Nowy gracz

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Lakeside Software

Jasnoblond grubasek siedział za drewnianym biurkiem i palił papierosa. Miał wyraźne zakola na czole i mocno przerzedzone włosy na czubku głowy, a podwinięte mankiety odsłaniały grube, porośnięte delikatnym puchem przedramiona. Przy uchu trzymał bezprzewodową słuchawkę.
– Z sierocińca? – zapytał. – Przecież Lakeside to największa dziura w całej Montanie. Nie mogą zwiedzać czegoś innego? W okolicy jest tyle pięknych miejsc. Panoramiczne okno za jego plecami wycinało w surowym górskim krajobrazie kadr tak idylliczny, ze z powodzeniem mógłby stanowić treść tandetnego landszaftu. Po ostatnim zdaniu wolna ręka mężczyzny zatoczyła Kolo, jakby ten gest mógł przekazać rozmówcy cały urok otoczonego skalistymi szczytami jeziora, a on sam odchylił się do tylu i kiwając twierdząco głową, położył nogi na biurku.

– Ale ja się przecież nie kłócę, Janet. Proszę cię tylko, żebyś na razie nie łączyła. Po prostu powiedz im, ze się zastanowię i oddzwonię. Aha i wpadnij do mnie. – Nie czekając na odpowiedz, przerwał połączenie, wcisnął telefon do ładowarki, po czym ciężko opadł na żaglówek i zakładając rękę za głowę, głośno wypuścił dym.
– Co za dzien. – mruknął pod nosem. Trochę medytował nad tym stwierdzeniem, a potem zsunął nogi z blatu i wcisnął guzik interkomu. – Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuje i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
– Bez lodu? – zdziwiła się.
– Tak. Wystarczy, ze ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.

Siedząca za niewielkim biurkiem dziewczyna wzruszyła ramionami i rozłączyła się. Nosiła proste, rude włosy do ramion. Okulary w cienkich drucianych oprawkach miały zapewne przydać jej powabu intelektualistki, ale nie robiły tego. Na szczęście Janet należała do tego rzadkiego typu kobiet, które pozostają piękne nawet w kreacji ze zgrzebnego wora. Przed nią stal plaski ekran, którego centralną cześć zajmował otwarty program do komunikacji sieciowej.
– Ale dlaczego tak wam zależy na tej wycieczce? – wpisała.
– Sto tysięcy, mało? – Tekst pojawił się prawie natychmiast.
– Nie o to chodzi. Nawet nie wiem, kim jesteś.
– Po prostu jestem. Nie proponuje złego nic. Przekonaj Ortege na wycieczkę i sto tysięcy twoje. Piec od razu. Jak się nie uda, piec tez twoje.
– Ale o co chodzi? – wpisała. – I dlaczego tak dziwnie mówisz?
– Chodzi, żeby zdolne dzieci odwiedziły firmę. Twoją firmę. Mowie normalnie. Ty dziwnie.
– To dlaczego chcesz mi za to płacić?
– Bo twój szef nie zgodzi się.
– Dlaczego?
– Ta firma to nie to, co się wydaje.

Janet uniosła brwi i znieruchomiała, ale po sekundzie pomalowane na czerwono paznokcie znów zastukały w klawisze.
– To pomyłka. Lakeside Software tworzy oprogramowanie do kompresji obrazów.
– Kompresja obrazów to zasłona. Dymna zasłona. Nie wnikaj w to, Janet. Ty sekretarka. Niech tak pozostanie.
Dziewczyna odchyliła się do tylu i przekrzywiła głowę.
– Jaka zasłona? – wpisała po chwili. – I skąd znasz moje imię?
– Zgódź się, Janet i piec tysięcy twoje. Reszta po wycieczce. Jak nie, to trudno, ale Lakeside, małe miasto. Ty marnujesz się, Janet. I twoja uroda tutaj tez. Może teraz dobry czas, żeby zmienić? Zmienić życie. Wyjechać gdzieś.

