WAŻNE
TERAZ

Wybory w Polsce 2050. Jest decyzja

Odlot

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

_Kiedy byli mali, Hunter i Biały Mike, i Warren, i Charlie, kuzyn Białego Mike’a, chodzili do Central Park Zoo. Niania Warrena, fantastyczna drobna kobietka imieniem Dorine, zabierała ich tam regularnie przez całą jesień i zimę w drugiej i trzeciej klasie. Wszyscy byli nad wiek rozwiniętymi dziećmi i wyprawa zawsze okazywała się przygodą. Na miejscu spotykali naburmuszoną kaczkę, która kiedyś się na nich wydarła. „Ta kaczka na mnie warknęła”, wrzasnął Warren. „Kaczki nie warczą, tylko kwaczą”, odwrzasnął Biały Mike. „Słusznie, Michael”, przytaknęła Dorine, która zarabiała 350 $ tygodniowo. A potem zaczęła z siebie wydawać kwaczące dźwięki, aż chłopcy zataczali się ze śmiechu. Lubili też małpy („Czy one rzucają kupą? Dory, czy one rzucają kupą?”) i pingwiny, i foki, i właściwie wszystkie zwierzęta, jakie oglądali, nawet węże. Wyprawy obrosły w rytuały. Bez względu na porę zawsze czekali z odejściem do pełnej połowy godziny, żeby zobaczyć, jak zegar z figurkami zwierząt wybija czas. Ale najważniejszą ceremonią
– nie zapomną tego do końca życia – było kupowanie pukawek. Mężczyzna, który sprzedawał z wózka pukawki, plastikowe miecze i balony, miał ciemną skórę i wąsy i Hunter zapytał go raz, czy jest piratem, a on powiedział, że tak. Co tydzień chłopcy dostawali nowe pukawki i do czwartku zawsze się psuły, zwykle dlatego, że sznurek łączący korek z lufą nieodwołalnie zaplątywał się w mechanizm spustowy. Dorine dała im jasno do zrozumienia, że nie zamierza spędzać popołudni na naprawianiu pukawek i skoro się zepsuły, to trudno. Muszą dbać o swoje rzeczy. Wtedy Biały Mike wpadł na pomysł, żeby je naprawiać. Był w tym najlepszy, miał najwięcej cierpliwości do rozplątywania poskręcanych sznurków. Więc Warren, Hunter i Charlie hałaśliwie wykańczali się nawzajem, a potem, kiedy zepsuła się pierwsza pukawka, zaczynali się kłócić, która jest czyja, a potem Biały Mike starał się je doprowadzić do porządku. Wiele lat później, gdy Biały Mike spacerował po parku, rozglądał się za sprzedawcą pukawek. Nie mógł znaleźć wózka ani
mężczyzny, a potem sobie uświadomił, że tak naprawdę nie widział pukawki od lat. I uświadomił sobie, że Dorine też nie widział od lat. Zastanawiał się, co się z nią stało, i czy Warren nadal ma jej numer telefonu. Zaczął sobie wyobrażać, co by jej powiedział, gdyby się spotkali. Że ma teraz siedemnaście lat i już rozumie, jak działa świat dorosłych, i przykro mu, że jako dziecko był takim upierdliwym smarkaczem. Że wiele jej zawdzięcza i pamięta wycieczki do zoo, i dziękuje, bo naprawdę nie musiała ich tam zabierać. I to dobrze, że byłaś z nami i wychowywałaś mnie i Warrena, i Charliego, i Huntera, bo inaczej byłbym teraz jak jeden z tych kolesi, którym sprzedaję, i czy palisz trawkę? Tak, Michael, mogłaby odpowiedzieć, na tych wszystkich przyjęciach, kiedy was położyłam spać, razem z innymi niańkami i gosposiami zwykle jarałyśmy jointy na kuchennych schodach, plotkując o sławnych i pięknych ludziach. I przyznaj, Michael, że rzeczywiście pojawiałyśmy się w waszym życiu i znikałyśmy niczym duchy, tak jak
powinna to robić dobrze ułożona służba. Tak, Dory. To, co robię teraz, ta dilerka, to coś podobnego. Pojawiam się i znikam jak duch, więc nikt mnie nie pamięta, gdy odchodzę. Tak właśnie powinien się zachowywać idealny służący. To prawda, Michael, ale przyznaj, nieźle się bawiliśmy wtedy w zoo z Charliem i Warrenem, i Hunterem, i Naburmuszoną Kaczką, co nie? Pamiętasz, jak warknęła na Charliego? Kaczki nie warczą, Dory, tylko kwaczą. _ Jessica wstaje o jedenastej, ledwie pamiętając, że Chris wsadził ją do taksówki i podał kierowcy adres. Pamięta, jak portier pomagał jej wejść, chociaż to nie ma znaczenia teraz, bo jest prawie południe i ma gówniane samopoczucie, ale umówiła się z paroma koleżankami na łyżwy. Spotyka się z nimi cały czas, chociaż wie, że jest od nich dużo inteligentniejsza. Zgadzają się w pewnych podstawowych sprawach i dlatego trzymają się razem. Zgadzają się, kto jest fajny, a kto nie. Zgadzają się, że jest w porządku robić laskę, ale nie uprawiać seks, aż, rozumiecie, przyjdzie właściwa
pora. Zgadzają się, że nigdy nie powinny płacić w barze za własne drinki. Zgadzają się, że panie mają pierwszeństwo. Zgadzają się, że wszystkie są niezłe, chociaż każda uważa siebie za ładniejszą od trzech pozostałych. Zgadzają się, że na East i West Hampton jest w porządku, a ich rodzice to frajerzy, chociaż, rozumiesz, mojej mamie mogę powiedzieć wszystko, ale nie wszystko wszystko, rozumiesz? Więc tego dnia wybierają się na łyżwy i mają się spotkać przy Wollman Rink w Central Parku. Noszą obcisłe niebieskie dżinsy i swetry robione ściągaczem i puchówki i zabawne rękawiczki. Mają ładną cerę i nie brak im urody. Źle traktują facetów, ale facetów to nie obchodzi, jak długo mogą liczyć, że od czasu do czasu któraś zrobi im laskę. Wszyscy wiedzą dokładnie, co jest grane.

