Od 1 września na terenach podbitych przez Rosję rusza "denazyfikacja" uczniów
Ministerstwo edukacji Rosji rusza w nowym roku szkolnym z denazyfikacją i rusyfikacją dzieci i młodzieży na podbitych terytoriach. W tym celu sprowadzono z Rosji setki nauczycieli. - Nie zabijemy wszystkich nazistów, więc musimy zmienić ich myślenie innymi środkami - mówi jeden z nich.
Od 1 września Rosjanie zajmą się "denazyfikacją uczniów" w ukraińskich szkołach. Chodzi o placówki na podbitych przez Rosjan terenach, w obwodach donieckim, ługańskim, chersońskim oraz Zaporożu. Rosjanie nazywają te terytoria mianem "wyzwolonych".
Minister edukacji Rosji Sergiej Krawcow zapowiedział rusyfikację i "denazyfikację" dzieci i młodzieży. Jak ma to wyglądać? Programy nauczania i cały system zostanie zunifikowany z rosyjskim. Zakazane będzie nauczanie języka ukraińskiego, a podręczniki zostaną sprowadzone z Rosji. Poza tym wielu nauczycieli i nauczycielek już przeprowadziło się z Federacji Rosyjskiej na okupowane tereny i są gotowi rusyfikować dzieci. Dodatkowo niektórzy miejscowi nauczyciele zostali poddani specjalnej reedukacji, która zakłada uczenie ruskiego patriotyzmu i miłości do Moskwy.
Sergiej Krawcow, minister edukacji Rosji, powiedział (cytuje go "Nowaja Gazeta Europa"):
- Miejscowi uczniowie używali dotąd ukraińskich podręczników. Były one pełne nazistowskich treści. Uczyły nienawiści do Rosji. Przeanalizowaliśmy 300 takich podręczników i odkryliśmy ich taktykę. Zmiana sposobu myślenia uczniów to spore wyzwanie, ale podejmiemy się go.
Dzieciom na koniec zeszłego roku szkolnego już wydawano rosyjskie, a nie ukraińskie świadectwa. Lato wiele z nich spędziło na letnich obozach reedukacyjnych; część wysłano do słynnego obozu dla pionierów Artek na Krymie. Organizowano też dla wybranych wycieczki do Rosji czy nawet Czeczenii. Inna taktyka to zakładanie w ukraińskich dotąd szkołach paramilitarnych organizacji w stylu Junarmii (armii młodzieżowej) i zapisywanie do nich małych Ukraińców.
Ministerstwo Edukacji Rosji zapowiedziało, że 1 września na "wyzwolonych terenach" otworzy 1120 szkół.
Znakomita większość ukraińskich nauczycielek i nauczycieli nie ma jednak zamiaru wracać do zrusyfikowanych szkół. Władze ukraińskie podają, że aż 90 procent z nich nie podjęło na nowo pracy, mimo, że oznacza to utratę pensji i środków do życia. Ukraina uważa przejście na rosyjski system nauczania za zdradę, a nauczycieli, którzy się tego podejmą za kolaborantów.
Rosjanie śmieją się, że "ukraińskie elity opuściły swoich obywateli", a Rosja zapewni ukraińskim dzieciom świetną edukację i opiekę na najwyższym poziomie.
Ukraińskie ministerstwo oświaty zachęca rodziców i dzieci na okupowanych terytoriach, żeby przeszli na zdalne nauczanie online, tam gdzie to możliwe, zamiast posyłania dzieci do ruskich szkół. Jednak Rosjanie grożą, że taka taktyka może skutkować pozbawieniem rodziców praw rodzicielskich.
Zarobki, ogródek, blisko do Morza Azowskiego
Jako, że na okupowanych terytoriach brakuje nauczycieli, Rosja musi sprowadzać ich na miejsce. Oferuje im się dużo wyższe zarobki niż w Federacji Rosyjskiej. Nic dziwnego, że wielu nauczycieli, m.in. z ubogiego Dagestanu już podpisało nowe kontrakty.
"Nowaja Gazeta Europa" dotarła do kilku nauczycieli, którzy zdecydowali się przyjechać do nowej pracy na podbitych terytoriach. Ich motywacje?
Konstantin Matuchow z Omska: - Mogę być albo nauczycielem historii, albo snajperem, zależy co będzie akurat potrzebne. Chętnie nauczę dzieci z Ługańska rosyjskiego patriotyzmu. Przecież Ukraińcy i Rosjanie to jeden i ten sam naród. Wszyscy jesteśmy Rosjanami, a język ukraiński to tylko miejscowy dialekt.
Jurij Baranow z Permu: - Obiecano nam na Ukrainie kawałek ziemi, a moja żona zawsze marzyła o swoim ogródku. Nie lubię Ukrainy. Wiem, że tamtejsze władze przez ostatnich 30 lat poddawały swoich obywateli praniu mózgu. Nie zabijemy wszystkich nazistów, więc musimy zmienić ich myślenie innymi środkami. Uważam zdobyte terytoria za rosyjskie. Tam, gdzie już kiedyś powiewała rosyjska flaga – tam powinna ona powiewać zawsze.
Daria Ganiewa z Syberii: - Co mnie przyciągnęło? Będę miała przyzwoite zarobki, a Melitopol jest ładnie położony blisko morza [Azowskiego]. Wierzę, że w nadchodzącym referendum ludność Melitopola opowie się za przyłączeniem do Rosji. Dzieci tam potrzebują dobrej edukacji.
Andriej Czetwerkow z miasta Elista w Kałmucji: - Trzeba pomóc naszym braciom, naszym rodakom, choć żyją oni w innym kraju. Donbas zawsze był rosyjski, co innego zachodnia Ukraina. Donbas nigdy nie będzie ukraiński. Wiem, że 99 procent mieszkańców zagłosowało tam za przyłączeniem do Rosji. Widziałem w telewizji, jak tamtejsi mieszkańcy całują i ściskają naszych żołnierzy i płaczą z wdzięczności. Też chciałbym pomóc, bo jestem patriotą.
Władze Ukrainy podają, że przez pół roku Rosjanie zabili w Ukrainie 362 dzieci, zranili 610, a porwali i wywieźli na terytorium Rosji ponad 5 tysięcy. Dzieci te czekają w kolejce do adopcji przez rosyjskie rodziny. Rosja porywa dzieci, bo ma poważny kryzys demograficzny. Bardzo wysoka była tam liczba zgonów w czasie pandemii, setki tysięcy Rosjan wyjechało z kraju po rozpoczęciu wojny, a dodatkowo młodzi ludzie (tzw. mięso armatnie Putina) giną teraz na froncie.
Sebastian Łupak, dziennikarz Wirtualnej Polski
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
UE groźniejsza niż Putin? Czarzasty dosadnie o doradcach Kaczyńskiego: głupki
WP Książki na:
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja Wirtualnej Polski