Oparte o klawiaturę dłonie zastygły, a program komunikacyjny, po jakimś czasie, wyprodukował kolejny strumień znaków.
– Czas ucieka, Janet. Niedługo nie będzie urody. Trudno wtedy o prace dla Janet. Ona pielęgniarka. Ona bez dyplomu. Może pieniądze to szansa, żeby grubas przestał pchać łapy pod spódnice. Spódnice Janet. Ona przecież nie chce.
Dziewczyna przysunęła twarz do monitora, jakby nie mogła uwierzyć w własnym oczom.
– Skąd wiesz o takich rzeczach? – wpisała nerwowo.
– Jeszcze wiem mało, ale dużo o Janet. Wiem, ze nie Janet Braxton. Zmieniła nazwisko. Wiem, ze kłamie o rodzicach. Nie zginęły obydwa. Ojciec tylko. Matka wyparła się. Kochanek nie chciał. Janet w sierociniec. Straszna, straszne, ale prawda.

Potok symboli płynął gdzieś z głębin cyfrowego świata wprost do zacisznego biura w samym sercu skalistej Montany. Tam układał się w wyrazy i zdania. Litery pojawiały się zbyt prędko nawet, gdyby po drugiej stronie, w miejscu oddzielonym od rudowłosej Janet nieodgadłą tajemnicą Sieci, siedział mistrz stanu w pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na klawiaturze.
– Czego chcesz?
– Już mówiłem. Namów Ortege na wycieczkę. Tylko sześc. dzieci. Z sierocińca. Chłopcy. Jutro. Dziewiąta rano. Na pewno dasz rade. Pomóż dzieciom, Janet. Wpisz OK, albo kończę. Wtedy marzenia: pa, pa.

Położyła ręce na klawiaturze. Kursor migał.
– OK – wpisała po dłuższej chwili.
– Dziękuje. – Odpowiedz nadeszła natychmiast i zdalny rozmówca rozłączył się. Zaraz po tym zadzwonił telefon. Janet podskoczyła, jakby zobaczyła ducha, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.
– Lakeside Software, slucham.
– Tu Beatrice Ortega – odpowiedział piskliwy głosik. – Poprośże z mężem.
– Chwileczkę, sprawdzę czy jest – odparła i zawiesiła połączenie. – Dyrektorze, małżonka. Czy połączyć?
– Tak. Prośże połączyć, panno Braxton. – Ton polecenia był bardzo oficjalny.
– Dyrektor na linii, prośże pani. – Janet wcisnęła klawisz przywracający rozmowę i odłożyła słuchawkę. Właśnie miała wstać, gdy sygnał obwieścił nadejście nowej poczty. E–mail pochodził z banku i informował, ze stan jej konta powiększył się o pięć tysięcy dolarów.

– Nieźle tempo. – Dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku mahoniowego segmentu w rogu sekretariatu. Tam uniosła wieko z cienkich listewek i sięgnęła po karafkę. Butelka była wypełniona do polowy. Postawiła ją na tacy, a obok czystą szklankę i syfon. Następnie w wiszącym na ścianie lustrze poprawiła fryzurę i oglądając się krytycznie, rozpięła guzik niebieskiej bluzki. Czarna koronka stanika wyjrzała spod cienkiego jedwabiu, ale widocznie efekt był zbyt skromny, bo rozchyliła nieco klapy i przez moment patrzyła na siebie uważnie. Później uśmiechnęła się z zadowoleniem, zdjęła okulary i podnosząc tace ruszyła w stronę gabinetu. W połowie drogi zatrzymała się w niezdecydowanej pozie i po krótkim namyśle zawróciła do barku. Dostawiła drugą szklankę, a potem sięgnęła jeszcze w głąb biurowej lodówki, wyjęła z niej kubełek z lodem i tak doposażona, ponownie ruszyła do Ortegi. Pod drzwiami usłyszała przytłumione odgłosy sprzeczki, wiec przystawiła ucho, ale najwyraźniej na niewiele się to zdało, bo zaraz
wróciła za biurko. Odstawiła tace na bok, a z szuflady wyjęła wygięty w luk spinacz. Odwróciła interkom i wsunęła go w jedno z gniazdek.