Nakładając łyżwy, rozmawiają, jaki obrzydliwy jest mdły zapach nachos i taniego sera, popcornu i hot dogów. Nie tknęłyby czegoś takiego. Ale, niestety, żadna nie ma własnego lodowiska, przynajmniej nie w mieście. Ręka w rękę wychodzą na lód. Chichoczą.
Rozumiesz, rozumiesz, rozumiesz, rozumiesz, rozumiesz, rozumiesz…
Rozumiesz, nie ma mowy.

Robią trzy okrążenia i już chcą schodzić, kiedy jakiś gamoniowaty koleś, który jeździ sam, potyka się i wywraca tuż przed nimi. Próbują go wyminąć, ale Jessice się nie udaje. Najeżdża na niego i ostrzem łyżwy rozcina mu czoło tuż poniżej linii grzywki. Tamten krzyczy z bólu i łapie się za głowę. Krew ścieka na lód; dziewczyny krzyczą, jadąc w stronę bandy. Chłopak przyciska rękę do rany, żeby powstrzymać krwawienie. Ma na imię Andrew. Przede wszystkim w ogóle by tu nie przychodził, ale tak się umówił ze swoim kumplem Hunterem, który jeździ jak hokeista. A potem dostał ten stuknięty telefon od Huntera, że siedzi w więzieniu, i jego ojciec tam pojechał, ale nie zgodził się zabrać Andrew. Więc Andrew postanowił i tak się wybrać na łyżwy. Ludzie zawsze mówią, że jest trochę nieprzytomny. Iść na łyżwy bez dziewczyn? Zupełnie samemu? Koleś pewnie jest gejem.

