 1938 a Beneficio de la Cruz Roja. Los Mejores Artistas del radio en acción. No falte Vd. (3), pod którym przechodziła grupka gości wracających do domu, pobladłych i wymęczonych, podczas gdy jednocześnie rozległy się dźwięki muzyki i przypomniały jej, że bal wciąż trwa - a potem cicho weszła do baru, mrugając krótkowzrocznie w przenikliwym, ciężkim, perfumowanym, alkoholicznym półmroku, a wraz z nią weszło morze tego ranka, wzburzone i czyste, długie poranne fale toczyły się, zbliżały, roztrzaskiwały o brzeg, a potem rozpływały po piachu w bezbarwnych półksiężycach, pierwsze pelikany na łowach zawracały i nurkowały, nurkowały i zawracały, i znowu nurkowały w pianie, poruszając się z precyzją planet, gdy tymczasem
osłabłe z wysiłku fale wracały na obszar ciszy; wzdłuż całego wybrzeża pływały na wodzie odpadki: na pokładach małych kutrów kołyszących się w Cieśninie Hiszpańskiej młodzi chłopcy, jak trytoni, zaczynali już dąć w swoje żałobne konchy...
Bar był jednak pusty.
A raczej była w nim tylko jedna osoba. Wciąż w ubraniu wieczorowym, które nie wyglądało specjalnie nieporządnie, Konsul, z kosmykiem jasnych włosów opadających mu na oczy i ręką zaciśniętą na krótkiej, sterczącej bródce, siedział bokiem, trzymając jedną nogę na poprzeczce sąsiedniego stołka przed małym, prostokątnym barem, półleżąc na nim i mówiąc najwyraźniej do siebie, ponieważ barman, chłopak może osiemnastoletni, o ulizanych czarnych włosach, stał w pewnej odległości oparty o szklane przepierzenie (jest tam jeszcze jedna salka barowa, przypomniała sobie Yvonne, wychodząca na boczną ulicę) i zdawał się nie słuchać. Yvonne stała cicho przy drzwiach, niezdolna się poruszyć, i patrzała, słysząc wciąż w uszach huk samolotu, szum wiatru i pęd powietrza, gdy zostawiali za sobą morze, widząc w dole drogi to pnące się na pagórki, to opadające, miasteczka wciąż umykające, unoszące swoje garbate kościoły. Quauhnahuac z setkami kobaltowych basenów podniosło się znów ukośnie na jej powitanie. Ale radosne podniecenie
lotu, gór wyrastających nad górami, straszliwego szturmu słońca, gdy Ziemia obracała się jeszcze w cieniu, błysku rzeki, wąwozu wijącego się mrocznie w dole, wulkanów raptownie wynurzających się z rozżarzonego wschodu - radosne podniecenie i tęsknota opuściły ją. Yvonne czuła, jak jej dusza, która wyleciała na spotkanie duszy tego człowieka, zaczyna martwieć. Pomyliła się co do barmana; chłopak mimo wszystko słuchał. To znaczy może nie rozumiał, o czym Geoffrey (który, Yvonne zauważyła, był bez skarpetek) mówi, czekał jednak, coraz wolniej przecierając szklanki ścierką, na sposobność powiedzenia czy też zrobienia czegoś. Odstawił szklankę. A potem wziął papierosa, którego Konsul odłożył na popielniczkę na brzegu baru, zaciągnął się głęboko, zamykając oczy w wyrazie żartobliwej ekstazy, otworzył oczy i wskazał, zaledwie wypuszczając teraz kłębiasty dym nozdrzami i ustami, na wiszący za górnym rzędem butelek tequila anejo plakat reklamujący Cafeaspirina, na którym kobieta w czerwonym staniku leżała na ozdobnej
otomanie. Absolutamente necesario - powiedział i Yvonne zrozumiała, że to kobieta, a nie Cafeaspirina, była według niego (powtarzał zapewne wyrażenie Konsula) bezwzględnie konieczna. Ale nie zdołał przyciągnąć uwagi Konsula, zamknął więc znowu oczy z tym samym wyrazem, otworzył je, wciąż wydmuchując dym, jeszcze raz wskazał na plakat (obok którego Yvonne zauważyła teraz afisz miejscowego kina: Las Manos de Orlac, con Peter Lorre) i powtórzył: Absolutamente necesario.