Pasował idealnie i skrzynka zaczęła nadawać.
– Nie przyprowadzaj mi dzieci do pracy, Betty. – W głosie dyrektora pobrzmiewała mieszanka znudzenia i rozdrażnienia. – Czyś ty zwariowała, kobieto?
Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie krótkimi „mhm” Ortegi.
– Nie, Betty – odezwał się po jakimś czasie. – To nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, ze robię to dla was, wiec przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Musze kończyć. Pa.
Krótki trzask oznajmił zakończenie rozmowy. Janet szybko wyjęła spinacz, schowała go do szuflady, a później podniosła tace i ruszyła do gabinetu.
– No nareszcie – powiedział Ortega, gdy przekroczyła próg. – Co ty tam robiłaś?
– Wyjmowałam lód z foremek – odpowiedziała chłodno, stawiając tace na biurku.
– Lód? Czy to znaczy, ze mała Janet znów będzie milusia? – Zaśmiał się, a potem, zgasił papierosa i ciężko podniósł się z fotela. Wysoki wzrost odwracał uwagę od wystającego brzucha. Okrążył biurko i zaszedł ją do tylu. Brązowy płyn wypełnił jedną trzecią szklanki, gdy poczuła na karku przyspieszony oddech. Jedna ręka objęła jej piersi. Druga zaplatała się we włosach.
– Pięknie pachniesz – szepnął prosto do ucha. – Ten zapach prześladuje mnie całymi dniami, Janet. Nawet nocami nie potrafię go zapomnieć.
– Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz?
– Już wszyscy wyszli. – Oplatająca ją ręka znieruchomiała i po chwili podjęła wędrówkę na nowo, ale dziewczyna zesztywniała.
– Dość! – syknęła i wyswobodziła się z uścisku.
– Janet, co się dzieje?
– Nic. Po prostu przyrządzam szefowi drinka. Jestem sekretarką. Zwykłą sekretarką. Zapomniał pan, inżynierze Ortega. Nie mam nawet dyplomu.

Mężczyzna wziął napój i mrużąc oczy przed blaskiem chowającego się za ośnieżone szczyty słońca, doszedł do fotela, usiadł na nim i wyciągnął przed siebie nogi. Plastikowe kolka przejechały kilka centymetrów, a guziki wytężyły wszystkie siły, żeby utrzymać brzuch za jasnokremową koszulą.
– Janet – westchnął – czemu od miesiąca robisz mi fochy? Co się z tobą dzieje? Może zorganizujemy w ten weekend jakiś wspólny wypad? Bo ja wiem, choćby do Canyon Creek. Wyobraź sobie, tylko ty, ja i ogień na kominku. Wszystko będzie jak dawniej. Dziewczyna przysunęła do biurka ażurowy fotel i usiadła naprzeciw Ortegi. Zgrabne nogi ginęły w mroku wąskiej spódnicy, a w ruchach pojawiła się miękka zmysłowość. Kokieteryjnym gestem przesunęła włosy na prawą stronę, a potem założyła nogę na nogę.
– Jak dawniej, Jose?
– Tak, Janet. Jak dawniej. – Nie wyczul jadowitego zabarwienia w głosie. Pociągnął tylko ze szklanki i uśmiechnął się porozumiewawczo, a później przełknął ślinę i spojrzał najpierw na prześwit pomiędzy jej udami, a później na puste naczynie na tacy.
– Może sobie tez nalejesz malucha? – zapytał pospiesznie.
Zerknęła spod opuszczonych rzęs i bez słowa przyrządziła drinka. Upiła niewielki łyk i odłożyła szklankę na blat.
– Weekend w Canyon Creek – powiedziała po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi.
– W Canyon Creek. Jak dawniej, Janet.
Hm, Ortega, mówisz, jak dawniej, w Canyon Creek. – Uniosła powieki i pokiwała głową. Podkreślone brązowym cieniem oczy miały nieprzenikniony wyraz. Równie dobrze mogły być najcudniejszą obietnicą jak i zwiastować burze. Jak to z kobietami.
– Tak, kochanie. Tylko ty, ja i góry.

– Pamiętam. Z rana będziesz łowił pstrągi, wieczorami zapijał pale, a w nocy nadpruty jak bombowiec przykleisz się do „swojej malej Janet” i po szybkim numerku zaśniesz. Później będziesz już tylko chrapał do rana jak nażarty Grizzly. Tak przez jedno popołudnie i dwa pełne dni. W niedziele wrócisz do żonki, a ja do pustego domu przy jeziorze.

Ortega odstawił szklankę z głośnym stuknięciem i przez chwile przypatrywał się jej w milczeniu. Później rozłożył ramiona i głośno westchnął.
– Janet, dlaczego tak mówisz?
– Bo właśnie tak było dawniej w Canyon Creek – odparła rzeczowo.
– Ale w zimie nie ma tam wędkarzy.
– Nie bądź żałosny, Jose.
– Chodzi ci o wycieczkę, tak?
Spojrzała bystro, ale nic nie odpowiedziała.
– Zupełnie nie mogę zrozumieć, co cię napadło. W Montanie jest tyle pięknych miejsc. Dlaczego sierociniec się uparł, żeby pokazać dzieciakom firmę softwarową? Co tu jest ciekawego do oglądania?