Dziewczyny z lodowiska są, rozumiecie, takie roztrzęsione, że muszą iść na gorącą czekoladę do Jackson Hole. Ale kiedy docierają na Piątą Aleję, Jessica skręca w przeciwną stronę. Musi zadzwonić.
– Halo?
– Chris, tu Jessica. Dzięki, że się mną zająłeś wczoraj wieczorem.
– Nie ma sprawy. – Chris nie jest zdziwiony. Pomógł jej, kiedy miała fazę i nie próbował jej przelecieć ani nic.
– Naprawdę – mówi Jessica.
Chce więcej tego czegoś, co wzięła poprzedniego wieczoru, cokolwiek to było. Nigdy nie miała podobnego odlotu. A teraz osłabł i minął. A chciałaby tego więcej, póki trwają ferie. Weźmie tylko raz, zanim będzie musiała wracać do szkoły. Nie potrzebuje dużo ani nic. Tylko troszkę więcej. Rusza szybszym krokiem. Poci się w swojej puchówce.
– Kupujesz trawkę od tego Białego Mike’a, prawda?
– No.
– Mógłbyś mi dać jego numer?
– Pewnie, nie ma sprawy. Chcesz sobie zajarać?
– Prawdę mówiąc, nie, chodziło mi o coś innego.
– Kokę? – Chris nie bierze koki. Jego brat Claude brał na okrągło i popieprzyło mu się w głowie. Chris nie wie, jak wytłumaczyć to wszystko Jessice.
– Nie, to co wzięłam wczoraj wieczorem.
– Myślałem, że piłaś.
– Nie, to była koka, ale taka bardziej jak ecstasy. – Jessica mówi bardzo szybko. Słowa wpadają jedne na drugie. – A potem się czułam tak jakby, rozumiesz, zupełnie po czymś innym.
– Co to było?
– Nie wiem, ale się nazywa twelve.

Andrew niezgrabnie schodzi z tafli z krwią płynącą mu po twarzy. Szef lodowiska wzywa karetkę i w Lenox Hill Hospital lekarz zszywa chłopakowi ranę, ale mówi, że Andrew musi zostać sześć godzin na obserwacji, bo szwy są przy samym oku. Kładą go w sali na trzecim piętrze z innym kolesiem. Obaj od razu łapią kontakt i cieszą się, że mają towarzystwo, kiedy leżą półprzytomni po lekach.

Tak naprawdę wcale nie cieszą się z towarzystwa. Cieszą się, że trafili do pokoju z innym białym kolesiem z prywatnej szkoły, który nie śmierdzi. Mogli skończyć znacznie gorzej. Szczególnie Andrew, który widzi, że tamten drugi jest na znacznie silniejszych prochach.

Przychodzi z wizytą ta laska, Sara Ludlow. Drugi chłopak, Sean, to jej facet: kapitan drużyny rugby, jeździ na nartach w Vail, brązowe włosy, urodzony w szpitalu, gdzie teraz leży, szkoła na Siedemdziesiątej Trzeciej Ulicy, ojciec na Wall Street, matkę szofer właśnie odwiózł na Osiemdziesiątą Czwartą, zresztą nieważne – koleś jest nieźle ustawiony. A poza tym, kto by zwracał uwagę na znaki drogowe.

Sean miał wypadek samochodowy, kiedy wracał z East Hampton nowym pt cruiserem, którego rodzice kupili mu na Gwiazdkę. Sara wchodzi, ogląda Andrew od stóp do głów, potem zerka na monitor nad Seanem i całuje go w czoło.