- Zwłoki, czy to człowieka dorosłego, czy dziecka - podjął Konsul po krótkiej pauzie, w czasie której skwitował Śmiechem pantomimę i przyznał chłopcu słuszność, trochę jakby w udręce: - Si, Fernando, absolutamente necesario - (to jest rytuał, pomyślała Yvonne, rytuał między nimi, tak jak myśmy mieli swoje rytuały, tylko że znudził się już trochę Geoffreyowi) - podjął Konsul badanie niebiesko-czerwonego rozkładu jazdy meksykańskich kolei państwowych. A potem nagle podniósł głowę i zobaczył ją - ale zanim ją poznał, rzucał dokoła krótkowzroczne spojrzenia, bo słońce miała za sobą - gdy stała, z jedną ręką przesuniętą przez pałąk czerwonej torebki i opartą na biodrze, gdy stała na pół zawadiacka i na pół onieśmielona, bo przecież tak on musiał ją widzieć, pomyślała.
Nie wypuszczając rozkładu jazdy z ręki, Konsul zsunął się ze stołka, gdy ona szła ku niemu.
- Mój Boże!
Yvonne zawahała się, ale on nie wykonał żadnego gestu; usiadła spokojnie na stołku obok niego; nie pocałowali się.
- Mała niespodzianka. Wróciłam... Mój samolot wylądował przed godziną.
- ...jak Alabama zwycięża, nie. zadajemy nikomu pytań - przypłynął nagle głos z baru po drugiej stronie przepierzenia. - Zwycięża i już!
- ...z Acapulco, Hornos... przypłynęłam statkiem, Geoff, z San Pedro... Panama Pacific. Pensylwanią, Geoff...
- ...durnowaci Holendrzy! Słońce tak suszy, że wargi pękają. O Jezu, co za hańba! Konie wszystkie w nogi, tylko się za nimi kurzyło! Nie chciałem pozwolić. No to je rozwalili. Nie myśl, że oni pudłują. Najpierw strzelają, a potem zadają pytania. Cholernie mądrze mówisz. Biorę kilku zakichanych farmerów, a potem o nic nie pytam. W porządeczku! Zapal sobie zimnego papierosa...
- Lubisz chyba takie wczesne poranki? - brzmienie głosu Konsula, ale nie jego ręka, było wspaniale pewne, gdy odkładał teraz na ladę rozkład jazdy. - Zapal sobie, jak zaproponował nasz sąsiad za ścianą, zimnego...
Uderzyła ją nazwa na dygocącej, podanej i nie przyjętej paczce papierosów: "Alas" (4).
Konsul mówił bardzo poważnie:
- Ach, Hornos. Ale dlaczego przyjechałaś via przylądek Horn? Słyszałem od żeglarzy, że często macha ogonem. A może przeszkadzają piece Ziemi Ognistej?
- ...Calle Nicaragua, cincuenta y dos (5). - Yvonne wsunęła tostón do ręki ciemnolicego bożka, który tymczasem wszedł w posiadanie jej walizek; bożek skłonił się i zniknął.
- A co by było, gdybym tam już nie mieszkał? - Konsul, siadając znów na stołku, dygotał tak gwałtownie, że musiał ująć obiema rękami butelkę whisky, z której napełniał sobie szklankę. - Napijesz się?
- ...
A może powinna? Powinna, chociaż nie znosiła alkoholu rano, powinna się napić: przecież przyrzekła sobie, że będzie piła w razie potrzeby, że wypije z Konsulem nie jeden kieliszek, ale dużo kieliszków. Tymczasem czuła, jak uśmiech znika jej z twarzy, jak wszystkie mięśnie jej twarzy walczą, żeby powstrzymać łzy, które musi powstrzymać za wszelką cenę - myśląc i wiedząc, że Geoffrey wie, że ona myśli: "Byłam na to przygotowana, byłam na to przygotowana".
