Oczy Buddy

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Sarath

Przyleciała na początku marca. Samolot wylądował na lotnisku Katunayake przed świtem. Ścigali się ze wstającym słońcem już nad zachodnim wybrzeżem Indii, na płytę lotniska wychodzili jeszcze po ciemku. Zanim opuściła terminal, rozwidniło się. W czasie pobytu na Zachodzie czytywała zdania: "świt zrywa się jak burza" - i zdawała sobie sprawę z tego, iż jest jedyną osobą w grupie, zdolną do uzmysłowienia sobie konkretnego sensu tych słów. Nigdy brzask nie kojarzył się jej z czymś nagłym. Zapowiadały go najpierw popiskiwania kurcząt, skrzypienie wozów, szmer porannego deszczu albo szelest gazet, którymi służący szybko przecierał okna w dalszej części domu.

Skoro tylko przeszła przez kontrolę graniczną z paszportem opatrzonym jasnoniebieską banderolą z literami UN, pojawił się u jej boku jakiś młody urzędnik. Dźwigała walizki, ale on nie zaoferował pomocy.
- Ile to lat minęło? Pani się tu urodziła, prawda?
- Piętnaście.
- Zna pani język syngaleski?
- Trochę. Wybaczy pan, że nie będę rozmawiała w czasie jazdy samochodem - czuję się zmęczona lotem. I chciałabym jak najwięcej widzieć. Może się napiję grogu palmowego, jeśli starczy czasu. Czy salon Gabriela, gdzie robią masaż głowy, jest nadal czynny?
- Tak, w Kollupitiya. Znałem ojca właściciela.
- Mój ojciec też go znał.

Nie dotykając żadnej z walizek, nadzorował rozmieszczenie ich w bagażniku.
- Grog palmowy! - roześmiał się, podejmując rozmowę. - To pierwsze, o czym pani pomyślała po piętnastu latach. Powrót córy marnotrawnej.
- Nie jestem córą marnotrawną.

W godzinę później energicznie potrząsnął dłonią kobiety przed drzwiami małego domku, który dla niej wynajęto.
- Ma pani dzisiaj spotkanie z panem Diyaseną.
- Dziękuję.
- A jacyś znajomi, ma tu pani takich?
- Właściwie nie mam.

Ucieszyła się, że zostaje sama. Miała w Kolombo różnych krewnych, ale ich nie uprzedziła o swym powrocie. Wyjęła z torby proszek nasenny, uruchomiła wiatraczek wentylacyjny, włożyła sarong i położyła się do łóżka. Najbardziej tęskniła za takimi wiatraczkami. Od kiedy, mając lat osiemnaście, wyjechała ze Sri Lanki, jedyną jej więź z krajem stanowiły sarongi przysyłane przez rodziców na każdą kolejną Gwiazdkę (nosiła je grzecznie) oraz sprawozdania z zawodów pływackich. Jako nastolatka była świetną pływaczką, rodzice nie zaprzestali podtrzymywania w niej tych ambicji; talentem została obdarzona przecież na całe życie. Rodziny cejlońskie były przeświadczone, że jeśli ktoś zyskał sławę na przykład w grze w krykieta, może się tym szczycić w karierze biznesowej, podobnie jak zręcznością w bowlingu albo celnym golem piłkarskim, zdobytym w mistrzostwach Royal-Thomian. Mając szesnaście lat, Anil wygrała zawody pływackie, organizowane przez Mount Lavinia Hotel na dystansie dwóch mil.

Co roku setki ludzi udawało się nad morze, wypływało łodziami na odległość półtorej mili od brzegu, po czym wskakiwało do wody i płynęło na powrót do plaży; najszybszy z mężczyzn i najszybsza z kobiet byli przez kilka następnych dni bohaterami kolumn sportowych w gazetach. Zdjęcie ukazujące ją wyłaniającą się tego styczniowego ranka na brzeg, które " The Observer" opatrzył tytułem "Anil wygrywa!", ojciec wyciął z gazety i oprawione powiesił w swym gabinecie. Wpatrywali się w nie też wszyscy krewni, rozrzuceni w różne strony świata ( ci z Australii, Malezji i Anglii, a także zamieszkali na Cejlonie), nie tyle ze względu na to odniesione już przez Anil zwycięstwo, ile ciesząc się jej wyglądem i myślą o otwierających się przed nią wspaniałych perspektywach. Ale czy nie ma aby zbyt szerokich bioder?

Fotograf uchwycił jej zmęczony uśmiech, prawą ręką poprawiała zsuwający się czepek pływacki; objął obiektywem także paru innych zawodników w tle (kiedyś wiedziała, kim są). Przez długi czas czarno-biała fotografia stanowiła coś w rodzaju rodzinnej relikwii. Zsunęła prześcieradło aż do stóp i leżała w zacienionym pokoju, chłodzona podmuchami powietrza. Wyspa już nie przykuwała jej do przeszłości. Piętnaście lat spędziła Anil, wymazawszy z pamięci swą młodzieńczą sławę.

Systematycznie czytywała dramatyczne relacje i doniesienia prasowe, a za granicą mieszkała dostatecznie długo, by umieć patrzeć na Sri Lankę z odległego dystansu. Rzeczywistość tutejsza, ze swym systemem norm moralnych, była jednak bardzo skomplikowana. Cóż, ulice były nadal ulicami, a obywatele tego kraju jego obywatelami. Robili zakupy, zmieniali posady, śmiali się. Tylko że w porównaniu z tym, co się tu działo, najmroczniejsze greckie tragedie wydawały się niewinną sielanką.

Głowy ludzkie nadziane na pal. Szkielety odkopywane na plantacji kakao w Matale. Podczas seminarium na uniwersytecie Anil tłumaczyła werset z Archilocha: "Pozostawiamy z wojenną szczodrością ciała poległych, by przypominali o nas nieprzyjaciołom". Ale tu, w tym miejscu i czasie, niedopuszczalny wydawał się taki gest wobec rodzin pomordowanych, i niepodobna było nawet ustalić, kto jest sprawcą mordu.

Jaskinia czternasta była niegdyś jedną z najpiękniejszych skalnych świątyń buddyjskich w prowincji Shanxi. Wszedłszy do środka, widzi się olbrzymie bryły soli jakby rozrzucone wokół. Z panoramy ściennej, przedstawiającej dwadzieścia postaci bodhisattw, wycięto toporami i piłami wszystkie figury; pozostały czerwone blizny po nacięciach.

"Nie ma nic wiecznotrwałego - tłumaczył im Palipana.
- To tylko pradawne marzenie. Zabytki niszczeją, ulegają rozproszeniu. I jakby na złość historii sztuki - nie są warte wiele". Wypowiedział te słowa na pierwszym wykładzie z archeologii. Mówił wtedy o książkach i dziełach sztuki, "emanacjach idei", pozostających często jedynym świadectwem swych czasów.

Było to miejsce prawdziwej zbrodni. Głowy odcięte od tułowi. Odrąbane kończyny. Żadna z figur nie zachowała się w całości - wszystkie rzeźby wywieziono stąd w ciągu kilku lat po odkryciu sanktuarium przez archeologów japońskich w roku 1918, rzeźby przedstawiające bodhisattwy rychło wykupiły muzea zachodnie. Trzy popiersia znalazły się w Kalifornii. Głowa jednego z nich wpadła do rzeki na południe od pustyni Sind, której obrzeżem wiódł szlak pielgrzymi.

Oto królewskie życie po życiu.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