– Ochch, dobrze się czujesz? Jak ręka?
– Nie wiem.
Andrew patrzy i słucha z sąsiedniego łóżka. Udaje, że podsypia, napawając się pięknością Sary. Dziewczyna ma na sobie obcisłe dżinsy i włosy związane w koński ogon. Andrew robi się nagrzany.
– Gdzie twoi rodzice? – zwraca się Sara do Seana.
– Przyszli i poszli.
– A co mówią lekarze?
– Właściwie to nie wiem.
– Dali ci solidne prochy, co?
– Noo.
– Podzielisz się?
– Chwila, te są na później, jak wrócę do domu.
Sean nagle wydaje się rozzłoszczony.
– Żartowałam – odpowiada Sara.
Andrew parska śmiechem i dziewczyna odwraca się w jego stronę, ale nie może się zdecydować, czy się uśmiechnąć, czy zmarszczyć brwi. Robi jedno i drugie równocześnie. Sean odpływa.
– Przepraszam. Jestem Andrew.
– Sara.
– Sara Ludlow.
– Znasz mnie?
Jakby wszyscy jej nie znali. Tak naprawdę Sara wie, że jest sławna. Podoba jej się to. Chce być jeszcze sławniejsza. Robi się to tak. Najpierw jest się sławnym w swojej klasie, potem w szkole. Potem jest się sławnym we wszystkich szkołach, a potem w mieście, a przynajmniej tej części miasta, która się liczy. A potem robi się karierę.
– Znasz Vanessę? – pyta Andrew. – Chodzi do twojej szkoły.
– No.
– Przyjaźni się z moją siostrą.
– Wszyscy wszystkich znają. – Sara słyszy, że chłopak ma na discmanie „Under the Table and Dreaming” Dave Matthews Band; muzyka jej się podoba. – Chciałam sobie kupić ten album – mówi.
– Chcesz, to ci dam.
– Nie, nie mogłabym…
– Nie, serio, weź. – Wymówka, żeby się z nią znowu spotkać, myśli Andrew, a Dave Matthews i tak jest do niczego. – Proszę, mam inne płyty. Oddasz, jak się zobaczymy następnym razem.
– To miło z twojej strony. Wielkie dzięki.
– Znajdę cię przez niego. – Andrew wskazuje głową drugie łóżko.
– Okej, świetnie.
– No dobra, pójdę już sobie, dobrze? – mówi Sara, patrząc na Seana.
– Co z grą w rugby? – pyta chłopak.
– A co powiedział lekarz?
– Chyba odleciałem, nie pamiętam.
– No dobrze. Okej. Pa.

Sara wychodzi. Andrew obserwuje doskonałą gładkość materiału na jej udach, kiedy dziewczyna idzie do drzwi. Po chwili znowu zaczyna myśleć o Hunterze. Tak właściwie poza myśleniem niewiele może zrobić. Ojciec powiedział, że nie może tak po prostu obdzwaniać wszystkich pięciogwiazdkowych hoteli w Europie. Nie ma na to czasu. Hunter nie wiedział nawet, do jakiego kraju polecieli jego rodzice, kiedy rozmawiał z Andrew przez telefon.

Biały Mike idzie Lexington w stronę Dziewięćdziesiątej Pierwszej Ulicy, żeby się spotkać z Jessicą. Towarzyszy mu Lionel, bo kiedy Mike dostał sygnał, wiedział od razu, że będzie potrzebował tego nowego towaru, twelve. Dziewczyna opisała narkotyk idealnie, chociaż powiedziała, że chodzi jej o number twelve. Wiedział czemu. To trochę tak, jakby dalej na nim była.

Białemu Mike’owi przestaje się podobać dilerka. Ten nowy towar to nic dobrego. I w dodatku z jego powodu musi się częściej widywać z Lionelem, a Lionel to świrnięty gość. Lionel o brązowożółtych, nabiegłych krwią oczach. Biały Mike wie, że tamten nosi broń. Broń to najbardziej przerażająca rzecz, jaka się łączy z większymi pieniędzmi. Na początku Biały Mike nigdy jej nie widział, ale bardzo szybko sumy, którymi obracał, zrobiły się poważniejsze. Kiedy z ręki do ręki przechodzi tysiąc dolców, diler zawsze ma jakieś zabezpieczenie. To po prostu za dużo kasy, żeby się z nią kręcić po ulicy. Klienci oczywiście nie mają o niczym pojęcia.