Dopiła drinka, a później odłożyła pustą szklankę na blat, ale nie odezwała się ani słowem.
– O to chodzi, tak? – nalegał Ortega.
– Chodzi o to, ze jesteś nieludzki. Dlaczego nie możesz zgodzić się na wizytę kilku dzieciaków? Czego ty się boisz? Ze wyżłopią ci zapasy burbona? Nie bój się, będę ich broniła jak lwica.
– To nie takie proste, Janet.
– A co w tym skomplikowanego, Jose? Co tu można ukraść? Cztery ściany? To biurko? A może ubzdryngolonego whisky Ortege razem z fotelem – zaśmiała się.
– Widzę, ze ci naprawdę na tym zależy.
– Tak, bo w przeciwieństwie do ciebie, myślę o innych. Wiesz, jak mało radości mają takie dzieci. Cale życie w szarym domu na przedmieściu. Zamiast mamy wychowawca. Nikt ich nie odwiedza, a święta spędzają u innych jak bezdomne psy. Wiesz o tym?

Grubasek uniósł brwi, a później cmoknął, przymrużył jedno oko i pokręcił ze zdumieniem głową.
– Nie wiedziałem, ze aż tak ci zależy – powiedział w zamyśleniu.
– No to już wiesz.
– No, nie wiem, nie wiem. – Mężczyzna przeciągnął się leniwie, a potem zatarł dłonie i uśmiechnął, jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. – Może dałoby się cos zrobić dla malej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia?

Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu. Szybko nalała sobie miarkę bur bona, a potem spojrzała mu w oczy i wypiła do dna.
– To co, zgodzisz się? – zapytała rzeczowo.
– Aleś się konkretna zrobiła, Janet. Nie tak prędko. Najpierw polej jeszcze po lufce. Gdy przygotowywała drinki, podniósł się, podszedł do wyjścia i przekręcił klucz. Na szczek zamka odwróciła głowę, ale nie zaprotestowała. Wracając wziął od niej szklankę i rozparł się w fotelu. Chwile pili w milczeniu. Później Janet wyciągnęła z kieszonki niewielką żółtą kartkę.
– To co, mogę cię połączyć?
– OK, ale najpierw usiądź mi na kolanach.
– Po co?
– Usiądź, to się dowiesz.
– Jak usiądę to porozmawiasz z nimi, tak?

Nie odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.
– Siadaj!
– I wtedy się zgodzisz?
– Wtedy pomyśle – zaśmiał się.

Panujące w pomieszczeniu napięcie udzieliło się wreszcie dziewczynie. Delikatnie ścisnęła i rozkurczyła uda. Później udając, ze poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.
– Ale zgodzisz się?
– Najpierw usiądź, Janet.

Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posądził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyje, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sino czerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony niemowlak do smoczka.

Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tylu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
– Zgodzisz się?
– Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.
– Ale najpierw, Jose.
– Co najpierw? – Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji.
– Najpierw cię połączę.
– Co!?
– Najpierw cię połączę z sierocińcem.
– Zwariowałaś? W takiej chwili?
– No to wracam, dyrektorze. – Dziewczyna zsunęła póły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
– Dobrze, już dobrze, kobieto, łącz mnie, skoro to takie ważne. – Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet. Dziewczyna uśmiechała się również następnego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad interkomem.
– Już przyszli. Chce pan ich oprowadzić, inżynierze Ortega.
– Ach, daj mi już spokój – odburknął wydobywający się z plastikowej skrzynki glos. – Niech Mike się tym zajmie. Tylko nie wpuszczać mi do laboratorium żadnych opiekunów. Same bachory. Wychowawcy niech sobie wypiją kawę z ochroną.

Janet podniosła się, ruszyła do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła ich dłonią. Glos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
– Witam w laboratoriach Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
– Witaj JayPeg – odparła, zadzierając głowę. – Czy możesz wywołać Mike’a?

W czasie krótszym niz. mrugniecie oka, autonomiczny podzespół programu przetworzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, ze barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.
– Nie ma sprawy, Janet – powiedział JayPeg. – Jaki jest powód?
– Ma oprowadzić wycieczkę z sierocińca.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