- Ty wypij, a ja ci powiem "na zdrowie" - usłyszała swój głos. Bo była przygotowana prawie na wszystko. Ostatecznie czego się mogła spodziewać? Powtarzała sobie cały czas, płynąc statkiem, statkiem, bo zyskiwała w ten sposób więcej czasu, bo mogła wmówić w siebie, że decyzja podróży nie jest ani bezmyślna, ani pochopna, i potem w samolocie, kiedy wiedziała już, jak bardzo ta decyzja jest pochopna, że powinna go była uprzedzić, że takie zaskakiwanie jest czymś obrzydliwie nie fair. - Geoffrey - ciągnęła zastanawiając się, czy wygląda żałośnie, kiedy tak siedzi obok niego na stołku i widzi, jak wszystkie jej starannie obmyślane przemowy, wszystkie jej plany, cały takt rozpływają się w posępnym mroku, czy też jest po prostu odstręczająca (czuła się trochę odstręczająca), ponieważ nie chce wypić. - Coś ty robił? Pisałam do ciebie i pisałam. Aż mi serce pękało od tego pisania. Coś ty zrobił ze swoim...
- ...życiem - przypłynęło zza przepierzenia. - Ty nazywasz to życiem! Boże, co za hańba! Tam, skąd ja pochodzę, nie uciekają. Trzymają się do końca...
- Nie. Kiedy mi nie odpowiadałeś, myślałam naturalnie, że pojechałeś do Anglii. Co robiłeś? Och, Geoff... czy podałeś się do dymisji?
- ... pojechaliśmy do Fort Sale. Dostało się kulami po nogach. Wzięło się brauningi... Skok, skok, skok, skok! Rozumiesz... kapujesz?
- Spotkałam przypadkiem Louisa w Santa Barbara. Powiedział mi, że ciągle tu jesteś.
- ... cholera, wszystko na nic i właśnie tak jest w Alabamie! - Cóż, prawdę mówiąc, wyjeżdżałem tylko raz. - Konsul długo, dygocąc, pił ze szklanki, potem znów usiadł obok niej na stołku. - Do Oaxaca. Pamiętasz Oaxaca?
- Oaxaca?
- ...Oaxaca. Ta nazwa była jak pękające serce, jak nagły zduszony głos dzwonów w wichurze, jak ostatnie słowa człowieka konającego z pragnienia na pustyni. Czy pamięta Oaxaca! Róże i ogromne drzewo, czy to tam było, i kurz, i autobusy do Etli i Nochitlan? I: damas acompanadas de un caballero, gratis"(6). I nocą ich krzyki miłości rozbrzmiewające w wonnym powietrzu nad starożytną ziemią Majów, słyszane tylko przez duchy. W Oaxaca odnaleźli się kiedyś. Obserwowała Konsula, który porządkując broszury na kontuarze, nie tyle chyba szukał pozycji obronnej, ile był w trakcie przestawiania się duchowego z roli, którą grał dla Fernanda, do roli, którą będzie grał dla niej; obserwowała go niemal ze zdumieniem. "To przecież nie możemy być my! - zerwał się nagle okrzyk na dnie jej serca. "To nie możemy być my... powiedz, że to nie jesteśmy my, że ktoś, ale nie my, nie my tutaj!" Rozwieść się. Co znaczy naprawdę to słowo? Zajrzała do słownika na statku: rozłączyć, rozdzielić. A rozwiedziony znaczyło: rozłączony,
rozdzielony. Oaxaca znaczyło rozwód. Nie byli wtedy rozwiedzeni, ale tam Konsul pojechał, kiedy odeszła, jak gdyby w samo serce rozłączenia, rozdzielenia. A przecież kochali się! Ale było to tak, jak gdyby ich miłość wędrowała przez samotną kaktusową równinę, daleko stąd, zagubiona - potykając się i upadając, szarpana przez dzikie bestie, wołająca ratunku - umierająca, przynajmniej dla oczu, jakby w pełnym znużenia spokoju: Oaxaca...