Teoretycznie Biały Mike wie to wszystko. Wie, że Lionel przychodzi z miejsca, gdzie naprawdę zdarzyła się strzelanina, nawet jeśli teraz jest już spokojnie. Wie, że w okolicy, gdzie Lionel mieszka, bywa naprawdę paskudnie, że rządzi tam miasto, o którym Mike i jego kumple uczyli się na historii, ale tylko on się do niego zbliżył. Biały Mike jest świadomy istnienia tego drugiego Nowego Jorku, a nawet utrzymuje z nim kontakty. I to wszystko sprawia, że równocześnie czuje się dziwnie i wcale nie dziwnie, kiedy się dowiaduje, powiedzmy, że Lionel ma dzieci. I na przykład coś takiego: Lionel opowiadał, jak nauczycielka w trzeciej klasie ukarała za mazanie po ławce jego syna Jeremy’ego, na co dzieciak odpowiedział: „Mój tato cię zastrzeli”. Nauczycielka się wystraszyła, a trochę później odeszła ze szkoły. Lionel był z tego dumny: „Pewnie, że bym zastrzelił tę dziwkę. Rozwalę każdego gnoja, który ze mną zadrze. Nauczycielkę, gliniarza, kurwę, mnie to za jedno. Jedna robota”. Słowa utkwiły Białemu Mike’owi w
pamięci. Biały Mike i Lionel nie rozmawiają, idąc obok siebie.

Kiedy docierają do Dziewięćdziesiątej Pierwszej, widzą Jessicę – czeka na rogu, obchodząc dokoła budkę telefoniczną. Ciągle się rozgląda, ale nie widzi dwóch dilerów, póki nie stają przed nią. Stara się zgrywać wyluzowaną, ale nie robiła tego nigdy wcześniej. Białemu Mike’owi robi się jej żal.

Lionel patrzy na dziewczynę, ona jednak skupia uwagę na Mike’u. To z nim chce robić interes. Przedstawiają się sobie i Mike ją pyta, ile potrzebuje. Jessica postanowiła się jednak wcześniej dowiedzieć, jak dokładnie nazywa się ten towar, chociaż nie chce uchodzić za naiwną. Więc zbiera się na odwagę i pyta, nie patrząc na Mike’a. Lionel szczerzy zęby i chrząka rozbawiony.

– Twelve – mówi Biały Mike. Próbuje jej zajrzeć w oczy, ale nie może pochwycić jej spojrzenia.
– Słucham?
– Twelve.
– Och.
Z kaptura rozlega się baryton Lionela, zdumiewająco łagodny, niemal melodyjny:
– Ile – mówi. To nawet nie pytanie.
Jessica pierwszy raz naprawdę na niego patrzy. Ciemnoskóry, w brudnej bluzie z kapturem, oczy wbite wprost w nią. Lionel jest na swój sposób przystojny. Ma wydatną szczękę i nie wydaje się gruby, chociaż kawał chłopa z niego. Jessica zauważa to wszystko.
– Tysiąc.
Prawie wyczerpała na to limit na karcie.
Brwi Lionela na mgnienie wyginają się w łuk. Biały Mike wzdycha, gestem daje znak, by się przeszli, i bierze od dziewczyny pieniądze, sztywne banknoty, a Lionel wręcza jej pięć małych Torebeczek. Jessica odnosi teraz wrażenie, że ten towar to domena Lionela, a nie Białego Mike’a. Przenosi uwagę na tego pierwszego. Biały Mike jest zaskoczony, gdy Jessica prosi Lionela o numer pagera, „bo, rozumiesz, bez pośredników jest łatwiej, a możliwe, że będę jeszcze potrzebować...”.

Lionel podaje numer. Biały Mike próbuje o tym nie myśleć.
Jessica chce się od nich uwolnić; rzuca szybko „cześć” i skręca za róg w Piątą Aleję.
To było proste.
Ale jestem fajna.

Biały Mike i Lionel patrzą za odchodzącą szybko dziewczyną.
– Niedługo znowu przyjdzie – mówi mężczyzna.
– Widziałeś mojego kuzyna? – pyta Biały Mike.
– Kogo? – Lionel przelicza gotówkę.
– No wiesz, Charliego. To on nas poznał. Jest teraz w college’u. Dalej diluje.

Lionel widzi znowu w wyobraźni pióra unoszące się przed jego oczami, kiedy puchówka na piersi Charliego eksplodowała. Przez mgnienie widzi też tego drugiego dzieciaka, leżącego na chodniku.

– A, ten.
– Jak go spotkasz, powiedz mu, że go szukam.
– Mhm. – Lionel opanowuje się i odchodzi w pośpiechu, chcąc wrócić do siebie i się upalić.
– Pieprzony palant – mruczy pod nosem Biały Mike, machając na taksówkę.

Gdzie jest Charlie? Mike ostatnio wiele o nim myślał. Ostatecznie razem się wychowywali. Charlie to jego kuzyn; matka Charliego jest siostrą jego ojca. Ale jej i jej mężowi kompletnie odwaliło. Kasy jak lodu, ciągłe skandale, przyjęcie za przyjęciem, domy w Toskanii i wyczarterowane jachty na Bali. Rodzice Charliego są znacznie bogatsi od ojca Białego Mike’a. Większą część życia Charlie spędził albo z opiekunkami, albo z Białym Mike’em. Domu rodziców używał tylko, kiedy chciał urządzić imprezę albo coś. Tamten adres miał wpisany w dokumentach, ale naprawdę mieszkał z Białym Mike’em. Byli prawie w tym samym wieku i wyglądali jak bracia; ludzie czasem ich brali za bliźniaków. Największa różnica między nimi polegała na tym, że Charlie bardzo źle się uczył albo po prostu mu nie zależało, albo jedno i drugie, i w ósmej klasie wysłali go do jakiejś nędznej szkoły z internatem. Co zabawne, dojrzał przez to szybciej.

Biały Mike zawsze strasznie czekał na powrót Charliego ze szkoły na ferie: działy się wtedy ciekawe rzeczy, a potem uczył się też, jak dilować prochami. Jednak kiedy Charlie przyjechał do domu tym razem, zdawał się jakiś inny. Może przez nową szkołę, a może tylko dlatego, że brał więcej prochów niż zwykle – college niczego nie zmienił – ale wydawał się jakiś odległy. Jak gdyby coś planował. Chodził wszędzie sam, bez Białego Mike’a, praktycznie cały czas; co robił, Mike nie miał pojęcia. Więc niech spada. Charlie zaczynał go wkurzać.

Biały Mike ma naturę myśliciela, mówili nauczyciele. Oto co myślał, patrząc, jak spuszczają do grobu trumnę jego matki. Jeśli teraz umrzesz, nikt cię nie będzie pamiętał. Zakopią cię i parę osób będzie po tobie płakać, i to wszystko. I czujesz się tak strasznie samotny, bo się boisz, że twoja krew nie jest wystarczająco dobra, a przyjaciół masz niewielu i każdy się zmaga z własnymi kłopotami. No i co z tego. Tak brzmi odpowiedź. No i co no i co no i co no i co no i co no i co no i co. Świat wymknie się spod ciebie i zobaczysz, że nie masz się na czym oprzeć, bo jesteś za mądry albo za głupi, żeby znaleźć Boga, i ponieważ Camus w niczym ci kurwa nie pomoże. Tylko idee. Nie jesteś artystą, niczego po sobie nie zostawisz. Może się czujesz wkurzony tylko dlatego, że jedyne wyjście to miłość, a ty jesteś napalony i sam. I oczywiście bo ona nie żyje. Może wszyscy to tak przeżywają, tylko ty jesteś słabszy albo masz mniej szczęścia, albo widziałeś coś, czego nie widział żaden z nich. Widziałeś, że rozciąga się
przed tobą szmat drogi i smaga ją wiatr albo pali gorące słońce, albo pokrywa ją śnieg, albo błoto, albo beton, albo ginie w mroku, albo jest tak jasna i czysta, że musisz zmrużyć oczy, ale bez względu na to, jak wygląda, nie ma na niej nikogo. To właśnie myślał Biały Mike.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