- Najdziwniejsza rzecz z tymi małymi zwłokami, Yvonne - mówił Konsul - to, że musi im towarzyszyć osoba, która trzyma je za rękę. Nie, przepraszam. Jak się okazuje, która wcale nie trzyma ręki nieboszczyka, tylko bilet pierwszej klasy. - Wyciągnął z uśmiechem własną prawą rękę, która dygotała tak, jak gdyby Konsul ścierał kredę z nie istniejącej tablicy. - Tak, dygotanie sprawia, że tego rodzaju życie staje się trudne do zniesienia. Ale dreszcze zaraz ustaną. Piję tylko tyle, ile trzeba, żeby ustały. Taka konieczna, zdrowotna dawka.. - Yvonne spojrzała na niego. - ...ale dygotanie jest oczywiście najgorsze - ciągnął. - Tamto można z czasem polubić, a ja naprawdę czuję się bardzo dobrze, czuję się lepiej niż przed pół rokiem, znacznie lepiej niż, powiedzmy, w Oaxaca... - i zauważyła w jego oczach szczególne, znajome światło, które zawsze ją przerażało, światło zwrócone teraz do środka, jak ponuro - jaskrawy blask lamp na lukach Pensylwanii podczas pracy wyładunkowej, tylko że to była praca niszczycielska; i
nagle ogarnął ją lęk, że to światło, jak za dawnych czasów, obróci się na zewnątrz, padnie na nią.
"Bóg wie, że widywałam cię takim - mówiły jej myśli, mówiła jej miłość w mrok baru - zbyt często widywałam cię takim, żeby to było zaskoczeniem. Znowu się mnie wyrzekasz. Tylko że tym razem różnica jest ogromna. Tym razem jest to jak wyrzeczenie się ostateczne... och, Geoffrey, dlaczego nie możesz zawrócić? Czy musisz iść, wciąż iść w ten głupi mrok, szukając miejsc, nawet teraz, w których nie mogę cię dosięgnąć, wciąż iść w ciemność rozłączenia, rozdzielenia! Och, Geoffrey, dlaczego?"
"Ale słuchaj, niech to licho, to nie jest taka zupełna ciemność" - zdawał się mówić Konsul, jak gdyby w odpowiedzi, łagodnie, wyciągając z kieszeni do połowy napełnioną fajkę i zapalającą z największym trudem, gdy jednocześnie jej spojrzenie szło za jego spojrzeniem wędrującym po barze, unikającym wzroku barmana, który poważnie, zapobiegliwie usunął się na dalszy plan. "Nie zrozumiałaś mnie, jeżeli ci się zdaje, że ja widzę tylko ciemność, a jeśli będziesz się upierała przy swoim twierdzeniu, jakże ja ci zdołam wytłumaczyć, dlaczego to robię? Ale gdybyś spojrzała na to słońce tam, ach, wtedy może otrzymałabyś odpowiedź... słyszysz, spójrz na te promienie słoń- ca padające przez okno: jakie piękno może się równać z pięknem cantina we wczesnych rannych godzinach? Twoje wulkany tam daleko! Twoje gwiazdy... Ras Algethi? Antares żarząca się na południowo-południowym wschodzie? Wybacz mi, ale nie. Zresztą nie chodzi mi specjalnie o to wnętrze, które - tu się cofam - nie jest właściwą cantina, ale pomyśl o tych
innych przerażających cantinas, gdzie ludzie dostają obłędu, a które niedługo będą zdejmowały okiennice, bo nawet same bramy raju otwierające się szeroko na moje przyjęcie nie zdołałyby mnie napełnić taką niebiańską, skomplikowaną i beznadziejną błogością jak żelazna zasłona podjeżdżająca do góry ze zgrzytem, jak rozsuwanie się otwartych z kłódki żaluzji, które wpuszczają do środka ludzi o duszach dygocących wraz z kieliszkiem podnoszonym niepewną ręką do ust. Cała tajemnica, cała nadzieja, całe rozczarowanie, a tak, cała klęska znajduje się tu, za tymi wahadłowymi drzwiami. Nawiasem mówiąc, czy widzisz tę siedzącą w kącie staruszkę z Tarasco, nie zauważyłaś jej przedtem, ale czy widzisz ją teraz? - spytały jego oczy, obracając się z odurzoną, niezogniskowaną promiennością oczu kochanka, jego miłość spytała ją: "Jeżeli nie będziesz piła, tak jak ja piję, jak możesz się łudzić, że zrozumiesz piękno starej kobiety z Tarasco, która gra w domino o siódmej rano?"
Miał rację, to było prawie niesamowite, w pomieszczeniu siedział poza nimi ktoś, kogo nie zauważyła, dopóki Konsul nie obejrzał się bez słowa. Teraz oczy Yvonne spoczęły na starej kobiecie, która siedziała w cieniu przy jedynym stoliku w barze. Jej laska zrobiona ze stali, z łapą jakiegoś zwierzęcia zamiast rączki, zaczepiona o brzeg stołu wisiała jak coś żywego. Stara kobieta miała kurczątko na sznurku, które przyciskała do serca pod suknią. Kurczątko wychylało łepek i rozglądało się, rzucając ukośne, śmiałe, krótkie spojrzenia na boki. Postawiła je na stole, zaczęło dziobać między kamieniami domina, popiskując z cicha. Potem włożyła je na dawne miejsce, tkliwie otuliła suknią. Ale Yvonne odwróciła wzrok. Widok starej kobiety z dominem i kurczakiem zmroził jej serce. Było to jak zły omen.
- Mówiąc o nieboszczykach - Konsul ponownie nalał sobie whisky do szklanki i teraz podpisywał rachunek ręką trochę jednak pewniejszą, gdy tymczasem Y von n e skierowała się wolno do drzwi - ja osobiście chciałbym być pochowany obok Williama Blackstone''''a... - Podsunął rachunek barmanowi, którego na szczęście nie próbował jej przedstawić. - To ten człowiek, który spędził życie między Indianami. Naturalnie słyszałaś o nim? - Konsul stał na pół do niej obrócony i z powątpiewaniem patrzył na whisky w szklance, której nie podniósł z lady.
- Chryste, jak masz na to ochotę, Alabama, nie krępuj się i bierz... Ja tego nie biorę. Ale jak masz ochotę, bierz sobie.
- Absolutamente necesario...
Konsul zostawił połowę whisky.
Na ulicy, w słońcu, w odpływających falach tabetycznej muzyki z balu, który wciąż trwał, Y von n e znowu czekała - rzucając przez ramię nerwowe spojrzenia na główne wejście do hotelu, przez które co chwilę wychodzili zapóźnieni biesiadnicy podobni na pół oszołomionym osom z jakiegoś ukrytego gniazda, podczas gdy w mgnieniu oka poprawny, szorstki w obejściu, istny Brytyjczyk z armii i marynarki, bardzo konsularny Konsul, prawie teraz nie dygocąc, wydobywał z kieszeni i wkładał ciemne okulary.
- No cóż, taksówki jakoś zniknęły - powiedział. - Przejdziemy się?
- Dlaczego... co się stało z samochodem? - Yvonne tak była speszona perspektywą spotkania znajomych, że omal nie wsunęła ręki pod ramię innego mężczyzny w ciemnych okularach; był to młody, obdarty Meksykanin, oparty o ścianę hotelu, do którego Konsul, wieszając laskę na przegubie dłoni, powiedział z jakby enigmatyczną nutą w głosie:
-_ Buenas tardes, snior_ (7).
Yvonne zaczęła iść szybko.
- Tak, przejdźmy się.
Konsul wziął ją ceremonialnie pod rękę. Do obdartego Meksykanina w ciemnych okularach, zauważyła, przyłączył się drugi, w opasce na oku i bosonogi, który stał oparty o ścianę trochę dalej i do którego Konsul też zawołał: Buenas tardes, ale goście nie wychodzili już teraz z hotelu i na ulicy byli tylko ci dwaj mężczyźni, którzy grzecznie zawołali za nimi: Buenas tadles , i stali teraz, trącając się łokciami, jak gdyby chcieli powiedzieć: "Życzył nam Buena tardes, co za numer z niego!", i ruszyli na ukos przez plac. Do początku fiesty miało upłynąć jeszcze dużo godzin i ulice, które pamiętały tak wiele innych Dni Zadusznych, były puste.


  1. Co za człowiek! (hiszp.)
  2. Bezwzględnie konieczne (hiszp.)
  3. W hotelu "Piękny Widok" bal, listopad 1938 r., na rzecz Czerwonego Krzyża. Wystepy najlepszych artystów radia. Liczymy na was (hiszp.).
  4. Alas - po hiszpańsku: skrzydła, po angielsku: niestety. Konsul zawsze odczytuje tę nazwę w jej podwójnym znaczeniu.
  5. pięćdziesiąt dwa (hiszp.)
  6. Wstęp płatny dla pań, którym towarzyszy mężczyzna (hiszp.)
  7. Dobry wieczór panu (hiszp.).
Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